|
Kazania, Homilie, Liturgia - Biblioteka Kaznodziejska
Powrót do dialoguPrzy lekturze aktualnych i mądrych wypowiedzi (także w "BK") na temat kaznodziejskiego dialogu nasuwają się pewne uwagi, raczej praktycznej natury, które może pożyteczne będzie głośno wypowiedzieć. Możemy bowiem mówić o swego rodzaju "powrocie do dialogu", wszak traktowały o nim już klasyczne podręczniki homiletyki o retorycznej orientacji.
Jest to jednakże powrót twórczy, daleki od jakiegoś czysto mechanicznego sięgnięcia po rekwizyt ze swego rodzaju homiletycznego muzeum. Słowo "dialog" jest dziś ubogacone teologicznie. Należy ono do języka historii zbawienia; określa relację Boga z człowiekiem w akcie wiary, gdyż wiara zaś rodzi się z tego, co się słyszy, a tym co się słyszy, jest słowo Chrystusa (por. Rz 10, 17). Przepowiadanie pośredniczy więc w owym owocującym wiarą, nieustannym dialogu Boga z człowiekiem. Nic więc dziwnego, że samo w sobie powinno posiadać dialogowy charakter, gdyż jego "dialogowość" stwarza najwłaściwszą przestrzeń do spotkania słuchaczy ze słowem Bożym.
Świadomość dialogowego wymiaru przepowiadania powinna kształtować dialogową postawę sługi Słowa, będącą przeciwieństwem postawy autorytarnej, paternalistycznej; postawę ułatwiającą nawiązanie dialogu ze słuchaczami. Z konieczności ujawniać się to będzie w formalnej stronie wypowiedzi, dotyczącej takich spraw jak: mówienie z pamięci, zachowywanie kontaktu wzrokowego ze słuchaczami, konwersacyjny ton itp. Ale ujawniać się to powinno również w sferze języka, gdyż dialogowość jest podstawową formą jego funkcjonowania.
Otóż tradycyjne pojmowanie dialogu kaznodziejskiego dotyczyło właśnie głównie języka i chodziło o nadanie mu cech dialogu wirtualnego. Dzięki niemu, wzorem starożytnych retorów, monologową formę wypowiedzi, łatwo zamieniającą się w nudne soliloquium, miało się upodabniać do zawsze bardziej interesującej rozmowy. Wprawdzie od początku chrześcijaństwa, stosowano także dialog aktualny, czego przykładem może być nauczanie w formie przejętej od Greków diatryby. Ale ta forma przepowiadania nie sprawdzała się w sytuacji większego audytorium. Chociaż zdarzało się, że i wówczas mówca zmuszony był podialogować ze słuchaczami odpowiadając na stawiane mu przez nich pytania. Nawet podczas spotkań liturgicznych panowała podobno niekiedy tak ożywiona atmosfera, że wezwania diakona "klęknijcie", "módlmy się", "powstańcie", nie były czystą formalnością.
Dialogowość wirtualna w warstwie językowej wyrażać się miała w stosowaniu przejętych z rozmowy takich zwrotów jak: "osobiście polecam" - "osobiście nie polecam"; "zgadzam się" - "nie zgadzam się"; "przyznaję rację"; "obawiam się, że..."; "proszę zwrócić uwagę na..."; "w szczególny sposób pragnę zaakcentować"; "przede wszystkim chodzi mi o to, aby...; "zastanówmy się, czy...", "posłuchajmy raz jeszcze..."; „można oczywiście nie zgodzić się z..."; "ktoś może mi zarzucić.".." itp. Chodziło w nich o utrzymanie przemówienia, na ile to możliwe, w konwencji relacji: "ja-ty".
Osiąganiu dialogu wirtualnego służyły również przejęte od starożytnych retorów specjalne zjawiska stylistyczne zwane figurami. Należały do nich na przykład: sermocinatio (dialogizm) - polegający na wprowadzeniu w obręb wypowiedzi rozmowy (dialogu) powadzonego przez mówcę z kimś realnym, wyimaginowanym, czy upersonifikowanym; apostrofa - będąca bezpośrednim zwrotem mówcy do osób, rzeczy, zjawisk; dubitatio - polegające na głośnym wyrażaniu niepewności, co powiedzieć, czy powiedzieć, jak coś wyrazić; suspensio - czyli zawieszenie mówienia przez zastosowanie dłuższej pauzy jako objawu zamyślenia mówcy, w celu jakoby poszukiwania odpowiedniego słowa, względnie zaproszenie słuchaczy do skupienia uwagi na tym, co za chwilę będzie powiedziane; interrogatio - kiedy mówca stawia pytanie i na nie niejako, w zastępstwie słuchaczy, odpowiada (interrogatio-subiectio), względnie nie odpowiada zakładając, iż odpowiedź jest oczywista (interrogatio-obiectio).
