W numerze
 
styczeń/luty 2009 » FORUM HOMILETYCZNE »

Słowo o Bożym słowie

Drukuj
W duszpasterskiej posłudze słowo odgrywa istotną rolę. Stanowi bowiem medium łączące prawdę o Dobrej Nowinie z całą społecznością Kościoła Powszechnego. Tak więc od jakości słowa jak i sposobu przekazu zależy poznawanie prawdy o Bożym Objawieniu. Bez wątpienia możemy stwierdzić, że jakość przekazu Bożego słowa z polskich ambon jest rozmaita. Obok lirycznej wirtuozerii w wykonaniu ks. biskupa Józefa Zawitkowskiego trafiają, się prawdziwe „niewypały”. Jako że zamysłem moich słów jest wykrzyczenie co mnie boli, nie będę śpiewał hymnów pochwalnych na rzecz ambonowych artystów. Przeciwnie – nie zostawię przysłowiowej, suchej nitki na tych, którzy stanowią akademicki przykład na to, jak nie należy głosić kazań. A zatem do roboty…
Fundamentalnym grzechem słuchanych przeze mnie kaznodziejów jest zwracanie się do nieobecnych. Permanentnie powtarzane groźby wobec tych, którzy nie odwiedzają świątyni w niedzielę czy święto, rzadko bywa przekazywane przez słuchających, właściwym adresatom. A zatem możemy wyciągnąć wniosek, że komunikacja wówczas ma sens, gdy przebiega między nadawcą a adresatem.
Można mieć wiele zastrzeżeń co do strony medialnej, formy przekazu przez niektórych księży. Otóż kapłan sposobem mówienia (mam na uwadze zwłaszcza dykcję), powinien reprezentować cechy adekwatne do płci, przez siebie reprezentowanej. Odnoszę często wrażenie, że głos płynący z ambony naszpikowany jest znacznym pierwiastkiem cech zniewieściałego faceta, mówiącego pozornie patetycznym lecz tak naprawdę monotonnym, przerysowanym akcentowo głosem, który trudno jest w choć najmniejszym stopniu skojarzyć z głosem zdrowego, inteligentnego mężczyzny.
Poprawność polszczyzny stanowi domenę raczej średniego i starszego pokolenia księży. Kapłańska młodzież, chyba wskutek braków jeszcze ze szkoły średniej, nierzadko posługuje się językiem nie zawsze poprawnym stylistycznie bądź gramatycznie. Kilka tygodni temu miałem nieprzyjemność słuchania, że jeden z młodych kaznodziei coś tam „lubiał” a wspominając jakąś historię z przeszłości, użył sformułowania „byli my”. Tego typu błędy są nie do zaakceptowania, zwłaszcza przez człowieka wykształconego w dziedzinie nauk humanistycznych. Na osłodę pragnę stwierdzić, że lapsusy językowe niezmiernie rzadko dotyczą księży mających dziesięcioletni i dłuższy staż kapłański.
Razi bijąca z polskich ambon retoryka negacji, nierzadko groźby i ciągłego utwierdzania wiernych w przekonaniu, że są nikczemni i źli. Słuchając homilii i kazań na zachodzie Europy, odnosiłem wrażenie, że jestem nieco lepszym człowiekiem, niż gdy to czyniłem w polskich świątyniach. Ciągłe założenie kaznodziei, że sytuacja moralna społeczeństwa, zwłaszcza jego części obecnej w kościele, jest wręcz katastrofalna, często nie zachęca a wręcz zniechęca do słuchania i tym samym uczestnictwa w głoszeniu Bożego słowa. Dobra Nowina posiada tożsamość przepełnioną radością z jej doświadczania. Tak więc nadawanie jej szczególnie ponurego i dekadenckiego charakteru nie służy z całą pewnością Bożemu celowi, który jej przyświeca.
Nie byłbym do końca szczery, gdybym nie wspomniał, że z drżeniem serca zmuszony byłem kilkakrotnie słuchać kazania, zawierającego błędy natury dogmatycznej. Można oczywiście wybaczyć, gdy u podłoża takiego błędu leży przejęzyczenie czy też pomyłka o charakterze niezamierzonym lub przypadkowym. Gorzej, gdy jej nadawca głosi tezę, zawierającą błądi jest przekonany, że stanowi ona jedyną i najczystszą prawdę.
Warto podkreślić, że wśród głosicieli kazań i homilii, zdecydowaną przewagę jakościową mają profesjonaliści. Gruntowne przygotowanie intelektualne, połączone z ciągłym doskonaleniem warsztatu, w aspekcie zarówno naukowym jak i pragmatycznym przynosi spodziewane efekty. Słowa głoszonego przez prawdziwych wirtuozów homiletycznego fachu można słuchać „z otwartą gębą”. Można delektować się nim, rozumiejąc przy tym lepiej znaczenie i sens prologu Ewangelii św. Jana.
Księżom, którzy jakby „przy okazji’ zajmują się głoszeniem słowa Bożego częściej i łatwiej możemy przypisać błędy, o których wyżej traktuję. Jak wspominam, w szerszym stopniu dotyczą one kapłańskiej młodzieży choć nie tylko, bowiem łatwo się domyślić, że przysłowiowe gromy z ambony częściej rzucane są przez nestorów kapłańskiej posługi.
Konwencja mojej wypowiedzi nie pozwala (nomen omen) na pozytywne spojrzenie na ludzi, o których piszę, bowiem z uporem maniaka postanowiłem, nie pozostawić suchej nitki na moich ambonowych bohaterach. Myślę, że już trochę swoich pretensji wykrzyczałem i w telegraficznym skrócie przedstawiłem nieco zbiorowemu adresatowi i trochę nieobecnemu (tak jak negatywni bohaterowie moich wypowiedzi). Miałem na to ogromną ochotę już od dłuższego czasu, patrząc w oczy a nie w przysłowiowy asfalt obiektom moich krytycznych ataków.
Mam też do przekazania wiele ciekawych, homiletycznych spostrzeżeń, o dobrym i pozostawiającym korzystne wrażenie wydźwięku. Nie pozostają one przeze mnie ignorowane. Uczynię to z pewnością przy najbliższej okazji, bowiem mając świadomość powszechnego i wszechobecnego społecznie konformizmu i ingracjacji, żywię przekonanie, że tym razem uczyni to za mnie ktoś inny.
 
 
autor: Piotr Lubiński