Autor jest doktorem habilitowanym homiletyki, adiunktem PAT w Krakowie, wykładowcą homiletyki w WSD Redemptorystów w Tuchowie. Był współtwórcą i redaktorem naczelnym serii „Redemptoris Missio”.
Przepowiadanie dla dzieci przyjmuje dziś przeróżne, nieraz niezwykle pomysłowe, formy. Wprawdzie ich wnikliwe omówienie byłoby bardzo interesujące, jednak niniejsza refleksja dotyczyć będzie jedynie ogólniejszego spojrzenia na tę problematykę, w nadziei, że omówieniem szczegółów zajmą się inni. Inspiracją prowadzonych refleksji będą słowa Jezusa o dzieciach, gdyż Jego słów do dzieci Ewangeliści, niestety, nie zanotowali. Słowa Jezusa o dzieciach zostały natomiast wypowiedziane do uczniów, czyli przyszłych głosicieli słowa Bożego, stąd też możemy w nich doszukiwać się cennych myśli dotyczących przepowiadania, zresztą nie tylko dla dzieci.
„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie” (Łk 18,16)
Do późnego średniowiecza, zgodnie z wczesnochrześcijańską tradycją, pouczanie dzieci o sprawach wiary, było obowiązkiem rodziców1. Nabiera ono powagi po zobowiązaniu dzieci przez Sobór Laterański IV do spowiadania się przynajmniej raz w roku, i przyjmowania Komunii przynajmniej na Wielkanoc, po „osiągnięciu pełnoletności” (annos discretionis), a więc siódmego roku życia do spowiedzi, a dwa, trzy lata (i więcej) do Komunii. Pod koniec średniowiecza dzieci są już zapraszane do udziału w liturgii z dorosłymi. Wysłuchują z nimi głoszonego słowa Bożego, a po liturgii recytują pacierz oraz wykaz podstawowych prawdy wiary. Starsze dzieci zapraszane są niekiedy do uczestnictwa w dodatkowych katechezach, organizowanych najczęściej w niedzielne popołudnia. Z chwilą powstania szkół ludowych z okazji szkolnych uroczystości głosi się uczniom słowo Boże, jednak raczej w postaci katechezy niż kazania (homilii). Warto jednak pamiętać, że przepowiadanie dla dzieci poza nurtem ściśle pastoralnym praktykowali kaznodzieje wędrowni, z których w tym względzie zasłynęli głównie franciszkanie i dominikanie2.
Do rozwoju przepowiadania dla dzieci w sensie ścisłym przyczynili się w XVI wieku reformatorzy, którzy za przykładem Marcina Lutra, przypisywali wielkie znaczenie tej sprawie, czego dowodzili w praktyce. W odpowiedzi na ich wyzwanie Kościół Katolicki podjął bardziej zdecydowany wysiłek katechetyczny. Sobór Trydencki wprost zobowiązał duszpasterzy do pouczania dzieci o sprawach wiary, dając początek instytucjonalnej katechezie.
Kolejnym czynnikiem sprzyjającym rozwojowi omawianego przepowiadania była rodząca się na początku XVII wieku praktyka uroczystych pierwszych Komunii dzieci połączona z wygłaszaniem do nich jednego lub dwu przemówień (w pierwszej części Mszy Świętej i przed przyjęciem Komunii)3. Rozwój przepowiadania pierwszo-komunijnego przypada na wiek XVIII podobnie jak u protestantów przepowiadania konfirmacyjnego. W Polsce jeszcze w połowie XIX wieku uroczysta pierwsza Komunia dzieci, stanowiła wyjątkową okazję do wygłaszania dla nich kilku przemówień: przy chrzcielnicy, po Ewangelii oraz podczas Nieszporów, na które je tego dnia zapraszano.
Do rozwoju przepowiadania dla dzieci, podobnie jak w średniowieczu kaznodzieje wędrowni, tak począwszy od XVI wieku, przyczynili się misjonarze ludowi. Prowadzili oni podczas misji regularny wykład katechizmu dla dzieci, przygotowywali je do pierwszej spowiedzi i Komunii, a także przemawiali podczas ich misyjnych komunii generalnych.
