W numerze
 
listopad/grudzień 2005 » CO MIESIĄC » PIERWSZY PIĄTEK »

2 grudnia

Drukuj

Wystawienie Najświętszego Sakramentu

– pieśń: Każda żyjąca dusza...

Modlitwa do Miłosiernego Ojca

Boże, oczekujemy pamiątki przyjścia Twego Syna – Jezusa. Pragniemy to uczynić czystymi sercami. Dlatego z ufnością spoglądamy ku Twemu miłosierdziu – racz wysłuchać, Panie, nasze pokorne błagania. Niech Twa odwieczna mądrość, sprawiedliwość nie będzie dla nas zbyt surowa.

Ty wiesz, Panie, że Cię kochamy i dlatego z pokora wyznajemy wszelkie nasze występki przeciwne Twej miłości. Panie, polegamy na Twym miłosierdziu. Amen.

Świąteczna spowiedź – czy przyzwyczajenie?

Rzeczą naturalną jest to, że każdy wierzący w Chrystusa pragnie przeżyć święta Bożego Narodzenia godnie, to znaczy w czystości swej duszy, w pokoju z samym Bogiem i swymi bliźnimi. Charakterystyczny jest więc obrazek polskich kościołów tuż przed Bożym Narodzeniem i przed Wielkanocą. Przed konfesjonałami ustawiają się kolejki do spowiedzi. I z jakiejkolwiek spojrzymy na strony, to najważniejsze jest to, że człowiek ma w sobie ów boski pierwiastek, który popycha go w kierunku Stwórcy-Odkupiciela, aby porozmawiał z nim, a poprzez posługę Kościoła otrzymał rozgrzeszenie i mógł godnie uczestniczyć w liturgii.

Jest jednak druga strona tego zagadnienia. Świąteczna spowiedź dla wielu jest po prostu “koniecznością”, “nakazem” lub też... przyzwyczajeniem. Jakoś tak “głupio jest nie iść do spowiedzi... przecież choinka, wigilia, no i sylwester po drodze. Człowiek zawsze coś tam nagrzeszy, to i wyspowiadać się trzeba”. Takie myślenie nie prowadzi jednak do dialogu i bliskości z Bogiem, lecz do zinstytucjonalizowania swej wiary. Wielu katolików tak się przyzwyczaiło, że traktują spowiedź jako element bożonarodzeniowych sprawunków. I stąd też są owe kolejki przed konfesjonałami.

Popatrzmy jeszcze na to, jak ma zachować się spowiednik. Skoro ma bardzo dużo penitentów, to zaczyna szybciej spowiadać. Brak jest wtedy naturalnej atmosfery spowiedzi. Czasami zdarza się, że sami wierni “poganiają” spowiednika. Śmieszne jest i to, że obserwując kilku spowiedników wybierają tego, który “szybko spowiada, nie zadaje pytań, nie rozwleka swych pouczeń i nie daje ciężkich pokut”. Dodajmy z ironią, że “najlepiej byłoby, gdyby jeszcze nie słyszał i nie widział”.

Tymczasem taka szybka spowiedź (nauczyciele powiedzą: “po łebkach”), owszem jest ważna, ale nie wprowadza penitenta na drogę poważnej refleksji nad sobą samym, nad postępowaniem, nad relacją do Boga i bliźnich. Spowiednicy proponują niektórym penitentom, którym zależy na swym wnętrzu, aby w spokojniejszym czasie przyszli po poradę. Czasami umawiają się z konkretnym penitentem na spowiedź w innym czasie.

Jest to wielkie wyzwanie dla Kościoła w Polsce. To, że świat patrzy z niedowierzaniem jak my – Polacy – tłumnie idziemy do spowiedzi, nie oznacza, że świat nie widzi, iż już za parę dni wielu z wierzących nie poczuwa się do wspólnotowej modlitwy w następną niedzielę czy też święto. Może więc warto porozmawiać ze swoim stałym spowiednikiem i, aby nie wpaść “w długi stan oczekiwania” na spowiedź, umówić się z nim na konkretny dzień i godzinę? Przecież to nic strasznego umówić się na indywidualną spowiedź. Warto już dziś pomyśleć, aby tak adwent jaki święta przeżyć godnie, mając w pamięci spokojną i odpowiedni czas trwającą spowiedź.

