Autor jest doktorem teologii, przez wiele lat był wykładowcą homiletyki, tworzył podstawy tzw. homiletyki kontekstualnej, był redaktorem naczelnym „Biblioteki Kaznodziejskiej” (1985-2004).
„Bądźmy…”? Więc nie jesteśmy? A jak podejmować to wezwanie jako głosiciele Jego słowa? Kto może nas lepiej pouczyć, jak nie On sam słowami zapisanymi w Ewangeliach? A weźmy pod uwagę głos osoby świeckiej, wspomagającej naszą posługę swoimi refleksjami. „Nie ma dziś innego sposobu głoszenia Ewangelii, jak stanie w jednym szeregu ze świeckimi” (bp Edward Dajczak).
Chodź za Mną
„Pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i zapytał: Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne? – zachowaj przykazania. – Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje? – Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną! Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości” (Mt 19,16-22).
Wielokrotne „chodź za mną” znajdujemy w Ewangelii w różnorakich sformułowaniach, czytamy zgromadzonym podczas liturgii… W dzień wspomnienia św. Bernarda z Clairvaux wypadło nam kiedyś odczytać tę Ewangelię. Anna Lutostańska podsunęła wtedy w „Oremus” (VIII 2001, s. 93) takie myśli dla posługi słowa: „Święty Bernard z wielkim zaangażowaniem walczył o czystość wiary i o jedność Kościoła. Posiadł on niezwykłą umiejętność łączenia aktywnego życia z głęboką kontemplacją i mistyką. Ubóstwo zakonne pomagało mu w kształtowaniu w sobie ubóstwa duchowego – całkowitego zdania się na Boga. Wielu współczesnym wydaje się, że opływanie w dobra materialne nie przeszkadza duchowości, jednak życie pokazuje, jak łatwo bogactwo może nam przesłonić Boga”.
„Chodź za mną!” – Co otrzymam? Czy rozpoczynając rok duszpasterski z hasłem „Bądźmy uczniami Chrystusa” sami „przypatrujmy się naszemu powołaniu”, by nic nie przesłaniało nam Boga, nadprzyrodzoności posługi słowa. Czy to nie jest zastanawiające, że czasopismo homiletyczne jako pomoc w posłudze słowa podsuwa takie prowokujące refleksje? – Wobec tego pytanie: czy ważniejsza jest umiejętność głoszenia słowa czy ujawniająca się postawa, zaangażowanie, dawanie świadectwa wiary? „Technika” czy „postawa”? Ambo meliores i cudownie by było, gdyby człek umiał to połączyć. A czy pełnia życia duchowego nie zapewni szansy stania się „Chryzostomem”, złotoustym? No, niepokojące: dzwon, pusty wewnątrz, a głośno dzwoni.
Co otrzymamy?
„Piotr rzekł do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?” (Mt 19,23-30).
– Głosił królestwo Boże, oni poszli za Nim, tak jak wezwał. Naśladują Go głosząc Jego orędzie. Czy my, czyniąc podobnie, także pytamy o… „wypłatę”?
Mamy prawo pytać, uświadamiać sobie, co wtedy apostołom odpowiedział.
Po co? – By ożywić w sobie charyzmat głosiciela, świadomość uczestniczenia w misterium słowa. Więc trzeba pytać – siebie! Istnieje obawa, że… nie pytamy, działamy „mechanicznie” – bez głębszej refleksji. A to jest groźne!
Pytanie Piotra, co otrzymają, formalnie brzmi nieco odrażająco – by nie powiedzieć: gorsząco. Nasza zaś świadomość, gdy przygotowujemy homilię, wygłaszamy…? – Bo to kolejny obowiązek w pracy duszpasterskiej, bo to realizacja prośby kolegi, „zamówienia”, które będzie gratyfikowane?
Powie ktoś: bez przesadyzmu! – Dobrze, racja. Tak się kształtuje nasza praca kaznodziejska i współpraca. Tylko co jest ważniejsze? Zapłata tu, teraz, czy tam, potem?
