Autor jest doktorem habilitowanym homiletyki, adiunktem PAT w Krakowie, wykładowcą homiletyki w WSD Redemptorystów w Tuchowie. Był współtwórcą i redaktorem naczelnym serii „Redemptoris Missio”.
Głoszenie słowa Bożego, jak każda sensowna działalność ludzka, zmierza do osiągnięcia określonego celu. Zrozumiałe są zatem pytania o jego skuteczność, o to, co może ją zmniejszać lub zwiększać. Odpowiedź jednak jest niełatwa, gdyż nie dysponujemy odpowiednim narzędziem do jej mierzenia. W przypadku przepowiadania mamy bowiem do czynienia z wydarzeniem o charakterze Bosko-ludzkim, a więc i o Bosko-ludzkich skutkach. Jeśli nawet jego ludzkie skutki podlegają jakiejś ocenie, to jego skutki Boskie pozostają nadal niedocieczoną tajemnicą. Głosiciel słowa Bożego musi zatem pogodzić się z misteryjnością swej działalności. A więc: „Nie każde głoszenie słowa i nie każde świadectwo życia musi prowadzić do wymiernych skutków. Ewangelizacja polega również na tym, aby «siać nie zbierając», gdyż o owocach decyduje Duch Święty”1.
Stąd pytanie o skuteczność przepowiadania musi mieć na uwadze tak Boski, jak i ludzki jego wymiar. W różnych epokach historii zbawienia, której od początku towarzyszy głoszenie słowa, padały różne odpowiedzi na pytania o jego skuteczność. Przypominały one ruch wahadła. Raz bowiem przechylały się one bardziej w kierunku Boskiej, innym razem – bardziej ludzkiej skuteczności. Podobnie jak w teoriach chrystologicznych, które raz akcentowały Bóstwo, innym razem człowieczeństwo Chrystusa. Analogia uzasadniona. Chodzi wszakże w obydwu przypadkach o obecność Słowa Bożego w ludzkiej postaci, raz o jego „inkarnację”, drugi raz o jego „inwerbację”.
Problematyka skuteczności przepowiadania w szczególny sposób nabrzmiała w okresie Soboru Watykańskiego II. Był to czas wielkiej i pasjonującej debaty teologicznej na jej temat. Debaty o tak wielkim zakresie, że możemy tutaj podzielić się jedynie jej okruchami, z myślą nie tyle o teoretykach, ile o praktykach przepowiadania.
Skuteczność Boska
Boskiej skuteczności przepowiadania nie można sprowadzać wyłącznie do błogosławieństwa, jakiego Bóg udziela sługom swego słowa, obdarzając ich siłą głosu, błyskotliwością umysłu, retorycznym talentem, sprzyjającymi okolicznościami. Nie można jej też sprowadzać do oddziaływania głoszonych treści, które, jako Boże, same z siebie miałyby przekonywać, nawracać, sprowadzać na drogę zbawienia.
Mówiąc o Boskiej skuteczności mamy na myśli tę skuteczność, jaką przepowiadaniu zapewnia obecny w nim przez swoje Słowo – Bóg. Słowo Boże oznacza wszak obecność samego Boga: „A Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo”(J 1,1). Obecność Słowa Bożego – zapowiada Boską skuteczność: „Wszystko przez nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1,3). Dlatego też biblijne wyrażenie słowo Boże (dabar Jahwe) wskazuje nie tylko na poznawczy (noetyczny), ale działający (dynamiczny) i to działający skutecznie jego charakter.
Z woli Boga Jego słowo zagościło w ludzkim słowie prorockiego przepowiadania. Powołując Jeremiasza na proroka Bóg oświadczył: „Oto kładę moje słowa w twoje usta” (Jr 1,9). Owo Boże oświadczenie dotyczyło także innych proroków, którzy świadomi obecności słowa Bożego „w swoich ustach” zapewniali słuchaczy: „Tak mówi Pan”(Ez 6,1; Am 2,1 i in.).
Obecne w mowie proroków słowo Boga objawiało właściwą sobie skuteczność, o czym zapewniali oni również w swoich mowach. Niech nam wystarczy w tej chwili przywołanie jednego z bardziej znanych fragmentów mowy Izajasza proroka: „Zaiste podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich: nie wraca do mnie bezowocnie, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa”(Iz 55,10-11).
