W numerze
 
listopad/grudzień 2008 » FORUM HOMILETYCZNE »

Ku pełni Życia

Drukuj
Hasło roku: Otoczmy troską życie, jest wezwaniem do odczytania Ewangelii jako Księgi Życia, do potraktowania jej jako Drogi Życia. Z punktu widzenia metody duszpasterskiej należy wydobyć blask Życia i jego pełni we wszystkich tekstach biblijnych. Trzeba ukazać światu piękno i bogactwo naszej koncepcji życia. To ma być rok konfrontacji, rok wyjścia z narożnika i ukazania walki o pełnię życia, która to pełnia jest tak olśniewająca, że przeciwnik pada osłabiony blaskiem, jaki od niej bije.
Życie z Chrystusem jawi się więc nam jako synteza całej Ewangelii. Trzeba ją mieć na uwadze, bo ona wyznacza kierunek każdego kroku chrześcijanina, ona też jest mocą jego nadziei. Przez piękno i bogactwo życia należy spojrzeć nie tylko na teksty natchnione, ale i na dzieje zbawienia, które tworzą historię Kościoła. Iluż mamy bohaterów Życia, którzy w każdym pokoleniu ukazali jego blask. Ilu potrafiło udowodnić, że życie doczesne dla nich to tylko pasemko w wielkiej przygodzie życia, w jakiej uczestniczą. Trzeba też ukazać piękno Życia według zasad Dobrej Nowiny dziś, aby zawstydzić wszystkie ciasne podejścia do życia, trzymające się kurczowo doczesności… To jest zadanie chwili.
Żyjemy w czasie wyjątkowo mocnego zacieśnienia pojęcia życia prawie wyłącznie do wymiaru doczesnego i materialnego. Dokonało się to w dużej mierze pod wpływem ostrych dyskusji i potrzeby organizowania akcji obrony życia wobec nacisków związanych z aborcją, eutanazją oraz rezygnacją ze stosowania kary śmierci.
To zacieśnienie jest dziełem manipulacji prawa, nowych koncepcji wychowania, programów medialnych nastawionych na konsumpcję i wygodne życie oraz zmian w świadomości norm etycznych i religijnych.
Tymczasem Ewangelia to droga ku pełni życia, gdzie życie doczesne jest tylko maleńkim pasemkiem w pięknym i grubym warkoczu wielu form życia. To pasemko jest ważne, ale wcale nie najważniejsze. Jest tylko jednym z tworzyw tego, co się składa na pełnię życia. Ta pełnia życia jest punktem docelowym.
Jeśli chcemy w duchu Ewangelii mówić o życiu, trzeba mieć na uwadze tajemnicę owej pełni Życia. Jakiekolwiek ograniczanie tej refleksji jedynie do życia biologicznego jest fatalnym nieporozumieniem, brzemiennym w bolesne skutki. Chrześcijanie naszego pokolenia zostali zmuszeni do zajęcia postawy obrony życia. Zostaliśmy wciśnięci w narożnik, by ostatecznie zostać w nim – wraz z Ewangelią – znokautowani. Chytra to pułapka i trzeba dodać, że w dużej mierze światu udało się to zrobić. Ale wina jest po naszej stronie. Dobry zawodnik nigdy nie opuści środka ringu. On wygrywa na środku i wygrywa bezapelacyjnie. Wygrywa dlatego, że chce wygrać i wie, że ma całkowitą przewagę nad wrogiem.
Hasło roku: Otoczmy troską życie, jest wezwaniem do odczytania Ewangelii jako Księgi Życia, do potraktowania jej jako Drogi Życia. Z punktu widzenia metody duszpasterskiej należy wydobyć blask Życia i jego pełni we wszystkich tekstach biblijnych. Trzeba ukazać światu piękno i bogactwo naszej koncepcji życia. To ma być rok konfrontacji, rok wyjścia z narożnika i ukazania walki o pełnię życia, która to pełnia jest tak olśniewająca, że przeciwnik pada osłabiony blaskiem, jaki od niej bije.
Życie z Chrystusem jawi się więc nam jako synteza całej Ewangelii. Trzeba ją mieć na uwadze, bo ona wyznacza kierunek każdego kroku chrześcijanina, ona też jest mocą jego nadziei. Przez piękno i bogactwo życia należy spojrzeć nie tylko na teksty natchnione, ale i na dzieje zbawienia, które tworzą historię Kościoła. Iluż mamy bohaterów Życia, którzy w każdym pokoleniu ukazali jego blask. Ilu potrafiło udowodnić, że życie doczesne dla nich to tylko pasemko w wielkiej przygodzie życia, w jakiej uczestniczą. Trzeba też ukazać piękno Życia według zasad Dobrej Nowiny dziś, aby zawstydzić wszystkie ciasne podejścia do życia, trzymające się kurczowo doczesności… To jest zadanie chwili.
