W numerze
 
styczeń/luty 2006 » FORUM HOMILETYCZNE »

Teologia i praktyka rekolekcji

Drukuj

Rekolekcje stanowią jedną z powszechnie znanych i ogólnie akceptowanych form okresowego duszpasterstwa Kościoła katolickiego w Polsce. Ich popularność zdaje się wzrastać. Odnosi się jednak wrażenie, że wraz ze wzrostem popularności rekolekcji rozmywa się niekiedy właściwa ich natura. Z tego też powodu zdarza się, że rekolekcjami określa się coś, co nimi faktycznie nie jest. Szkodę ponoszą wówczas tak same rekolekcje jak i ich uczestnicy. Potrzeba zatem wnikania w ich istotę wydaje się być ze wszech miar uzasadniona.

O co właściwie chodzi, czyli pojęcie rekolekcji

Termin “rekolekcje” stanowi wierną kalkę łacińskiego rzeczownika recollectio, czerpiącego znaczenie od bliskich mu łacińskich czasowników (recôlere, ponownie uprawiać, ćwiczyć, rozważać, recolligěre – skupiać ponownie, zebrać; se recolligěre – skupić się, opamiętać). Z kręgu krajów kultury łacińskiej termin ten zdaje się najpowszechniej przyjął się w Polsce. Trudno wszakże z całą pewnością ustalić, kiedy pojawił się on w języku chrześcijańskiej duchowości. Starożytna i średniowieczna literatura łacińska chrześcijaństwa zachodniego, posługuje się raczej określeniem “ćwiczenia duchowne” (exercitia spiritualia). Podobnie – rozwijający się XIV wieku model chrześcijańskiej duchowości zwany devotio moderna. Dopiero od XVI wieku zaczyna się upowszechniać termin rekolekcje (recollectio) przejmując sporą część treści obejmowanych dotychczas określeniem “ćwiczenia duchowne”. Treści te są zawarte w sławnych Ćwiczeniach duchownych św. Ignacego Loyoli (+1556) – nota bene ogłoszonego w 1922 roku przez Piusa XI ich patronem. We wstępie do swego dzieła Święty pisze: “Pod tym mianem Ćwiczenia duchowne rozumie się wszelki sposób odprawiania rachunku sumienia, rozmyślania, kontemplacji, modlitwy ustnej i myślnej, i inne działania duchowe”. To, co zaczęto określać rekolekcjami rozumiano więc podobnie, jako – ogólnie mówiąc – pewien okres czasu, przeżywany w większym czy mniejszym odosobnieniu, indywidualnie lub wspólnotowo, wypełniony medytacjami, słuchaniem słowa Bożego, modlitwą, rachunkami sumienia, w celu dokonania okresowej lub okazjonalnej odnowy swego życia duchowego. Wynika z tego, że rekolekcje z natury swej tkwią w praktyce “ćwiczeń duchownych” i tak też niekiedy bywają określane.

Spojrzenie wstecz, czyli trochę historii

Praktyka odosobnienia, skupienia, refleksji, jako wymóg wzrastania w ludzkiej mądrości, znana była w przedchrześcijańskiej starożytności. Chrześcijaństwo nadało jej nowe wymiary szukając inspiracji w Piśmie Świętym, w podobnych zachowaniach wielkich postaci biblijnych, takich jak: Abraham (por. Rdz 12,1-8), Mojżesz (Wj 3,1-6), Eliasz (por. 1 Kr 19,1-8), Jan Chrzciciel (por. Łk 3,1-18), Chrystus (por. Łk 4,1-13), Apostołowie (por. Dz 1,14).

Odwołując się do tych przykładów, a także do stosownych zachęt biblijnych odosobnienie praktykowali najpierw mnisi (eremici, anachoreci, cenobici), a począwszy od średniowiecza różnego typu męskie i żeńskie instytuty życia konsekrowanego, następnie zaś duchowieństwo diecezjalne oraz alumni seminariów duchownych.

Za początek podobnej praktyki przez świeckich uznaje się czas intensywniejszego bezpośredniego przygotowywania katechumenów (III w.), do chrztu, które na Wschodzie trwało osiem, na Zachodzie zaś sześć dni. W następnych latach praktyka ta się upowszechnia i ubogaca. Do troski o własne wnętrze, dochodzi dbałość o przygotowanie do należytego słuchania Słowa Bożego, czy też właściwego przeżywania chrześcijańskich misteriów. Począwszy od średniowiecza świeckie środowiska gorliwszego życia chrześcijańskiego w ten sposób w zaczynają przygotowywać się do przeżywania większych świat roku liturgicznego.

