W numerze
 
listopad/grudzień 2005 » "ODDANI NA SŁUŻBĘ LUDOWI BOŻEMU..." » FORUM PASTORALNE »

Gdzie jest słowo Boże?

Drukuj

Wykonywanie czytań liturgicznych kończy aklamacja: “Oto słowo Boże”, proklamację Ewangelii: “Oto słowo Pańskie”. Łacińskie: Verbum Domini, jednakowe dla obydwu aklamacji (por. IGMR p. 128. 134), w polskim tłumaczeniu podzielono na dwa nieco odmienne, odróżniając dzięki temu wyraźniej czytania biblijne od Ewangelii. Aklamacje w polskim języku wzmacnia wyrażenie przyimkowe “oto” wskazujące wyraźnie na obecność słowa Bożego. Na budzące się tutaj pytanie, przesadnie w tej chwili urzeczowione, do czego owo “oto” się odnosi, podpowiedź wydaje się być całkiem prosta: do odczytanych fragmentów Pisma Świętego, które – będąc natchnione przez Ducha Świętego – jest przecież słowem Bożym.

Zdarza się, że dla podkreślenia owej prawdy lektorzy, najczęściej po odczytaniu Ewangelii, aklamację: “Oto słowo Pańskie”, wypowiadają przy podniesionym do góry Lekcjonarzu, nie pozostawiając wątpliwości, że słowo Boże zawiera się w tej oto Księdze. Szlachetny w zamierzeniu gest nabiera jednak dwuznacznej wymowy kiedy jego estetyka przeczy godności ukazywanego Słowa. Trzymanie Księgi Słowa (często z trudem) w jednej, zazwyczaj lewej ręce, podniesionej wysoko ponad głowę, nie wygląda ani zbyt estetycznie, ani godnie.

Bez względu na sposób wykonania ów gest jest już anachroniczny. Zadecydowały o tym Wskazania Episkopatu Polski po ogłoszeniu nowego wydania Ogólnego Wprowadzenia do Mszału Rzymskiego (z 9 marca 2005 roku). Podjęta tam decyzja nie pozostawia wątpliwości: “Po odczytaniu pierwszego lub drugiego czytania lektor w czasie wypowiadania aklamacji: «Oto słowo Boże» nie unosi lekcjonarza i nie ukazuje go wiernym” (p. 13). Decyzja obejmuje również czytanie Ewangelii: “Proklamujący Ewangelię, po jej odczytaniu nie unosi Ewangeliarza i nie ukazuje go wiernym w czasie wypowiadania aklamacji: «Oto słowo Pańskie» (p. 18).

Okazuje się więc, zresztą nie po raz pierwszy, że nie wszystkie wyrazy spontanicznej pobożności posiadają merytoryczne uzasadnienie. Decyzja Episkopatu, sprowokowana być może również niedostatecznie estetycznym wykonywaniem gestu, opiera się jednak na głębszych, teologicznej natury, racjach. Wyraża je jedno krótkie, lecz niezwykle bogate treściowo, zdanie zawarte we Wskazaniach Episkopatu: “Słowo zostało wygłoszone i żyje teraz w ludzkich sercach” (p. 18).

Owo zdanie zawiera już właściwie pogłębioną i poszerzoną odpowiedź na postawione wyżej pytanie o miejsce słowa Bożego. Na nim też można by poprzestać. Ale może i nieźle byłoby dokonać jej przybliżenia, swego rodzaju skomentowania, przez odwołanie się do dwóch przynajmniej wypowiedzi teologów dotyczących tej materii. Autorem pierwszej wypowiedzi jest współczesny francuski teolog – B. Gaudeul. On to, komentując zawarte w Konstytucji o liturgii świętej twierdzenie o obecności Chrystusa w słowie: “gdy w Kościele czyta się Pismo święte” (KL 7) pisze, że “w pewnym sensie Pismo Święte nie osiąga poziomu Słowa: różni się od Niego tak jak znak od rzeczywistości. Słowo Boże przekracza jego zapisane frazy, całkowicie im się oddając. Nasz obraz Chrystusa musi rozwijać się na podstawie Pisma, lecz Chrystus nie mieści się cały w Księdze. Cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać, aby wyrazić Chrystusa (por. J 21,25). Chrześcijaństwo nie jest – jak islam – «religią Księgi». Z muzułmańskiego punktu widzenia słowo Boże stało się Księgą; z chrześcijańskiego – stało się człowiekiem (...)” (B. Gaudeul, Smak słowa Bożego, Kraków 2002, s. 23).

Kontynuacją jakby przytoczonej wypowiedzi może być wypowiedź znanego polskiego teologa słowa Bożego, St. Moysy. Podejmując omawiane tutaj zagadnienie pisze on, że jego zdaniem łączenie pokazywania Księgi Pisma Świętego z aklamacją: “Oto słowo Boże” jest gestem nie całkiem prawdziwym, a więc domagającym się ważnego dopowiedzenia. Z jednej strony bowiem Bóg może przemawiać bezpośrednio w sercu człowieka bez pośrednictwa biblijnego tekstu; z drugiej strony tekst Pisma Świętego jest martwą literą. W sposób antropologiczny, po ludzku, ożywa on w słowie lektora, ale przejaw jego żywotności, może – co niestety najczęściej zachodzi – na tym się kończyć. Stać się żywym słowem Boga skierowanym do żywego człowieka może jedynie w jego sercu, kiedy będzie ono tam, w wierze, za słowo Boże uznane, i jako takie przyjęte. Musi dokonać się więc swego rodzaju interioryzacja czytanego słowa biblijnego. Kiedy ona się dokonuje, wtedy aklamacja: “Oto słowo Boże”, staje się w pełni prawdziwa; w innych przypadkach – prawdziwa jedynie częściowo (por. St. Moysa, Słowo Boże jako źródło modlitwy w “Ćwiczeniach Duchowych”, w: Smak życia z Bogiem, red. J. Augustyn, Kraków 1999, s.11-18). Nie trzeba dodawać, że słowa Moysy jawią się jako świetna (uprzednia) interpretacja zdania zawartego we Wskazaniach Episkopatu: “Słowo zostało wygłoszone i żyje teraz w ludzkich sercach” (p. 18).

A więc miejscem słowa Bożego jest wiara. Jeżeli jej nie ma, czytane fragmenty Pisma Świętego brzmią w uszach słuchaczy jak poruszające, pouczające, szlachetne, czcigodne starożytne teksty religijne. W uszach słuchaczy, to znaczy również w uszach lektorów, którzy proklamując słowo Boże nie przestają być jego słuchaczami. A więc, jak sami słuchają, tak też czytają; jak czytają, tak też odbierane jest ich słowo. Przestroga Jezusa: Uważajcie więc, jak słuchacie (Łk 8,18) nabierają w tym kontekście szczególnego znaczenia.

Należy się spodziewać, że przypomniane wyżej wskazania Komisji Episkopatu Polski dotyczące sposobu proklamacji słowa Bożego, znajdą oddźwięk w praktyce przynajmniej tych sług Słowa, którzy autorytet Pasterzy Kościoła stawiają ponad inne, coraz popularniejsze, autorytety religijne.

autor: o. Gerard Siwek CSsR