W numerze
 
listopad/grudzień 2008 » FORUM HOMILETYCZNE »

Jak mówić w kazaniach o życiu doczesnym?

Drukuj
Paul. M. Zulehner pisze w Schronieniu dla duszy: „Nasze życie na ziemi to «trzecia ciąża», a śmierć to narodziny do życia, które określa się jako «wieczne» lub po prostu «pełne». Używa się przy tym symboli nieba i raju, ale też i światłości wiekuistej czy wiecznego odpoczynku. Człowiek zawsze będzie na ziemi nieco obcy. Ma to nam przypominać, że nie zostaliśmy stworzeni (tylko) dla ziemi, lecz dla nieba. […] Stąd też zasadniczym celem szerzenia religijnej sztuki życia było zawsze nie tylko budzenie miłości do ziemi, lecz także nabywanie umiejętności ciągłego otwierania się na niebo. Świadczy o tym stara mszalna kolekta: «Panie, naucz nas w zmienności tego świata wznosić nasze serca tam, gdzie są prawdziwe mądrości» (por. modlitwa dnia z 21 niedzieli okresu zwykłego)”1 .
 
 
Mówić łącznie
 
Na pytanie, jak mówić w kazaniach o życiu doczesnym i wiecznym można udzielić wielu odpowiedzi. Przytoczone powyżej słowa Zulehnera – zwłaszcza te o miłości do ziemi i umiejętności otwierania się na niebo – podsuwają nam pierwszą z nich: O jednym i drugim życiu należy mówić łącznie, bez przeciwstawiania ich sobie, zachowując równowagę w poruszaniu jednego i drugiego tematu – jednakże zawsze z wyraźnym wskazaniem na życie wieczne jako na cel naszego ziemskiego życia i jednocześnie pełnię życia. Kaznodzieja powinien być rzecznikiem, „adwokatem” jednego i drugiego życia. Nie może więc gloryfikować jednego i jednocześnie deprecjonować drugiego. Mówiąc o życiu doczesnym, nie powinien ograniczać się do jego negatywnych stron (choć z drugiej strony nie wolno mu ich też przemilczać!) i przedstawiać go wyłącznie jako „łez padołu”, „kary za grzechy”, czasu „zasługiwania” na niebo czy „poczekalni” do nieba. Nie wolno mu też posługiwać się życiem wiecznym, niebem jako tanią pociechą dla tych, którym się źle wiedzie w tym życiu. Słowem: powinniśmy mówić o życiu: o jego fragmentach i o jego pełni.
 
 
Mówić biblijnie
 
Żeby uniknąć tych i podobnych skrajności, trzeba o jednym i drugim życiu mówić biblijnie, w duchu Biblii. Ona zaś przedstawia życie zawsze jako dar, a Boga jako źródło i dawcę życia. Jest to co prawda dar kruchy, ale jednocześnie cenny i święty. Kto uważnie wczytuje się w tekst Pisma Świętego zauważy, że obiecane nam przez Boga życie wieczne jest w nim opisane jako przekraczające wszelkie wyobrażenia wypełnienie naszych niepomiernych pragnień, a zwłaszcza tych trzech podstawowych: 1. (mieć imię) Bóg nie zapomni naszego imienia; kiedy przejdziemy przez bramy śmierci, On wezwie nas po imieniu, wskrzesi nas; nasze imiona odnajdziemy w Księdze Życia, zapisane na dłoni Boga, który nas stworzył po to, abyśmy żyli. 2. (mieć władzę) Bóg zniesie na zawsze wszelkie ograniczenia naszej wolności, władzy i miłości. Będziemy zasiadać na „tronach” i „panować”, tzn. będziemy wolni, niezależni, tworząc pełną miłości wspólnotę zbawionych; będzie to wielkie święto wyzwolenia; Bóg poskłada w całość kawałki, fragmenty naszego życia i je dopełni. 3. (mieć swoje miejsce, dom, ojczyznę) Otrzymamy od Ojca przygotowane nam mieszkanie w niebie; Bóg będzie naszym domem, ojczyzną; nastanie nowe niebo i nowa ziemia, miasto nowe Jeruzalem, pośrodku którego zamieszka Bóg.
W kontekście tych trzech podstawowych pragnień, najgłębszych tęsknot człowieka należy też mówić o jego życiu doczesnym. Biblia wzywa nas, abyśmy korzystali przy tym z Jezusowej „wiedzy o życiu”, z Jego „doświadczeń życiowych”, z ich pomocą kształtowali i interpretowali nasze życie, abyśmy w Nim żyli. W Nim jest życie, On jest wypełnieniem obietnicy życia w obfitości, On jest „drogą, prawdą i życiem” (J 14, 6), On jest naszym życiem.
 
 
Mówić profetycznie
 
O życiu doczesnym i wiecznym należy mówić też profetycznie. Oznacza to, że zawsze musimy sobie zadawać pytanie, czy nasze mówienie o jednym i drugim życiu jest rzeczywiście słowem Bożym. Przede wszystkim jednak znaczy to, że słowo Boże o życiu mamy głosić – wzorem starotestamentowych proroków, Jezusa-Proroka i Jego uczniów – nie okazjonalnie, lecz przy każdej okazji, „w porę i nie w porę”, często wbrew światu, jako niewygodną prawdę, nierzadko narażając się na drwiny i szykany (por. Jer 20,8). A we współczesnym świecie, który coraz bardziej gubi koncepcję bezwzględnej wartości człowieka i jego życia na rzecz pojmowania go jako swego rodzaju „produktu” czy „przedmiotu” (często o niskiej wartości), którym można dowolnie manipulować – trzeba głosić z mocą i odwagą proroków słowo o życiu, które na każdym etapie jest od Boga i dla Boga.
 
