|
PIERWSZE CZYTANIE• Dz 2,42-47
Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących
Jakiż jest piękniejszy dowód pokory niż ten, gdy przełożeni braterskiej wspólnoty są wzajemnie sobie poddani? Jeśli nadto posiadają te same duchowe dary, o ileż piękniejszy będzie ich wspólny wysiłek. Jak wskazał nam Pan rozsyłając swoich uczniów po dwóch, każdy z nich z radością wybierze poddanie się drugiemu, pamiętając o słowach: „Kto się uniża, będzie wywyższony” (Łk 18,14). Jeśli zaś się zdarzy, że jeden posiada mniej a drugi więcej, jest bardziej pożyteczne, aby słabszy pozwolił się wspomagać przez mocniejszego. W przeciwnym razie, czyż nie byłoby to oczywistym przekroczeniem apostolskiego nakazu: „Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich” (Flp 2,4). Sądzę, że nie jest rzeczą możliwą dokonać tego pozostając w oddzieleniu, ponieważ każda część uważa za swą powinność troskę tylko o tych, którzy do niej przynależą, zaniechawszy troski o innych, co – jak powiedziałem – stoi w wyraźnej sprzeczności nakazem apostolskim.
Na świadków takiego postępowania należy przywołać świętych, o których opowiadają Dzieje: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących”, i w innym miejscu: „Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem, i wszystko było wspólne”. Jest więc jasne, że między nimi wszystkimi nie było żadnego rozdziału, ani nikt nie żył samowolnie, ale wszyscy powodowali się jedną i tą samą troską. A tak się działo, gdy było ich razem pięć tysięcy i gdy wśród nich pojawiło się zapewne niemało – po ludzku mówiąc – przeszkód na drodze do życia wspólnego. Jeśli więc bracia znajdujący się w jednej miejscowości są o wiele mniej liczni, jakaż przyczyna usprawiedliwiałaby pozostawanie w rozdzieleniu między sobą?
Oby okazało się możliwe, żeby nie tylko bracia z jednej miejscowości byli w ten sposób zjednoczeni razem, ale także, aby liczne wspólnoty założone w różnych miejscach były budowane w jedności ducha i w więzi pokoju (Ef 4,3) pod jednym przewodnictwem tych, którzy są w stanie bezstronnie i mądrze kierować sprawami wszystkich1.
św. Bazyli Wielki |
|
Jak wzorować się na Apostołach, skoro oni wszystko oddawali do wspólnej kasy? I nie tylko to. We współczesnym świecie, przesiąkniętym egoizmem wprost nie do wyobrażenia jest mieć z kimś wszystko wspólne. Zastanawia też, co takiego robili pierwsi chrześcijanie, że dokonywali wielkich znaków i cudów? Dlaczego dziś chrześcijanie nie dokonują znaków takich, by inni, widząc je, uwierzyli? A jak bardzo jako wspólnota się zmieniliśmy, że w pierwszych wiekach odnoszono sie do nas życzliwie, a dziś jesteśmy postrzegani jako śmieszni i nieżyciowi?
Święty Piotr w drugim czytaniu zachęca: „radujcie się, choć teraz doznacie trochę smutku”. I chciałoby się odpowiedzieć: „łatwo powiedzieć”. Czy radość w cierpieniu nie byłaby aktorstwem? I jak w ogóle można doświadczać radości w smutku? Przecież to zupełnie przeciwstawne! A czy da się kochać kogoś, kogo się nigdy nie widziało? Apostoł mówi bowiem, że nasza wiara jest większa, bo nie widzieliśmy Jezusa na własne oczy. Czy można w ogóle tak porównywać coś takiego jak wiara? Piotr pisze o „wartości wiary”, która wzrasta przez doświadczenia. Ale czy nie jest tak, że albo ktoś wierzy, albo nie? Czy da się wierzyć tylko trochę, albo wierzyć bardzo? |
|