Dla zapewnienia sobie odpowiednich warunków świeccy spędzali ten czas w klasztorach lub odpowiednio przystosowanych pomieszczeniach przyklasztornych. Wymownym świadkiem owej praktyki jest św. Ignacy Loyola spędzający – jeszcze jako człowiek świecki – pewien czas na medytacji w klasztorze benedyktynów w Montserrat. Do dalszego rozwoju praktyki okresów intensywniejszego skupienia przez ludzi świeckich znacznie przyczyniły się właśnie Ćwiczenia duchowne św. Ignacego. Według jego zamysłu mogły być one odprawiane nie tylko przez osoby duchowne, ale i świeckie; nie tylko pojedynczo, ale i grupowo. Od XVII w. rozpowszechnia się więc praktyka udzielania ćwiczeń duchownych (pierwszego tygodnia) większym grupom wiernych, zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu. Przyczyniła się ona z jednej strony do ukształtowania się metodycznych misji ludowych, z drugiej zaś – do rozwoju paralelnej do nich praktyki ćwiczeń duchownych dla ogółu parafian, czyli dzisiejszych rekolekcji parafialnych ogólnych. Na przełomie XIX i XX wieku tego typu rekolekcje były już tak popularne i cenione, że wykorzystywano je do wspierania przeżywających kryzys misji ludowych. Były też niekiedy bardziej cenione niż owe misje. Wykształca się również ich koncepcja. Głoszone są zasadniczo przez zakonników; coraz częściej w okresie Wielkiego Postu; czasem trwają aż cztery tygodnie, z których każdy przeznaczony bywa dla innego stanu (kobiety, mężczyźni, młodzieńcy, panny), przez pierwsze trzy dni każdego tygodnia wygłaszane są nauki, następnie ma miejsce spowiedź i Komunia Święta uczestników. Pojawia się typ rekolekcji elitarnych, czyli dla: pracowników nauki, lekarzy, adwokatów, nauczycieli, rzemieślników, czeladników, kupców, pomocy domowych itp. Kiedy w pierwszej połowie XX w. (okres międzywojenny) rozwija się ruch rekolekcji zamkniętych dla świeckich, rekolekcje parafialne – rzecz charakterystyczna, nie tracą lecz zyskują na znaczeniu jako forma rekolekcji dostępnych dla wszystkich. Wszelkie formy rekolekcji zyskują także poparcie dwudziestowiecznych Polskich Synodów Diecezjalnych nie wyłączając Drugiego Polskiego Synodu Plenarnego (1991-1999), który zalicza je do zwyczajnych środków duszpasterskich, podkreśla ich wkład w osiągnięcia polskiego duszpasterstwa, wiąże z nimi wielkie nadzieje i zaleca organizować (por. II Polski Synod Plenarny (1991-1999). Pallottinum 2001 s. 167 p. 29; s. 169 p. 38; s. 170 p. 41; s. 202, p. 68).

Spojrzenie w głąb, czyli trochę teologii

Rekolekcje legitymizują się nie tylko długą i bogatą historią ale i racjami natury teologicznej. Tkwią one przecież w posłannictwie Kościoła. Wyróżniając razem ze Sługą Bożym Janem Pawłem II w jednej misji Kościoła trzy sytuacje ewangelizacyjne (por. RMs 33) umieścić by je należało w tej sytuacji ewangelizacyjnej, w której prowadzona jest działalność duszpasterska. Owa zaś działalność duszpasterska, zdaniem Jana Pawła II, wpisana jest w perspektywę świętości, gdyż prowadzenie do świętości pozostaje szczególnie pilnym jej zadaniem (por. NMI p. 30). Rekolekcje, wspomagając wiernych w prowadzeniu gorliwszego życia chrześcijańskiego, w sposób naturalny służą duszpasterstwu w spełnianiu tego podstawowego zadania.

Przyczyniają się one zarazem do realizacji kolejnego zadania duszpasterskiego, jakim jest budowanie wspólnoty, wszak wedle Jana Pawła II, świętość jest “pierwszym i fundamentalnym wkładem w budowanie kościelnej wspólnoty jako świętych obcowania” (por. ChL 17). Sprawdzianem autentyczności chrześcijańskiej wspólnoty jest jej misyjność. Pomiędzy “wspólnotowością” a “misyjnością” istnieje swego rodzaju sprzężenie zwrotne, dosadnie wypowiedziane przez Jana Pawła II w słowach: “komunia jest misyjna, misja zaś służy komunii” (ChL 32). Rekolekcje przyczyniają się do uwydatniania owego misyjnego charakteru wspólnoty, wszak już sama świętość, której one służą, zawiera w sobie wymiar misyjny (por. ChL 17). Stwarzają one ponadto okazję do praktykowania chrześcijańskiego apostolstwa przez angażowanie uczestników w swój przebieg. Można więc powiedzieć, że stają się one swego rodzaju szkołą tak potrzebnych dziś nowych ewangelizatorów (por. ChL 35; PdV 82; RMs 90). Podczas rekolekcji dochodzi również nieraz do ujawnienia się różnego rodzaju charyzmatów, które rozpoznane jako autentyczne, ubogacają wspólnotę Kościoła lokalnego i służą zachowaniu jego apostolskiej żywotności (por. ChL 24).

