|
Kazania, Homilie, Liturgia - Biblioteka Kaznodziejska
Przez kilkanaście lat mego kapłaństwa nie prowadziłem żadnych parafialnych rekolekcji. Nikt mnie o to nie poprosił. Uczestniczyłem w wielu, zwłaszcza jako wikariusz. Na niejedne przygotowywałem wiernych, modląc się za rekolekcjonistę, za uczestników i o dobre owoce tych dni. Bywało, dzięki Bogu rzadko, że po rekolekcjach trzeba było wspólnotę “reanimować”.
Giełda rekolekcyjna
Już wtedy rodziła się we mnie myśl o potrzebie stworzenia czegoś w rodzaju “giełdy rekolekcyjnej”, pewnego rodzaju bazy danych na temat rekolekcjonistów oraz ich ofert, po prostu: kto, co, w jaki sposób i z jakim skutkiem realizuje (jeśli wolno użyć tego słowa w kontekście duszpasterskiej posługi). Bywało często, że proboszcz zapraszał konkretnego zakonnika, o którym wiedział, że poprowadzi rekolekcje “na poziomie”, a krótko przed ich terminem okazywało się, że przełożony zakonny przyśle innego współbrata. Sytuacja patowa, nic się nie da już zrobić, tylko cierpliwie przyjąć przysłanego rekolekcjonistę.
Czas siania
Obecnie sytuacja moja bardzo się zmieniła. Dostaję sporo propozycji poprowadzenia ćwiczeń rekolekcyjnych dla wspólnot parafialnych w czasie adwentu czy Wielkiego Postu, z okazji różnych uroczystości parafialnych, a także rekolekcji dla różnych grup wiernych, ruchów, stowarzyszeń, osób duchownych czy świeckich konsekrowanych. Może dobrze, że dojrzewałem do takiej posługi. Miałem wiele czasu na obserwacje, przemyślenia i poszukiwania. Kiedy dzisiaj staję jako rekolekcjonista przed wspólnotą parafialną zgromadzoną w świątyni, to jestem głęboko przekonany, że Pan Bóg daje mi niepowtarzalną szansę spotkania z siostrami i braćmi w wierze. Na krótki czas krzyżują się nasze drogi. Staram się podchodzić do tego doświadczenia w duchu pokory, wyraźnie podkreślając, że te rekolekcje to tylko maleńki epizod w naszym życiu. Było już sporo podobnych spotkań i wiele może jeszcze nastąpi. Ten epizod jest jednak bardzo ważny i warto go wykorzystać, bo Pan Bóg pragnie napełnić nas swoją miłością. Nie mam śmiałości mówić ludziom, że to właśnie teraz wybija najważniejsza godzina ich wiary, że zlekceważenie tych dni to grzech śmiertelny itp.
Wspólna jazda
Przed rokiem w czasie parafialnych rekolekcji w Kutnie–Dybowie, modliłem się z ludźmi pierwszy raz w życiu w kaplicy na dworcu kolejowym. Za moimi plecami, za ścianą był peron i tory kolejowe. Słyszałem przejeżdżające pociągi. Pan Bóg dał mi wówczas bardzo ciekawy obraz, który głęboko wpisał się w moje serce i do którego często wracam: rekolekcje są jak wspólna jazda pociągiem w jednym przedziale. Ten pociąg jedzie z pasażerami, którzy tworzą konkretną parafię, oni są już na drodze wiary, ja dosiadam się na krótki czas. Można określić stację, na której wsiadam (np. trzecia niedziela Wielkiego Postu) oraz tę, na której wysiądę. Przechadzam się korytarzem, zaglądam przez szybę do przedziału i widząc wolne miejsce, otwieram drzwi i pytam: czy mogę się dosiąść? Jeśli otrzymuję pozytywną odpowiedź, to zajmuję miejsce i podróżujemy razem. Mam wiele ciekawych wspomnień z takich “przedziałowych rozmów” z ludźmi, których nigdy więcej nie spotkałem. Ten obraz pomaga mi zrozumieć moją rolę. Rolę rekolekcjonisty przybywającego do parafii. Chcemy dzielić się doświadczeniem naszej wiary. Z konieczności więcej mówi kaznodzieja, a reszta skazana jest na słuchanie. Mocno wierzę w to, że ja mam też coś usłyszeć. Uczę się ciągle tego nasłuchiwania i podglądania wiary ludzi, których spotykam. Rozmawiając wcześniej z kapłanami i parafialną radą duszpasterską mogę poznawać parafię i jej problemy, zanim rozpoczną się rekolekcje. Mogę też ustalić różne formy tego “nasłuchiwania” (konfesjonał, rozmowy indywidualne czy w grupach, spotkania z osobami chorymi w ich domach, itp.).