W XIX wieku pojawia się organizowanie, najczęściej w zakładach wychowawczych, odrębnych Mszy Świętych dla dzieci z okazji bierzmowania, zakończenia i rozpoczęcia roku szkolnego, połączonych z głoszeniem słowa Bożego. Powstawanie wielkich parafii, w związku z rozwojem miast na przełomie XIX i XX wieku, rodzi potrzebę wprowadzenia stałych mszy dla dzieci z odpowiednimi homiliami. Od początku XX w. zaczynają ukazywać się teoretyczne opracowania omawianej problematyki oraz zbiory kazań dla dzieci. W tym też czasie w latach 1914-922 pojawia się w duszpasterstwie polskim praktyka wygłaszania specjalnych rekolekcji dla dzieci, aby w okresie międzywojennym przybrać dojrzałą formę, najczęściej jako rekolekcji szkolnych4. Od drugiej połowy XX wieku po dziś dzień, na bazie wielkiego katechetycznego wysiłku Kościoła, trwa nieustanny rozwój przepowiadania dla dzieci, tak w kontekście liturgii jak i poza nim.
„I nie przeszkadzajcie im…” (Łk 18,16)
W opisanym przez świętego Łukasza wydarzeniu spotkania Jezusa z dziećmi chodzi o – niejedyne zresztą – przypomnienie, że wobec królestwa Bożego trzeba „być jak dziecko”. Przy okazji owego spotkania Jezus prosi uczniów: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im”, prośbę swą motywując stwierdzeniem: „do takich bowiem należy królestwo Boże” (Łk 18,16). Z owej prośby i z owego jej umotywowania zdają się wypływać ważne wskazania dotyczące omawianego tutaj przepowiadania.
Jest to przede wszystkim przestroga, by nie lekceważyć dzieci, jako adresatów przepowiadania, ale traktować je jako obywateli królestwa Bożego. Charakterystyczna w tym względzie jest uwaga Dyrektorium o Mszach Świętych z udziałem dzieci (1973), dotycząca pilnej troski, aby dzieci (młodsze o jakich mówi) na mszach z dorosłymi nie poczuły się lekceważone z tego względu, że nie są jeszcze zdolne do uczestnictwa i zrozumienia tego, co się podczas obrzędów odbywa i głosi, dlatego przy różnych okazjach należy zwrócić się do nich bezpośrednio, także podczas homilii dla dorosłych (por. Dyrektorium p. 17).
Z poważnego potraktowania dzieci wynikać będzie poważne traktowanie tego, co się do nich mówi, czyli że homilia (kazanie) domagać się będzie starannego przygotowania.
Jeżeli chodziłoby o cel tego przepowiadania, to cel pierwszorzędny, będzie oczywiście ten sam, co i dla dorosłych, a mianowicie osiągnięcie królestwa Bożego. Odmienne będą jedynie cele drugorzędne, konkretne, związane ze specyficznym i niepowtarzalnym światem dziecka i jego potrzebami. Ale i one mają być podporządkowywane celowi pierwszorzędnemu.
Mówi się, że przepowiadanie pozaliturgiczne (kazanie rekolekcyjne), przy prowadzonej dziś systematycznej katechezie, powinno zmierzać, ogólnie mówiąc, do pogłębienia chrześcijańskiej świadomości, przypomnienia różnych form obecności Chrystusa w świecie, w Kościele, w Piśmie Świętym, w głoszącym słowo Boże, oraz do uczenia odkrywania i przeżywania bliskości Boga,
Przepowiadanie natomiast liturgiczne (homilia) ma na celu ułatwić przeżycie spotkania z Chrystusem na różne sposoby obecnym w liturgii, a więc w zgromadzeniu liturgicznym, w przewodniczącym liturgii, w czytanym i głoszonym słowie Bożym, „bo gdy w Kościele czyta się Pismo Święte, On sam przemawia” (KL 7), zwłaszcza w Jego obecności pod eucharystycznymi postaciami chleba i wina. Ma ono zatem wprowadzać dzieci w autentyczne uczestnictwo w liturgii, a nie stawać się czysto dydaktycznym wykładem (por. Dyrektorium p. 23).
Z opowieści o spotkaniach Jezusa z dziećmi wynika, że ci, którzy powinni je do Niego prowadzić, mogą im w tym przeszkadzać. Na czym owo „przeszkadzanie” mogłoby polegać?
