Młodzież – „odwieczny problem” – ostatnio wzbudziła większe zainteresowanie w Kościele polskim. Czy już nie budzi niepokoju?
Upomnienie polskich biskupów
Zwracamy się do wszystkich wyznawców Chrystusa w Polsce i do wszystkich ludzi dobrej woli, bowiem sprawa młodzieży dotyczy nas wszystkich i odnosi się wprost do przyszłości naszej Ojczyzny […].
Młodość jest czasem radosnym i obiecującym. Sługa Boży Jan Paweł II uczył, że jest to okres, „w którym każdy odkrywa samego siebie i swój własny świat wewnętrzny, w którym snuje wielkie plany. Budzi się wtedy uczucie miłości, rozpala się głęboka radość związana z obiecującym odkrywaniem życia” […].
Czas młodości jest także okresem, w którym człowiek spotyka się z licznymi i niekiedy bardzo poważnymi zagrożeniami. Młodzi ludzie ulegają nierzadko wszechobecnej propagandzie, która pragnie zyskać ich przychylność proponując młodzieży bezmyślną kontestację dorosłego świata. Tendencyjne posługiwanie się pojęciami „wolności” i „tolerancji” ma być przykrywką do proponowania młodzieży filozofii życia opartej na zaspokajaniu własnych zachcianek i poszukiwaniu ciągle nowych form rozrywek i zabawy.
Wy, ludzie młodzi stawiacie fundamenty pod wasze przyszłe życie. Nie dajcie się oszukać […].
Pamiętajcie o słowach Ojca świętego, Jana Pawła II, wielkiego przyjaciela młodzieży: „Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali” […].
Trud samowychowania młodzieży domaga się wsparcia ze strony ludzi dorosłych. Bóg stawia na drodze młodego pokolenia rodziców i wychowawców i powołuje ich do odpowiedzialnego towarzyszenia chłopcom i dziewczętom w procesie ich dojrzewania. Dorośli nie mogą przed tym zadaniem uciekać […].
(Fragmenty Listu pasterskiego biskupów polskich na niedzielę 2 września 2007 roku: „Towarzyszyć młodzieży we wzrastaniu”).
Młodzież wyzwaniem duszpasterskim i wychowawczym
Z wielkim zatroskaniem patrzymy na młodzież. Stawiamy sobie różne pytania: Jaka jest nasza młodzież? Jaka będzie Polska za 20, 50 lat? Młodzież jest pełna kontrastów. Wielu młodych ludzi szuka Pana Boga, głębi, modlitwy i ciszy. Poważnie traktuje każdą wartość i swoje obowiązki. Kształtuje swoją formację chrześcijańską w Ruchu Światło-Życie, w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży, w scholach, w służbie liturgicznej, w pielgrzymkach, dniach skupienia, w wielu ruchach i stowarzyszeniach.
Poważnie uczestniczy w katechezie i życiu swoich parafii. Są wrażliwi, zatroskani o biednych i potrzebujących pomocy. Pracują w różnych formach wolontariatu. Często możemy spotkać młodych ludzi, którzy noszą koszulki z wypisanymi symbolami: „JPII” i „B16”. Kochali Jana Pawła II i słuchali go. Zademonstrowali swoją wielką wrażliwość i wdzięczność w dniu 2 kwietnia 2005 roku. Bardzo licznie zgromadzili się w świątyniach, przy pomnikach papieża, a później na apelach, w szkołach, na uczelniach. Teraz stają przy Benedykcie XVI. Od Jana Pawła II „uczyli się Kościoła”. Z szacunkiem dla kolejnego następcy świętego Piotra słuchają Benedykta XVI. Nie zawiedli podczas spotkania z Ojcem Świętym Benedyktem XVI na Błoniach Krakowskich. Zademonstrowali kolejne ważne cechy: bardzo szybko przechodzili od radości i entuzjazmu do ciszy, zasłuchania i modlitwy. A zatem są znaki nadziei. Jest w tej młodzieży dużo dobra.
Istnieje druga grupa: To młodzież zagubiona, cyniczna, agresywna. Pije, pali, sięga po narkotyki. Dokonuje przestępstw. Jest egoistyczna. Tworzy specyficzne subkultury. Nie ma szacunku dla żadnych wartości.