 
Mówić mistagogicznie
 
Mówiąc zarówno o życiu doczesnym, jak i wiecznym natrafiamy często na granice słowa i stajemy przed tym, co niewyrażalne. Dlatego szczególnie w tym względzie potrzebujemy kaznodziejów kompetentnych w dziedzinie mistagogii. Kaznodzieja-mistagog głosi życie jako misterium, tajemnicę i uwypukla jego transcendentny wymiar. W tę tajemnicę coraz głębiej słuchaczy wprowadza, opierając się przy tym na własnym doświadczeniu żywego Boga w swoim życiu. I tylko w ten sposób może pomóc swoim słuchaczom odkryć i doświadczyć obecności żywego Boga w ich codziennym życiu. Tam, gdzie zawodzą go słowa, tam może się posługiwać symbolami i obrazami, w które obfituje liturgia Kościoła, będąca w gruncie rzeczy wielką, wspaniałą celebracją życia.
Kiedy mówimy w kazaniach o życiu doczesnym i wiecznym, to wcześniej czy później pojawia się w nich temat zależności naszego życia wiecznego od życia doczesnego, a wraz z nim jego aspekt moralny. Ważne jest, aby nie odzierać go z mistyki, gdyż wtedy nasze kazania będą pełne moralizujących etycznych apeli i bezdusznego, lekceważącego naszą wolność prawa, które – jak mówi P. M. Zulehner – „jedynie pokazuje, że nie możemy żyć tak, jak byśmy tego chcieli”2 . Tymczasem prawdziwa moralność zakłada otwarcie się całego człowieka na uzdrawiającą i przemieniającą moc Boga.
 
Mówić życiowo
 
Kaznodzieja mówiący o życiu doczesnym i wiecznym musi się wczytywać niejako równolegle w dwa teksty: tekst Biblii i tekst, jaki pisze nasze codzienne życie. Jest rzecznikiem, „adwokatem” tekstu biblijnego i życia codziennego słuchaczy. Jednemu i drugiemu winien jest rzetelność i uczciwość. Nie wolno mu przed słuchaczami zatajać pełnego życia przesłania tekstu biblijnego, a przed tekstem biblijnym pełni codziennego życia słuchaczy. Ma głosić słowa życia, ma pokazać słuchaczom, że przesłanie tekstu biblijnego ma konkretne odniesienia do ich życia, że mówi coś o ich życiu. Nie da się tego zrobić w oderwaniu od życia. Kazanie o życiu doczesnym i wiecznym musi być głęboko osadzone w realiach naszego codziennego życia. Dlatego kaznodzieja musi je znać. Pozna je zaś jedynie poprzez swoje duszpasterskie zaangażowanie, swoją żywą troskę o życie owiec. Wówczas też i jego kazania o życiu doczesnym i wiecznym będą wyrazem jego duszpasterskiej troski o życie słuchaczy. Będzie mówił z troską o życie. Będzie mówił o życiu życiowo.
 
 
Mówić żywo
 
O podarowanym i obiecanym nam przez Boga życiu, doczesnym i wiecznym, należy mówić żywo, z zaangażowaniem, przekonaniem, z wiarą, radością, zachwytem i fascynacją, tak, aby stale pobudzać u słuchaczy „apetyt” na życie, podtrzymywać w nich nadzieję na życie. Przede wszystkim zaś trzeba o nim mówić z miłością, co pięknie wyrażają słowa piosenki napisanej przez W. Młynarskiego i W. Korcza, a śpiewanej przez E. Geppert pt. „Och życie kocham cię nad życie”: Kocham cię życie / Poznawać pragnę cię / pragnę cię / Pragnę cię w zachwycie / I spotkać człowieka / Który tak życie kocha / I tak jak ja / Nadzieję ma… Bez tego nasze mówienie o życiu zabrzmi jak „muzyka w dzień żałoby” (Syr 22,6).
 
Nasze zadanie nie polega wyłącznie na mówieniu. Bardziej niż słów o życiu ludzie potrzebują miejsc, przestrzeni życia, tzn. słów wprowadzonych w życie poprzez wspólnoty wierzących. Nie możemy być jedynie drogowskazami, które pokazują ludziom drogę życia, same zaś pozostają na skraju tej drogi. Mamy towarzyszyć ludziom w ich życiowej drodze.
„Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,68) – powiedział Szymon Piotr do Jezusa. Powiedział tak nie dlatego, że Jezus wiele o tym mówił, lecz dlatego, że objawił mu się jako ktoś, kto jest po brzegi wypełniony życiem. „Nam wystarczyłoby, gdybyśmy w naszych Kościołach mieli choć śladowe ilości tego życia. Wtedy też z czystym sumieniem moglibyśmy ludziom o nim mówić”3 .
 
1 P. M. Zulehner: Schronienie dla duszy. Ćwiczenia duchowe dla niezbyt pobożnych, Poznań 2006, s. 19-20.
2 Tenże, Wie Musik zur Trauer ist eine Rede zur falschen Zeit. Wider den kirchlichen Wort-Durchfall, Ostfildern 1998, s. 53.
3 Tamże, s. 63.
 
autor: ks. Adam Kalbarczyk