Może ono zachodzić wówczas, kiedy sługa słowa zamiast ukazywać Jezusa, zasłania Go swoją osobą, skupia uwagę dzieci na sobie. Ogólnie mówiąc, skupianie uwagi na sobie nie jest naganne, wręcz pożądane, gdyż stanowi ono warunek skutecznej komunikacji. Jeszcze lepiej, gdy głosiciel słowa „przypadnie dzieciom do gustu”, bo tym łatwej będzie mógł im coś zakomunikować. Pod warunkiem jednak, iż będzie pamiętał, że w całym wydarzeniu przepowiadania nie o niego chodzi, lecz o Chrystusa, któremu użycza jedynie siebie, swego głosu, postawy, wiedzy, talentu. Tym bardziej, gdy przemawia jako celebrans sprawowanej Eucharystii i działa in persona Christi, czyli w szczególnym duchowym, sakramentalnym zjednoczeniu z Chrystusem.
Przeszkodą może być koncentracja dzieci jedynie na formalnej stronie przekazu. I w tym, podobnie jak w powyższym przypadku, umiejętność interesującego, skupiającego uwagę, entuzjastycznego, przemawiania jest cenna i pożądana. Nie powinno w nim jednak chodzić o przypodobanie się młodym słuchaczom, o wywołanie wrażenia, o zaszokowanie oryginalnością pomysłów, o zapewnienie im jedynie przyjemnego spędzenia czasu. Homilista (kaznodzieja) musi zatem pamiętać, że podczas Eucharystii wszystko ma zmierzać do tego, aby dzieci uczestnicząc w niej, mogły bez przeszkód i z radością iść razem na spotkanie z Chrystusem i razem z Nim stać przed Ojcem (por. Dyrektorium p. 55). Przecież ostatecznie to Chrystus nadaję zbawczą moc głoszonemu słowu, a nie jego, choćby najbardziej inteligentne retoryczne „chwyty”. Rzecz jednak w tym, że kiedy sługa słowa połknie bakcyla popularności, niezwykle trudne, wręcz niemożliwe, staje się podporządkowanie pragnienia popularności zasadniczemu celowi pełnionej posługi. Powinien zatem, zanim zacznie publicznie przemawiać, wspomnieć na przestrogę Chrystusa: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie zabraniajcie im” (Łk 18,16).
„Jeżeli którego z was, ojców, syn prosi o chleb, czy poda mu kamień?” (Łk 11,11)
Pewnego razu Jezus postawił swoim słuchaczom retoryczne pytanie: „Jeżeli którego z was, ojców, syn prosi o chleb, czy poda mu kamień?” (Łk 11,11). Słowa Jezusa nabierają dramatyzmu w zastosowaniu do omawianego przepowiadania dla dzieci. Trudno bowiem nie poczuć się poruszonym na samą myśl, by dzieci głodne słowa Bożego mogły otrzymywać, jeżeli już może nie kamień, to oszukańczą atrapę chleba. Znamienne, że Sobór Trydencki mówiąc o obowiązku przepowiadania, zwrócił zarazem uwagę na potrzebę karmienia ludu „zbawiennym słowem”, aby się nie wypełniły słowa: „Maleństwa o chleb błagały – a nie było, kto by im łamał” (Lm 4,4)5. Dla świętego Alfonsa Liguoriego (1696-1878) kontemplacja owych słów Pisma oraz zalecenie Soboru stały się pobudką nie tylko do upominania się o karmienie słuchaczy odpowiednio „połamanym”, „zdrowym chlebem” słowa Bożego, ale i do założenia misyjnego Zgromadzenia Redemptorystów.
Dotykamy tutaj zagadnienia treści przepowiadania dla dzieci. Niekiedy zagadnienie to zbywa się stwierdzeniem „nie ma sprawy”, uzasadniając, że dzieci ani nie potrafią odróżnić „chleba od kamienia”, ani odpowiednio nawet podanego, najzdrowszego „chleba” sobie przyswoić, gdyż szybko o wszystkim zapominają. Coraz częściej jednak podkreśla się wielkie znaczenie głoszonych dzieciom treści, gdyż one dużo więcej rozumieją i zapamiętują z tego, co się do nich mówi, niż by się wydawało. Stąd też przemówienia dla nich powinny być bardzo starannie przygotowywane, może nawet staranniej, niż dla dorosłych.