W osiąganiu wyżej wymienionych celów rekolekcje zdają się być w pewnym sensie niezastąpione, gdyż wedle Jana Pawła II, w dziele indywidualnej i wspólnotowej odnowy naszego życia ważną rolę spełnia formacja pochodząca z zewnątrz, rozumiana jako “wzajemny dar wszystkich dla wszystkich” (ChL 63). A przecież duszą każdych rekolekcji jest właśnie otwarcie się na ową “przychodzącą z zewnątrz formację” w postaci chociażby atmosfery domu rekolekcyjnego, treści osobistej lektury, dobrego przykładu innych. W rekolekcjach wspólnotowych wielką rolę odgrywa “formujące” słowo rekolekcjonisty: jego dzielenie się osobistym doświadczeniem wiary, specyficznym widzeniem spraw Bożych, udzielanie zachęt, napomnień i pobudek do lepszego życia. Niebagatelne znaczenie posiada tutaj także obdarowywanie się samych rekolektantów swoim przeżywaniem wiary, czy to wypowiedzianym słowem czy – choćby samym zachowaniem. Na potwierdzenie ważności tej sprawy można odwołać się do myśli Papieża Benedykta XVI wyrażonej jeszcze przed jego wyborem na papieża, w słowach: “Wszelka ludzka wiara jest współ-wiarą (...) każda modlitwa jest współ-modlitwą z całym modlącym się Kościołem, a prawdziwe słuchanie Pisma może odbywać się tylko jako współ-słuchanie z nim” (J. Ratzinger, Nowa pieśń dla Pana. Kraków 1999, s. 78-80).

Okiem praktyka, czyli pastoralne szanse

Przy generalnej akceptacji rekolekcji podnosi się niekiedy trudności związane z dostrzeżeniem miejsca rekolekcji parafialnych ogólnych w sprawnie funkcjonującym duszpasterstwie. Zachodzi to zazwyczaj wówczas, kiedy duszpasterstwo działa raczej na zasadzie “usług religijnych dla ludności”, niż na zasadzie stałej formacji parafialnej wspólnoty.

Nie potrzeba przecież specjalnie wyostrzonego spojrzenia, by dostrzec w rekolekcjach jeden z ważnych czynników prowadzenia parafii w duchu nowej ewangelizacji. Nie została ona przecież zakwestionowana przez następcę Jana Pawła II. Łatwo jednak może się ona zamienić w kaznodziejski slogan, w sentymentalne wspominanie naszego Papieża, w rozprowadzanie obrazków, albumów, kaset wideo, we wmurowywanie pamiątkowych tablic, w rzewny śpiew Barki. Aczkolwiek gesty te są i zrozumiałe i niewątpliwie miłe Janowi Pawłowi II, jeszcze bardziej uradowałyby go zapewne wzmożone wysiłki zmierzające do prowadzenia duszpasterstwa w duchu nowej ewangelizacji, czyli nowego w swoim zapale, w swoich metodach i w swoim wyrazie (por. Jan Paweł II, Przemówienie na Haiti, 09.03.83 “OR” 4:1983, s. 29).

Nie trzeba chyba również specjalnie wysilać wzroku, by zauważyć rolę rekolekcji w realizacji konkretnego planu pracy na nowe tysiąclecie chrześcijaństwa, jaki przed odejściem do domu Ojca pozostawił nam Jan Paweł II. Wyrażają go słowa Chrystusa: “Wypłyń na głębię” (Łk 5,4), a ma on na celu – podobnie jak rekolekcje – pogłębienie ewangelizacji pastoralnej w perspektywie świętości (por. NMI 30).

Czy nie należałoby również spojrzeć na systematycznie przecież organizowane rekolekcje parafialne ogólne jako na ważny element tak koniecznej dziś katechezy dorosłych? Odwołując się do nauczania Jana Pawła II i polskich doświadczeń, II Polski Synod Plenarny uznał brak katechezy dorosłych za jeden z problemów Kościoła w Polsce (por. II Polski Synod Plenarny (1991-1999) Pallottinum 2001, s. 153 p. 35). Wprowadzenie zaś w czyn zaleceń Synodu w tym względzie stało się przecież zmorą wielu duszpasterzy.

