Autor jest doktorem teologii w zakresie homiletyki, adiunktem w Katedrze Katechetyki i Homiletyki Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego. Publikuje m.in. w „Więzi”, „Tygodniku Powszechnym”, „W drodze”.
Kaznodziejstwo do młodzieży jest przedmiotem zainteresowania homiletyki szczegółowej, w której rozważa się poszczególne typy przepowiadania zróżnicowane ze względu na rodzaj odbiorców, szczególne okoliczności czy też konteksty liturgiczne i pozaliturgiczne. Zróżnicowanie generacyjne kaznodziejstwa prowadzi do wyodrębnienia trzech typów: kazania (homilie) dla dzieci, dla dorosłych i właśnie kazania dla młodzieży.
Pokusa wideoklipu
Przygotowując się do niniejszego artykułu prześledziłem trochę homiletycznej literatury nt. kaznodziejstwa „młodzieżowego”. Jako cechę różnicującą wymienia się zasadniczo formalną stronę kazania, czyli język. Pojawiają się postulaty zrodzone z odpowiedzi na pytanie, jak mówić, aby być słuchanym. Mówi się o uproszczeniu języka, jego większej zrozumiałości, tu i ówdzie przewija się postulat wprowadzenia języka młodzieżowego, potocznego, a nawet slangu środowiskowego. Nie trzeba chyba tutaj przypominać całej dyskusji o miejscu takich słów jak „zarypisty”, „wymięka” itd. Kazania muszą być konkretne i krótkie – jak hamburger z McDonald’sa. Daleki jestem od zanegowania tego nurtu poszukiwań formalnych w kaznodziejstwie, a w szczególności w tzw. kaznodziejstwie młodzieżowym. Nie ulega wątpliwości, iż postulat komunikatywności i zrozumiałości jest absolutnie prymarnym postulatem w odnowie kaznodziejstwa. Trudno wszak zgodzić się z tymi postulatami zupełnie i tylko do nich się ograniczyć.
Pewnym błędem metodologicznym jest opisywanie współczesnej młodzieży wyłącznie za pomocą kategorii popkulturowych i sprowadzenie do kalk typu McDonald’s czy MTV. Mówiąc krótko, nie jest to cała prawda o młodzieży. Trzeba pamiętać, iż to polska młodzież zaludnia teatry, opery, kina czy koncerty muzyki poważnej, gdzie bierze udział w wydarzeniach dziejących się w tempie zgoła innym niż w MTV, o skomplikowanej narracji, gdzie widza/słuchacza nie traktuje się jak niedorozwiniętego o słowniku zubożonym do słów: „centralnie”, „cool”, „wyjechany”. Chciałoby się – cytując znaną reklamę – powiedzieć: „nie dla idiotów”. Moje doświadczenie kaznodziei młodzieżowego nie jest być może zbyt oszałamiające. Przyznaję, iż nie jestem tutaj „zawodowcem”. Byłem jednak dwa lata duszpasterzem akademickim, głosiłem rekolekcje dla studentów, uczniów szkół średnich, kleryków (też młodzież), dzisiaj jestem także nauczycielem akademickim. Mówiąc krótko, wiem, jak się z nimi gada. Pamiętam pierwsze reakcje moich studentów z duszpasterstwa, którzy na początku nie mogli pogodzić się z widokiem kartek w moich rękach (jestem zwolennikiem przepowiadania z kartką, a nie z kartki!), mój poprzednik był bowiem typowym kaznodzieją – gawędziarzem, u którego kazanie miało – owszem – początek, często nie miewało natomiast końca. Z czasem moi słuchacze zaczęli doceniać to, iż kazanie zawierało jasną kompozycję, przemyślaną konstrukcję, opierało się na jakimś wnioskowaniu i prowadziło do określonej konkluzji. Oczywiście, skutkiem tego, kazania te były dłuższe niż te, do których się dotychczas przyzwyczaili. Problem bowiem kazania nie leży w jego długości, ale w braku pomysłu, a jest to uwaga dotycząca – niestety – większości polskich kazań. Przestrzegałbym więc w kaznodziejstwie młodzieżowym przed bezkrytycznym stosowaniem w przepowiadaniu retoryki wideoklipu, przed pokusą mówienia krótkiego i „wystrzałowego”, bo „nie będą słuchać”. Będą, zapewniam, że będą, jeśli tylko będzie co. Młodzi ludzie nie oczekują, iż przy ambonie zobaczą showmana o zdolnościach retorycznego prestidigitatora, który oczaruje słuchaczy umiejętnością żonglowania ich wyrażeniami i pojęciami. Młody człowiek chce, by go potraktować poważnie. A już na pewno w kościele.