W dużej mierze pomocnikiem w tym spojrzeniu będzie św. Paweł, który staje w całym Kościele (ogłoszono Rok św. Pawła), by przypomnieć wszystkim, że przeszliśmy ze śmierci do życia.
Cała historia polega na nieustannym zmaganiu życia ze śmiercią. W tym zmaganiu obowiązuje zasada ucieczki. Życie jest ciągle szybsze, ale gdy się męczy, dogania je śmierć, zostawiając za sobą trupy i mogiły. Wciąż jednak życie jest szybsze. Nowe pokolenie ucieka przed śmiercią, a gdy się starzeje, przekazuje pałeczkę życia młodszemu pokoleniu i mówi: śmierć zajmie się mną, a ty uciekaj do przodu z pałeczką życia. I pamiętaj, że jeszcze musisz zadbać o nowe pokolenie, byś miał komu tę pałeczkę przekazać. Taka jest historia wszystkich form życia, jakie obserwujemy na ziemi. Każdego dnia miliardy istot umiera i na ich miejsce rodzą się nowe. Łańcuch pokoleniowy jest imponujący, a ekspresowe tempo wymiany pokoleń obserwujemy tym łatwiej, im mniejsze są ustroje i organizmy. One, mimo że trwają niekiedy tylko sekundy, to jeszcze po drodze dokonują mutacji, by ten rodzaj śmierci, który je niszczy, nie zagrażał następnym pokoleniom, by one były na niego odporne.
Człowiek też stanął do tych zawodów i musiał podporządkować się prawom owego biegu życia, które – mimo że nieustannie przegrywa ze śmiercią – i tak wciąż jej ucieka. Ktokolwiek wchodzi w świat czasu jest zdeterminowany przez prawo przemijalności i nic nie potrafi uczynić, by się z niego wyrwać.
I oto do tego biegu zgłosił się dobrowolnie Syn Boga. Stanął na starcie i pokazał, że jest dobrym zawodnikiem. Zwolennicy śmierci postanowili Go wyłączyć z zawodów. Przygotowali mu śmierć wcześniejszą, by udowodnić, że ona jest mocniejsza od Niego. Nie umierał ani na skutek choroby, ani na skutek wyczerpania organizmu starością.
Chrystus wyzwanie podjął. Stanął więc jak zawodnik, do walki oko w oko ze śmiercią. Pozwolił się jej znokautować, nawet wyliczono Go do dziewięciu i to urzędowo. Setnik musiał złożyć Piłatowi raport o zgonie. Włożono Go do grobu, krainy śmierci. Ale okazało się, że zawodnik jest mocniejszy od śmierci, bo po trzech dniach wyszedł z jej więzienia i odtąd już ona nie ma nad Nim władzy. Wyszedł zwycięsko. Nie zmienił praw walki życia i śmierci, jakimi rządzi się ziemia. On w tych jej prawach zrobił dziurę. Wprowadził nowe prawo. Kto Mu zawierzy, może w sposób Jemu podobny, odnieść zwycięstwo nad śmiercią. Może zgodzić się na oddanie życia doczesnego, by ocalić je na wieczność przez udział w zmartwychwstaniu.
A śmierci nie udało się dotychczas opanować sytuacji tak, by nikt się nie wymknął spod jej panowania. Ona dobrze wie, że jej uderzenie to tylko nokaut, na który wierzący mogą się zgodzić, bo wiedzą, że po nim i tak wstaną, i to tak silni, że ona już w nich nie uderzy. Śmierć straciła oścień. Jej uderzenia nie są już śmiertelne ani dla ducha człowieka, ani dla jego ciała, skoro ono zmartwychwstaje.
Po tym wstępie pragnę zatrzymać się nad ewangeliczną koncepcją życia, która została przedstawiona w jednym z najstarszych dokumentów chrześcijańskich. Jest to, pochodząca najprawdopodobniej z Syrii, Nauka Dwunastu Apostołów, czyli Didache.
Nieznany autor w pierwszej części tego dokumentu przedstawia dwie drogi: Drogę życia i śmierci. W drugiej zatrzymuje się nad sakramentalnym wymiarem życia ewangelicznego, przedstawiając obrzęd chrztu i podając najstarszy tekst eucharystycznej modlitwy. W trzeciej części podaje normy życia wspólnoty ludzi wierzących. Jest to kodeks życia każdej wspólnoty Kościoła, która odwołuje się do charyzmatów, w której duch jest ważniejszy niż litera.
 
