|
Trzy przypowieści w Ewangelii św. Łukasza (rozdz. 15.) kończą się tym samym przesłaniem o radości Boga z nawrócenia każdego grzesznika. Kilkakrotne powtórzenie tego samego tematu świadczy niewątpliwie o tym, jak ważne jest, by człowiek miał świadomość tej niepojętej, ogromnej miłości, jaką Bóg go obdarza, zawsze i bezwarunkowo.
|
|
Przypowieść o marnotrawnym synu jest raczej przypowieścią o miłosiernym i kochającym ojcu. Ja jestem w pozycji pierwszego albo drugiego syna. Bóg kocha obydwu. Nie może mi jednak przebaczyć na odległość, nie będzie mnie jednak do siebie ciągnął na siłę, nie doświadczę Jego miłosierdzia, dopóki nie „wstanę i nie wrócę do Ojca”, dopóki nie uznam, że muszę coś zmienić w moim życiu.
|
|
Niezwykłym postępowaniem ojca opisanym w ewangelii jest nie tylko pozwolenie na odejście syna, ale jeszcze wysłanie go w świat z solidnym zabezpieczeniem. Można by powiedzieć, że to utopijna „inwestycja” – i poniekąd tak jest. Jednak okazuje się, że znajomość własnego dziecka, mądrość, a nade wszystko miłość ojca owocuje nie tylko powrotem, ale najpierw refleksją (docenieniem tego, co się utraciło), potem uznaniem swojej winy, a w końcu ponownym, jeszcze większym, doświadczeniem miłości ojca.
|
|
Wydaje się, że powinniśmy stawać się coraz bardziej nowocześni, że powinniśmy używać nowoczesnych rzeczy. Jeden z takich przedmiotów mam w ręku i trochę o nim opowiem (pokazać GPS). Wszyscy rozpoznają, że jest to…. (Dzieci odpowiadają: GPS). Do czego on służy? (Dzieci odpowiadają, np.: by pokazać, jak jechać; by pokazać nam drogę; wskazuje, gdzie skręcić, a gdzie jechać prosto). Aby GPS dobrze działał, to trzeba mu podać jedną bardzo ważną informację – gdzie chcemy trafić. Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz – ten sprzęt sam pokazuje, gdzie teraz jesteśmy! Gdyby nie było tej informacji, to nie mógłby nam wskazać najlepszej drogi, jaką mamy wybrać, by dojechać do celu. |
|
Nowe narodzenie z Ducha polega na uwierzeniu w miłość Boga wyrażoną w śmierci Syna za wszystkich ludzi, aby nie zginął na wieki żaden wierzący. Wiara to całkowite zaufanie Bogu, co do teraźniejszości i wieczności. Wiara w to, że tylko Jezus Chrystus może uratować każdego człowieka od śmierci wiecznej. Nikt inny i nic innego. Ani częste posty, ani długie modlitwy, ani dobroczynność, ani darowizny, jeśli są czynione bez wiary w moc zbawczą ofiary Chrystusa.
Zbawienie przyjmuje się z takim zaufaniem, jak za czasów Mojżesza na pustyni, gdy ufne spojrzenie na miedzianego węża ratowało przed śmiertelnym ukąszeniem węża.
Jezus zostanie wywyższony na krzyżu i wywyższony w chwale. „Jezus powraca do nieba przez krzyż, «wywyższony» na krzyżu jak wąż na pustyni, który przyniósł uzdrowienie Izraelitom”. |
|
Z badań prowadzonych w latach 1991–1999 przez CBOS w Warszawie wynika, iż także we współczesnej cywilizacji odsetek osób wierzących w życie wieczne nieustannie wzrasta. Toteż przekonujmy osoby starzejące się, iż należy wciąż „rodzić się na nowo”, pogłębiając zjednoczenie z Chrystusem, które urzeczywistnia się nie tylko przez modlitwę, ale i pełnienie dobra. Wszak uczynki miłości wynikają tak z przyjętej wiary, z przynależności do Kościoła, którego powołaniem jest praktykowanie dobra, jak i z obowiązku współudziału w dziele Stworzenia i Odkupienia. Ponadto pełnienie czynów szlachetnych będzie wynagrodzone na Sądzie Ostatecznym, ponieważ bogobojny przykład życia i dobro mają siłę przekonywania innych do wiary oraz prowadzą do postępu w duchu sprawiedliwości i miłości społecznej. Słowem, pełnienie uczynków miłości staje się podstawą zbawienia i jest apostolstwem. |
|
Od trzech dni cieszymy się wiosną i od trzech tygodni przeżywamy Wielki Tydzień. Wiosna pobudza nas do podziwiania potęgi i mądrości Stwórcy budzącej się do życia natury. Wielki Tydzień uprzytamnia nam wielkość i miłość Dawcy Łaski, który tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie umarł, ale miał życie wieczne w niebie. |
|
Słowo, którym Kościół karmi nas w czasie dzisiejszej Eucharystii, zachęca do osobistej refleksji na obrazem Boga, który nosimy w sercach. Gdyby każdy z nas mógł opisać, jak widzi Boga i jak Go rozumie, okazałoby się pewnie, że nosimy w sobie różne oblicza tego samego Boga. Nie trzeba się tym przerażać, ani też tego wstydzić. Bardzo często obraz Boga, który mamy w sobie, jest konsekwencją różnych doświadczeń religijnych, form przekazu wiary w domu rodzinnym, w parafii czy na katechezie, a także ważnych przeżyć, które niekoniecznie wprost dotyczyły Pana Boga.
|
|
Dorosły syn skończył studia medyczne, pracował jako lekarz i zaczął równocześnie robić karierę naukową. Nie miał czasu poznać kogoś, ożenić się. Mieszkał ze swoją matką, która była już w podeszłym wieku. Z biegiem czasu, mama zaczęła przeszkadzać w jego życiu. Postanowił oddać ją do domu opieki. Z początku raz na jakiś czas odwiedzał, przywoził upominki. Potem coraz rzadziej i rzadziej.
|
| partnerzy: |
|
|