Różne cele, różne metody
Powyższe uwagi wobec formalnej strony przepowiadania do młodzieży, trzeba jednak opatrzyć pewnym zastrzeżeniem. A jest nim pytanie, do jakiej młodzieży i w jakich okolicznościach przepowiadamy. Naiwnością jest bowiem stwierdzenie, iż mamy „jedną” młodzież. Przeciwnie, młodzieży mamy wiele – jeśli można tak powiedzieć – typów i gatunków. Współcześnie coraz częściej dochodzi do głosu przekonanie, iż polska młodzież jest na bardzo różnym etapie procesu ewangelizacji. Trzeba pamiętać, iż w tej samej grupie szkolnej czy na tej samej Mszy Świętej będziemy mieli do czynienia z bardzo dużym zróżnicowaniem słuchaczy. Z jednej strony będą ci, którzy są jeszcze na etapie de facto katechumenalnym, z drugiej zaś członkowie grup i wspólnot, wobec których trzeba zastosować przepowiadanie mistagogiczne.
Zróżnicowany przedmiot przepowiadania będzie także domagał się zróżnicowanej metodologii i innego języka. Tam, gdzie mamy do czynienia ze słuchaczem początkującym, będącym dopiero na początku procesu wiary, jak to jest np. w przypadku przygotowań do sakramentu bierzmowania, należy zastosować więcej metod – mówiąc w skrócie – atrakcyjnych, takich, które będą przyciągały oryginalnością, niesztampowością, a w swej dynamice będą korespondowały z poetyką popkulturową. Metodologię takową nazwijmy metodologią „pierwszego kontaktu”, gdzie czynniki formalne będą wyraźnie wspomagały przekaz treści. Dobrze jest na tym etapie zatroszczyć się o audiowizualność przepowiadania, czy to poprzez wprowadzenie elementów parateatralnych czy projekcji czy innych metod, które katechetyka nazywa aktywizującymi. Oczywiście przepowiadanie takie nie powinno dokonywać się zasadniczo w kontekście liturgicznym, a dobrym miejsce jego zastosowania są rekolekcje szkolne dla młodzieży. Im bliżej jednak do przepowiadania mistagogicznego, tym formalna atrakcyjność powinna być mniejsza, gdyż dojrzały słuchacz bardziej zdolny jest docenić wagę i – jeśli można tak powiedzieć – atrakcyjność samej treści, nie oczekując na jakieś dodatkowe „fajerwerki”. Niestety, nie dla wszystkich jest to oczywiste. Sam byłem świadkiem przepowiadania do grupy doświadczonych ewangelizatorów, w którym to mówca zastosował metodę kerygmatyczną tak w treści jak i w formie, wywołując tym samym dezaprobatę słuchaczy. W niektórych nurtach ewangelizacyjnych ujawnia się bowiem niebezpieczna tendencja do ograniczenia się jedynie do przepowiadania kerygmatycznego i to wobec wszystkich. Skutkiem tego mówcy wciąż wracają do prawd podstawowych, jakby sami nie potrafili wejść w głębię życia chrześcijańskiego. Nie można zawsze zaczynać przepowiadania od „Adama i Ewy”. Dobrze to widać choćby na Przystanku Jezus, gdzie zupełnie inną metodologię stosuje się na rekolekcjach formacyjnych dla ewangelizatorów, a inną na spotkaniach ewangelizacyjnych dla uczestników Przystanku Woodstock. Inny cel domaga się innych metod, to – jak się wydaje – powinna być zupełnie oczywista, także w kaznodziejstwie, zasada. W jednym przypadku będzie to budzenie wiary, zainteresowanie Bogiem, odkrywanie egzystencjalnego niepokoju, w drugim zaś karmienie wiary, wprowadzanie w tajemnice Boże, budzenie nadziei.
