W numerze
 
listopad/grudzień 2005 » "ODDANI NA SŁUŻBĘ LUDOWI BOŻEMU..." » FORUM PASTORALNE »

"Pustelnia na Grapie"

Drukuj

Tym razem będziesz mi zazdrościć, Wielce Szanowny Czytelniku! Wiesz, gdzie teraz jestem? Z tytułu się domyślasz, że gdzieś na Ukrainie. Tak. Jestem na Ukrainie, a dokładnie na Bukowinie. Duchem i ciałem jestem na Grapie w Starej Hucie (miejscowość “na końcu świata” w Karpatach Bukowińskich). Słowo to w miejscowej gwarze oznacza niewielką dolinę, środkiem której płynie mały strumień. Tu teraz jestem, tu sobie żyję otoczony ciszą – prawie jak pustelnik. Z tego miejsca piszę do Ciebie tych kilka słów. I aby mi myśl nie uciekła pozwól, że tak zwyczajnie, z prostotą wyrażę to, co teraz czuję.

Jestem dzieckiem końca XX i początku XXI wieku. Gdy miałem 10 lat nauczyciel stał na moście i nie pozwalał iść do kościoła. Tłumaczył to jakimś niebezpieczeństwem. To był rok 1968. Nic z tego nie rozumiałem, a do kościoła poszedłem, ponieważ byłem ministrantem. (Kilka lat temu ów nauczyciel przed śmiercią wyspowiadał się i pochowano go po katolicku).

Gdy Gierek pożyczał pieniądze od Zachodu byłem młodzieńcem, który nie chciał należeć do HSPS (Harcerska Służba Polsce Socjalistycznej). Z tego powodu odebrano mi stypendium za bardzo dobre wyniki w nauce. Było mi niezmiernie przykro, że obciążam skromną kieszeń rodziców. – To niesprawiedliwe! – krzyczałem w swym wnętrzu. – Oddajcie mi moje pieniądze!

Gdy widziałem nieruchome dźwigi w Gdańskiej Stoczni (w sierpniu 1980 r. byłem w Gdańsku-Przymorzu) wtedy stałem się dojrzalszym studentem teologii. Chciałem walczyć, ale nie wiedziałem jak.

Gdy Solidarność walczyła o wolność i dźwigaliśmy brzemię skutków stanu wojennego, stałem się mężczyzną i przyjąłem sakrament kapłaństwa. Duchowni walczyli wtedy z komunizmem. Sympatyzowałem z nimi.

Gdy znalazłem się pierwszy raz za Bugiem (było to na Białorusi) pojąłem, że moje misjonarskie życie musi mieć inny wymiar – bardziej duchowy. Zobaczyłem prawdziwy Kościół biednych ludzi. Nauczyłem się od nich głębokiego zawierzenia i prostoty życia.

Teraz, gdy zamieszkałem na Grapie jak “pustelnik” i ogarnęła mnie cisza, prawie absolutna, pojąłem jak ważne jest zostawić wszystko i choć przez kilkanaście dni doznać tajemnicy spotkania z Bogiem, z naturą i z sobą samym. Nie chcę jednak tu pozostawać. Dlaczego? To proste.

Pragnę bowiem dzielić się z przyjaciółmi, studentami, znajomymi i tymi, do których pojadę z misjonarską posługą, no i z Tobą, Drogi Czytelniku, czymś bardzo ważnym. Mianowicie tym, że do mego wnętrza dotarły poniższe pragnienia:

nie pragnę, aby mi oddawali już odebrali swoją nagrodę

pieniądze

nie chcę mieszać Ewangelii bo szatan się z tego śmieje

z polityką

chcę być na nowo misjonarzem staję się nim coraz bardziej

pragnę dzielić się szczęściem więc dzielę się tym szczęściem

z innymi z Tobą

A teraz pozwól, że wybiorę się pieszo przez góry do Dunawca, wyludnionej wsi, po miód. Oryst mi obiecał, że sprzeda mi dwa słoiki. Jakbyś kiedyś “zbłądził” i trafił na Stradom – zapraszam na herbatkę z miodem. Pogadamy o innych pragnieniach.

autor: ks. Andrzej Ziółkowski CM