W numerze
 
marzec/kwiecień 2008 » FORUM HOMILETYCZNE »

Cztery drogi do lepszego i skuteczniejszego przepowiadania

Drukuj
Autor jest doktorem teologii pastoralnej, adiunktem w Zakładzie Liturgiki i Homiletyki Wydziału Teologicznego UAM w Poznaniu, gdzie wykłada homiletykę. Jest germanistą i tłumaczem, ma na swoim koncie kilka publikacji książkowych, artykułów i liczne szkice kazań drukowanych w polskich periodykach homiletycznych. Należy do Rady Programowej naszego miesięcznika.
 
 
Parę lat temu, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, gościłem w jednej z większych parafii diecezji zielonogórsko-gorzowskiej i głosiłem kazania na wszystkich mszach. Niemal za każdym razem, kiedy schodziłem z lektorium, towarzyszyło mi uczucie satysfakcji. Wygłoszone przeze mnie kazanie – odnoszące się głównie do fragmentu z Apokalipsy św. Jana – wydawało mi się nietuzinkowe i niebanalne. Byłem święcie przekonany, że ma ono znamiona prawdziwej homilii, składającej się z ciekawej, wyrażonej przystępnym językiem eksplikacji i aplikacji. Miałem wrażenie, że uczestnicy mszy słuchali mnie, jeśli nie z zapartym tchem, to na pewno z dużym zainteresowaniem. Na ziemię sprowadził mnie pan kościelny w jednym z kościołów filialnych. Kiedy po mszy wróciłem do zakrystii, powiedział do mnie z lekkim przekąsem: „I tak, proszę Księdza, właściwie nic nowego, stale to samo: ciągle tylko trzeba mieć nadzieję…”.
Pierwsze spontaniczne i szczere (niekiedy aż do bólu) uwagi na temat naszych kazań wychodzą zwykle z ust zakrystianów lub zakrystianek, którzy – jak można przypuszczać – jakieś pojęcie o kaznodziejstwie mieć powinni, skoro co niedzielę, nawet po kilka razy słuchają (muszą słuchać) jednego i tego samego kazania. Anegdota głosi, że pewien kościelny posługiwał się swoistą skalą ocen w odniesieniu do kazań swego proboszcza: piątkę oznaczały słowa: „Ma Ksiądz szansę zostać drugim Janem Złotoustym”; kazanie na czwórkę było wtedy, gdy mówił: „Podniósł mnie Ksiądz na duchu”; rzucona zaś niby mimowolnie po mszy uwaga: „Nie najlepiej Ksiądz dziś wygląda”, oznaczała jedynie słabą trójkę.
Każdy z nas chce dobrze i skutecznie głosić słowo Boże – należy to przecież do istoty naszego kapłańskiego powołania. Jak możemy doskonalić swoje kaznodziejskie umiejętności? Co możemy zrobić dla zwiększenia efektywności kaznodziejstwa? W sferze tego, co jest możliwe dla człowieka, nie zapominając bynajmniej o tym, co jest możliwe dla Boga – pierwszorzędnego autora i głosiciela naszych kazań, proponuję takie oto cztery drogi do lepszego i skuteczniejszego przepowiadania: samoobserwacja i samoocena kaznodziei; przygotowanie, analiza i ocena kazań w grupie; obserwacja i ocena innych kaznodziejów; przeprowadzanie ankiet i wykorzystanie ich wyników.
 