Wiara jako korzyść
Czy jednak skupianie się wyłącznie, czy przede wszystkim, na formalnych aspektach przepowiadania do młodzieży jest poprawne? Wydaje się, że nie. Mamy wszakże w polskiej homiletyce do czynienia z wyraźnym niedocenieniem homiletyki materialnej, także w odniesieniu do przepowiadania do młodzieży. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie „co” wydaje się ważniejsze niż poszukiwanie odpowiedzi na pytanie „jak”. Z powyższych rozważań jasno wynika, iż zróżnicowanie szczegółowego celu przepowiadania domaga się nie tylko innej metody, ale także innej tematyki przepowiadania. Oczywistości tej nie ma potrzeby tutaj udowadniać. Wydaje się jednak, iż pomimo tego można wyznaczyć jakieś akcenty tematyczne, które winny być obecne na każdym etapie przepowiadania do młodzieży. Kaznodziejstwo winno bowiem wziąć pod uwagę specyfikę wieku dorastania i typowych dla tego wieku pytań i problemów. Nie myślę tutaj jednak o kwestiach dotyczących wyboru drogi życiowej, wyboru partnera, kształtowania się życia emocjonalnego, czy o kwestiach związanych z etyką życia seksualnego. Chodzi mi raczej o wybór bardziej fundamentalny, tzn. o potrzebę nieustannego powrotu do pytania o świadomy wybór Boga i łączących się z tym wyborem konsekwencji życiowych. Problem „wyboru Boga” może bowiem na tym etapie dotyczyć każdego, bez względu, czy był czy nie był wychowywany religijnie, czy należy czy też nie należy do jakiejś wspólnoty Kościoła, czy jego kontakt z Bogiem był dotychczas żywy czy też nie. Jak uczy nas doświadczenie, przez etap krytycznego stosunku do Kościoła, religii i samej wiary przechodzą także osoby, które były wychowywane bardzo religijnie i – jak się wydawało – żyły w intensywnym kontakcie z Bogiem. Zderzenie wiary dziecinnej z dorosłą rzeczywistością bardzo często prowadzi do kryzysu, a młody człowiek domaga się od Kościoła odpowiedzi bardziej wiarygodnych niż te, które dawała mu wiara dziecinna.
Kaznodziejstwo skierowane do młodzieży musi nieustannie powracać do odpowiedzi na pytanie, co daje wiara, a więc o „korzyści” płynące z wiary. Mówienie o „korzyściach” w kontekście wiary wydaje się zrazu nie na miejscu. Myślę jednak, iż właśnie w takiej optyce trzeba formułować przepowiadanie do młodzieży. Człowiek jest bowiem istotą ekonomiczną, tzn. podejmującą tylko takie działanie, które w perspektywie przyszłości przyniesie mu określoną korzyść. Oczywiście rozumienie korzyści jest bardzo względne i niejednoznaczne. Siłą rzeczy wiara i korzyści duchowe, jakie przynosi plasuje się w sytuacji konkurencyjności wobec innych korzyści, np. materialnych. Młody człowiek musi otrzymać przekonującą odpowiedź na pytanie, czy „opłaca się” wierzyć w Boga. Wokół niego jest bowiem bardzo wielu ludzi, którzy nie wierzą i – jak mówią – są szczęśliwi, czy też sprawiają takie wrażenie. Otwarcie granic, kontakty międzynarodowe, poznawanie innych społeczeństw i środowisk, gdzie wiara nie odgrywa tak silnej roli jak w polskim społeczeństwie i w polskiej rodzinnie, siłą rzeczy generuje pytanie o możliwość życia szczęśliwego bez Boga, bez wiary i bez Kościoła. Trzeba też pamiętać, iż na tym etapie życie szczęśliwe kojarzy się przede wszystkim z życiem w określonym dobrobycie, do czego wiara zdaje się niepotrzebna. Inny aspekt życia szczęśliwego – jak się młodemu człowiekowi wydaje – to satysfakcjonujące życie emocjonalno-seksualne, a w tym wiara zdaje się raczej przeszkadzać niż pomagać. W takiej konkurencji propozycja wiary w Boga, jaką przedstawia Kościół, w ocenie wielu ludzi przegrywa już „w dołkach startowych”. Przepowiadanie bowiem Kościoła, którego jest świadkiem, jawi się jako jednoznaczne potępienie bogactwa i materialności oraz – co jeszcze gorsze w jego odbiorze – jako wrogie wobec ludzkiej płciowości i seksualności. Taki Kościół jawi się jako źródło zakazów, restrykcji, ograniczeń, odmawiający młodemu człowiekowi prawa do wszystkiego, co przyjemne.
Wyzwolenie zamiast ograniczenia
Czy znaczy to, że Kościół ma przestać przepowiadać właściwą etykę życia społecznego i seksualnego? Oczywiście, że nie. Musi jedynie odejść od stosowanej bardzo często metodologii „potępieńczej”, koncentrującej się jedynie na zagrożeniach, wykluczeniu, czy też oskarżeniach. Poprawnie rozumiana wiara w Boga nie jest „ograniczeniem”, ale „wyzwoleniem”. I właśnie taka perspektywa tematyczna winna stanowić „nerw” przepowiadania do młodzieży.