Najdosłowniej słowo Boga uobecniło się w postaci najszczególniejszego z proroków, Jezusa z Nazaretu. W nim Bóg „przemówił do nas przez Syna. Jego też ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat”(Hbr 1,2). Szczególność Jezusa-Proroka w tym się zatem wypowiada, że nie tylko głosił On słowo Boże, ale był wcielonym odwiecznym Słowem (Logosem), które było na początku u Boga, które Bogiem było, oraz przez które wszystko się stało, co się stało (por. J 1,3).
Założony przez Chrystusa, wcielone Słowo Boga, Kościół, posiada charakter Słowa i jest słowem skierowanym do świata. Z nałożonym na apostołów obowiązkiem nauczania wszystkich narodów połączył Chrystus zapewnienie swej obecności, mówiąc: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”(Mt 28,20).
Święty Paweł Apostoł był przekonany, że przepowiadanie Ewangelii stanowi „misterium” naznaczone obecnością Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Jego przeświadczenie, wyrażające świadomość czasów apostolskich, trwa w Kościele do dziś.
W Liście do Tesaloniczan wyraża on przekonanie, że w głoszonym słowie rozbrzmiewa słowo Boga: „Nieustannie dziękujemy Bogu, bo gdy przyjęliście słowo Boże, usłyszane od nas, przyjęliście je nie jako słowo ludzkie, ale – jak jest naprawdę – jako słowo Boga”(1 Tes 2,13). Podobne przekonanie podtrzymuje Sobór Watykański II przypominając, że: „W głoszonym kerygmacie przemawia Bóg Ojciec, który w ten sposób «spotyka się miłościwie ze swymi dziećmi i prowadzi z nimi rozmowę» (KO 21).
W Liście do Rzymian święty Paweł mówi o rozbrzmiewaniu w głoszonym słowie, słowa wcielonego Słowa Bożego – Jezusa Chrystusa: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10,17). Nie inaczej naucza Sobór Watykański II, stwierdzając, że „kiedy bowiem w Kościele czyta się Pismo Święte, wówczas On sam mówi” (KL 7).
W Liście do Koryntian święty Paweł mówi także o obecności Ducha Świętego w głoszonym słowie, kiedy przypomina Koryntianom, że dzięki jego posłudze stali się listem Chrystusowym, „napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego”(2 Kor 3,8). Także Sobór Watykański II obwieszcza, że „wypowiedzi proroków i Apostołów pozwalają rozbrzmiewać głosowi Ducha Świętego” (KO 21).
Pomijając, ze względu na charakter tego artykułu, inne wypowiedzi Kościoła w tej materii, trzeba jednak odwołać się do potwierdzającej je wypowiedzi Benedykta XVI z adhortacji apostolskiej o Eucharystii Sacramentum caritatis,w której pisze: „W rzeczywistości słowo, które głosimy i którego słuchamy jest Słowem, które stało się Ciałem (por. J 1,14). Ma ono wewnętrzne odniesienie do osoby Chrystusa oraz do Jego sakramentalnej obecności. Chrystus nie przemawia w przeszłości, ale w naszej teraźniejszości, jako Ten, który jest obecny w czynności liturgicznej” (SCA 45).
Tak, jak celem pierwszego wcielenia Słowa Bożego było zbawienie świata (por. J 3,17), tak też zbawienie jest celem trwającego nieustannie wcielania się („inwerbacji”) słowa Bożego w słowo kościelnego przepowiadania (por. Mk 16,16). Święty Paweł nie tylko był o tym przekonany, ale doświadczał także swego rodzaju absurdalności tej sytuacji, pisząc: „Skoro świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia zbawić wierzących” (1 Kor 1,21). Natomiast Święty Jakub Apostoł wprost przekonuje słuchaczy, ówczesnych i obecnych, że powinni słuchać głoszonego słowa w nadziei dostąpienia zbawienia: „Przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze” (Jk 1,21).
Jeśli skuteczność zbawcza przepowiadania wiąże się z obecnością w nim przemawiającego Chrystusa, to będzie ona tym większa, im doskonalsza będzie Jego obecność. Ma to miejsce w homilii. Ona to, jako część integralna Eucharystii, partycypuje w najszczególniejszej obecności Chrystusa, jaka jest z nią związana. Jest więc obdarowana szczególną skutecznością zbawczą2. Obecny w niej Chrystus, działa i to działa skutecznie. Daje to, o czym mówi. Nie tylko poucza o zbawieniu, ale zbawia. Z tego też względu homilia uważana jest za szczególną formę przepowiadania (por. KO 24). Kiedy zatem kapłan przewodniczy sprawowaniu Eucharystii, działając in persona Christi, „jest sługą słowa sakramentalnego, będącego skutecznym źródłem łaski”3. Boska skuteczność przepowiadania dotyczy jego misteryjnego charakteru, stąd jest przedmiotem wiary i w niej jedynie może być przyjęta.
