styczeń/luty 2010 » FORUM HOMILETYCZNE »

Jak mówić o miłości w małżeństwie i rodzinie? Refleksje duszpasterza rodzin

Drukuj

Autor jest doktorem teologii małżeństwa i rodziny,
diecezjalnym duszpasterzem rodzin,
adiunktem w Zakładzie Teologii Pastoralnej WT UAM w Poznaniu
i proboszczem parafii pw. Najświętszego Zbawiciela w Poznaniu.

 
 

Niewątpliwie „mówić o miłości” to zadanie, które pojawia się przed każdym duszpasterzem od początku istnienia Kościoła (aby oczywiście ograniczyć nasze spojrzenie tylko do chrześcijaństwa). Co więcej, do mówienia o Miłości Kościół został wezwany w sposób szczególny, głosząc Boga, który jest Miłością (por. 1J 4, 8). Zadanie to przez wszystkie stulecia jest realizowane niejednokrotnie z pasją, artyzmem. Powstawały i powstają zarówno uczone traktaty teologiczne, oficjalne dokumenty Magisterium, jak i przepiękne poezje. Za każdym razem wysiłek autorów zmierza do odzwierciedlenia, w sposób możliwie najbardziej autentyczny i zarazem piękny, istoty tej rzeczywistości, którą nazywamy miłością. Oczywiście, nieodzownym elementem tych prób bardzo często staje się również konieczność podjęcia dyskusji z odmiennymi punktami widzenia, a także z próbami zbyt daleko idących uproszczeń.
Przyglądając się różnym formom, w jakich dotyka się tego tematu, trzeba także zauważyć te wystąpienia, które spłycają temat, traktując go jako swoistą formę „słowa-wytrychu”, bez należytej odpowiedzialności i uważnej refleksji stosując je jako odpowiedź na wszystkie problemy ludzkiej egzystencji.
Pośród tych wszystkich działań i prób, nadzwyczaj ważną przestrzenią „mówienia o miłości” jest małżeństwo i rodzina, gdzie poprzez mówienie o miłości, definiuje się małżeństwo. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że bywa to przestrzeń zaniedbywana, szczególnie gdy „dyskurs o miłości” pomiędzy małżonkami zanika z biegiem czasu, wraz z przemianami na płaszczyźnie emocjonalnej (dobrze się dzieje, jeżeli przemienia się w kochanie). Natomiast w drugiej kolejności „mówi się” o miłości wokół małżeństwa i rodziny, i w tej przestrzeni również ów temat znajduje swoje uprzywilejowane miejsce. Do tych właśnie dwóch perspektyw chciałbym się odnieść z całą świadomością, że zawężam przez to perspektywę, ryzykując swego rodzaju wybiórczość w potraktowaniu zagadnienia
1.

 Gdzie słowo miłość nabiera rzeczywistego kształtu…
 

Zacznę od poczynienia kilku uwag na temat „mówienia o miłości”, do którego dochodzi w środowisku małżeńskim i rodzinnym, choć ze względu na spektrum zainteresowań „Biblioteki Kaznodziejskiej” jest to perspektywa drugoplanowa. Jednakże to ona pozwoli nam na przypomnienie kilku niezbędnych założeń, przydatnych dla dalszych rozważań.
Uwaga, którą poczyniłem kilka zdań wcześniej, dotycząca zaniedbywania „dyskursu o miłości” w środowisku małżeństwa i rodziny, nie musi być odczytywana jako bezwzględnie krytyczna, właśnie ze względu na zastępowanie artykułowania słów o miłości przez ekspresję miłości. Aż ciśnie się pod pióro parafraza Jakubowych słów o „wierze bez uczynków” i „wierze z uczynków” (por. Jk 2, 17-19.). Przestrzeń życia małżeńskiego i rodzinnego (przez chwilę traktujmy je łącznie) kojarzy się – i w znacznej mierze nią jest – z domeną „działania miłości”. Samo też życie przesiąknięte dojrzałą postawą bezinteresownego ofiarowania się sobie (co definiuje chrześcijańskie rozumienie miłości) jest niewątpliwie formą pozawerbalnej ekspresji. Postawa kochającego naznacza każdy etap wspólnego życia zarówno tam, gdzie emocje idą w parze z rozumową decyzją o miłości i wolnym wyborem (mówiąc prościej, gdzie wszystko dobrze się układa), jak i w kryzysowych chwilach, kiedy uniesienie emocjonalne, gniew, czasami nawet zawziętość, zdają się zaprzeczać wszelkim dotychczasowym postawom.
Jednakże nie można nie zauważyć, iż zatrzymanie się na owej pozawerbalnej komunikacji najczęściej nie wystarcza, a przynajmniej oczekiwana jest również forma, w której małżonkowie usłyszą od siebie zapewnienie o miłości (takie pragnienie wydaje się być bardziej oczywiste, gdy przyglądamy się relacjom między rodzicami a dziećmi). Doświadczenie z parami spotykanymi w poradni rodzinnej ukazuje, że właśnie brak komunikacji jest jedną z częściej występujących przyczyn rodzących się konfliktów małżeńskich („…bo przecież byłem cały czas w domu…”, pojawia się niekiedy jako usprawiedliwienie na zarzut: „…ty nigdy ze mną nie jesteś…”).Konieczność artykułowania swoich potrzeb, jak i umiejętność komunikowania swej miłości, jest niewątpliwie sztuką, której żaden kurs nauczyć do końca nie może (z wyjątkiem kilku przydatnych technik komunikacyjnych). „Edukacja” w tej dziedzinie odwołuje się w pierwszym rzędzie do tego, co przed laty Familiaris consortio nazwało „przygotowaniem dalszym do małżeństwa”
2. To właśnie w przestrzeni wychowania, kształtowania osobowości, podczas różnorodnych sytuacji życiowych, dokonuje się nabywanie podstawowych umiejętności komunikowania.
W konsekwencji zatem, mówienie o miłości w małżeństwie i rodzinie po pierwsze: zakłada różnorodność form komunikacji, a po drugie: nie może pomijać skrajnie zindywidualizowanego, czy wręcz intymnego, kontekstu. Każda rodzina, a nawet pojedyncza relacja w jej ramach wytwarza swój intymny „język miłości”, w wielu wypadkach zupełnie niezrozumiały dla otoczenia, ale jednoznaczny i czytelny dla zainteresowanych.