 
Samoobserwacja i samoocena kaznodziei
 
Pierwszą drogą do lepszego i bardziej skutecznego kaznodziejstwa jest samoobserwacja i samoocena. Kaznodzieja jest w stanie sam krytycznie spojrzeć na tekst przygotowanego przez siebie kazania. Przede wszystkim powinien sprawdzić, jakich środków językowych w nim użył i czy jest ono dzięki nim zrozumiałe (krótkie zdania; unikanie zdań zbytnio rozbudowanych, skomplikowanych konstrukcji, równoważników zdań; więcej czasowników zamiast wielu rzeczowników i przymiotników; proste słowa; wystrzeganie się słów obcych, fachowych terminów i skrótów myślowych; barwne opisy, przykłady, ciekawe spostrzeżenia, pozytywne doświadczenia, odczucia; opowiadania; jasno sformułowane pytania, otwarte apele; pozytywny sposób wyrażania się i ujęcia tematu; postawa dialogu wobec słuchaczy). Jeżeli kilka razy na głos odczyta swoje kazanie, łatwo się przekona, czy jest to tylko szkolne wypracowanie albo mini-wykład akademicki, czy też mowa żywa, a więc tekst do płomiennego wygłoszenia, a nie tylko do ładnego odczytania, tzn. czy jest napisane tak, jak się (naprawdę) mówi – tak, jakby ktoś komuś coś żywo opowiadał. Warto od czasu do czasu dawać teksty swoich kazań do sprawdzenia i poprawienia jakiemuś specjaliście, np. poloniście, redaktorowi, pisarzowi, komuś, kto zna się na języku i ma wyczucie językowe; ich uwagi i propozycje mogą być bardzo cenne.
Ponadto podczas wygłaszania kazania kaznodzieja może i powinien obserwować reakcje słuchaczy i oceniać ich skupienie (czy w ogóle go słuchają). Z twarzy słuchaczy da się wyczytać, czy się zgadzają z kaznodzieją, czy też nie. Jeśli widzi, że myślą o czymś innym, że się rozglądają, wiercą i niecierpliwie spoglądają na zegarek, to musi się zastanowić, dlaczego tak się dzieje.
Kaznodzieja powinien też – na ile to możliwe – obserwować samego siebie w trakcie głoszenia kazania – zwłaszcza w zakresie postawy, gestykulacji, opanowania tremy, kontaktu wzrokowego ze słuchaczami, dykcji. Warto nagrywać i filmować swoje kazania (osiągnięcia współczesnej techniki sprawiają, że może się to dokonywać w sposób bardzo dyskretny) – po to, by potem w domu odsłuchać, obejrzeć, przeanalizować i ocenić, wyciągnąć odpowiednie wnioski, nauczyć się czegoś z ewentualnych błędów. Pamiętajmy jednak, że nagrania w dużej mierze „spłaszczają” nasze wystąpienia i nie są w stanie oddać ich atmosfery i duchowej głębi.
 