Skuteczność ludzka
Przepowiadanie obok misteryjnego ma również realnie postrzegalny wymiar. Już „na oko” jawi się nam ono przecież jako mowa publiczna na podobieństwo mów politycznych, prokuratorskich, sejmowych, senatorskich. Może zatem i powinno być ono analizowane jako ars praedicandi, będąca szczególnym wyrazem artis bene dicendi, czyli retoryki, jako klasycznej nauki wymowy. Retoryka (gr. reo – mówię) oznaczała opanowanie rzemiosła właściwego wytwarzania i wygłaszania mów, o czym informowały jej greckie (téchne) i rzymskie (ars) określenia, które dopiero w czasach nowożytnych zaczęto przekładać na słowo „sztuka” o bardziej estetycznych konotacjach. Celem retoryki było nauczenie perswazyjnego, przekonującego, czyli skutecznego przemawiania. Opisywane przez nią zasady takiego przemawiania powielane w różnego rodzaju retorykach świeckich i kościelnych, modyfikowane, ubogacane antropologiczno-psychologicznymi zdobyczami wieków późniejszych, w ogromnej większości zachowują swoje znaczenie do dziś.
Trudno więc, by od retorycznych zasad odżegnywał się współczesny głosiciel słowa Bożego, jeżeli pragnie być po ludzku słuchanym, zrozumianym i przekonującym. Odkładając na inną okazję wyczerpujące omawianie owych zasad, warto może jedynie tytułem przypomnienia zwrócić uwagę przynajmniej na niektóre z nich.
Otóż klasyczna retoryka stawiała przede wszystkim wysokie wymagania mówcy, pragnącemu być perswazyjnym. Mówiło się w niej, że orator est vir bonus, dicendi peritus. Przy czym wyjaśniano, że określenie vir bonus oznacza „człowieka prawego”, przy bardzo szerokim znaczeniu tego określenia. „Prawość” bowiem obejmować miała kwalifikacje nie tylko retoryczne, ale i moralne, ponieważ starożytność nie znała późniejszego rozdziału pomiędzy wiedzą i charakterem; dicendi peritus, czyli „biegły w mówieniu”, oznaczało natomiast posiadanie różnorodnych umiejętności rzeczowych i formalnych4. Stąd też mówiło się, że „oratorstwo” miało być nie tyle sposobem mówienia, ile raczej sposobem życia.
Na bazie owych wymogów stawianych mówcy przez starożytną retorykę, można zauważyć kilka potwierdzających ją prawideł wyjętych ze współczesnej teorii międzyosobowej komunikacji. Akcentuje ona również niezwykłą wagę perswazyjną osoby mówcy. Jego autorytetu. Przy czym dopowiada jeszcze, że chodzi o jego autorytet osobowy. A więc wypływający nie tyle z opanowania zasad kierujących publicznymi występami i biegłości w ich stosowaniu, nie tyle z piastowanego urzędu, czy z posiadanych godności, ile z przekonania o słuszności głoszonych idei, jakby osobistego utożsamiania się z nimi. Kiedy bowiem mówca nie akceptuje głoszonych treści, kiedy są mu one w pewien sposób obojętne, powstaje bariera pomiędzy nim a głoszonymi treściami, która z kolei staje barierą komunikacyjną pomiędzy nim a jego słuchaczami. Kiedy natomiast mówca wygłaszane treści uznaje za własne, żyje nimi, wówczas głosząc je, wypowiada siebie, co owocuje siłą przekonania jego słowa. Chodziłoby więc, ni mniej ni więcej, jak tylko o bycie świadkiem, czego coraz natarczywiej wymaga się dziś od sług Słowa.