Cisza

Świat coraz bardziej “wariuje” w witrynach sklepowych, w splotach reklamowych, w audycjach na temat wigilijno-światecznych potraw. Czas adwentowy jest zakłócony przez przedświąteczne zabieganie. Nie ulegamy jednak temu wszyscy. Dlatego chwile ciszy przed spowiedzią są jak najbardziej pożądane.

Spowiedź

homilia

UZDROWIENI NIEPOSŁUSZNI

A kto by się nie cieszył?

W jednym z polskich szpitali, zdolny i pokorny chirurg narobił sobie nie lada kłopotu. Dlaczego, ponieważ spędzał sporo czasu z pacjentami przed operacją. Rozmawiał z nimi na różne tematy. Pytał o męża, żonę, dzieci, o pracę, o znajomych, co słychać wśród sąsiadów. Zadawał także bardzo interesujące pytania dotyczące wnętrza człowieka. – Z panem doktorem to tak się rozmawia jak z księdzem – wyznała mu kiedyś starsza pacjentka. I faktycznie! Był nie tylko dobrym specjalistą z zakresu chirurgii, ale i znał się na wnętrzu człowieka. Ponieważ był wierzącym, dlatego sugerował swym pacjentom, aby “uregulowali sprawy z Panem Bogiem”. Kłopot zaś wyniknął stąd, że coraz więcej pacjentów pragnęło mieć operację czy też zabieg właśnie u niego. W szpitalu zrobiła się niezdrowa atmosfera. Niestety! Zazdrość opanowała serca innych lekarzy. No cóż! Nic dodać – nic ująć...

Dwaj uzdrowieni

Ci dwaj niewidomi nie mogli ukryć radości, że widzą. Szybko roznieśli wieść o Jezusie, Synu Dawida, który przywrócił im wzrok. Wielu ludzi już słyszało o cudach Nauczyciela z Nazaretu. Znaleźli się więc ci, którzy po prostu Mu zazdrościli, że takie cuda czyni, że ma coraz więcej zwolenników, że dokoła niego gromadzą się tłumy. Ale nie tylko to było powodem męskiej zazdrości. Głównie chodziło o to, że Chrystus mówili zupełnie inaczej o Ojcu w niebie. Zmienia odwieczne zasady. Znosi to, co zostało ustanowione. Wskazuje na znaki mówiące o tym, że Mesjasz już przyszedł. Odkrywa duchowe oczy prostym ludziom. Uczy ich żyć w wolności ducha. Co jednak najgorsze: zgromadził wokół siebie prostych rybaków i oni wraz z Nim chodzą po Galilei, Judei, Samarii – wstępuje do synagog i tam naucza. On zmienia świat!

Zazdrośni o Ewangelię

Czy mogę być zazdrosnym o to, że ktoś obok mnie kocha Jezusa? Czy można być zazdrosnym o to, że mój sąsiad prowadzi ewangeliczny styl życia? Chyba tylko Bożą zazdrością polegającą na tym, że “zarażamy się” tym samym i stajemy się jeszcze większymi głosicielami Chrystusa.

Jest jednak w naszym społeczeństwie inny rodzaj zazdrości, który jednak prowadzi do niezdrowego zachowania. To jest coś w rodzaju uczniów, którym nie chce się uczyć i są zazdrośni, że ich koledzy i koleżanki – zdolni i pilni – postępują coraz dalej w dziedzinie danego przedmiotu. Jakże często podczas przerwy podchodzą do nich i “grożąc im pobiciem” nie pozwalają na podnoszenie poziomu nauki w klasie. To taka brzydka “fala” w szkole, której nie można wytępić.

W życiu duchowym jest bardzo podobnie. Znane są nam przecież powiedzenia: No co, jak długo będziesz zgrywał świętoszka? Pan Molier nawet by się oburzył, gdyż w wielu wypadkach jest to niewłaściwa adaptacja sensu jego sztuki. A inne pytania w stylu: Co, nie napijesz się? Nie pójdziesz na wagary? Kogo się boisz, księdza? Nie bądź frajerem.

Cóż... wtedy trzeba zapytać: O co jesteś zazdrosny/a? O wiarę? O Ewangelię? O Boga? Jeśli odpowiedź będzie twierdząca – to już jest krok do nawrócenia naszych rozmówców. Ale tacy ludzie raczej nic nie odpowiadają. Boją się siebie samych i duchowego obrazu ich wnętrza. Nie przejmujmy się!

autor: ks. Andrzej Ziółkowski CM