Gdzie szukać przykładów takiego przepowiadania? Niczego oryginalnego nie będzie w stwierdzeniu, iż najlepsze przykłady stanowi przepowiadanie papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI. Wystarczy chociażby przypomnieć słowa inauguracyjnego przemówienia papieża Benedykta XVI, który na koniec zwrócił się do młodzieży słowami; „Czyż my wszyscy nie boimy się w jakiś sposób, że jeśli pozwolimy całkowicie Chrystusowi wejść do naszego wnętrza, jeśli całkowicie otworzymy się na Niego, to może On nam zabrać coś z naszego życia. Czyż nie boimy się przypadkiem zrezygnować z czegoś wielkiego, jedynego w swoim rodzaju, co czyni życie tak pięknym? Czyż nie boimy się ryzyka niedostatku i pozbawienia wolności? Jeszcze raz papież pragnie powiedzieć: nie! Kto wpuszcza Chrystusa nie traci nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim. Nie! Tylko w tej przyjaźni otwierają się na oścież drzwi życia. Tylko w tej przyjaźni rzeczywiście otwierają się wielkie możliwości człowieka. Tylko w tej przyjaźni doświadczamy tego, co jest piękne i co wyzwala. Tak też dzisiaj chciałbym z wielką mocą i przekonaniem, począwszy od doświadczenia swojego długiego życia, powiedzieć wam, droga młodzieży: nie obawiajcie się Chrystusa! On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje się Jemu, otrzymuje stokroć więcej. Tak! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi, a znajdziecie prawdziwe życie”.
Nie miejsce tutaj, by analizować przemówienia ostatnich papieży, myślę jednak, iż lektura ich przemówień wygłoszonych w trakcie Światowych Dni Młodych, a także lektura wydawanych z tej okazji orędzi do młodzieży, to lektura absolutnie obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą przepowiadać do młodzieży. Nie chodzi o to, by naśladować tego czy innego papieża, chodzi raczej, by nauczyć się właściwej metodologii przepowiadania, metodologii opartej na orędziu pozytywnym, a nie negatywnym, choć oczywiście orędziu wymagającym. Wymagania stawiane jednak młodym ludziom muszą zostać zanurzone w szerokim kontekście orędzia zbawczego, inaczej staną się listą bezdusznych, niezrozumiałych, w odbiorze młodych ludzi – obsesyjnych zakazów sformułowanych przez ludzi, by nie powiedzieć – funkcjonariuszy Kościoła.
Fundamentu dla takiego przepowiadania należy szukać oczywiście w słowie Bożym, które podpowiada nam wiele tekstów „nadających” się do wykorzystania w kaznodziejstwie młodzieżowym. Do najbardziej nośnych perykop należy zaliczyć oczywiście spotkanie Jezusa z bogatym młodzieńcem (Mk 10,17-30), ale także słynną rozmowę Jezusa z uczniami, którzy zwracają się z wyrzutem: „Oto my porzuciliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą” (Mt 19,27), czy też przypowieść o domu budowanym na skale i piasku (Mt 7,24-27). Te i inne perykopy (także tzw. perykopy powołaniowe) należy oczywiście interpretować w kategoriach wyboru, decyzji i tzw. uczniostwa, którego teologia rozwinięta jest o wiele bardziej we wspólnotach protestanckich, a zwłaszcza pentakostalnych. Wydaje się, iż na etapie młodego człowieka przepowiadanie wiary właśnie w optyce uczniowskiej, a więc skupiając się na relacji mistrz i nauczyciel z jednej strony, a uczeń z drugiej może być wyjątkowo owocne. „W szkole rabbiego Jezusa – pisze Ubaldo Terrinoni w swoim Nauczaniu ewangelicznym w zarysie (s. 27) – Jezus jest nauczycielem, który proponuje samego siebie, uczeń zaś podąża za Nim. W szkole Jezusa nie proponuje się doktryny, lecz raczej model życia i postępowania, duchowy szlak dla wędrówki człowieka”. Słowa te są chyba dobrym opisem modelu przepowiadania, z którym Kościół winien wyjść do młodego człowieka. Taka bowiem wiara jest w najlepszym tego słowa rozumieniu przygodą, a nie uprzykrzającym życie narzuconym przez Kościół obowiązkiem.
autor: ks. Andrzej Draguła
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