Komunikacja międzyosobowa, nazywana niekiedy „nową retoryką” podkreśla również znaczenie dialogalnych przymiotów mówcy, w czym różni się od klasycznej retoryki. Ta ostatnia bowiem koncentrowała się na jednoliniowym przekonywaniu, niekiedy za wszelką cenę, przez co w sofistycznym wydaniu zyskała sobie nawet określenie artis fallendi, czyli sztukizwodzenia.Ta pierwsza natomiast zmierza do zaistnienia rzeczywistego dialogu pomiędzy mówcą a słuchaczem. Skuteczne przekonywanie ma dokonywać się bowiem na bazie porozumienia ze słuchaczami, wirtualnego czy realnego dopuszczenia ich do głosu, poszanowania ich wolności. Aby to mogło się dokonać nie wystarczy umiejętne stosowanie określonych „chwytów retorycznych”, ale konieczne jest posiadanie osobowości zdolnej do prowadzenia dialogu, do szczerego wypowiadania siebie, do uszanowania rozmaitych postaw partnerów dialogu, czyli po prostu do nawiązywania dojrzałych międzyludzkich relacji.
Może i to dobrze będzie przypomnieć, że do niezbywalnych obowiązków mówcy należało możliwie dobre rozpoznanie audytorium. Klasyczne retoryki poświęcały wiele miejsca na określanie różnego typu audytoriów, próbując też rozwiązać trudne problemy, jakie nastręczała kategoria „tłumu” (gr. demos, łac. populus) związana z audytorium mieszanym. Wiemy też, jak wiele wysiłku w rozpoznanie odbiorców wkładają dziś specjaliści od reklamy, by celnie trafić w ich gusta. Ludzka skuteczność przepowiadania w dużym stopniu, może w o wiele większym, niż się niekiedy wydaje, zależy także od dobrej znajomości słuchaczy. Od poznania rodzaju ich osobowości, psychiki, zainteresowań, problemów, oczekiwań, religijności; tego, co ich bawi, co śmieszy, co denerwuje. Najprawdopodobniej ową znajomość odbiorców na ogół zbyt pochopnie się zakłada. Nie poświęca się też dostatecznej uwagi jej rozpoznaniu. Bywa ona zatem raczej powierzchowna i ogólnikowa, co powoduje, że głoszone słowo dość często trafia w próżnię. Kto wie, czy brak akcentowania potrzeby znajomości audytorium nie jest jedną z bolączek współczesnej homiletyki oraz jej dydaktyki.
Nie straciło oczywiście również na znaczeniu to, co starożytni retorzy nazywali „opanowaniem rzemiosła”, czyli umiejętnością określania celu mowy, jasnego formułowania tematu; uwzględniania przejrzystości kompozycji, zastosowania odpowiedniego języka; oraz właściwego jej wygłoszenia.
Zasygnalizowane nieledwie wyżej sprawy, dotyczące skutecznego przemawiania, są właśnie przedmiotem Podyplomowego Studium Retoryki Wydziału Polonistyki UJ, z którym współpracuje Studium Homiletyczne Instytutu Liturgicznego PAT w Krakowie, gdyż stawia sobie ono za cel: „Przygotowanie słuchaczy do wystąpień publicznych w różnych oficjalnych sytuacjach związanych z uczestnictwem w życiu społecznym, zawodowym i politycznym. W szczególności chodzi o rozwijanie i doskonalenie tzw. sprawności retorycznej, czyli umiejętności perswazyjnego oddziaływania słowem prymarnie mówionym w oficjalnych sytuacjach komunikacyjnych”5.
Związek Boskiej i ludzkiej skuteczności
Boska i ludzka skuteczność głoszonego słowa nie są do siebie równoległe. Nie stoją obok siebie. One wiążą się ze sobą. Stało się tak z woli samego Boga, który nie musiał, ale chciał nadać swojemu słowu postać słowa ludzkiego. Ponieważ prymat należy niewątpliwie do słowa Bożego, słowo ludzkie może pełnić wobec niego jedynie rolę służebną6. Do czego jednak słowu Bożemu, skutecznemu samemu w sobie, może być potrzebne słowo ludzkie? Chwila uważniejszej refleksji prowadzi do wniosku, że zostały mu wyznaczone nader zaszczytne i odpowiedzialne role.