O czym jednak konkretnie mówić do dzieci? O tym samym, co i do dorosłych. Odwołując się do słów Jezusa: „takich jest królestwo Boże”, możemy powiedzieć, że należy mówić o Bogu, o Jego królestwie oraz o warunkach jego osiągnięcia. Oczywiście, że z owego wielkiego skarbca chrześcijańskiego kerygmatu należy wybierać prawdy bardziej odpowiadające młodemu słuchaczowi. Źródłem odpowiednich tematów będzie jak zwyczajnie Pismo Święte, historia Kościoła, liturgia, hagiografia, pieśni, a także okoliczności życia dziecka, a więc rodzina, szkoła, podwórko, sala kinowa, telewizja, komputer… W przypadku przepowiadania liturgicznego, podstawowym źródłem tematów ma być treść dnia liturgicznego z czytaniami słowa Bożego, które wyjaśnia homilia (por. Dyrektorium p. 48).
Wspomnieć jeszcze trzeba o elemencie dość często pomijanym, gdyż sprawiającym spore kłopoty głosicielom słowa nie tylko dla dzieci, a mianowicie, o celnym zastosowaniu moralnym. Powinno ono zwrócić uwagę na potrzebę przekładania wyznawanej wiary na życie, na świadczenie o Chrystusie w życiu codziennym, popierając wypowiadane słowa odpowiednimi przykładami. Dopomina się o to cytowane tutaj Dyrektorium, uzasadniając: „Niech stale się uczą lepiej głosić Chrystusa w domu i poza domem, w rodzinie i wśród rówieśników, żyjąc wiarą” (Dyrektorium p. 55). Doświadczenie jednak poucza, że w przepowiadaniu dla dzieci młodszych i starszych zastosowanie moralne bywa zazwyczaj całkowicie nieobecne. A przecież tyle pouczającej zachęty zawiera w sobie owo, skierowane dla młodzieży, odważne papieskie zawołanie: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”6.
„Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie się jak dzieci…” (Mt 18,3)
Znany homileta ks. Leszek Kuc († 1986) na pytanie swoich studentów: „Jak należy przemawiać dla dzieci?” – zwykł był odpowiadać: „Tak jak dla dorosłych, tyle że lepiej”. W tym, dość rozpowszechnionym już dziś twierdzeniu, mieści się sporo, godnej uwagi prawdy. Dzieci bowiem bardziej niż dorośli biorą na serio, to co usłyszą. Nie dokonują relatywizujących porównań z innym wypowiedziami, bo ich nie znają. Nie waloryzują argumentów zawierzając całkowicie autorytetowi mówcy. Mają do tego świeże, chłonne jak czysty dysk komputerowy umysły, dlatego to, co do nich dotrze, co zrozumieją, co przeżyją, koduje się w nich głęboko i trwale, stając się podstawą życiowych wyborów. Stąd też można spotkać twierdzenie, że przepowiadanie dla dzieci skupia w sobie jak w soczewce wszystkie problemy przepowiadania dla dorosłych. Jest coś w tym, gdyż wobec królestwa Bożego dorośli znajdują się w sytuacji dzieci. Dlatego też Słowo pojawiło się na świecie w postaci Dziecka, by tym, którzy je przyjmą, dać moc „aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1,12). Jezus zaś do wszystkich bez wyjątku mówi: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18,3; Łk 18,17).
Nie powinna zatem ani dziwić, ani tym bardziej peszyć, dorosłych głosicieli słowa zasada, która głosi, że skutecznie do dzieci przemawiać może jedynie ten, kto potrafi stać się dzieckiem, wejść z Ewangelią w jego świat7.
Spełnienie owego warunku domaga się posiadania odpowiednich przymiotów osobowości, umożliwiających mówcy poczucie się dzieckiem, z których pierwszym jest umiłowanie dzieci na wzór Chrystusa, który brał je w objęcia i im błogosławił (por. Mk 10,16). Nie powinien zatem przemawiać do dzieci ten, kto ich nie kocha, u kogo widok „małej łobuzerii” wywołuje nie do opanowania nerwicę. Gdyby bowiem zdarzyło się mu ujawnić swoje zdenerwowanie, nie miałby nic do powiedzenia o kochającym Bogu, a wszystko to, co by powiedział, mogłoby mieć dokładnie odwrotny skutek. Dorośli słuchacze próbowaliby jeszcze jakoś mówcę zrozumieć, wytłumaczyć jego zachowanie chwilową niedyspozycją, nieprzespaną nocą, złym dniem, pogodą – dzieci nie.
