Żyjemy w świecie przepełnionym słowami: od górnolotnych i wzniosłych po błahe, nic nieznaczące i wyświechtane, od błogosławieństw po złorzeczenia i przekleństwa. Nosimy w sobie wielkie pragnienie dobrego słowa – prawdziwego, dającego życie, napełniającego nadzieją i ufnością, rozpalającego miłość.
Żyjemy w świecie pełnym świateł migoczących tysiącami barw… Ale tylko On, Jezus Chrystus, jest prawdziwym Światłem, które oświeca, które przenika serca i rozprasza ciemności umysłów. On jest pewnym Przewodnikiem pośród codziennych mgieł i mroków.
Żyjemy w świecie, w którym coraz bardziej są poszukiwani kaznodzieje „żywi”, głoszący radosną nowinę o sensie życia i wiary. Tęsknimy za takim kaznodziejstwem, które cechuje autentyzm wiary, języka i emocji. Pragnienie „żywego” kaznodziejstwa jest tym silniejsze, im mocniej doświadczamy osłabionej kondycji Kościoła i niewiary wiernych.
Styl „na koloratkę”
To taki sposób przemawiania do wiernych, który zakłada, że z racji pełnionej misji i piastowanej pozycji mówiący zasługuje na posłuch. Mówca jest namaszczonym i kompetentnym moralistą, posiadającym patent na prawdę. Takiemu spojrzeniu towarzyszy mentalność sprzed kilku, kilkunastu lat, ciągle jeszcze obecna w polskim Kościele, mentalność polegająca na bezkrytycznym podchodzeniu do rzeczywistości. W tamtych czasach niewielu odważyłoby się poddać krytyce kazanie i osobę kapłana. Wówczas samo posiadanie koloratki warunkowało szacunek i pozycję społeczną. Pewne elementy tej mentalności są jeszcze ciągle obecne. Współcześnie wierni oczekują od Kościoła i księdza zdecydowanie więcej: mądrości i znajomości życia, przykładnego postępowania, trafnego komentowania rzeczywistości. Jest to objaw, który świadczy o poszukiwaniu przez wiernych Boga, prawdy o sobie oraz spojrzenia na świat przez pryzmat religii. Dziś potrzebujemy przewodników, którzy umocnią nas słowem i wskażą kierunek wędrówki. Współczesny człowiek pragnie zrozumieć Boga bardziej niż kiedykolwiek, szuka odpowiedzi i sensu życia. Kościół i Msza Święta stają się miejscem i okazją do wysłuchania dobrego kazania.
Styl „na koloratkę” charakteryzują słowa: „księdza się słucha”, „ksiądz ma rację”, to mówienie bez wsłuchiwania się w oczekiwania wiernych. Taki sposób komunikowania wywołuje napięcie pomiędzy mówiącym a słuchaczem i – mimo dobrych chęci obu stron – wyzwala agresję, rodzi wzajemne obwinianie się. Warto uświadomić sobie, że nikt szczególnie z ambony, nie lubi moralizowania, upominania, krytyki, płytkich komentarzy… Człowiek coraz bardziej potrzebuje formacji, bo żyje z dala od Boga i czasami – jak dziecku – trzeba mu w prosty, lecz nie w infantylny sposób wytłumaczyć pewne tajemnice.
Pomiędzy tęsknotą a rzeczywistością
Młodzież uważa, że najlepszym kazaniem jest takie, którego nie ma. Mówią: nie rozumiemy tego języka; ksiądz ciągle narzeka, mówi o pieniądzach; komentuje życie polityczne; denerwuje się komentując z ambony preczytane gazety, których nie musi czytać; niekiedy głosi kazanie prawie 40 minut; napomina w taki sposób, że wszyscy wiedzą o kogo chodzi. Prowadzi to do masowych „wycieczek” wiernych w niedzielne przedpołudnie do sąsiednich parafii.
Niektórzy księża podczas kazań nieświadomie zapewne naśladują redaktorów i dziennikarzy stacji telewizyjnych i tabloidów, wyszukując negatywne przykłady jako formę kreślenia obrazu współczesnego świata. Na tej kanwie budują moralną naukę, nakazują przemianę. Zaczynamy więc tęsknić za światem, którego nie umiemy znaleźć, bo nie jest on dookreślony. Takie kazania „bez kręgosłupa” dają poczucie fikcji i odnoszą odwrotny skutek. Do Kościoła przychodzimy często wprost sprzed telewizora, nie oczekując słów typu: „należy”, „trzeba”, „powinno się”. Warto skupić się bardziej na radosnym wydźwięku Dobrej Nowiny, dającej siłę i moc, to znaczy przejść od wspólnoty słowa do wspólnoty myśli i czynów.