Parę uwag o metodzie, czyli warunki skuteczności

Jako czynność ze wszech miar logiczna rekolekcje domagają się metody. Historia wypracowała ich wiele. Centralne miejsce przypada metodzie Ćwiczeń duchownych św. Ignacego i to do tego stopnia, że wszelkie inne metody, w wymiarze tak historycznym jak i współczesnym, jeżeli miałyby być rekolekcyjnymi, powinny w jakimś stopniu posiadać ich ducha. Obok wielu różnorodnych i interesujących szczegółów, w metodach rekolekcji powtarzają się pewne wskazania o powszechniejszym charakterze.

Przede wszystkich podkreśla się nieodzowność odpowiednich warunków zewnętrznych dostosowanych oczywiście do rodzaju rekolekcji, takich jak: pewien stopień odosobnienia, ciszy, skupienia; odpowiedni klimat rekolekcyjny sprzyjający ograniczeniu bodźców zewnętrznych w celu pobudzenia aktywności wewnętrznej. W przypadku rekolekcji parafialnych ogólnych duszpasterze zwykli prosić parafian o nieorganizowanie w tym czasie wesel, zabaw, czy innych hucznych imprez rodzinno-sąsiedzkich a przynajmniej o niebranie w nich udziału. Zdecydowanie przerywają też na ten czas ewentualne malowanie kościoła, budowy czy remonty kościelne (przykościelne) a nawet intensywne próby chóru czy innych zespołów przygotowujących jakąś parafialną uroczystość. Rekolekcjom trzeba również odpowiedniego czasu trwania, czyli co najmniej kilku i to kolejno po sobie następujących dni (nie kolejnych niedziel), gdyż jedynie wówczas może wytworzyć się właściwa rekolekcyjna atmosfera, tak ważna dla ich owocności. Wielkie znaczenie posiada także dobrze przemyślany i konsekwentnie realizowany program. Przy indywidualnych rekolekcjach trzeba go sobie samemu narzucić, domy rekolekcyjne (klasztory) zazwyczaj proponują rekolektantom własne, przy rekolekcjach parafialnych należy go ustalić w porozumieniu z zespołem duszpasterskim i z rekolekcjonistą. Nie bez znaczenia jest także sposób informowania wiernych o rekolekcjach, ich terminie i programie.

Rekolekcje powinny ujawniać jasno określony cel. Chodzi przy tym nie tylko o cel właściwy rekolekcjom jako takim, lecz także o jakiś konkretny cel szczegółowy, ustalony przez zespół duszpasterski i przyjęty przez rekolekcjonistę. Planując kolejne rekolekcje dobrze byłoby zastanowić się: co będziemy chcieli przez tę konkretną serię rekolekcji osiągnąć, a może lepiej, co będziemy chcieli tym razem ich uczestnikom zaofiarować, względnie jeszcze lepiej – co razem z nimi przeżyć.

Jakikolwiek by nie był szczegółowy cel i temat konkretnej serii rekolekcji, zgodnie z najstarszą tradycją, powinny one koncentrować się wokół rozważania słowa Bożego, modlitwy, rachunku sumienia, sakramentów pojednania i Eucharystii. Nie powinny więc w żadnym wypadku zamienić się w serię wykładów o tematyce religijnej. Źle by też było, gdyby zostały one zdominowane przez różnego rodzaju, aczkolwiek same w sobie cenne i pożądane, nabożeństwa i praktyki pobożne. Znalezienie złotego środka w tym względzie stanowi miernik przygotowania i doświadczenia rekolekcjonisty.

Rekolekcje potrzebują rekolekcjonisty. Jest nim zawsze Duch Święty, który zwykł jednak posługiwać się jakimś “narzędziem”. W indywidualnych rekolekcjach może nim być autor jakiejś księgi Pisma Świętego względnie jakiejś książki ascetycznej; w rekolekcjach wspólnotowych jest nim prowadzący rekolekcje, kierownik rekolekcji, inaczej rekolekcjonista (coraz częściej zespołowy). Powinien to być ktoś odpowiednio dysponowany i należycie przygotowany; zdolny całkowicie zaangażować się w prowadzone dzieło (nie sąsiad z doskoku); otwarty na działanie Ducha Świętego a duchowe owoce rekolekcji przedkładający nad wszelkie inne. Jakże bowiem aktualne bywa napomnienie świętego Pawła Apostoła: “wszyscy szukają własnego pożytku, a nie – Chrystusa Jezusa” (Flp 2,21). A więc dobry rekolekcjonista, to coś więcej niż dobry kaznodzieja!

Od zaistnienia przynajmniej pewnego minimum wspomnianych wyżej spraw zależeć będzie, czy parafia w ogóle dowie się o odbywających się rekolekcjach, a ich uczestnicy czy będą świadomi przeżywania rekolekcji, czy tylko stania w kolejce do konfesjonału i wysłuchiwania dłuższych niż zazwyczaj kazań, homilii, konferencji.

autor: o. Gerard Siwek CSsR