 
Droga Życia
 
Miłość
Autor interesującego nas dokumentu rozumie życie jako pełnię miłości, dlatego pierwszym znakiem na tej drodze jest przykazanie miłości Boga z całego serca i z całej duszy oraz przykazanie miłości bliźniego jak siebie samego.
Już to ustawienie otwiera przed chrześcijaninem świat życia, którym jest miłość. Ale należy to mocno podkreślić – Miłość Boga. On bowiem pierwszy nas umiłował i czeka na podobną odpowiedź z naszej strony. Mamy więc na samym początku drogi życia refleksję nad tym, co należy rozumieć przez słowo miłość. Na pewno wypaczenie tego słowa przez próbę sprowadzenia jego znaczenia jedynie do seksualnych lub erotycznych wymiarów jest nieporozumieniem. To jest ta miłość Boga, który tak nas kocha, że Syna swego umiłowanego dał; to jest ta miłość Boga, że Syn życie swoje dał; to jest ta miłość Boga, która zamienia się w pokarm nieśmiertelności, bo Syn przecież dał swoje Ciało i Krew; to jest ta miłość, której prawem jest przyjaźń: Nikt nie ma większej miłości nad tę, gdy kto życie oddaje za przyjaciół swoich…
Należy ukazać miłość jako świat autentycznego życia. Bóg Jest miłością! Kto umie kochać, wchodzi w ten świat, jakkolwiek dla każdego jest to miłość jedyna i niepowtarzalna. Chrześcijanie winni stanowić wspólnotę ludzi zakochanych. Tego zjawiska się nie da wyjaśnić, poznaje się je jedynie po owocach… Życie Ewangelią to całkowite zakochanie w Bogu. Bo tak On jest zakochany w nas!
 
Sumienie
Drugim elementem na drodze życia jest doskonalenie sumienia według precyzyjnego rozróżniania tego, co jest Bożą wolą, a co nią nie jest. Człowiek żyje, jeśli posiada dobrze ustawione sumienie, czyli jeśli ono jest prawe, pewne i wrażliwe. Długi zestaw wskazań, jakie podaje autor Didache, ma na celu ukształtowanie takiego właśnie sumienia. Jego się nie da wychować inaczej, jak tylko przez precyzyjne dostrzeżenie, w oparciu o Dekalog, co jest wolą Boga.
 
Doskonalenie duchowej kondycji
Droga życia to nieustanne doskonalenie sprawności duchowych. Nazywamy je cnotami. Chodzi o umiejętność praktycznego podejmowania decyzji i opanowania sztuki czynienia dobra, którego oczekuje od nas Bóg.
W życiu wszystkiego trzeba się uczyć, bo życie jest sztuką. Tak jest w całej ożywionej przyrodzie. Tylko te osobniki, które opanują sztukę polowania, zdobywania pokarmów, sztukę współpracy ze środowiskiem, mają szansę zostać przy życiu. Podobnie jest od strony ducha. Ten, kto chce uczestniczyć w życiu miłości, musi opanować tysiąc i jeden drobiazgów potrzebnych w każdej sytuacji do przeżycia, do ocalenia, do niesienia pomocy innym, do cieszenia się życiem.
Doskonalenie tych umiejętności prowadzi do coraz większej wolności. A jest ona jednym z ważnych elementów życia. Każde zniewolenie odbiera coś z blasku, jakim promieniuje życie.
 