Zasada wirtualnego dialogu nie została nigdy wprost odwołana. Do dziś sprawdza się też z powodzeniem w przepowiadaniu wielu współczesnych, wybitnych sług Słowa.
Niemniej jednak w posoborowej odnowie homiletycznej zainteresowanie wirtualnym dialogiem i jego językowym wyrazem, przechodziło powoli w cień homiletycznych problemów. Przyczyn owego zjawiska było tak wiele, że można w tej chwili wspomnieć jedynie niektóre, a mianowicie: przesunięcie akcentu z retoryki na teologię w homiletyce; eliminowanie retoryki z wykształcenia ogólnego i homiletycznego; odżegnywanie się od retoryki budzącej jedynie negatywne skojarzenia; dowartościowanie homilii połączone ze spadkiem zainteresowania kazaniem; zmęczenie kaznodziejskim patosem i preferowanie prostoty wypowiedzi; zapotrzebowanie na krótkość wypowiedzi dyktowane czy to coraz szybszym tempem życia, czy potrzebą zachowania proporcji poszczególnych części liturgii; wpływ medialnych sposobów przemawiania; publikowane pomoce kaznodziejskie zdominowane przez styl pisany i skoncentrowane na sugestiach natury treściowej a nie językowej.
Stąd też homilie (kazania) na ogół zatracały charakter mowy żywej; mówcy - smak żywego słowa, a słuchacze - odczucie piękna języka mówionego. Jednostki przepowiadania przybierały postać swego rodzaju "traktacików" egzegetyczno-teologicznych, medialnych serwisów informacyjnych, a bywało nawet, że i pobożnych czytanek. Gdyby nie pojawiające się w nich co jakiś czas zwroty adresatywne ("najmilsi", "siostry i bracia") trudno byłoby spostrzec, że są przedstawiane jakiemuś audytorium. Zdarzyło mi się wysłuchać inteligentnej zresztą homilii składającej się z jedenastu cytatów mądrych ludzi, z trzech dłuższych ilustracji oraz słowa wiążącego mówcy. Całość wypowiadana była tak szybko, jakoby nie chodziło o myślowe zainspirowanie słuchaczy, ale o zaprezentowanie oczytania mówcy. Miało się wrażenie jakiejś gonitwy myśli (logorei), za którymi nie sposób było nadążać. Słuchacze byli pozbawieni możliwości wniknięcia w treść przytaczanego cytatu (każdy na to zasługiwał) czy opowiadanej ilustracji (każda na to zasługiwała). Oni zresztą faktycznie nie istnieli, gdyż homilista ani razu (wprost czy pośrednio) do nich się nie zwrócił. Homilia wisiała w powietrzu. Uniemożliwiała wręcz słuchaczom refleksję nad ich życiem w świetle słowa Bożego. Stawała się ona recytacją jakiegoś rytualnego tekstu, z którego praktycznie nic nie wynikało.
Może więc dobrze by się stało, gdyby dokonujący się powrót do kaznodziejskiego dialogu dotyczył również dialogu wirtualnego. Wymagałoby to powrotu do wygłaszania homilii z pamięci, opanowania stosownych środków językowych, ale chyba także rozwoju wrażliwości na piękno słowa mówionego, będącego miarą retorycznego talentu. Wymagałoby to od homilisty spokojnego czasu na przygotowanie homilii i na jej stylistyczną amplifikację na ambonie, a słuchaczom na jej spokojne wysłuchanie. Przy wzrastającym poczuciu powszechnego zagonienia ze wzrastającymi trudnościami ze skupieniem uwagi wydaje się to wprost nieprawdopodobne. A więc wspomniane wyżej czynniki, które niegdyś zrelatywizowały zainteresowanie dialogiem wirtualnym w kościelnej posłudze Słowa nadal działają, a niektóre z nich może nawet się umacniają. Sprawa powrotu do dialogu wirtualnego nie wydaje się więc jednoznaczna. Ale może dobrze byłoby chociaż to sobie uświadomić.
autor: o. Gerard Siwek CSsR
|