W numerze
 
marzec/kwiecień 2009 » FORUM HOMILETYCZNE »

Boże słowo dla każdego, zawsze i wszędzie

Drukuj
Celem głoszenia kazań jest zarówno potrzeba, jak i chęć dotarcia do szerokiego grona słuchaczy słowa Bożego. Koniecznością staje się więc dostępność i zrozumiałość słów wypowiadanych przez kaznodzieję. By kazanie mogło spełnić swoją funkcję, powinno być wygłoszone w sposób uwzględniający aktualność czasów, w których przyszło nam żyć. Natomiast ze względu na to, że pod amboną stoją ludzie o różnorakim poziomie wiedzy i umiejętności, zadaniem głoszącego słowo Boże jest uwzględnienie wszelkich uwarunkowań oraz możliwości intelektualnych słuchaczy.
Ponieważ od dwudziestu pięciu lat pracuję z dziećmi zdrowymi i niepełnosprawnymi fizycznie oraz umysłowo, w swoich rozważaniach skupię się na kazaniach głoszonych do najmłodszych słuchaczy Bożego słowa. Spędziwszy wśród nich tak wiele czasu mam pewność, że psychika dziecka (szczególnie ta, która charakteryzuje się różnorodnymi defektami), wymaga niezwykle umiejętnego i indywidualnego podejścia, a także delikatnego traktowania.
Wrażliwość młodego człowieka, który przecież jest „naszą przyszłością”, nie pozwala na zlekceważenie ostatniego nakazu Chrystusa: „Idźcie więc i nauczajcie” (Mt 28,19). Głosiciel chcąc dotrzeć z Dobrą Nowiną do młodych, powinien posługiwać się językiem prostym, zwięzłym i zrozumiałym dla każdego. Tylko w ten sposób wzbudzi zainteresowanie i sprowokuje do myślenia, co z kolei przyczyni się do konkretnego działania.
Spędzając chwile Mszy Świętej wraz z dziećmi, wielokrotnie miałam możliwość obserwować ich zachowania i reakcje na treść słyszanych kazań. Z przykrością muszę stwierdzić, że niewielu jest księży, docierających ze swym przesłaniem do dziecięcych serc. Powodem jest przede wszystkim używanie słów i zwrotów typowo teologicznych, pomimo ich głoszenia w czasie mszy przeznaczonej dla dzieci. Daremność ich używania wynika z faktu niezrozumienia w ogóle, lub niewłaściwego zrozumienia przez najmłodszych.
Trudność skupienia spowodowana jest także długością kazania, chociaż powszechnie wiadomo, że nawet dziecko zdrowe potrafi skoncentrować swoją uwagę na jednym konkretnym zagadnieniu w niezbyt długim czasie. A wziąwszy pod uwagę obecność na Mszy Świętej dzieci niepełnosprawnych, czas ten ulega jeszcze większemu skróceniu. Myślę, że nie jest najlepszym rozwiązaniem przedłużanie kazania np. do 15 minut. Ocena ta absolutnie nie jest oparta na żadnych naukowych doświadczeniach. Wynika tylko i wyłącznie z moich osobistych obserwacji. Poparta jest również późniejszymi rozmowami z dziećmi na katechezie, kiedy to pojawiały się stwierdzenia typu: „strasznie nudził”, „po co tak długo?”, a także „najpierw było ciekawie, ale potem i tak wszystko zapomnieliśmy”. Są to słowa w całości wypowiedziane przez dzieci.
Być może dobrym pomysłem jest zejście kapłana z ambony i wmieszanie się w tłum dzieci. Wywołuje to natychmiastową reakcję: najmłodsi słuchacze słowa Bożego reagują spontanicznie, otaczając kaznodzieję i kierując na niego nie tylko oczy, ale przede wszystkim całą swoją uwagę. Możliwość wypowiedzenia swojego zdania do mikrofonu napawa ich dumą i pobudza do refleksji. Dzięki takiemu działaniu słowo Boże trafi nie tylko do dziecięcych umysłów, ale przede wszystkim do ich serc. A za tym już pójdzie konkretny czyn.
W głoszonych kazaniach nie może zabraknąć przykładów z codziennego życia. Wydarzenia biblijne należy porównywać do konkretnych sytuacji, które są dziecku znane. Wówczas młody słuchacz będzie w stanie umiejscowić samego siebie w gronie uczniów Chrystusa, co z kolei przyczyni się do wzbudzenia chęci dążenia do doskonałości.
W kazaniu należy również uwzględnić problem buntu, wynikający nie tylko z wieku, ale także z ogólnej „nerwowości czasów”, udzielającej się nawet najmłodszym. Łagodność wypowiedzi, cierpliwość i wyrozumiałość, wczucie się w tok ich myślenia i rozumowania, a często również posługiwanie się „slangiem” (oczywiście z uwzględnieniem miejsca i kultury osobistej), jest sposobem dotarcia do umysłów i serc najbardziej zbuntowanych.
Chciałabym, żeby powyższe refleksje, chociaż krótkie, ale wynikające z osobistych obserwacji oraz bezpośrednich kontaktów z ludźmi młodymi, były pomocne przy szerzeniu Dobrej Nowiny o zbawieniu. Chciałabym również, by przyczyniły się do wzrostu każdego z uczniów Chrystusa, bowiem troska o dobro i świętość Kościoła jest wspólną troską wszystkich Jego wyznawców.
 
 
autor: Danuta Szelejewska