Czy wolno w tym miejscu przypomnieć życiorysy świętych kaznodziejów? – Zgódźmy się, że grozi nam zmaterializowanie, że i nam grozi zlaicyzowanie, osłabienie nadprzyrodzonej świadomości w naszym posługiwaniu…
Oddani na służbę
Jesteśmy oddani na służbę ludowi Bożemu. Taka jest wola Boża. Dawanie świadectwa o tym, że jesteśmy uczniami Chrystusa, będzie polegało na ciągłej trosce o głoszenie słowa Bożego, a może być wiele okazji do tego… Niechby wierni poznali, że nawet gdy w dzień powszedni przyjdą na Mszę św., ksiądz pomoże im swoimi słowami zrozumieć, co chce im powiedzieć Pan – dzisiaj, tutaj, teraz. Poznają, że mu na tym zależy. A takie świadectwo o słowie Pana pociąga, przekonuje – może nieraz bardziej niż sama treść pouczenia.
Taka jest wola Boża… Ale trzeba dać jej wyraz.
Przywołajmy scenę zwiastowania Maryi: „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,26-38). Oczywiście, to wymaga wysiłku, oddania się sprawie Bożej – na co dzień. Takie myśli podsuwa kaznodziei osoba świecka (Anna Lutostańska, „Oremus”, VIII, 2001, s. 100-101): „Maryja uczy nas, że zgoda na plany Boga niejednokrotnie wiele nas kosztuje. Realizowanie Bożej woli wiąże się często z poczuciem niepewności, oderwaniem od tego, co bliskie i znane. Jednak Bóg potrzebuje całkowitego oddania tych, których wybiera, by Jego wola wypełniała się tu na ziemi, by rozszerzało się Jego królestwo”.
Czujność
„Bracia, prosimy i zaklinamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu – jak już postępujecie – stawajcie się coraz doskonalszymi! Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam przez Pana Jezusa. Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie…” (1 Tes 4,1-8).
„Wolą Bożą jest wasze uświęcenie” – upomina św. Paweł. Miłość Chrystusa przynagla nas, byśmy coraz bardziej upodabniali się do Niego – byli Jego uczniami, dawali temu wyraz w postępowaniu, nauczaniu. Refleksja osoby świeckiej zachęca do ciągłej czujności: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny (Mt 25,1-13). Wybór życia według wiary to nieustanne czuwanie z zapaloną lampą i zapasem oliwy – wiary, nadziei i miłości…” (Anna Lutostańska, „Oremus” VIII 2001, s. 136).
Nie lękać się i wymagać od siebie
Co robić, by sprostać zadaniu bycia uczniem Chrystusa? I jako tako nauczać? – „Śmierć św. Jana Chrzciciela (Mk 6,17-29) – podobnie jak śmierć Syna Bożego – nie miała w sobie nic z patosu i wielkości. Ziarno musi obumrzeć, aby wydać plon. Zbliżając się dziś do stołu Pana, napełniajmy się Jego mocą, byśmy umieli sprostać sytuacjom, w których będziemy musieli kogoś upomnieć, powiedzieć trudną prawdę, narażając się na wyśmianie, kpinę, pogardę czy odrzucenie. Byśmy nie lękali się o siebie, lecz czynili dobro z troski o zbawienie człowieka” (Anna Lutostańska, „Oremus”, VIII 2001, s. 128).
Chyba najgroźniejsze upomnienie ucznia Chrystusa, któremu zlecił posługę nauczania… Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: „Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać […]. Lubią zaszczytne miejsca […]. Chcą, by ich pozdrawiano […]. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą” (Mt 23,1-12).
„Zarzut postawiony przez Jezusa faryzeuszom może dotyczyć każdego z nas. Łatwo wymagać od innych, szczególnie gdy sprawowana funkcja do tego upoważnia. Wymagać od siebie, sobie narzucać dyscyplinę – to dużo trudniejsze. Jednak tylko wtedy człowiek jest wiarygodny, kiedy sam czyni to, czego wymaga od innych. Dlatego najdoskonalszym wzorem jest dla nas Jezus Chrystus, nasz Mistrz i Nauczyciel, który jedyny całym swoim życiem realizował to, czego nauczał” (Anna Lutostańska, „Oremus”, VIII 2001, s. 112).