Stać się „jak dziecko” domagać się będzie dobrego rozpoznania danej grupy młodych adresatów. Wiadomo bowiem, że pomiędzy dziećmi z przedszkola, z pierwszych, czy wyższych klas szkoły podstawowej, istnieje kolosalna różnica mentalności, sposobu postrzegania świata, rozumienia języka, zainteresowań. W rozpoznaniu adresatów należałoby również brać pod uwagę ich środowisko socjologiczne, takie jak: wieś, przedmieście, miasto, małe miasto, wielkie miasto, rodzaj szkoły, itp. Określa ono rozwój osobowy dzieci, zdolności percepcyjne, funkcjonowanie wyobraźni, rodzaj nabytych doświadczeń. Rozpoznanie i uwzględnienie w przepowiadaniu owych czynników wiekowo-socjologicznych leży u podstaw jego skuteczności.
Jeżeli chodzi o konkretniejsze wskazania dotyczące formalnych aspektów omawianego przepowiadania, to warto zauważyć, że w XVII wieku, kiedy rodził się zwyczaj urządzania uroczystych pierwszych Komunii, zalecano by podczas nich mówić dla dzieci „krótko, zrozumiale i wzruszająco”8. Zalecenie to się nie zdezaktualizowało, a stawiane dziś temu przepowiadaniu wymogi jawią się jakoby jego rozwinięcie. Wymaga się dziś bowiem, by homilia (kazanie) dla dzieci były: poglądowe (plastyczne), budujące (skierowujące na dobro), pobożne (nacechowane bliskością Boga), serdeczne (tchnące miłością), dziecięce (z kręgu świata dzieci), krótkie (10 dziesięć minut), żywe (budzące zainteresowanie, skupiające uwagę), planowane (włączone w plan duszpasterski), treściwe (niosące prawdziwe pouczenie religijne), posiadające jasno określony cel (drugorzędny), wypowiedziane odpowiednim językiem (konkretnym, jasnym, prostym, bezpośrednim, ciepłym, pogodnym, rodzinnym)9.
Proponuje się ponadto różne sposoby aktywizacji przepowiadania, uważając ją niekiedy za jedno ze współczesnych osiągnięć. Trzeba jednak pamiętać, że to, co dziś tak odkrywczo nazywa się „aktywizacją”, stosowane było od dawien dawna. Już w wiekach średnich, misjonarze ludowi działający w środowiskach ludzi najczęściej niepiśmiennych, posługiwali się obrazami, rzeźbami, malowidłami przedstawiającymi prawdy wiary i zasady chrześcijańskiej moralności (biblia pauperum); rozwieszali plakaty o tematyce religijnej w miejscach publicznych (ewangelizacja wizualna), nosili drewniane krzyże, cierniowe korony, biczowali się, inscenizowali wydarzenia z życia Chrystusa i świętych, organizowali barwne procesje ilustrujące Kościół walczący, cierpiący i chwalebny; ujmowali głoszone prawdy ewangeliczne w formę pieśni, stosowali dialog aktualny itp.
Cóż zatem dziwnego, że dziś, w wieku wtórnego analfabetyzmu epoki mediów, dawna biblia pauperum zaczyna święcić tryumfy, i to nie tylko w przepowiadaniu dla dzieci! „Witajcie w średniowieczu” pisał A. Krzemiński w „Polityce” (13.03.2004) z okazji pojawienia się filmu Pasja, M. Gibsona. Na kulturę nie wolno się obrażać (ks. J. Pasierb), ale trzeba ją ewangelizować, taką jaka ona jest. Najszczersze zatem uznanie dla tych sług słowa, którzy to robią, podejmując nawet ryzyko błądzenia, byle jakoś dotrzeć z Ewangelią do współczesnego człowieka, niechętnego myśleniu, nastawionego jedynie na bierny odbiór ruchomych obrazków.
Przywoływane tutaj Dyrektorium zachęca zatem do wykorzystywania elementów wizualnych liturgii związanych z rokiem liturgicznym, takich jak: adoracja krzyża, paschał, gromnice w święto Ofiarowania Pana Jezusa, rozmaitość kolorów i ozdób liturgicznych; do wprowadzania innych stosownych elementów wizualnych; do posługiwania się obrazami przygotowanymi przez same dzieci dla zilustrowania homilii, czy dla obrazowego przedstawienia wezwań „Modlitwy powszechnej” (por. Dyrektorium p. 35-36). Zawiera ono jednak charakterystyczną przestrogę, aby akcji zewnętrznej nie poświęcać za dużo miejsca, ze szkodą dla chwil milczenia (również po homilii), by dzieci umiały skupić się w sobie, oddać się rozważaniu, czy w sercu swoim wielbić Boga i modlić się do Niego (por. Dyrektorium p. 37).