Starożytni mówili: „Trzymaj się rzeczy, słowa przyjdą”. Bóg jest niezgłębioną i odległą tajemnicą. Im prostszy będzie język kazania, tym bardziej zrozumiałe staną się tajemnice Kościoła, a Bóg bliższy. Czasami księża niepotrzebnie męczą się na ambonie, proponując wiernym wykład teologiczny, naszpikowany terminologią. Takie kazanie nigdy nie będzie skuteczne, może być jedynie udane. Skuteczny kaznodzieja nie mówi z zamkniętymi oczami, nie rozkoszuje się brzmieniem swego głosu, nie mówi o tajemnicach wiary jak na wykładzie dla studentów teologii, ale jest autentyczny i dzieli się swoimi przeżyciami. Skuteczność polega na utrzymaniu kontaktu z odbiorcą przez słowo, wzrok i słuch. Taki przekaz pozostawia echo i wzmaga apetyt na dobre słowo.
Mówić jak Wojski
W „Panu Tadeuszu” Wojski zachwycał słuchaczy grą na rogu bawolim jeszcze długo po „koncercie”; „wszystkim się zdawało, że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało”.
Pewien biblista powiedział mi kiedyś, że tajemnica dobrego kazania tkwi w tym, czy kaznodzieja żyje Słowem przed, w trakcie i po kazaniu. Obserwując rzeczywistość, widzimy obraz zupełnie inny. Wielu księży przed kazaniem szuka gotowych tekstów w Internecie, książkach. W trakcie – bywa różnie, w zależności od czasu potrzebnego na uwewnętrznienie zapożyczeń, po kazaniu – odkłada kartkę na półkę lub do segregatora. Wojski grał na rogu całym sobą, z namaszczeniem. To, czego dokonał, było: „…rogowym arcydziełem sztuki, które powtarzały dęby dębom, bukom buki”. O taki rodzaj dzieła chodzi, kiedy mówimy o kazaniu. Sztuką jest powiedzieć takie, by wierni żyli zasłyszanym Słowem, zachwycali się nim jak dziełem, by o nim mówili, aby słowa powtarzali w myślach przez wiele dni. Takimi kazaniami żyjemy, na takie czekamy. Do tego potrzebna jest pasja, zżycie się ze Słowem, przeżycie go, uwewnętrznienie, a czasami zwykły szacunek dla ludzi, którzy przychodzą jak do studni, by zaczerpnąć życiodajnych słów.
Dobre słowa rodzą wspólnotę, formowanie ludzi za pomocą pozytywnych przykładów daje moc do przemiany; takim podejściem osiąga się więcej niż karceniem czy napominaniem.
* * *
Życzę księżom, aby – stając codziennie na areopagach – stawali się sługami Słowa i, posługując się wiedzą, umieli być światłem oświecającym pokrętne drogi człowieka XXI wieku. Chciałabym, aby współczesny areopag – ambona, stała się miejscem mówienia rzeczy ważnych, o Słowie i życiu. Nie chodzi tylko o wiedzę teologiczną, lecz przede wszystkim o znajomość życia, komentowanie trudnych spraw, łączenie nauki Kościoła z życiem ludzi. Wzorem takiego kaznodziei jest Jezus, który w przypowieściach umiejętnie wyjaśnia trudne do przyjęcia prawdy.
Życzę księżom, aby umieli słuchać tego, co mówią wierni na temat ich kazań, otwartości na słowa: „słuchacze nas kształtują”, aby nigdy nie musieli usłyszeć słów, wypowiedzianych po mszy św. przez pewną parafiankę: „znów Ksiądz ściągnął kazanie z Mateusza”.
Marzę, aby ksiądz głoszący kazania fascynował słowem, zapraszał do codziennych rozważań, mobilizował do myślenia, by jego słowo – niczym echo – dźwięczało w ludzkich umysłach, podpowiadając, jak z godnością dzieci Bożych przeżyć podarowane nam życie.
autor: Aleksandra Bałoniak
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