Głosić słowo Pana
Bardzo ważne jest dla mnie przepowiadanie Jezusa Chrystusa poprzez teksty biblijne. Z dużym niesmakiem wspominam rekolekcje, w czasie których posługiwałem w konfesjonale, oparte wyłącznie na myślach ojca de Mello. Poza tekstami czytań mszalnych, do których rekolekcjonista wcale nie nawiązywał, nie usłyszałem słów Biblii. Bywało, że w czasie rekolekcji parafialnych opierałem treść nauczania na tekstach codziennych czytań mszalnych pokazując wspólnocie, że można odnawiać swoją więź z Panem karmiąc się tą strawą ze stołu Słowa, którą Kościół na te dni przewidział. Poszukuję form rekolekcji, które pomogłyby wiernym żyć w codzienności słowem Bożym.
Intronizacja Ewangeliarza
Wiele radości sprawiają mi rekolekcje, które przygotowują wspólnotę na intronizację Ewangeliarza. Od pięciu lat mamy w Polsce posoborowy Ewangeliarz, z którego rzadko korzystamy i po odczytaniu perykopy odkładamy najczęściej na półkę pod amboną. Podkreślenie znaczenia tej księgi, przygotowanie dla niej specjalnego tronu, na którym złożona po odczytaniu ewangelii zapraszałaby do indywidualnej lektury, ukazanie piękna procesji, w której Ewangeliarz prowadzi nas, jak Dobry Pasterz swoją owczarnię, to tylko kilka aspektów, które można by rozwinąć w konferencjach czy katechezach liturgicznych. W czasie tego rodzaju rekolekcji zapraszam parafian do poszukiwania najstarszej Biblii we wspólnocie. Osobę lub rodzinę, która przechowuje najstarszy egzemplarz w parafii nagradzam zawsze nowym wydaniem Pisma św. Zapraszam, by parafianie przynosili różne wydania Biblii, które mają w domach i w ten sposób powstaje wystawa, która pokazuje, że nie jesteśmy pierwszymi, którzy biorą do rąk Pismo św. Wspólnie odkrywamy, że nasi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie mieli w swych domach mapę, która uczyła ich chodzić drogami Pana. Na liturgię kończącą rekolekcje, kiedy ma dokonać się intronizacja Ewangeliarza, proszę, by wierni przynieśli swoje osobiste lub rodzinne Biblie. Podczas tej mszy św. pragniemy zawsze uczcić wszystkie przyniesione do świątyni Pisma św. Otwieramy je na tekście mszalnej Ewangelii, okadzamy podobnie jak Ewangeliarz i zapraszamy, by wierni ucałowali je po ogłoszeniu Ewangelii. To wielka radość dla mnie, gdy widzę w rękach wielu zgromadzonych na Eucharystii, księgę słowa Bożego otwartą na tekście odczytywanej Ewangelii. Wzruszające są maluchy, które przynoszą ilustrowaną dziecięcą Biblię i proszą, by otworzyć im na scenie, która będzie odczytana. Zapraszam wiernych, by idąc do stołu Pańskiego w procesji komunijnej mocno przycisnęli Biblię do serca, poczuli jak ono bije i prosili, by treść tej Księgi zakorzeniła się głęboko w ich życiu. Nauczyłem się, że nie wystarczy przekazać ludziom wcześniej informację, jaki fragment będzie czytany czy przypomnieć, by zabrali okulary, trzeba przed liturgią pomóc wielu osobom odnaleźć właściwe miejsce w Biblii. Jest to czasem przykry sprawdzian, pokazujący, że wiele sióstr i braci nie bierze Pisma św. do ręki. Bardzo się cieszę, gdy owocem, takich rekolekcji staje się grupa osób, które razem z kapłanem decydują się czytać Biblię, gdy tworzą się kręgi biblijne lub do istniejących przychodzą nowi ludzie. Zachęcam wówczas duszpasterzy, by regularnie (np. raz do roku) organizowali rekolekcje, które będą w różny sposób pomagać wiernym odkrywać potrzebę karmienia się Słowem Pana.
