W numerze
 
listopad/grudzień 2004 » "ODDANI NA SŁUŻBĘ LUDOWI BOŻEMU" » FORUM PASTORALNE »

Prosimy o dłuższe kazanie!

Drukuj

Ponieważ kręcę się trochę po wschodniej stronie Bugu, dlatego nie wszystko, co dzieje się po jego zachodniej stronie (czyli w Polsce i trochę dalej) dociera do mnie we właściwym czasie. Oczywiście z tego powodu nie cierpię, a nawet dobrze się mam. Jednakże pytanie, jakie mi postawiono w białoruskim miasteczku Iwacewicze, zatkało mnie zupełnie. Nie uwierzysz, Drogi Czytelniku, ale nasi wierni z Białorusi naprawdę interesują się sprawami Kościoła katolickiego. Podczas któregoś ze spotkań zapytano mnie: „Dlaczego w Polsce księżom nie wolno mówić kazań dłużej jak tylko 10 minut?” Domyśliłem się, że mój rozmówca usłyszał o tym zagadnieniu od kogoś niezorientowanego lub przeczytał o tym w Internecie. Faktycznie! Przypomniała mi się dyskusja, która dotyczyła długości homilii. Można było o tym przeczytać w KAI, pisał o tym „Tygodnik Powszechny”, jedne z Wiadomości Diecezjalnych no i oczywiście wiadomość ta była podana w Internecie.

Tłumaczyłem jak tylko mogłem moim sympatycznym przyjaciołom, że chodzi o zachowanie właściwych proporcji w liturgii, o kulturę względem wiernych, a także i to, że u nas w Polsce jest bardzo dużo mszy w niedzielę i na wielu z nich są dzieci, dla których liturgia nie może trwać dłużej niż 45- 60 minut. Nadto homilia ma swoje określone zasady, których kaznodzieje winni się trzymać.

Tatiana kiwała głową, że nie bardzo rozumie. Sasza, nic nie mówił, tylko patrzył na mnie z uśmiechem. Lena zaś powiedziała, że przecież to Duch Święty mówi kazanie i człowiek nie może ograniczać Jego słów. Dobrze, że nie było charyzmatycznego Igora, który ma jeszcze bardziej odmienne zdanie na temat długości słowa Bożego podczas liturgii.

Z uporem maniaka jeszcze raz tłumaczyłem (na ile mi pozwalał mój słaby język rosyjski), że trzeba podczas liturgii należy trzymać się jakiś ram czasowych. Owszem, są takie momenty, jak jakieś święto lub uroczystość, przyjazd biskupa, dożynki, rekolekcje, dni skupienia... Wtedy możemy sobie pozwolić na dłuższą liturgię, a po niej na jeszcze dłuższą agape. Nie oznacza to jednak, że ksiądz może sobie tak dowolnie zmieniać długość kazań. Niewłaściwe jest, gdy za pierwszym razem homilia niedzielna trwa 3 minuty, a za drugim razem 30 minut. Coś tu jest nie tak! Nadto wypada księdzu zwrócić uwagę na możliwość koncentracji dzieci, młodzieży i tych wiernych, którzy od niedawna są w Kościele.

- „Otiec Andriej, govorite, pożałujstva, dlinnuju propovied” – sprytnie odpowiedziała Tatiana. Chwilę pomilczałem. Wiedziałem, że „byliśmy na innych falach” i nie było co przekonywać przyjaciół o słuszności moich racji. W niedzielę powiedziałem homilię tak, jak zwykle – około 15 minut. Msza trwała 60 minut. Po liturgii jeszcze były rozmaite sprawy parafialne, jakiegoś „pogovorki”, zbieranie informacji na temat pielgrzymki do Łagiszyna. No i do Wólki dojechałem na 15.00. A gdybym tak mówił kazanie przez godzinę? Ale ponieważ to już nie interesowałoby niektórych, dlatego nie wspominałem już o problemie długości niedzielnych homilii. A ponadto nie lubię „gdybać”.

Wracam za parę dni do kraju. Dość często różni ludzie zwracają się do mnie z prośbą: - „Proszę księdza, tylko prosimy, aby nie było za długo”. – „A jak długo mam mówić kazanie?” – pytam z przekąsem i lekką irytacją w głosie. Słyszę: - „Jak najkrócej!” I wtedy „biorę sobie do serca” tę prośbę i mówię... około 15 minut.

No cóż, Drogi Czytelniku! Gdybyś miał problemy w tym względzie, na przykład nie potrafisz zmieścić w stosownym czasie swojego kazania; nie potrafisz słuchać słowa Bożego, gdyż kaznodzieja „wpadł w uniesienie prorockie”, to co robić w takim momencie? W tym momencie zaryzykuję i powiem tak: Weź do ręki bieżący numer naszej sympatycznej Biblioteki i niech Cię Paraklet prowadzi.

Wybacz, ale śpieszę się na ognisko. Budiem piecz’ kartoszku w kostrie i żarit szaszlyki. Wkusno! Oczień wkusno! Prigłaszaju! Wsiem chwatit!

autor: ks. Andrzej Ziółkowski CM