|
Kazania, Homilie, Liturgia - Biblioteka Kaznodziejska
Cytować czy nie cytowaćCytowanie, czyli dosłowne przytaczanie cudzych słów w homiliach (kazaniach) czy innych przemówieniach, nie tylko kościelnych, posiada wielowiekową tradycję. Wyraża ją przypominane niekiedy przez teoretyków wymowy (A. Wiszniewski) obrazowe porzekadło dawnych mnichów: “W dobrym bigosie ma być boczek tłusty, w dobrym kazaniu – święty Augustyn”. Cytowano też świętego Augustyna i to tak obficie, że gdyby komuś udało się zebrać wszystkie przypisywane mu powiedzenia, powstałoby zapewne wielotomowe dzieło, które jedynie z wielką trudnością mógłby uznać za swoje. Z historii homiletyki wiemy, iż były okresy, w których cytowano na potęgę, nie tylko świętego Augustyna. Cytowano po polsku, po staropolsku; najchętniej po łacinie i po grecku, a popisując się własną erudycją zapominano niekiedy o duchowym dobru słuchaczy.
A więc chyba cytować! Cytat spełnia przecież wiele ważnych z retorycznego punku widzenia funkcji. Może być użyty jako motto, czyli tekst naczelny mowy; pełnić rolę całego wstępu, względnie jego elementu; w rozwijaniu tematu może pełnić rolę antytezy, analogii, dowodu z autorytetu; być chwilą wytchnienia (uśmiechu); stanowić środek amplifikacji, to znaczy najnormalniejszego w świecie poszerzenia wypowiedzi (zapełnienia czasu!); bywa wykorzystywany również jako przejście do dopowiedzenia (zakończenia).
A może jednak nie cytować! W wypowiedziach niektórych homiletów świeższej daty można bowiem napotkać ostrzeżenie przed cytowaniem. Jeden z pierwszych przedstawicieli posoborowej odnowy homiletycznej (A. Günthör OSB) stwierdza wprost: “możliwie żadnych cytatów” (möglichst keine Zitate) na ambonie.
Przeciwnicy cytatów na ambonie przytaczają wiele racji na uzasadnienie swego stanowiska. Według ich mniemania stanowią one przeszkodę w nawiązaniu interpersonalnej komunikacji pomiędzy mówcą a słuchaczami. Jeżeli zaś ma ona być wzorowana na zwyczajnej rozmowie, to warto zauważyć, że rozmawiając, w zasadzie nie stosujemy cytatów. Cytat może też robić wrażenie swego rodzaju “odbicia piłeczki”, tzn. zastosowanego przez homilistę wybiegu w celu odwrócenia uwagi od własnych przekonań, podczas gdy słuchaczy interesuje przede wszystkim to, co on sądzi o rozważanych sprawach, a nie cytowane przez niego autorytety. Słuchacze nie oczekują również od homilisty popisu oczytania i erudycji, lecz szczerego podzielenia się z nimi własnym doświadczeniem wiary. Nie może też uzasadniać cytatów stara retoryczna zasada, jako niegodna ambony, (chociaż być może funkcjonująca gdzieś jeszcze w kaznodziejskiej praktyce), podbudowywania swego “autorytetu” odwoływaniem się do niewiedzy słuchaczy (ad verecundiam) powodując ich onieśmielenie przytaczaniem niezrozumiałych dla nich obcojęzycznych zwrotów. A propos przytaczania słów Pisma Świętego przeciwnicy cytowania dowodzą, że naszpikowane cytatami z Biblii przepowiadanie wcale nie musi być biblijne, a inkrustowane papieskimi cytatami – wcale nie musi być papieskie.
A może cytować, tylko że rozsądnie. Oto kilka myśli, “co nie nowe”, w tej materii. Przytaczana myśl nie powinna pochodzić od wątpliwego autorytetu, który poza nią nic mądrego nie powiedział, a być może sposobem życia jej zaprzeczał. Chyba że ma ona spełniać rolę antytezy, negatywnego tła, przekonania, z którym się polemizuje. Jeżeli cytat ma spełnić swoje zadanie, nie wystarczy jedynie podać nazwiska jego autora, tym bardziej obco brzmiącego, ale jakoś go zaprezentować, wyjąwszy uzasadnione założenie, że jest dobrze znany słuchaczom. Mija się też z celem mnożenie obcojęzycznych nazwisk, cytatów (ad verecundiam), gdyż – w czasach oczekujących od mówców kościelnych skromności – najprawdopodobniej wywoła to skutek odwrotny do zamierzonego. Dość powszechne stosowanie cytatu jako tekstu naczelnego homilii, inaczej motta, trudno uznać za naganne, niemniej jednak, by mógł on spełnić swoje zadanie, powinien posiadać myślowo-werbalny związek z wygłaszaną mową. W przeciwnym przypadku stanie się on (co też najczęściej się dzieje) swego rodzaju “próbą mikrofonu”, albo zwyczajną stratą czasu. Przytoczenie teksu naczelnego wytwarza też aurę jakiejś podniosłości, która, jeżeli nie jest kontynuowana w homilii, nie wypływa z przeżywanej uroczystości, zawisa w powietrzu. A więc motto owszem, ale na bardziej uroczyste okazje – w zwyczajnych homiliach – zwyczajny wstęp.
Zaleca się, aby dla nadania wiarygodności cytatom, nie przytaczać ich z pamięci, ale jawnie (nie skrycie) je odczytywać; przy ważniejszych – nawet z dokładnym podaniem źródła. Wypowiedzi Pisma Świętego należałoby więc w razie potrzeby także jawnie przytaczać z Lekcjonarza. Dodatkową zaletą tej praktyki, jest poświadczenie, że homilia jest interpretacją i aktualizacją proklamowanego słowa Bożego. Spotyka się zalecenie, aby Pismo Święte nie tyle cytować, ile wiernie parafrazować; po prostu jakoby nim mówić.
Cytaty powinny być krótkie, jedno – dwuzdaniowe. Także ulubione przez niektórych mówców cytaty poezji. Długie cytaty to martwe komórki w żywym ciele mowy. Cytaty nie powinny też być liczne, najwyżej trzy w jednej homilii; za to celnie dobranie i należycie w nią wkomponowane. Ważny cytat, stanowiący nić przewodnią homilii, może posłużyć jako swego rodzaju jej “refren”. Nie zaleca się stosowania cytatu jako przejścia do zakończenia mowy, gdyż skupiając uwagę na sobie, odwraca ją od treści przeprowadzonego rozważania.
Warte zapamiętania, te czy inne formalne zalecenia dotyczące przepowiadania, nie mogą przysłaniać faktu, że każda jednostka przepowiadania jest tworem tak zindywidualizowanym i tak uwikłanym w sytuację, że zalecenia te, mają raczej relatywne znaczenie. Dlatego też ostatecznie to sam sługa Słowa musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy i jak cytować.
autor: o. Gerard Siwek CSsR
|