Jak mówić o miłości? Refleksje po zakończeniu 32. Europejskiego Spotkania Młodych
Program duszpasterski Kościoła w Polsce, którego mottem są słowa „Bądźmy świadkami miłości” zachęca nas – kaznodziejów i homilistów – do szukania odpowiedzi na pytanie: „Jak mówić o miłości?”. Wiele cennych wskazówek znaleźliśmy w tekstach o. Gerarda Siwka i ks. Pawła Pacholaka („Biblioteka Kaznodziejska” 1/2010, s. 25-42). Inspiracją do osobistych poszukiwań może być studium biblijne, przygotowane przez Henryka Knapika (Co i jak Pismo Święte mówi o miłości? – ostatnia część ukaże się w „Bibliotece Kaznodziejskiej” nr 3/2010). Z pewnością czytelnicy „Biblioteki Kaznodziejskiej” głoszący na co dzień słowo Boże, mieliby wiele do powiedzenia na ten temat. Interesujące mogłyby być również wypowiedzi tych, którzy słuchają kazań o miłości. Tym bardziej, że mówienie o miłości to trudne, a nawet nieco niebezpieczne zadanie. Trzeba zgodzić się z autorami tegorocznego programu kaznodziejskiego, którzy w niedzielę chrztu Pańskiego przypomnieli nam, jak ważne jest w relacjach z innymi wyznawanie miłości słowami (zwłaszcza wtedy, gdy tę miłość wyznaje nam sam Bóg: „Tyś jest mój syn umiłowany…”), jak potrzebne jest mówienie komuś o tym, że go kochamy. Nic jednak nie zastąpi doświadczenia, przeżywania miłości. Słowa (choć ważne) zawsze pozostaną słowami, a miłość to życie, obecność, trwanie, to ciągłe dzianie się, choć czasami w ciszy, w milczeniu, często bez słów…
Może więc przede wszystkim my – którym powierzono obowiązek głoszenia słowa Bożego – powinniśmy nie tyle szukać odpowiedzi na pytanie: „Jak mówić o miłości?”, co raczej po prostu zacząć kochać, albo przynajmniej zacząć mówić o miłości z miłością, kochając każdego słuchacza, do którego kierujemy nasze słowa?
Moje osobiste poszukiwania wskazówek na temat mówienia o miłości zbiegły się w czasie z odbywającym się w Poznaniu 32. Europejskim Spotkaniem Młodych. Świadectwa młodych, którzy przyjechali do stolicy Wielkopolski, rozważania brata Aloisa, poznawanie dziejów ekumenicznej wspólnoty braci z Taize oraz historii organizowanych przez nich od 32 lat spotkań stały się dla mnie ważnym „głosem” w dyskusji na temat mówienia o miłości.
Przyznam, że z wielkim podziwem i z odrobiną zazdrości patrzyłem na tysiące młodych ludzi, którzy z uwagą i w skupieniu przez cztery kolejne wieczory słuchali rozważań brata Aloisa, mówiącego – upraszczając nieco – właśnie o miłości. Dlaczego słuchali go z uwagą i w skupieniu? Pewnie potrzebna byłaby tu głębsza analiza, ale na pewno nie bez znaczenia pozostaje fakt osobistego świadectwa miłości przeora i całej wspólnoty braci z Taize, które stoi za wypowiadanymi słowami, a także wyjątkowa atmosfera, jaka towarzyszy europejskim spotkaniom i w jakiej wypowiadane są słowa rozważań, oraz z całą pewnością ich treść i sposób przekazu.
W każdym ze swoich rozważań brat Alois nawiązywał do konkretnych życiowych doświadczeń ludzi wierzących w Chinach, które mogą stać się inspiracją dla wszystkich chrześcijan na całym świecie. Opowiadanie o spotkaniach, jakie miały miejsce podczas podróży braci z Taize do Chin (powracające w każdym rozważaniu), stanowiło egzystencjalne hodie, w którym wielu słuchaczy mogło odnaleźć swoje życiowe problemy i aktualne pytania. Jest rzeczą oczywistą, że rozważania mające miejsce podczas modlitewnego skupienia, są czymś zupełnie innym niż homilia wygłaszana podczas Eucharystii, potwierdzają one jednak ważność i skuteczność homiletycznej zasady odwoływania się do życiowego doświadczenia. I właśnie doświadczenia chrześcijan żyjących w Chinach, stawały się punktem wyjścia do formułowania konkretnych propozycji zastosowania w codziennym życiu słuchaczy zasad Ewangelii. Ich kulminacją było ostatnie rozważanie, w którym brat Alois, nawiązując do słów jednego z kanonów śpiewanych w Taize oraz podczas spotkań organizowanych przez braci, zachęcał młodych: „Miejcie odwagę żyć dla miłości”.