Bardzo często pod adresem młodych kierujemy różne zarzuty. Zachowania wielu z nich rzeczywiście pozostawiają dużo do życzenia. W tym momencie powinny jednak pojawić się także inne pytania: Co pokolenie dorosłych wnosi w życie młodzieży? Jak spełniają swoje zadania rodzice, wychowawcy, katecheci, duszpasterze? Jaką rolę odgrywają twórcy życia publicznego? Jak media spełniają funkcję wychowawczą? Jak młodzi zostali wprowadzeni w życie modlitwy? Kto im pomógł wejść głębiej w tajemnicę Eucharystii? Kto naprawdę pomaga młodym ludziom w kształtowaniu życia w duchu Ewangelii?
Co możemy powiedzieć o młodzieży? Jedno jest pewne. Młodzież jest wyzwaniem duszpasterskim i wychowawczym.
(bp Henryk Tomasik, Wprowadzenie do tekstu „Z młodzieżą do Chrystusa”, cyt. za www.episkopat.pl, 18.06.2007).
„Dzisiejsza młodzież powiedziała, że…”
Jacy są młodzi ludzie dzisiaj, czego tak naprawdę szukają? Czym żyje współczesna młodzież i jakie ma plany, zamiary, kto jest dla nich autorytetem, jakie są ich ideały? Te pytania rodzą się pod wpływem wieloletnich spotkań z młodymi na katechezie, podczas prowadzonych z nimi rozmów, i one właśnie stały się inspiracją do zebrania w książce Dzisiejsza młodzież powiedziała, że tych wypowiedzianych przez młodych myśli na temat: Boga, wartości, autorytetów, ludzi, spraw egzystencjalnych, tego wszystkiego, co stanowi treść ich rozmów, co jest płaszczyzną ich odniesień, komunikacji, na co po prostu młodzież szuka odpowiedzi. Dość często spotykamy się ze stwierdzeniem, że trudno jest rozmawiać, porozumieć się z dzisiejszą młodzieżą. Niekiedy odnosimy wrażenie jakby nasze słowa do nich nie docierały. Być może dzieje się tak dlatego, że mało słuchamy, co i jak mówią młodzi… Zebrane wypowiedzi młodzieży mogą stać się płaszczyzną, na której będzie można rozpocząć budowę dialogu, więzi, relacji, może wówczas będzie łatwiej pełnić rolę przewodnika.
(ks. Józef Stala, „Dzisiejsza młodzież powiedziała, że…”, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2006).
Teologia lęku
Zbyt często Kościół – szczególnie młodym ludziom – kojarzy się z czarną wizją rzeczywistości. Tak jakby zapominał, że posiada Dobrą Nowinę, jakby nie wierzył w zapewnienie Zbawiciela, że bramy piekielne go nie przemogą. Jasne, że świat, na którym żyjemy, nie jest najlepszy z możliwych, ale może być dzięki nam trochę lepszy.
Utrata młodych ludzi to moim zdaniem główne zagrożenie dla Kościoła w Polsce. Pielgrzymkowy sierpień grozi pewnym uśpieniem. Jesteśmy zadowoleni, bo tysiące młodych ludzi zmierza na Jasną Górę, ale jest to jednak mniejszość. Na niedzielnych mszach jest coraz mniej młodzieży. Trzeba przełamywać stereotypy i uprzedzenia, tak jak arcybiskup Życiński, który stanął przed zbuntowaną młodzieżą na Woodstocku. I – o dziwo! – okazało się, że chcieli go słuchać.
Nie można zatem akceptować eklezjologii oblężonej twierdzy, w której przycupnęły anioły widzące za murem i fosą tylko diabła. A diabeł może zająć się tym, cośmy odepchnęli, i zrobi to z lubością.
Akcentowanie zła w świecie rodzi lęk, że nas zniszczą, wykupią, że odbiorą nam tożsamość i suwerenność. Kto się boi, nie będzie zdolny poczuć, czym jest radość wiary i życia. Lęk oznacza smutek, samotność, zawiedzione marzenia i desperackie próby szczęścia, skazane na porażkę, bo szczęście nie nawiedza desperatów. Lęk obezwładnia, a jednocześnie potrafi być agresywny i fanatyczny. Ludziom lęku – mimo niekwestionowanej dobrej woli – nie udają się usiłowania wiary, nadziei, miłości i radości.