 Gdzie słowo „miłość” bywa odmieniane przez wszystkie przypadki…
 

Perspektywa, którą próbowaliśmy zaledwie zarysować, jest niezbędna dla próby rozwinięcia drugiej z zapowiadanych przestrzeni mówienia o miłości, gdy pochylimy się nad zadaniami kaznodziejów i duszpasterzy3. Jeżeli bowiem mówienie o miłości wokół małżeństwa i rodziny ma przynosić owoce, wydaje się koniecznym warunkiem uszanowanie wspomnianych wyżej założeń. Wkroczenie bez należytego szacunku w przestrzeń z definicji intymną i osobistą, może być odbierane nie jako działanie zmierzające ku dobru, ale jako agresja. I nie wystarczy w takich sytuacjach obiektywnie umotywowane stwierdzenie, że głoszone są prawdy uniwersalne, czy też mówimy o Bożej prawdzie miłości – który to argument pojawia się niekiedy w sytuacjach konfliktowych – gdy ze strony odbiorcy sygnalizowane są negatywne wrażenia.
Podstawowym i niezbywalnym warunkiem – tak się wydaje – pozostaje bezwzględny szacunek dla osobistych przeżyć, dla intymności słuchacza. Założenie to przekłada się na bardzo precyzyjne wymagania. Pierwszym z nich będzie umiejętne szafowanie odniesieniami do tzw. „przykładów z życia wziętych”. Tam, gdzie dotykamy bardzo delikatnego doświadczenia osobistego, każdy przykład odwołujący się do realnej rzeczywistości, nawet jeżeli obiektywnie nie powinien być odczytywany osobiście, może tak zostać zinterpretowany. Wydaje się, że im bardziej intymnej sfery miłości małżeńskiej i rodzinnej dotykamy w przepowiadaniu, tym bardziej trzeba zatroszczyć się o możliwość indywidualnego kontaktu ze słuchaczem, aby dać mu możliwość weryfikacji, zasięgnięcia rady, czy chociażby wyjaśnienia wątpliwości. Wymieniam ten właśnie element na pierwszym miejscu, bowiem, według mnie, jest to – choć odwołuje się do marginalnego w gruncie rzeczy zagadnienia warsztatu kaznodziejskiego – najbardziej drażliwy „punkt kontaktu” między kaznodzieją, rekolekcjonistą a słuchającym, gdzie wzajemne niezrozumienie lub możliwa nadinterpretacja doprowadzają do konfliktu.
Mam wrażenie, że brak tematyki małżeńskiej i rodzinnej w kaznodziejstwie parafialnym, lub też okrojenie tych wypowiedzi do kilku sloganowych haseł typu: „rodzina Bogiem silna” wynika często nie tyle z bagatelizowania przez duszpasterzy samej tematyki, ile ze strachu przed nieumiejętnym, czy też niedelikatnym dotknięciem ważnych tematów. Faktycznie w atmosferze niedzielnego kazania, które z zasady nie ma żadnej kontynuacji, nietrudno o „namieszanie w głowach”. Dlatego też uprzywilejowanym miejscem dla tej tematyki pozostaną raczej specjalistyczne rekolekcje, spotkania w mniejszych grupach itp.
Z omówioną wyżej zasadą idzie w parze inny, bardzo ważny postulat, odnoszący się bezpośrednio do nauczania moralnego na temat miłości małżeńskiej, a mianowicie czytelny i wierny przekaz owego nauczania. To o tym często przypominał Jan Paweł II, wzywając do nieulegania pokusie „fałszywego współczucia”
4, które sprawia, że na skutek litości wobec trudnych i niejednokrotnie bolesnych sytuacji par małżeńskich, duszpasterze zafałszowują nauczanie Kościoła, sugerując, iż w tym konkretnym wypadku prawo moralne nie obowiązuje. Rozwijając myśl papieża należy podkreślić fundamentalną różnicę między konieczną analizą i często krytyczną refleksją podejmowaną nad Magisterium Kościoła przez teologów a nauczaniem dokonującym się najczęściej w środowisku nieprzygotowanym do rozważań niuansów teologicznych.