W owej przestrodze Dyrektorium możemy dopatrzyć się istnienia pewnych nieprzekraczalnych granic w stosowaniu „akcji zewnętrznych”, czyli różnego typu „aktywizacji”, których przekroczenie podważałoby właściwy sens samego przepowiadania.
Za jedną z nich możemy uznać zachowanie różnicy pomiędzy kościołem, jako miejscem świętym a kabaretem – miejscem rozrywki. Do jej przekroczenia dochodzi wówczas, gdy celem przepowiadania staje się zapewnienie dzieciom za wszelką cenę jedynie przyjemnego spędzenia czasu. W takim przypadku kościół od miejsca rozrywki odróżniałaby jedynie scenografia, aktorzy i stosowany język, co potwierdzałby sposób zachowania się uczestników. Wydaje się jednak, że począwszy od wieku dziecięcego powinno się przychodzić do kościoła ze świadomością, że nie będzie tam być może tak wesoło, jak gdzie indziej, ale będzie coś, czego gdzie indziej nie ma. Wszelkie zatem próby „chwytania dzieci na atrakcje” skazane są na niepowodzenie. Przecież przy tak wielkiej ofercie na rynku rozrywki trudno będzie przebić się z kościelną ofertą, a wówczas znudzeni słuchacze po jej większą dawkę udadzą się gdzie indziej, pozostawiając nam puste kościoły.
Nieprzekraczalną granicą będzie również szacunek dla misterium słowa głoszonego i sprawowanej liturgii. Sługa słowa nie może zapominać, że jest sługą głoszonej Ewangelii (por. Ef 3,7), a nie jej panem. Nie może zatem „wyprawiać” z nią co mu się żywnie podoba. Tym bardziej nie może uważać się za właściciela Eucharystii, lecz jedynie za jej sługę. O faktycznym przekraczaniu tej granicy świadczy przypomnienie Benedykta XVI, że Msza Święta to nie show, oraz uwaga sekretarza Kongregacji Kultu Bożego abpa Alberta Malcolma Ranjitha, że niektórzy księża nadużywają liturgii, „jakby była to własność ich samych, a nie Kościoła”10.
Wprawdzie zgodnie z zaleceniem Dyrektorium liturgia nigdy nie może wyglądać jak rzecz sucha i należąca wyłącznie do sfery myśli (por. Dyrektorium p. 35), niemniej jednak jej „uatrakcyjnianie” (bardzo niedobre słowo w tym kontekście!) musi być podporządkowane dokonującemu się misterium. Wedle kard. Ratzingera, dziś Benedyka XVI, „jeżeli w liturgii oklaskuje się ludzkie dokonania, to jest to zawsze ewidentny znak tego, że całkowicie zagubiono istotę liturgii i zastąpiono ją rodzajem religijnej rozrywki”11. Cóż jednak poradzić, kiedy piękne przepisy liturgiczne są często publicznie lekceważone przy milczącej aprobacie tych, którym powierzono troskę o ich przestrzeganie. Jakże blisko stąd do całkowitej relatywizacji wszystkich, nie tylko liturgicznych przepisów kościelnych.
Nieprzekraczalną granicą będzie też zachowanie personalnego wymiaru chrześcijaństwa. Stosowane „aktywizatory” nie mogą zatem głosić chrześcijaństwa skoncentrowanego na obrzędzie, a na osobowej relacji do Chrystusa. Wątpliwym więc wydaje się na przykład porównywanie grzechu do kamienia, do plamy na czystym ubranku, do gwoździa wbitego w belkę krzyża, gdyż jest on ze swej istoty zerwaną lub osłabioną relacją z Chrystusem. Trudno też porównywać sakrament pokuty do pozbycia się ciążącego „kamienia”, do „wyprania” splamionej sukienki, do wyjęcia „gwoździa” z belki krzyża, gdyż jest on spotkaniem z Chrystusem w celu odnowienia lub naprawienia osobowej z Nim relacji.