To ks. Józef Tischner napisał kiedyś, że najgorszy byłby katolicyzm, w którym panowałaby teologia lęku i duszpasterstwo męki. A prof. Stefan Swieżawski mówił wielokrotnie, że chrześcijanin u każdego człowieka powinien szukać przyczółka, do którego może przerzucać mosty. Szukanie tych mostów to wielkie zadanie dla wyznawców Chrystusa, oczywiście bez zatracania własnej tożsamości […].
Tylko Bóg ma prawo do ostatecznych wyroków o ludzkiej grzeszności. Taki jest wielki sens sakramentu pokuty i Bożego miłosierdzia. Człowiek nigdy nie pozna całokształtu powikłanych sytuacji. Pochopne sądy prowadzą często do ludzkiej krzywdy.
Idąc za nauczaniem Jana Pawła II, należy nawoływać do przejścia od „logiki murów i rywalizacji” do „logiki pomostów i solidarności”. Wszelkie zagrożenia Kościoła są także po to, by się jednoczył, by opadała z niego pycha, by poszukiwał, by znajdował sens w drobnych zwycięstwach. Zbyt często na zagrożenia reagujemy całkiem inaczej – oskarżeniami, okopaniem się, zamknięciem. Kościół powinien człowieka uczyć, jak odnajdywać się w sytuacji zagrożenia […].
(ks. Andrzej Luter, Radio straszy młodzież, cyt. za http://www.ckid.pl./artykuly/luter-radio_straszy.html).
Pytano o ich „dekalog”
Redakcja „Gazety Wyborczej” poprosiła 16-latków – licealistów z Pisza, Radomia i Wyszkowa, żeby ułożyli własny dekalog. Propozycje i komentarze młodzieży pochodzą z artykułu Jolanty Grabowskiej pt. „Kradnij, gdy musisz”, zamieszczonego na stronach www.gazeta.pl.
Pierwsze: Nie zabijaj innych
Jude: To jest najważniejsze dla wszystkich!
Drugie: Nie zabijaj siebie
Maksik: Dzisiaj wszyscy coś zażywają, ale mówią, że to nie grzech, bo nie ma tego w dekalogu.
Aga: Skłanianie do zażywania narkotyków to też zabijanie.
Lidka: Po co palić? Albo pić? Ciało tylko się od tego psuje. Moi koledzy biorą, palą, piją. Mnie też próbowali wkręcić, ale ja umiem powiedzieć: nie! Raz prawie zostałam zmuszona. Włożyli mi papierosa do ust. Jeden chłopak trzymał mnie, a drugi przypalał. – Gdzie to było? – Poszliśmy się przejść, gdzieś tak z boku Wyszkowa. „Chcesz, Lidka?” – pytają. – Nie, dziękuję. Umiem się bawić bez tego. Niektórzy, żeby się dobrze bawić, muszą się najpierw naćpać. Wstrzykują sobie coś. Później widzę, jak się zachowują: drgawki i gorączka.
Trzecie: Czcij ojca swego i matkę swoją – jeśli na to zasłużyli
Yeti: Ojciec krzywdził mnie, moją rodzinę i w ogóle był złym człowiekiem. Bardzo trudno jest kochać kogoś takiego. A co dopiero czcić! Jak mam czcić rodziców, gdy nie utożsamiam ich z dobrem?
Zuza: Byle kto potrafi zrobić dziecko. Nie każdy potrafi je wychować.
Nelka: Mój ojciec zostawił mnie i moją mamę, kiedy byłam malutka. Nigdy nie będę szanować człowieka tak tchórzliwego i nieodpowiedzialnego! Ciężko jest mi pozbyć się uczucia nienawiści w stosunku do niego.
Zuza: Na miłość i szacunek dzieci też trzeba sobie zasłużyć. Ty mnie kochasz, czuję to – to ja też będę ciebie kochać. Liczysz się z moim zdaniem, a nie: „Co ci do łba znowu strzeliło?!”. Nie musimy się zawsze zgadzać, nie musi ci się podobać moja muzyka, ubiór. Ale nie mów: „Co ty znowu za szajsu słuchasz?! Wyglądasz jak głupia”.
Jak ty mnie szanujesz, to i ja będę ciebie szanować. To przecież nie działa jak automat: „jestem twoją matką, ojcem”. I co? Już mam cię za to czcić do końca życia?! Już nic więcej jako rodzic nie musisz?