 
Przygotowanie, analiza i ocena kazań w grupie
 
Mimo wszystko trudno być dobrym sędzią we własnej sprawie. Dlatego samoobserwacja i samoocena nie wystarczają. Żeby się czegoś nauczyć, żeby zwiększyć efektywność swoich kazań, trzeba poddać je też ocenie innych osób. Można to czynić w specjalnie do tego utworzonych grupach lub innych, istniejących już w parafii zespołach, jak np. grupa liturgiczna, krąg biblijny, Parafialna Rada Duszpasterska (lub jej podzespoły), grupa modlitewna, Żywy Różaniec, parafialny zespół Caritas. Podczas spotkań z tymi grupami proboszcz czy wikary mogą poprosić ich członków o rozważenie czytań biblijnych najbliższej niedzieli i sformułowanie sugestii do homilii. W ten sposób dzielenie się słowem Bożym, będzie jednocześnie dzieleniem się wiarą i życiem, wymianą doświadczeń, pragnień, nadziei. Przygotowane na ich podstawie kazanie zyska przez to wymiar eklezjalny, bezpośrednie odniesienie do wspólnoty parafialnej, która otrzymała możliwość wypowiedzenia się. Słuchacze widzą wtedy wyraźnie, że treść homilii odnosi się do ich życia, ma coś wspólnego z ich codziennym życiem, a przez to głoszone słowo Boże ma większą szansę na realizację – wprowadzenie w życie. Ewangelia zyskuje też większe znaczenie w wymiarze indywidualnym, w życiu poszczególnych słuchaczy. Jeżeli słuchacz mówi sobie: „Te sprawy mnie dotyczą, tu chodzi o mnie”, to jego zainteresowanie treścią kazania od razu wzrasta.
Oczywiście nie chodzi o to, żeby takie grupy „ułożyły” księdzu kazanie, lecz o to, by tą drogą do konkretnego kazania popłynął żywy, spontaniczny (nie wymuszony!) strumień autentycznego życia. W tych samych grupach wygłoszone kazania mogą być omawiane, analizowane i oceniane.
Warto wprowadzić w parafii „instytucję”, zwyczaj spotkań, rozmów „po kazaniu”, które – co ważne – mają również stać na służbie dzielenia się wiarą i życiem – na służbie Ewangelii. Podczas takich spotkań kaznodzieja, którego kazanie jest omawiane, pełni rolę słuchającego i uczącego się. Dlatego dobrze byłoby, gdyby rozmowę poprowadził inny kaznodzieja. W przeciwnym razie autor kazania będzie czuł się przymuszony do ciągłego usprawiedliwiania się: „Właściwie to chciałem co innego powiedzieć…”, „Chciałem przez to powiedzieć…”, „Źle mnie zrozumieliście” itd. Kiedy spotkanie prowadzi ktoś inny, zadanie kaznodziei polega na słuchaniu tego, co adresaci jego kazania mają do powiedzenia na temat tego kazania, na co zwrócili szczególną uwagę, jak zrozumieli jego przesłanie, czego nie zrozumieli albo co zrozumieli błędnie. Trzeba przy tym wspólnie szukać odpowiedzi na pytanie: Kto ponosi za to winę, że kazanie odniosło odwrotny skutek od zamierzonego? Czy tylko słuchacz? Czy tylko kaznodzieja?
O spotkaniach należy powiadomić parafię, np. w coniedzielnych wiadomościach duszpasterskich, w gazetce parafialnej, w gablotce czy na stronie internetowej parafii. Ważne jest, żeby ustalić stałe miejsce tych spotkań oraz czas ich trwania (od 20-35 minut). Trzeba podać też pytania do spotkania. Mogą być one tak oto sformułowane:
 
Co w kazaniu najbardziej mi się podobało? Dlaczego?
Co mnie w nim irytowało, co przeszkadzało? Dlaczego?
Co najbardziej utkwiło mi w pamięci? Przykłady, myśl przewodnia, pojedyncze zdania…?
Jaką radę mógłbym/mogłabym dać kaznodziei, gdyby miał raz jeszcze wygłosić to kazanie?
Co mógłbym/mogłabym powiedzieć na temat całej liturgii?
 
Podczas tych spotkań należy pamiętać, że krytyka powinna być zawsze życzliwa i budująca, a nagromadzenie różnych ocen, pochwał i zarzutów do kazania i kaznodziei może działać na niego dezorientująco. Nigdy kaznodzieja nie jest bardziej wrażliwy i podatny na zranienia, jak zaraz po wygłoszeniu kazania. Należy zatem zadbać o to, aby uchwycić w pierwszym rzędzie to, co było dobre, co komuś pomogło, co powinno być zachowane i rozwijanie – żeby kaznodzieję podbudować, umocnić i utwierdzić w tym, co robi. W przeciwnym razie będzie miał wrażenie, że staje przed „lożą szyderców”, którzy za wszelką cenę chcą mu „dołożyć”. Drugi raz nie zechce podać się ich osądowi.
Przygotowanie, analiza i ocena kazań może dokonywać się także w grupie złożonej z samych kaznodziejów.
 
 
Obserwacja i ocena innych kaznodziejów
 
Każdy kaznodzieja może uczyć się słuchając kazań innych kaznodziejów. Może sobie wtedy zadawać takie oto pytania: Co w tym kazaniu mnie porusza, co szczególnie do mnie przemawia, co we mnie powoduje? Jakimi przykładami posługuje się kaznodzieja? Czy oddziałuje przede wszystkim na intelekt, czy bardziej na emocje? W jaki sposób mówi, czy ma kontakt wzrokowy ze słuchaczami, jaką postawę przyjmuje? Jakich obrazów i rekwizytów używa? W jaki sposób prowadzi dialog ze słuchaczami, jak formułuje pytania? Ta obserwacja innych kaznodziejów i wsłuchiwanie się w ich kazania rozszerza kąt widzenia, pomaga dostrzec w cudzych błędach własne ograniczenia.
Pod tym samym kątem można oceniać szkice kazań drukowanych w periodykach homiletycznych. Trzeba przy tym pamiętać, że mają one służyć kaznodziejom przede wszystkim jako krytyczny probierz ich własnych myśli i pomysłów na homilie i kazania.
 