Mądry przyjaciel
Drogi życia nie da się pokonać indywidualnie. Jeśli to jest droga miłości, to trzeba nią wędrować razem z tym, kto kocha Boga podobnie jak ja, i kto chce kochać ludzi w duchu Ewangelii. Dlatego autor Didache zwraca uwagę na potrzebę doboru towarzysza, który na drodze Ewangelii jest mocniejszy niż ja. Trzeba się codziennie z nim spotkać przynajmniej na chwilę. Takie jest prawo miłości. Jeśli zabraknie spotkań, miłość powoli obumiera.
To ważna zasada. Jezus nie wysyłał uczniów w pojedynkę. Zawsze wysyłał ich po dwu. O tej praktyce Jezusa nie wolno zapomnieć. Ten, kto wybiera się na drogę Ewangelii i nie ma w zasięgu człowieka, który idzie w tym samym kierunku a dysponuje większym doświadczeniem niż on sam, ten albo ustanie w drodze, albo pobłądzi.
W samym takim spotkaniu jest życie. Najczęściej ma to miejsce w doborze małżonka. Ten, kto dobiera mądrego towarzysza, życie wygra, kto się pomyli, płaci za tę pomyłkę wysoką cenę.
W roku ochrony życia należy postawić pytanie: Kto jest moim towarzyszem na ewangelicznej drodze? To pytanie winno być postawione już na katechezie przy pierwszej Komunii świętej, jeszcze ostrzej przy bierzmowaniu, nawet jako warunek dopuszczenia do tego sakramentu.
 
Duch maksymalizmu etycznego
Wymagania znane z Ewangelii są wysokie. Poprzeczka ustawiona przez Jezusa jest zawsze nad naszymi głowami. Autor Didache przypomina jednak, że ona, dzięki miłości Boga, jest dostosowana do naszych możliwości. Bóg w dziedzinie moralnej nie wymaga od nas tego, czego nie potrafimy.
Każdy więc winien się starać uczynić tyle, na ile go stać. Bóg jest zadowolony, gdy wypełnimy Jego wolę. A wola ta liczy się z naszymi możliwościami. Jeśli nie zostanie wykonana, to z naszej winy, a nie dlatego, że nas nie było na to stać.
Rzecz jasna bywają sytuacje, gdy trzeba zdobyć się na maksymalny wysiłek, ale czyż życie nie dlatego jest piękne, że mobilizuje wszystkie siły? Bywa, że potrzebne jest ryzyko, i Bóg oczekuje, abyśmy je podjęli. Ale czy piękno życia nie jest zawarte w mądrym ryzyku?
 
Duch wdzięczności
Życie jest darem Boga i to we wszystkich swoich formach. Pierwszym więc odruchem tego życia jest wdzięczność serca wobec dawcy darów. Środowisko cieszące się życiem śpiewa Panu pieśń wdzięczności. To ona jest treścią Eucharystii, czyli Dziękczynienia. Tę pieśń mogą wyśpiewać jedynie ludzie, których serce jest wypełnione wdzięcznością. Nie potrafią w niej uczestniczyć narzekający, krytykujący, szemrzący…
Pełnia życia przelewa się z serca przez usta w postaci słów wdzięczności. Ten, kto się cieszy życiem, jest szczęśliwy, jest apostołem radości i pokoju.
W roku ochrony życia trzeba zrobić rachunek sumienia z pesymizmu i kompleksów, jakie wypełniają serca katolików. Nie po to, aby się nimi zajmować, lecz by zastosować lekarstwo, czyli opanować sztukę dziękczynienia ludziom i Bogu. Innej drogi nie ma.
 