Słowo z obrazu
Od pewnego czasu podjąłem eksperyment związany z wykorzystaniem obrazów ilustrujących sceny z Pisma św. Nie byłem pewien reakcji ludzi, gdy zaproponuję im odczytywanie Biblii z obrazu. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że jest to forma przekazu, która trafia do serc wielu współczesnych odbiorców. Szczególnie pozytywnie odbierają wierni nabożeństwo zbudowane z trzech stacji: obraz, słowo Boże, które stało się inspiracją do powstania tego obrazu oraz Najświętszy Sakrament wystawiony w monstrancji. By stosować taką metodę, trzeba najpierw dokładnie sprawdzić warunki, w których będą odbywały się spotkania rekolekcyjne oraz zaopatrzyć się w konieczny sprzęt i materiały źródłowe. Istotną rolę odgrywa też oprawa muzyczna, wystrój świątyni, sposób użycia kadzidła czy oświetlenie monstrancji.
Opisane doświadczenie pokazuje, że warto wiązać rekolekcje parafialne z konkretnym projektem duszpasterskim, który chcemy zrealizować. Może to dotyczyć np. takich spraw związanych z liturgią, jak: wprowadzenie procesji z darami czy komunijnej, potrójnego “Amen” po wielkiej doksologii albo założenia Parafialnego Zespołu Liturgicznego.
Rekolekcje “na raty”
Ciekawym odkryciem dla mnie były rekolekcje jakby “na raty”. Nie mogłem prowadzić spotkań we wszystkie zaplanowane dni i z konieczności zmieniliśmy wraz z proboszczem ich program wprowadzając w dni bez nauczania w świątyni, liturgię domową. Została ona przygotowana przez parafię i teksty dotarły do wszystkich domów. Był to różaniec, adoracja domowego krzyża i akt oddania się Matce Bożej. Nie spodziewaliśmy się z proboszczem, że będzie to tak pozytywnie przyjęte przez wspólnotę. Podobnie “na raty” przygotowałem rekolekcje dla studentów na ich niedzielnej Eucharystii przez wszystkie niedziele adwentu i Wielkiego Postu.
Ciągle marzę...
Na koniec prośba i propozycja. Może warto stworzyć na stronie internetowej “BK” “giełdę rekolekcyjną”, o której wspomniałem na wstępie. Można by gromadzić tam konkretne projekty, tematy, wskazując na cel, jak i metodę, z której skorzystamy, by cel osiągnąć. Widziałbym tam miejsce na przedstawienie sylwetek rekolekcjonistów oraz ich doświadczenia. Ośmielam się zaproponować, żeby było tam miejsce na opinie duszpasterzy i osób świeckich, które przeżyły konkretny projekt rekolekcyjny w swojej parafii. Może ktoś stwierdzi, że przesadzam, że tak nie można. Piszę o tym, bo zależy mi, byśmy traktowali siebie poważnie: tzn. byśmy mieli szacunek do Pana Boga, który zawsze jest pierwszym Rekolekcjonistą, do uczestników ćwiczeń duchowych, a także do duszpasterzy zapraszających na rekolekcje oraz je głoszących.
autor: ks. Szymon Stułkowski
|