Chrystus mógł jak nikt inny zilustrować grzech i pokutę wbijaniem i wyciąganiem gwoździa z belki krzyża, ale posłużył się obrazem odejścia i powrotu do ojca marnotrawnego syna. Dał przez to jednoznaczną wskazówkę, że do zilustrowania spraw odnoszących się do Niego najlepiej nadają się obrazy wzięte z międzyludzkich relacji. I to tak bliskich dzieciom jak relacje rodzinne. Nie najlepiej też brzmi zachęcanie dzieci, by „ofiarowały swe grzechy Chrystusowi”, jakby one były Mu na coś potrzebne, lub jakby można je było odłączyć od siebie, jak ściągnięcie brudnych rękawiczek. Jezus oczekuje nie grzechów, lecz skruszonych grzeszników, by mógł miłościwie przytulić ich do siebie, jak ojciec syna marnotrawnego.
W przeciwnym przypadku głoszone chrześcijaństwo stanie się powierzchowne, niesłużące duchowej przemianie, sprowadzone do zewnętrznych zachowań, polegające na spełnianiu określonych aktów rytualnych, domagające się uczestniczenia w jakichś czynnościach magicznych, które w miarę dorastania, coraz bardziej tracić będą na znaczeniu.
Podobnie uważać trzeba, by stosowane środki multimedialne, nie technicyzowały z natury interpersonalnego wydarzenia, jakim jest przepowiadanie, również dla dzieci. Jest ono przecież ze swej natury spotkaniem mówiącego Boga ze słuchającym człowiekiem za pośrednictwem mówcy. Osobowy charakter owego spotkania najlepiej wyraża żywe słowo głosiciela. Kultura techniczna niczego w tym względzie nie zmienia, jak niczego nie zmieniła w sposobie wyrażania miłości, czy to matki do dziecka czy zakochanego do zakochanej. Żadna technika nie zastąpi tutaj bliskości, słowa, dotyku, pocałunku. „Żaden mnie program nie nabierze na wirtualne całowanie” – śpiewa w jednej ze swych piosenek (Zmowa z zegarem) Andrzej Sikorowski. A nasza relacja z Bogiem ma być realną, a nie wirtualną, relacją miłości.
Powyższe uwagi na temat przepowiadania dla dzieci i nie tylko, miały z założenia charakter ogólny. Wypowiadane były z pamięcią na przestrogę św. Pawła Apostoła: „Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie” (Tes 5,19). Pomiędzy bowiem tym, co stosowne, a tym, co niestosowne, rozciąga się szerokie pole różnorakich możliwości, inspirowanych przez Ducha Świętego i charyzmat prorocki, jakim Bóg i dziś obdarza wielu sług swojego słowa.
1 A. Lewek, Współczesna odnowa kaznodziejstwa, z. 2. Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1980, s. 122-131.
2 J. Pracz, Kazania do dzieci, „Materiały Problemowe” 1: 1988, 108-117.
3 J. Szczepański, Pierwsza Komunia dzieci w Kościele rzymskokatolickim w Europie Zachodniej i w Polsce, Wydawnictwo M, Kraków 2003, s. 66-68.
4 W. Przyczyna, Rekolekcje dla dzieci wczoraj i dziś, w: Rekolekcje szkolne, [red. W. Przyczyna], Seria Redemptoris Missio X, Wydawnictwo M, Kraków 2004.
5 Dokumenty Soborów Powszechnych, [układ i opracowanie A. Baron, H. Pietras] Wydawnictwo WAM, t. IV, Kraków 2004, s. 247.
6 Jan Paweł II, Przemówienie do młodzieży na Westerplatte, w: Odwagi! Ja jestem nie bójcie się. III Podróż apostolska do Polski 8-24 VI 1987, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 1987, s. 114.
7 A. Kalbarczyk, Dziecko pod amboną, „Biblioteka Kaznodziejska” 5-6, 1999, s. 467.
8 J. Szczepański, Komunia dzieci, dz. cyt.,s. 66.
9 J. Pracz, Kazania do dzieci, art. cyt., 114-117.
10 por. http//: info.wiara.pl/wydruk z dnia 2008-02-28.
11 J. Ratzinger, Duch liturgii, Poznań 2002, s. 176.
autor: o. Gerard Siwek CSsR
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