Wsłuchując się uważnie w treść rozważań, a potem czytając je w skupieniu już po wygłoszeniu, zwróciłem uwagę, że słowo „miłość” pojawia się w nich dość rzadko – tylko kilka razy. A jednak to, co mówi ich autor z całą pewnością można nazwać „mówieniem o miłości”. Bo przecież mówieniem o miłości jest zachęta do ciągłej przemiany serca, czy też pokazywanie młodym słuchaczom, że w każdym człowieku jest nadzieja na to, by być kochanym i kochać (por. Rozważanie z 29 grudnia 2009). O konieczności przemiany serca brat Alois mówił również w drugim rozważaniu, pokazując, że drogą do miłości jest prostota życia: „Wybór prostoty przygotowuje nasze serca do dzielenia się tym, co mamy” (Rozważanie z 30 grudnia 2009). Do tego tematu nawiązał też kolejnego dnia, mówiąc: „Płomień pokoju i przyjaźni jest tutaj, żeby oświecać wszystkich ludzi. Nie możemy więc zgadzać się na to, żeby powiększały się istniejące w świecie nierówności, żeby tylko niektórzy korzystali z dobrobytu wtedy, kiedy większość cierpi biedę. Chcemy wybierać prostotę w życiu, żeby zachęcać do dzielenia się tym, co mamy, do solidarności, do odpowiedzialnego korzystania z zasobów naszej planety” (Rozważanie z 31 grudnia 2009). Zaradzanie nierównościom społecznym, dzielenie się z innymi, solidarność – to inne imiona miłości, do której praktykowania zachęcał młodych brat Alois.
W ostatnim rozważaniu nie zabrakło podziękowania za gościnność, która też jest konkretnym wyrazem miłości człowieka do człowieka. W przychodzącym pielgrzymie rozpoznajemy Chrystusa, który mówi, że wszystko co uczyniliśmy jednemu z Jego braci, uczyniliśmy Jemu samemu.
W relacjach z innymi ludźmi istotną rolę odgrywa pociecha, towarzyszenie komuś w jego trudnym doświadczeniu. „W wierze jesteśmy pielgrzymami. Wszyscy na tej drodze przechodzimy i będziemy przechodzić trudne próby. Czasami wydaje się, że nas całkiem pochłaniają, do tego stopnia, że zaledwie dociera do nas pociecha, jaką obdarzają nas najbliżsi. Co więc robić? Czy nasza odpowiedź na osobiste udręki i te, które znoszą inni ludzie, nie polega na tym, żeby bardziej kochać?” (Rozważanie z 1 stycznia 2010 roku). A zatem mówienie o miłości to również dostrzeganie ludzkich problemów i trudności oraz szukanie konkretnych sposobów zaradzenia im. Pointą tego rozważania było nawiązanie do słów Jana Pawła II, wypowiedzianych do młodych w Polsce: „Miejcie odwagę żyć dla miłości”. Słowa te stały się treścią jednego z kanonów – śpiewanych przez młodzież w Taize oraz podczas poznańskiego spotkania – który rozpoczyna się słowami z Ewangelii wg świętego Jana: „Bóg jest miłością”.
Słuchając konkluzji ostatniego rozważania brata Aloisa, doszedłem do wniosku, że chyba zbyt rzadko wykorzystujemy w głoszeniu słowa Bożego proste stwierdzenia z Pisma Świętego, powracające jako refreny pieśni i piosenek, które niejednokrotnie weszły do naszego codziennego języka.
Doświadczenia braci z Taize związane z mówieniem o miłości i praktykowaniem jej w życiu to nie tylko europejskie spotkania, odbywające się każdego roku w różnych europejskich miastach. To również codzienne życie wspólnoty braci w Taize oraz spotkania z młodymi ludźmi przybywającymi do tego małego miasteczka z całej Europy i świata. Niezwykła intuicja brata Rogera, założyciela wspólnoty, pozwoliła sformułować podstawowe zasady, które obowiązują podczas tych spotkań, a równocześnie pokazują nam dwa istotne momenty, bez których mówienie o miłości będzie tylko czczą gadaniną: słuchanie i pojednanie. Jest o nich mowa w książce brata Rogera Wybrać miłość, opublikowanej w 2008 roku przez wydawnictwo „Święty Wojciech”.