Czwarte: Rodzice, rozmawiajcie ze swoimi dziećmi
Michał: Nigdy nie czułem miłości ojca. Nawet nie wiem, czy on w ogóle mnie kocha. Zawsze był taki szorstki i oschły. Nie rozumiem, dlaczego moi rodzice się pobrali. Na pewno nigdy nie okazywali sobie czułości. Często były awantury. Ojciec to był zawsze mój wróg. Rodzina to była matka i my (jestem środkowy, mam jeszcze dwóch starszych braci i dwie młodsze siostry). On zajmował się tylko piekarnią i gołębiami. Z rodzeństwem mieliśmy zawsze takie odczucie, że ojciec bardziej kocha te swoje gołębie niż nas.
Teraz ojciec ma problem: nie ma chętnego do przejęcia rodzinnego biznesu. I super. Nikt nie chce zostać w domu, bo nikt nie chce z ojcem pracować.
A co ja będę robił? Może pójdę na informatykę. Na razie dużo myślę nad sensem życia, mniej o planach. Ponad rok temu zmieniłem taktykę (po powrocie z Europejskiego Spotkania Młodych Taizé w Mediolanie) i obrałem drogę pokory: wybaczam wrogom. Nie pyskuję. Chyba zaczyna ona przynosić efekty. Ojciec spytał się, jak tam w szkole i co zamierzam po maturze. W porównaniu z „nic” to jest już bardzo dużo.
Lidka: Nie za bardzo ułożyło się życie moich rodziców. I moje przy okazji. Mama wpadła ze mną. Teraz ma 36 lat. Próbowała sobie ułożyć życie z kimś innym. Nie wyszło. Mieszkamy we trójkę: ja, mama i moja o dwa lata młodsza siostra. Chciałabym nauczyć się spokojnie rozmawiać z mamą. Powiedzieć na przykład, że oszukał mnie chłopak, w którym byłam strasznie zakochana. Mówił, że ma 23 lata, a naprawdę miał 30! Ja miałam wtedy 15 i bardzo to przeżyłam. Chciałabym powiedzieć mamie, że po szkole najchętniej założyłabym rodzinę. Żeby mieć własną, może lepszą? Podobno mam bardzo dobre podejście do dzieci. Ale na razie nie chcę być mamusią. Dlatego wstrzymujemy się z moim chłopakiem ze współżyciem. Znam kilka dziewczyn w moim wieku, które są w ciąży. Poprzedni moi chłopcy bardzo nalegali, żeby pójść ze mną do łóżka. Jak tylko na chwilę zostaliśmy sami, to od razu z łapami. Macanki, bez bajeru… Dziękuję, ja wychodzę…
Tomik: Rozmawiam z rodzicami o wszystkim, o czym chcę.
Kinia: Nie mówię rodzicom o swoich intymnych, prywatnych sprawach.
Robert: Boję się ich reakcji, braku zrozumienia.
Piąte: Kłam – to pozwala łatwiej żyć
Giecik: Bardzo często zdarza mi się kłamać. Kłamstwo otacza nas z każdej strony. Wystarczy włączyć telewizor i posłuchać reklam. Zachwalane są produkty, których skuteczność w rzeczywistości jest przeciętna.
Misiaczek: To życie nas tego uczy. Nikt nie jest prawdomówny.
Bexa: Kłamanie opanowałam do perfekcji, bez mrugnięcia okiem. Żeby nie zacząć ćpać, mówiłam, że biorę leki. Żeby nie pić, na jednej dyskotece musiałam jakoś tak ściemnić, żeby nie wydało się, że te moje tabletki są tylko na trądzik. Trądzik to jest coś okropnie wstydliwego. Kłamstwa negatywne są wtedy, gdy ściemniam mamie, że jestem u babci, a jestem na imprezie.
Asia: Dzięki kłamstwu można odnieść wiele korzyści. I to mnie do tego czynu popycha.
Yosi: Lepiej skłamać, niż powiedzieć, co naprawdę się o kimś myśli. Obrazi się i wtedy to ty będziesz ten najgorszy. Tak masz dobre układy ze wszystkimi.
Jude: Kłamstwo pozwala łatwiej żyć.
Tomik: Kłamstwo jest uzasadnione, jeśli zależy od niego coś ważnego.
Szóste: Kradnij, jeśli musisz, gdy masz okazję
Fajka: Potrzebna mi jest kasa od rodziców, to ukręcę i mam. Na przykład: szykuje się wycieczka do teatru. Do rzeczywistego kosztu dodaję 5 zł. I tak przy różnych okazjach urywam jakieś drobne.