– Słowo ludzkie pełni rolę aktualizacji słowa Bożego. Odpowiada więc właściwemu człowiekowi sposobowi pojmowania, które wiedzie od tego co widzialne do tego co niewidzialne, według znanego filozoficznego adagium: Nihil est in intellectu quod prius non fuerat in sensu. Ludzkie słowo pełni sakramentalną rolę widzialnego znaku niewidzialnego słowa Bożego. Tam, gdzie rozbrzmiewa słowo kościelnego przepowiadania, Bóg do nas mówi. Jego słowo przestaje być abstrakcją. Staje się odbieralną zmysłami rzeczywistością. Na wszelki przypadek dodajmy, że „kościelne przepowiadanie” oznacza tutaj oczywiście przepowiadanie oficjalne, spełniane na podstawie otrzymanego od Kościoła posłannictwa, w łączności z nim i w jego duchu. Jego to słuchając i przyjmując z wiarą, wiemy gdzie, i co Bóg do nas mówi, co zabezpiecza nas przed niebezpieczeństwem poszukiwania Jego słowa na błędnych drogach oraz przed z ryzykiem rozminięcia się z nim.
– Słowo ludzkie pełni także rolę adaptacji słowa Bożego do sytuacji adresatów. Pamiętając, że „Słowo Wiekuistego Ojca, przyjąwszy słabe ludzkie ciało, upodobniło się do ludzi” (KO 13) jesteśmy przekonani, że adaptacja jest prawem wszelkiej ewangelizacji (por. KDK 44). Dlatego do jej stosowania zobowiązani są wszyscy powołani do głoszenia słowa Bożego, a więc biskupi (por. DB 13), prezbiterzy (por. DK 4), alumni (por. DKF 16).
Komisja Biblijna, uzasadniając szeroko potrzebę adaptacji, wskazuje zarazem na jej metody oraz granice. Przywołajmy tutaj na pamięć chociażby trzy jej wskazania dotyczące sposobu dokonywania adaptacji: Po pierwsze – słuchać słowa Bożego z pozycji człowieka żyjącego dzisiaj. Po drugie – próbować lepiej zrozumieć sytuację dzisiejszego człowieka. Po trzecie – wydobyć z bogactwa znaczeniowego tekstów biblijnych elementy mogące dopomóc w zmianie na lepsze życia dzisiejszego człowieka tak, by było bardziej zgodne ze zbawczą wolą Boga w Chrystusie7. Wprawdzie zasady owe mają ogólniejszy charakter, ale mogą być pomocne w procesie przygotowywania homilii, na której spoczywa również obowiązek adaptacji.
– Szczególną, a zarazem nader odpowiedzialną rolą słowa ludzkiego, jest warunkowanie skuteczności słowa Bożego. Święty Grzegorz Wielki, papież, do faktu wysłania przez Jezusa siedemdziesięciu dwóch „przed sobą do każdego miasta i miejscowości dokąd sam przyjść zamierzał” (Łk 10,1), dodaje charakterystyczny komentarz: „Pan idzie za swymi głosicielami i dopiero wtedy wchodzi do mieszkania umysłu, kiedy poprzedza Go słowo przepowiadania, kiedy dzięki głoszonym słowom prawdę przyjmie umysł”8. W słowach wielkiego papieża zdaje się pobrzmiewać echo słów samego Jezusa Chrystusa: „Kto was słucha, Mnie słucha”, dodaje:„a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi tym, który Mnie posłał”(Łk 10,16). Dowodzą one, że Chrystus przewiduje i dopuszcza, aby Jego obecność w głoszonym słowie mogła być potraktowana tak, jak potraktowana zostanie osoba głosiciela. Nie wykluczając pogardy! Niesamowite! Może, jako słudzy Słowa, nazbyt rzadko reflektujemy na tym, jak dalece jakość naszego przepowiadania przekłada się na jakość traktowania przez słuchaczy głoszonego przez nas Chrystusa.
Nie ulega wątpliwości, że troska o ludzką skuteczność głoszonego słowa posiada nie tylko retoryczny, ale i teologiczny wymiar. „Jeśli słowo Boga nie zostanie dobrze wypowiedziane po ludzku, jeśli nie zostanie osiągnięty kontakt ze słuchaczem, to grozić nam będzie równie magiczne złudzenie jak tym, którzy sądzą, że wystarczy sprawować sakramenty święte, choćby ich nikt nie rozumiał, choćby nikt z nimi nie współpracował, bo i tak Pan Bóg będzie działał bez udziału ludzi, których zbawia. Na szczęście religia nasza nie ma charakteru magicznego”9.
