|
Troska o słabych w wierze
Gdybyśmy odrzucili pokutę takich, którzy w swym sumieniu są przekonani, że dopuścili się niewielkiej przewiny, to zaraz – za podnietą diabła – odpadliby do herezji lub schizmy wraz z żoną i dziećmi, które ustrzegli [uprzednio] od splamienia się. I w dzień sądu będzie nam przypisana wina, iż nie leczyliśmy chorej owcy i z powodu jednej chorej straciliśmy wiele zdrowych (Ez 34,4). A gdy Pan opuścił dziewięćdziesiąt dziewięć owiec zdrowych i szuka jednej zbłąkanej i osłabionej, a znalazłszy ją, wziął ją na ramiona (Łk 15,4), my zaś nie tylko nie szukamy słabych, lecz i przychodzące do nas odtrącamy i gdy fałszywi prorocy nie przestają teraz pustoszyć i rozdzierać trzody Chrystusa, dajemy psom i wilkom sposobność, aby zginęli ci, których nie zgubiło nieszczęsne prześladowanie, a przepadli z powodu naszej twardości i nieludzkości. A co stanie się, najdroższy bracie, ze słowami Apostoła: „Wszystkim we wszystkim się podobam, nie szukając, co dla mnie jest pożyteczne, ale co dla wielu, aby byli zbawieni. Bądźcie naśladowcami moimi, jakom i ja Chrystusa” (1Kor 10,13;11,1). A na innym miejscu: „Dla słabych stałem się słaby, abym słabych pozyskał” (1Kor 9,22) lub „a jeśli cierpi jeden członek, cierpią z nim wszystkie członki i jeśli jeden członek się cieszy, wszystkie członki z nim się radują” (1Kor 12,26)3.
św. Cyprian
Cyprian, św. (ok. 200-258). Pisarz łaciński. Męczennik. Był biskupem Kartaginy i organizatorem życia religijnego w Afryce w III w. i obrońcą jedności Kościoła. Jego bogata korespondencja daje dobry obraz życia Kościoła w III w. Pozostawił ponad to traktaty moralne, a jego dzieło O jedności Kościoła do dziś nie straciło na swej aktualności.
|
|
Jezus uzdrawia trędowatego. Ten czyn Jezusa był szokujący dla Żydów, którzy zgodnie z przepisami prawa, co słyszeliśmy w Księdze Kapłańskiej, musieli odizolować osobę, na skórze której pojawił się trąd. Jezus uzdrawiając tego chorego, przełamał pewnego rodzaju barierę społeczną i religijną. Jezus odezwał się do niego, dotknął go, oczyścił i uzdrowił go. To musiało szokować. Odezwać się i dotknąć osobę zakażoną i wykluczoną przez społeczeństwo, skazaną na życie na marginesie, życie bez żadnego ludzkiego kontaktu. Zbawiciel do tego stopnia kocha człowieka, iż potrafi przekroczyć przepisy rytualne, aby mu pomóc i aby go uzdrowić. Ten fragment ewangelii pokazuje nam tak naprawdę dwa uzdrowienia jednej osoby: uzdrowienie fizyczne – trędowaty jest oczyszczony z epidemii trądu oraz uzdrowienie duchowe i społeczne – chory i wykluczony człowiek przywrócony jest do normalnego życia wspólnotowego, gdzie można spotykać się, rozmawiać i mieć ludzki kontakt z innymi. Jezus przyszedł, aby leczyć to co chore, tutaj chory jest nie tylko człowiek dotknięty trądem, ale chore jest i społeczeństwo, które tworzy kategorie osób wykluczonych. |
|
Dzisiejsze czytanie jest trudne. W poprzek jego rozumieniu staje chyba zwątpienie w bezgraniczność miłości Boga… Straszne to, ale tak należy chyba interpretować wątpliwość, jaka pojawia się w niejednym sercu: Dlaczego Pan Bóg czeka na nasze prośby, chce kołatania i naprzykrzania się, by ewentualnie wysłuchać naszego błagania? Dlaczego nie wychodzi naprzeciw naszym potrzebom w cierpieniu? – Można wprawdzie tłumaczyć sobie, że przecież gdyby rodzice nieustannie nosili dziecko na rękach, nigdy nie nauczyłoby się chodzić, ale jednak jakiś niepokój pozostaje. W końcu rodzice, to tylko ludzie, a Bóg, to Bóg, jest Wszechmocny.
Jako katolicy, słyszymy też ten zarzut od niewierzących: jak to możliwe, że Bóg, który jest Miłością i Miłosierdziem, potrafi wytrzymać obecność tylu straszliwych cierpień, jakich doświadczają ludzie, a nawet Jego Syn… Ja bym tak nie mógł. |
|
Ówczesna medycyna nie znała sposobów leczenia, stąd nie podejmowano go a jedynie czekano na nieprzewidywalny rozwój choroby i ewentualne samoistne uleczenie. Bywały jednak przypadki wyzdrowienia i przywrócenia osób do czystości rytualnej. Za wyzdrowienie uważano fakt wybielenia się skóry a następnie odczekanie pewnego okresu czasu, by choroba przeszła w fazę nieaktywną, czyli już nie będącą zakaźną (por. Kpł 13,16,17,38,39). Ostatecznie o powrocie do wspólnoty religijnej i w konsekwencji do wspólnoty cywilnej decydował kapłan jako biegły w prawie i kompetentny, by osądzić dany przypadek, czy osoba nabyła przez uzdrowienie tzw. czystość rytualną czy nie. Generalnie taka była sytuacja trędowatych w czasach Starego Testamentu, a zatem i w czasach Chrystusa Pana. |
|
Zdarza się również, że jesteśmy bardzo krytyczni dla samych siebie. Nie wierzymy we własne możliwości, przyznajemy, że pogrzebaliśmy wszelkie szanse na stanie się kimś lepszym. Nie potrafimy spojrzeć w lustro. Uważamy się za zupełnie straconych, nie zasługujących na miłość. A jednak jest Ktoś, kto chce stanąć pośród trędowatych, zasiąść z nimi do stołu i spożywać wieczerzę. To sam Jezus Chrystus poprzez swoją nieskazitelną i nieskończoną dobroć oczyszcza nasze najbardziej zgniłe rany. On nie czuje obrzydzenia dla żadnego z nas, choćbyśmy upadli na samo dno. |
|
Patrząc na trędowatego trudno powstrzymać się od współczucia, bowiem owej zakaźnej choroby skóry i nerwów chciałby uniknąć każdy. Przykre w skutkach objawy – guzowate krosty, plamy na skórze, stopniowa utrata czucia, szczególnie w palcach nóg i rąk, a także zwyrodnienia oraz utrata tkanki – stawiają przed chorym konieczność odizolowania od najbliższych. W czasach publicznej działalności Pana Jezusa trędowaci byli napiętnowani przez ludzi zdrowych. Wykluczeni z życia społecznego, spędzali czas w samotności i smutku. |
| partnerzy: |
|
|