 
Przeprowadzanie ankiet i wykorzystanie ich wyników
 
Ważnym elementem procesu doskonalenia kaznodziejstwa jest przeprowadzanie ankiet, w których chodzi o wrażenia, jakie pozostawiło w słuchaczach wygłoszone kazanie i jakie wrażenie wywarł na nich kaznodzieja1. Ankieta taka powinna zawierać pytania dotyczące kazania, np.
 
Kazanie było według mnie:
nudne –3 –2 –1 0 + 2 +3 interesujące
oderwane od rzeczywistości – 3 –2 –1 0 + 2 +3 życiowe
suche – 3 –2 –1 0 + 2 +3 żywe
 
i pytania dotyczące kaznodziei, np.
 
Kaznodzieja był według mnie:
niepewny – 3 –2 –1 0 + 2 +3 pewny
chłodny – 3 –2 –1 0 + 2 +3 serdeczny
nieprzekonujący –3 –2 –1 0 + 2 +3 wiarygodny
 
oraz pytania otwarte – takie jak przy omówieniu kazania w grupie (zob. wyżej). Odpowiedzi na te pytania są raczej natury ogólnej, ale mimo to mogą być pożyteczne dla kaznodziei, gdyż jego kazanie odbierane jest przez słuchaczy jako coś w rodzaju złożonego „dzieła sztuki”, które tworzą: treść, gesty i mimika, wiarygodność i siłę przekonywania. Wszystko to może być przez słuchaczy różnie interpretowane i oceniane – to zaś daje sporo „materiału”, z którego kaznodzieja wiele może się nauczyć.
Warto też poważnie potraktować wszelkie formy nieoficjalnych i nieinstytucjonalnych ocen naszych kazań, jak np. w rozmowie po mszy przed kościołem, przy załatwianiu jakiejś sprawy w biurze parafialnym, podczas rozmowy telefonicznej, w listach od słuchaczy itp.
 
 
Trudno określić stopień przydatności tych czterech metod. Można jej co najwyżej doświadczyć, i to głównie w osobie samego kaznodziei: po nim i jego kazaniach będzie najlepiej widać, na ile te metody są pomocne.
To zaś, co kazanie powoduje u słuchaczy, daje się uchwycić jedynie ogólnie i w dużym przybliżeniu. Najlepiej widać działanie bezpośrednie: krótko po wygłoszeniu kazania słuchacze są w stanie przytoczyć nawet niektóre fragmenty albo pojedyncze zdania, przykłady, cytaty, podać cel kazania. Natomiast jak wygląda to, dajmy na to, po tygodniu, kaznodzieja najlepiej sprawdzi na sobie samym: Co jeszcze pamiętam z mojego ostatniego kazania, do którego przygotowałem się tak sumiennie, i które wygłosiłem z takim zaangażowaniem? Odpowiedź na to pytanie pokaże mu, czego w tym względzie może oczekiwać od słuchaczy. Dlatego działanie długotrwałe naszych kazań jest bardzo trudne do zmierzenia – choć często będziemy zaskoczeni tym, że ludzie długo pamiętają nasze kazania i nawet po latach są w stanie powiedzieć, o czym kiedyś mówiliśmy, co ich bardzo poruszyło i jak bardzo im w życiu pomogło.
Szukając sposobów na doskonalenie naszych kazań i pytając o ich owoce, powinniśmy jednak zawsze pamiętać o słowach Pisma: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą” (Ps 127,1) i „Jeden sieje, a drugi zbiera” (J 4,37). Nasz kaznodziejski, ludzki trud to przede wszystkim hojny siew.
 
 
1 por. Josef Danko, Was bewirkt meine Predigt. „Lebendige Seelsorge” 4/1990, s. 246.
 
 
autor: ks. Adam Kalbarczyk