Przekonanie o Boskiej skuteczności głoszonego słowa nie powinno zatem osłabiać, ale wręcz wzmagać troskę o jego ludzką skuteczność. Znany teoretyk i praktyk przepowiadania święty Alfons Liguori (1696-1787), walcząc z panoszącą się wówczas pustą retoryką na ambonie, domagał się jednak od swoich misjonarzy solidnego opracowywania kazań według zasad retoryki, uzasadniając, że nie można kusić Boga, gdyż On nie zobowiązał się do czynienia cudów. „Należy przeto tak używać środków naturalnych, jakby nawrócenie dusz jedynie od nas zależało, a zarazem tak ufać Bogu, jakbyśmy sami z siebie niczego zdziałać nie mogli. Gdy bowiem czynimy dla Boga wszystko, co w naszej mocy, Bóg uczyni za nas to, czego my nie możemy uczynić; a kiedy nie uczynimy tego, co uczynić jesteśmy w stanie, Bóg nie uczyni tego, czego uczynić nie możemy, gorzej jeszcze, odrzuci nas, jako sługi bezużyteczne”10.
W tym też duchu Benedykt XVI w przywoływanej już wyżej adhortacji o Eucharystii upomina się o właściwe pod względem formalnym przygotowanie homilii, „która ma za zadanie dopomagać pełnemu zrozumieniu oraz oddziaływaniu słowa Bożego na życie wiernych” (SCA 46).
Konkludując, przyjdzie nam jeszcze zauważyć, że sposób owego związku Boskiej i ludzkiej skuteczności w słowie kościelnego przepowiadania bywa niedocieczony. Jest wszakże przedmiotem wiary. Przybiera też niekiedy postać paradoksalną, wtedy mianowicie, kiedy Boskiej skuteczności służyć ma porażka skuteczności ludzkiej. Paradoks ten ukazuje Benedykt XVI w swoim Jezusie z Nazaretu, odwołując się do doświadczenia proroków: „Prorok ponosi porażkę: jego przesłanie stoi w zbyt jaskrawym kontraście z powszechnymi poglądami i utrwalonymi przyzwyczajeniami. Jego słowa okażą się skuteczne dopiero w następstwie porażki. Ta porażka proroka jak mroczny znak zapytania unosi się nad całą historią Izraela a w pewien sposób ciągle powraca w dziejach ludzkości. W pierwszym rzędzie jest ona także coraz to powtarzającym się dramatycznym losem Jezusa Chrystusa: Jego kresem jest Krzyż. Ale właśnie z Krzyża rodzą się niezliczone owoce”11. Słowa Papieża dopełniają obrazu misteryjności przepowiadania zapraszając zarazem do pogłębionej jego kontemplacji.
1 J. Przybyłowski, Znaczenie nowej ewangelizacji dla duszpasterstwa młodzieży, Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej Gaudium, Lublin 2001, s. 368.
2 por. G. Siwek, Skuteczność zbawcza homilii, „Polonia Sacra” 15 (59): 2004, s. 288.
3 Kongregacja ds. Duchowieństwa. Kapłan, pasterz przewodnik wspólnoty parafialnej, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 2002, s. 18.
4 M. Korolko Sztuka retoryki, Wydawnictwo Wiedza Powszechna, Warszawa 1998, s. 43.
5 Renata Przybylska Wiesław Przyczyna, Nauczanie retoryki na studiach podyplomowych. Na przykładzie Podyplomowego Studium Retoryki w Krakowie,w: Nauczanie retoryki w teorii i praktyce, [red. J.Z. Lichański, E. Lewandowska Tarasiuk], Wydawnictwo Akademii Pedagogiki Specjalnej, Warszawa 2003, s. 79.
6 por. W. Przyczyna, Słowo Boże i ludzkie w kazaniu. Charakterystyczne cechy kazania jako utworu mówionego, w: Współczesna polszczyzna mówiona w odmianie opracowanej (oficjalnej), [red. Z. Kurzowa, W. Śliwiński], Kraków 1994, s. 168.
7 por. Papieska Komisja Biblijna, Interpretacja Pisma Świętego w Kościele, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań. 1994, s. 100-101.
8 Grzegorz Wielki, Homilia (17,1-3), w: Liturgia Godzin IV, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1988, s. 1282.
9 L. Kuc, Słowo Boże skuteczne, w: Krótki traktat o teologii komunikacji, Wydawnictwo Lumen. Leszno koło Błonia 1997, s. 208-209.
10 A. Liguori, List do przyjaciela zakonnika,„Przegląd Homiletyczny” 1-2: 1927, s. 168.
11 Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu. Część I. Od chrztu w Jordanie do Przemienienia, Wydawnictwo „M”, Kraków 2007, s. 164.
autor: o. Gerard Siwek CSsR
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