Nie da się nie kraść, bo jak? I nie opłaca się być takim bardzo OK. Moja mama została wyrzucona z pracy, bo jej kierowniczka nakręciła, a potem zwaliła na mamę, że niby coś ukradła.
Świstak: Te supermarkety same prowokują do złodziejstwa! Ta obfitość jest po prostu okropna.
Baks: Wpadłem już w taki nałóg, że jak nadarzy się okazja, to na pewno z niej skorzystam.
Kazek: Kradnę, żeby zabłysnąć przed innymi. Czekoladkę albo głupie duperele ze sklepu.
Zygzak: Jesteśmy do tego namawiani, chcemy być przyjęci do grupy.
Nika: Niektóre kradzieże są konieczne, bo ludzie żyją w nędzy.
Siódme: Kochaj się, ale szanuj swoje ciało!
Meg Ryan: „Nie cudzołóż” – nie podchodzi mi wizja tego grzechu głoszona przez Kościół. Za dużo jest pokus, żeby przestrzegać tego warunku.
Yosi: Mamy się tylko uczyć? A ciało to co, pies? Też ma swoje prawa.
Piti: Why not? Każdy ma swoje prawa i niech robi, co chce. Nie powinno się ograniczać drugiego człowieka, chyba że nie chce.
Krysia: Cnota jest bardzo ważna. Trzeba wiedzieć, gdzie i z kim. Trzeba szanować swoje ciało.
Kitek: Mam wspaniałego narzeczonego. Mamy wyznaczoną datę ślubu. Nie grzeszę, współżyjąc z nim. I tak niedługo będziemy razem do końca życia.
Maciek: A ja nie umiem żyć z jedną kobietą.
Diabełek: Lubię podrywać dziewczyny, które są już zajęte.
Ósme: Bez chodzenia do kościoła też możesz być dobrym człowiekiem i katolikiem
Maksik: Mam dość pozerów, którzy jawnie grzeszą, a w niedzielę stoją w pierwszym rzędzie… Obłudnicy!
Lidka: Do kościoła nie chodzę od bierzmowania. To jest spędowisko ludzi, którzy chcą się pokazać. Jak ktoś chce wierzyć, może po cichu.
Michał: Wiara jest dla mnie ważna, ale mam żal do matki, że zawsze prowadzała mnie do kościoła na siłę. Mówiła: „musisz”. I nauczyła uczestnictwa w rytuałach, ale nie wyjaśniła, czemu to wszystko służy. Nigdy nie miałem uczucia, że spotkałem w kościele Boga.
Świstak: Wolę iść do kolegi lub zrobić coś, na co zabrakło mi czasu.
Paprotka: Nie chodzę do kościoła, wcale! Inie czuję się opuszczona przez Boga.
Dziewiąte: Nie zazdrość szpanerom – nie warto
Baks: Szpanerem jest ktoś, kto się czymś przechwala. Wywyższa się ponad wszystkich, mówi „co to nie on”.
Xyz: Na szpan składają się drogie gadżety, ciuchy.
Aga: Dla mnie takie osoby nie mają żadnej wartości. Są próżne.
Lidka: Mam to, co mam. Jeżeli coś bardzo mi się spodoba, tłumaczę sobie, że nie jest mi to potrzebne. Jak ostatnio pewna torebka. Od razu wpadła mi w oko, tylko że kosztowała majątek – ponad 100 zł. Wmówiłam sobie, że mam tyle tych toreb, że kolejna nie jest mi potrzebna.
Dziesiąte: Szanuj siebie i innych
Piti: Powiem wam, kogo u nas w mieście się nie szanuje: szpanerów, pedałów (są inni), kolniaków (Kolno – miasto niedaleko Pisza).
Tomik: Dużo osób mnie nie szanuje, ale nie mówią mi tego prosto w oczy, częściej za plecami. Nie szanuje się tych, którzy nie integrują się z innymi. Są zamknięci w sobie i cisi.
Aga: W moim środowisku nie szanuje się osób, które są samotne. Zamiast pomóc, mają je za gorsze.
Marlon: Ludzie u nas podzielili się na lepszych (bogatszych i ustawionych) i gorszych (biedniejszych). Ci lepsi często wykorzystują swoją pozycję. Szef do mojego ojca: „Coś ci się nie podoba, to wynocha. Na twoje miejsce czeka pięciu chętnych”.
autor: oprac. ks. Z.G.G.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