Mówienie o miłość ma sens i jest skuteczne tylko wtedy, jeśli umiemy słuchać tych, do których chcemy mówić o miłości. Brat Roger często powtarzał, że bracia ze Wspólnoty nie są mistrzami duchowymi, nie są powołani, by udzielać rad, ale by przede wszystkim modlić się i słuchać. We wspomnianej książce czytamy, jak brat Roger mówi o swoim osobistym odkryciu konieczności słuchania innych: „W powołaniu, którego istotą jest słuchanie innych, jest wiele piękna. Ja sam odkryłem je być może dlatego, że w młodości bardzo potrzebowałem, żeby mnie wysłuchano. Odczuwałem jednak raczej brak kogoś, kto by mnie wysłuchał. Kiedy byłem młody, gruźlica zmusiła mnie do długich okresów bezczynności, podczas których dużo czytałem, dużo samotnie rozmyślałem. Spodziewałem się, że w jakimś niedługim czasie nadejdzie śmierć, szukałem więc coraz bardziej intensywnie. I powiedziałem sobie: jeżeli zostanę przy życiu, zrobię wszystko, żeby rozumieć innych, będę słuchał tego, co kryje się w głębi serca drugiego człowieka. Tę wewnętrzną decyzję podjąłem zupełnie sam. Dzisiaj, słuchając młodych ludzi, odkrywam, że wielu z nich odczuwa coś w rodzaju rozdarcia. Dlaczego? Bo ich serce jest czasem podzielone. Chcieliby być kochani takimi, jacy są, a bardzo często mają wrażenie, że ci, którzy ich kochają, są zajęci czym innym” (Wybrać miłość. Brat Roger z Taizé 1915–2005, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2008, s. 60-61).
Słuchanie innych, otwarcie serca na ich troski i niepokoje może znaczyć dla nich wiele więcej niż mówienie im o miłości. Dobre kaznodziejstwo musi więc zaczynać się od wsłuchiwania się w głos tych, do których mamy mówić. Doświadczenie brata Rogera i jego braci z Taize pokazuje, że słuchanie innych z miłością w wielu sytuacjach przynosi większe, lepsze i bardziej dojrzałe owoce niż mówienie o miłości.
Mówienie o miłości musi też być poprzedzone pragnieniem pojednania, które pozwala nam postępować w zgodzie z prawdą o Bogu, który jest miłością, żyć naprawdę według Ewangelii. „Jak można głosić miłość bliźniego – pyta w swojej książce brat Roger – i wciąż utrzymywać podziały? Moja babcia, która wywarła na mnie ogromny wpływ, widziała znaczenie pojednania chrześcijan dla całej ludzkiej rodziny: cała ludzkość może zostać wzbogacona przez pojednanie, jakie dopełni się w tej jedynej komunii, jaką jest Kościół. Jeśli żyjemy w komunii, rośnie zaufanie. Pojednanie chrześcijan może być zaczynem pokoju dla wszystkich, wierzących i niewierzących.
Bóg nie chce, abyśmy byli ofiarami dawnych lub nowych podziałów między chrześcijanami. Wspomnienie tych podziałów zachowywano przez wieki. Pielęgnowanie pamięci o wydarzeniach, które podzieliły chrześcijan, nie pozwala się zagoić głębokiej ranie. Trzeba ją wyleczyć. Są tacy chrześcijanie, którzy nie zwlekając, już teraz w różnych miejscach żyją w pojednaniu, z całą pokorą i z całą prostotą. Swoim życiem chcą sprawić, by Chrystus stał się obecny dla wielu innych. Wiedzą, że Kościół nie istnieje dla siebie samego, lecz dla świata, aby być w nim zaczynem pokoju. «Komunia» to jedno z najpiękniejszych imion Kościoła – nie może więc być w nim wzajemnej surowości, a jedynie przejrzystość, dobroć serca, współczująca miłość…” (Wybrać miłość. Brat Roger z Taizé 1915–2005, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2008, s. 66-67).
Może więc warto mówienie o miłości rozpocząć od pytania o to, z kim muszę się pojednać? Jakie podziały pokonać w sobie i wokół siebie, aby to, co chcę powiedzieć, było naprawdę przekonywujące? Nie tylko treść i forma przekazu są ważne w mówieniu o miłości. Istotną rolę odgrywa nasze wewnętrzne nastawienie, nasza dyspozycja, doświadczenie najpierw na sobie samym tego, do czego chcemy zachęcać innych.
32. Europejskie Spotkanie Młodych w połączeniu z doświadczeniem braci Rogera, Aloisa i ich współbraci z Taize pokazało mi, że można mówić o miłości językiem współczesnego człowieka, odwołując się do najprostszych ludzkich uczuć, przeżyć i pragnień. Bracia udowodnili, że mówienie o miłości, połączone z praktykowaniem jej w życiu przekonuje ludzi oraz wyzwala w nich pragnienie kochania, szukania pojednania i umacniania zaufania do innych. Wierzę, że opisane przez mnie doświadczenie stanie się inspiracją dla wielu osób, kobiet i mężczyzn, zaangażowanych w głoszenie słowa Bożego.



Drukuj