Duch budowy Bożego środowiska
Nie ma życia bez środowiska. Dlatego Jezus założył Kościół, by on był Jego środowiskiem. W środowisku obowiązują prawa wzajemnej usługi, współpracy, współżycia. Współczesna biologia mówi nam o tym w sposób wprost zdumiewający. Wszyscy wiemy, że nie da się uratować jednostki, a nawet gatunku, jeśli nie uratujemy jego środowiska.
Ta sama zasada obowiązuje w życiu duchowym. Jednostka winna wiedzieć, jak wiele zawdzięcza swemu środowisku, jak wiele od niego otrzymuje, i jak wiele może mu dać. To ostatnie jest punktem wyjścia do służby życiu w danym środowisku.
Autor Didache każe zastanowić się nad każdym, kto chce wejść w środowisko wierzących, każe go testować, każe zwracać uwagę na jego podejście: o ile jest ono twórcze, a o ile człowiek ten jest pasożytem… Każe usuwać leniwych jako zagrażających środowisku.
W trosce o zdrowe środowisko autor Didache każe dbać o autorytet mających władzę, bo bez niego życie środowiska umiera. Ta troska wzywa też do dokładnego rozliczenia z posiadanych talentów i charyzmatów. One mają być pomnożone dla dobra wszystkich należących do wspólnoty.
W Roku ochrony życia należy zastanowić się nad stopniem skażenia środowiska parafialnych wspólnot i nad tym, według jakich programów należy je ratować, rozwijać, umacniać. Środowisko Ewangelii winno posiadać wspaniałych ludzi, gotowych do dawania świadectwa i przekazu duchowego życia następnym pokoleniom.
Współczesna parafia często jest środowiskiem wielotysięcznym. Ona jest cenna z punktu widzenia prawa i inwestycji. Jeśli jednak spojrzymy na nią z punktu widzenia ducha, to musi zmierzać w kierunku uaktywnienia wielu wspólnot w jej granicach. To ma być wspólnota wspólnot.
 
Nadzieja lepszego jutra
Życie jest tam, gdzie jest nadzieja lepszego jutra. Ono zmierza do jej osiągnięcia.. Dlatego autor kończy tekst Didache wezwaniem do nieustannego karmienia nadziei, by wejść w pełnię Życia, co będzie miało miejsce w chwili przyjścia Jezusa.
Nie było to jednak jakieś wizjonerstwo dotyczące końca świata. Owszem, zapowiedzi Jezusa o powtórnym przyjściu były znane i przyjmowano je jako pewne. Ale oni przeżywali swą przynależność do Jezusa już tu na ziemi i dlatego nie obawiali się sądu. On ich już nie dotyczył. Sąd był dla tych, którzy Chrystusa nie spotkali. Oni będą mieli przeglądane karty uczynków dobrych i złych. Ochrzczeni się tego nie muszą obawiać, Jezus jest po ich stronie, a oni są Jego. Oni będą sądzić razem z Nim pokolenia ludzkiej rodziny.
Dlatego pierwsi chrześcijanie chętnie spotykali się na Eucharystii, bo w niej przeżywali przyjście Pana. Jak długo byli na ziemi, przeżywali je w sakramentalnych znakach. Wiedzieli, że On przychodzi i jest z nimi aż do skończenia świata.
Ta nadzieja jest sprężyną życia według Ewangelii. Bez niej nie ma życia.
 
 
Droga śmierci
 
Autor Didache, podobnie jak oznakował drogę życia, wyznaczył też drogę śmierci. Chrześcijanie winni równie dobrze znać ten system oznakowania, jak i pierwszy. Na każdym odcinku tej drogi życia istnieją niebezpieczeństwa i one winny być znane wszystkim. Oto zwięzłe przypomnienie znaków na drodze śmierci:
 
BRAK MIŁOŚCI
Kto nie umie kochać, a zwłaszcza ten, kto nie chce nauczyć się kochać, wędruje drogą śmierci. Decyzja należy do niego. W tej miłości istotnym są akty miłości Boga, Chrystusa i człowieka.
Kto nie kocha, żyje w duchowej śmierci.
 
Zlekceważenie troski o sumienie
Prawe i pewne sumienie pozwala w każdej sytuacji określić miejsce, w jakim człowiek się znajduje, tak w odniesieniu do Boga i zadań, jakie Ten mu zleca, jak i w odniesieniu do ludzi.
Uśmiercenie sumienia lub odrzucenie jego głosu jest równoznaczne z samobójstwem duchowym. To jest tak, jakby ktoś w środku puszczy zgubił kompas. Będzie chodził w kółko, aż padnie. Jest więc na drodze śmierci.
 