Zawierzenie
Powiedział do Niego Natanael: Skąd mnie znasz? Odrzekł mu Jezus: Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip” (J 1,45-51).
„Natanael uwierzył w Chrystusa dopiero wtedy, gdy Pan powiedział mu o nim samym rzeczy nikomu nieznane. Święci nieufni, święci wątpiący – to dla nas źródło nadziei, że mimo naszych słabości mamy szansę, by się nawrócić, że każdy moment życia jest dobry, by uwierzyć w Chrystusa i pójść za Nim. Módlmy się za ludzi krytycznie odnoszących się do Kościoła, żyjących z dala od Boga, by potrafili «przebić się» przez to, co jest ludzką niedoskonałością, i odnaleźli Boga żyjącego w Kościele” (Anna Lutostańska, „Oremus” VIII 2001, s. 108).
Wczuwać się
„Moje owce słuchają mego głosu, Ja znam je, a one idą za Mną” (J 10,27). On, Mistrz i Nauczyciel, zna człowieka. My? – Niechby uczeń Chrystusa starał się poznać warunki życia słuchaczy, miał umiejętność wczuwania się, empatii, zanim – i czy? – powiedział „biada…” A co dopiero, gdyby sam był daleki od tego, czego wymaga od słuchających. Groźne są, niepokoją słowa Mistrza: „Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami. Biada wam, przewodnicy ślepi, którzy mówicie” (Mt 23,1.13-22).
Cena pokoju
„Jezus powiedział do swoich uczniów: «Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął! Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam»” (Łk 12,49-53).
Gdy czytaliśmy te Ewangelię (20. niedziela okresu zwykłego, rok C), tym twardym słowom Jezusa o podziale niesionym na świat wraz z Ewangelią poświęcił Benedykt XVI rozważanie poprzedzające Anioł Pański: „Choć sam Chrystus jest naszym pokojem, to Jego zwycięstwo odbywa się w starciu przeciwieństw, symbolizowanym przez słowa «podział» czy «miecz». To Chrystusowe wyrażenie oznacza, że pokój, który On niesie, nie jest synonimem zwykłego braku konfliktów. Przeciwnie, pokój Chrystusa jest owocem ciągłej walki ze złem. Zwarcie, w które Jezus zamierza wejść, nie jest skierowane przeciwko ludziom, czy ludzkim władzom, ale przeciwko nieprzyjacielowi Boga i człowieka, Szatanowi. Kto chce oprzeć się temu nieprzyjacielowi, pozostając wiernym Bogu i dobru, w nieunikniony sposób musi spotkać się z niezrozumieniem, a niekiedy wręcz z otwartym prześladowaniem. Stąd ci, którzy zamierzają iść za Jezusem i bezkompromisowo opowiedzieć się po stronie prawdy, muszą wiedzieć, że napotkają przeciwności i staną się, wbrew sobie, znakiem podziału między ludźmi, czasem wręcz w obrębie własnych rodzin”.
Benedykt XVI przypomniał też, że bycie „narzędziem pokoju” nie oznacza opowiadania się za czymś nietrwałym i pozornym, ale stanowi wymóg mężnego i wytrwałego zwyciężania zła dobrem, płacąc przy tym osobiście tego cenę. Takie są wymagania służby Bożej.
Bądźmy uczniami
„Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał” (Mt 25,14-30). I my otrzymaliśmy talenty. Ogłaszając orędzie ewangelijne, sami dalej reflektujmy!
Bywamy nieufni, słabej wiary… Tak jak pierwsi uczniowie Chrystusa, tak jak ci, których pouczamy…
autor: ks. Zdzisław Grzegorz Grzegorski
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