Jak to się stało – intryguje nas, słuchaczy – że lęk i wątpliwości przerodziły się w Bożą radość i prostotę serca, zamknięta grupka – w otwartą, codziennie rosnącą, jednomyślną wspólnotę, niemoc – w znaki i cuda, wrogość otoczenia – w życzliwość i bojaźń. Przyczyną tej radykalnej przemiany jest przychodzący Jezus, który przynosi pokój i Ducha Świętego, działającego z mocą na naszych, ludzkich drogach. Różnie to w życiu bywa: jak św. Tomasz kombinujemy po swojemu, błądzimy, odchodzimy i wracamy, wszystkiego musimy dotknąć i doświadczyć, żeby coś do nas dotarło. Najważniejsze jednak, abyśmy wcześniej czy później jasno, z serca, powiedzieli „Pan mój i Bóg mój”. Przyjęcie Jezusa jako Pana swojego życia i Ducha Świętego jako nieodłącznego towarzysza i przewodnika otwiera niesamowitą perspektywę. Tak dotknięty i umocniony człowiek zostaje niejako posłany przez Boga do innych – chce się dzielić z innymi tą radością, mocą, znakami i cudami, wszystkim co posiada. |
|
Człowiek wierzący wie, że w swoim ziemskim życiu jest nieustannie obdarowywany przez Boga. Od samego początku istnienia uświadamia sobie obecność i bliskość Boga. Pierwszy dar to życie – dane człowiekowi w chwili jego poczęcia. Potem – chrzest, inne sakramenty. Każdy nowy dzień dany do dyspozycji człowiekowi – to podarunek Boga. Ludzie, których spotykamy – to też Boże obdarowanie. Wspólnota Kościoła, w której wzrastamy jest również wyrazem Bożej miłości. Wśród tych wszystkich darów jest cnota wiary. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: „Wiara jest cnotą teologalną, dzięki której wierzymy w Boga i w to wszystko, co On nam powiedział i objawił, a co Kościół święty podaje nam do wierzenia, ponieważ Bóg jest samą prawdą” (KKK 1914).
Dobrym przykładem obdarowania przez Boga wiarą jest sytuacja z dzisiejszej Ewangelii. Jezus budzi wiarę w św. Tomaszu dając mu się poznać. Pozwala odkryć w sobie to, co stanowi istotę Jego Męki Śmierci i Zmartwychwstania. Tomasz doznaje niezwykłej łaski namacalnego odkrycia prawdziwości wydarzeń, które tak niedawno przeżywał. Jego wątpliwości i zastrzeżenia zostają rozwiane. Wiara, która zagościła w jego sercu dzięki dobroci i wyrozumiałości Chrystusa, pozwala mu wyznać: „Pan mój i Bóg mój” (J 20,28). |
|
Dziękując Miłosiernemu Bogu za dar życia Karola Wojtyły – Jana Pawła II, za dar jego powołania, za przykład świętości prawdziwej, za radość i przyjaźń jaką zawsze, do końca swoich dni darzył młodych – nadzieję Kościoła i świata, zechciejmy pochylić się nad tekstami Pisma Świętego, które daje nam dziś Kościół w tej liturgii. Błogosławiony Janie Pawle II – bądź tu z nami, wierzącymi w świętych obcowanie, i pomóż nam zrozumieć Pisma, jak Jezus pomógł swoim uczniom. |
|
Wyobraźcie sobie, że wybieramy się na wakacje. Mamy je spędzić w pięknej miejscowości, ale położonej daleko od głównych miast, daleko od znanych szlaków komunikacyjnych. Powstaje pytanie jak tam trafić? Może wy wiecie? (okazja do rozmowy z dziećmi). Oczywiście pomaga nam mapa, pomaga GPS, ale często nie obędzie się bez pomocy miejscowych ludzi, którzy pokażą nam najlepszą drogę do celu. Utarło się nawet takie powiedzenie: „koniec języka za przewodnika”, czyli aby nie zabłądzić trzeba o drogę pytać. Podobnie jest w naszym życiu. Jak iść przez życie aby nie zginąć, ale bezpiecznie dojść do celu, do nieba? Kto nam taką bezpieczną drogę pokaże?
W dzisiejszej Ewangelii spotkaliśmy wiele postaci. Może potraficie je wymienić (okazja do rozmowy z dziećmi). Pośród nich jest także apostoł Tomasz. Nazywa się go często niewiernym Tomaszem, bo nie chciał uwierzyć, że Pan Jezus zmartwychwstał. |
|
Krótko przed aresztowaniem Jezus uprzedził uczniów, że nie będzie dostępny przez jakiś czas, potem jednak znowu Go zobaczą. Będą się smucić w tym czasie, a świat będzie się cieszył. Wkrótce i oni się rozradują. Przywódcy religijni, którzy wymusili na prokuratorze rzymskim, Piłacie, skazanie Jezusa na ukrzyżowanie, triumfują.
|
| partnerzy: |
|
|