Oczekiwania ze strony małżonków i rodziców zdają się koncentrować raczej na konkretnych rozwiązaniach, a nie na złożonych rozważaniach teologiczno-moralnych zagadnień. W tym też kontekście bardzo wyraźnie ukazuje się potrzeba nieustannego weryfikowania teorii nauczania z praktyką świadectwa. Mam na myśli konieczność wsłuchiwania się w autentyczne pytania małżonków i rodziców, ich realne wątpliwości i rzeczywiste poszukiwania, które bardzo często są wyrazem prawdziwej troski o kształtowanie własnego życia zgodnie z wolą Pana Boga. Dlatego właśnie, jak chyba w żadnym innym działaniu duszpasterskim, w pracy duszpasterskiej z rodzinami potrzebne jest równoprawne zaangażowanie osób świeckich z ich konkretnym doświadczenie życia małżeńskiego i rodzicielskiego. Podkreślić należy, że jest to zaangażowanie równoprawne, tzn. nie wykluczające w żadnym wypadku zaangażowania duchownych, ale też zachowujące swoją autonomię. Należałoby bardzo mocno w tym miejscu zaprotestować wobec twierdzenia, że ksiądz, nie posiadając osobistego doświadczenia małżeńskiego i rodzicielskiego, nie ma nic do powiedzenia na tematy związane z miłością małżeńską i rodzinną. Ludzie wydający opinie tego typu, nie zauważają z jednej strony osobistego doświadczenia życia księdza w rodzinie, który jest, tak jak inni, synem, bratem, wnukiem itp., a z drugiej strony w nieuzasadniony sposób przewartościowują rolę jednostkowego doświadczenia, które, jakkolwiek bardzo istotne, nie może rościć sobie pretensji do nieomylności
5.
I wreszcie element mówienia o miłości zwłaszcza w kontekście życia małżeńskiego, który nabiera charakteru warunku przepowiadania dobrego i owocnego. Mianowicie zasada, którą Jan Paweł II określił jako „prawo stopniowości”
6. W największym skrócie możemy powiedzieć, że prawo to przypomina, iż wymagania moralne stające przed chrześcijaninem, są zawsze i dla wszystkich takie same, jednak nie każdy jest w stanie w tym samym stopniu i z jednakową doskonałością je realizować. Wydaje się, że zasada przypominana przez prawo stopniowości określa jedno z najbardziej fundamentalnych kryteriów mówienia o miłości. Mianowicie z jednej strony istnieją postulaty, o których wspominałem wcześniej (delikatność, jednoznaczność przepowiadania), a z drugiej pojawia się bardzo ważne założenie, tzn. powstrzymanie się od osądzania. Innymi słowy, podejmując temat miłości wobec małżonków i rodziców, jak również – nieco szerzej – mówiąc o życiu małżeńskim i rodzinnym, nie może stawać się celem napiętnowanie postaw. Oznacza to, że sposób ukazywania tematu miłości, im poważniej go traktujemy oraz im bardziej pragniemy wychodzić poza ramy utartych sloganów, powinien uciekać od potępiania postaw na rzecz ukazywania właściwej drogi do osiągnięcia celu. Tak delikatna przestrzeń życia ludzkiego jak relacje międzyludzkie, nie mogą być pod żadnym pozorem wystawiane na „widok publiczny”. Wszelkie krytyczne uwagi szczegółowe, które przecież niejednokrotnie są konieczne, muszą, z definicji niejako, pozostać domeną indywidualnych spotkań, nawet za cenę poczucia „niedokończonego zadania” w wypadku głoszonej homilii czy rekolekcyjnej nauki.
Choć nie dotknąłem wielu ważnych kryteriów mówienia o miłości w tym najbardziej naturalnym środowisku jakim jest rodzina, gdzie miłość rodzi się, gdzie kształtuje, i wreszcie, gdzie jest przekazywana, to właśnie wymienione wyżej warunki określają najbardziej zasadnicze normy mówienia o miłości w małżeństwie i rodzinie z perspektywy doświadczenia duszpasterza rodzin, spotykającego się w sposób bardzo bezpośredni z najróżniejszymi opiniami opisującymi wrażenia słuchaczy „słowa o miłości”.

autor: ks. Paweł Pacholak