Zgoda na uzależnienia
Na drodze życia wielką wartość posiadają sprawności, które w każdej sytuacji podsuwają właściwe rozwiązanie, a dodatkowo świadczą o kondycji duchowej człowieka. Jeśli ich braknie, to ich miejsce zajmują uzależnienia. Nabywa się je przez powtarzanie, a więc dokładnie w ten sam sposób jak i umiejętności pozytywne. Przyzwyczajenia szybko się utrwalają i zawsze podsuwają rozwiązanie fatalne, coraz gorsze. Człowiek traci wolność i w ten sposób o prawdziwym życiu nawet nie może marzyć.
Wszystkie nałogi są zagrożeniem na drodze życia, a jeśli są związane z grzechem śmiertelnym, tworzą drogę śmierci.
 
Towarzystwo złego człowieka
Znakiem wędrowania drogą śmierci jest dobór za towarzysza kogoś, kto żyje bez Boga. Nie można wędrować równocześnie w dwu kierunkach. Albo trzeba wybierać na towarzyszy ludzi dobrej woli, albo decydując się na wybór ludzi żyjących w grzechu, wędrować ich drogą, czyli drogą śmierci. Innej możliwości nie ma.
W trosce o życie należy dokładnie sprawdzić, w jakim towarzystwie spędzamy dni i noce. Ono jest zwierciadłem, w którym poznajemy siebie.
 
Minimalizm etyczny
Robię tylko tyle, ile muszę. Pytam, czy to już jest grzech śmiertelny, czy jeszcze nie. Jak daleko jest dno tej przepaści? Trzymam się samej krawędzi, bo interesuje mnie zło, a tym złem jest ryzyko śmierci duchowej.
Minimalista wcześniej czy późnej zginie i nigdy nie odkryje piękna i mocy życia, bo żyje na zwolnionych obrotach. Minimalizm jest pleśnią drogi śmierci, która uniemożliwia wykorzystanie skrzydeł, bo nieustannie oblepia je lenistwem.
 
Narzekanie i krytykowanie
Kto dostrzega tylko braki, słabości, klęski, ten nigdy nie wejdzie na drogę zwycięstwa. To jest droga ludzi małych, zestawiających się z tym, co mniejsze od nich.
Droga śmierci, po której chętnie wędruje się zespołowo, bo narzekający potrzebuje słuchaczy… Łatwo ich znaleźć i tracić czas w ich gronie, obwiniając wszystkich i wszystko, tylko nie stawiać sobie żadnych wymagań.
Smutek stanowi jedno z największych zagrożeń w życiu człowieka. On jest znakiem alarmującym o wejściu na drogę śmierci. Chrześcijanie pierwszych wieków przestrzegali przed smutkiem, który mieszka w każdym słowie narzekania i krytykanctwa.
 
Postawa aspołeczna
Egoizm zamyka na potrzeby innych. Buduje świat kręcący się wokół własnego pępka. Może to być egoizm jednostki, egoizm we dwoje, egoizm jakiegoś środowiska hermetycznie zamkniętego na innych…
Ale egoizm to brak perspektyw, to bunkier, z którego nie ma wyjścia. Nawet Bóg, szanując wolność człowieka, nie jest w stanie dotrzeć do tych, którzy się zamknęli w takim bunkrze… Droga śmierci.
 
Brak nadziei
Beznadziejność jest śmiercią. Jeśli znika wszelka nadzieja, człowiek nie dostrzega sensu swego życia i decyduje się na samobójstwo. Brak nadziei to jedna z najkrótszych dróg śmierci.
 
Przedstawiłem drogowskazy i podałem instrukcje zachowania na drodze życia, tak jak je sygnalizuje autor Didache. Dokładne rozpracowanie tego ujęcia objęłoby duży cykl katechez dotyczących naszego tematu.
Warto przypomnieć, że był to zasadniczy schemat katechezy i prawodawstwa kościelnego w pierwszych czterech wiekach. Dopiero potraktowanie chrześcijaństwa jako religii państwowej, przez cesarza Teodozjusza, usunęło ten schemat na drugi plan. W jego miejsce zaczęto doskonalić prawne przepisy określające obowiązki i przywileje chrześcijan. Litera odnosiła zwycięstwo nad duchem. Zawsze jednak wspólnoty, które chciały żyć duchem Ewangelii, sięgały po ten schemat. On był wpisany w samą Ewangelię i nawet jeśli zapomniano o tekście Nauki Dwunastu Apostołów, noszono go w sercach kochających ewangeliczną koncepcję życia.
 
autor: ks. Edward Staniek