W numerze
 
styczeń/luty 2005 » "ODDANI NA SŁUŻBĘ LUDOWI BOŻEMU..." » FORUM PASTORALNE »

Radość głoszenia

Drukuj

„Znowu trzeba coś powiedzieć”. Komu z głosicieli słowa Bożego nie wyrywa się niekiedy podobne westchnienie na myśl o czekającej go homilii (kazaniu)? Częstość i głębokość owych westchnień świadczy, iż w pełnionej czynności dostrzegamy raczej ciężar obowiązku niż radość posługi. Nie bez powodu więc w teorii przepowiadania spotykamy, nazbyt pochopnie zaliczane do marginalnych, wypowiedzi dotyczące radości głoszenia, jej źródeł i znaczenia. Przy czym nie chodzi o radość ujawnianą podczas głoszenia, czy też wzbudzaną u słuchaczy, lecz o radość rodzącą się w głosicielu na samą myśl o pełnieniu posługi Słowa. Nie trzeba dodawać, że wszystkie owe radości jednak jakoś wzajemnie się przenikają i warunkują.

Wypowiedzi homiletów na temat radości głoszenia przybierają różną postać.
W ich opinii głosiciel słowa Bożego powinien odznaczać się zdrowym chrześcijańskim optymizmem (Z. Pilch); przystępując do spełnienia aktu przepowiadania powinien wzbudzić w sobie nastrój pokoju radości i pogody ducha (M. Rzeszewski); powinien wiedzieć, że odczucie radości głoszenia stanowi jeden z czynników jego skuteczności (K. Müller); nie może zapominać, że wytworzenie w sobie atmosfery radości stanowi jeden z etapów bezpośredniego przygotowania się do przepowiadania (R. Zerfass); pamiętać również powinien, że duchowa radość z głoszenia jest źródłem twórczych pomysłów (J. Twardy). Niektórzy homileci (R. Bohren) tak wielką wagę przywiązują do tej sprawy, iż proponują, aby wykłady z homiletyki rozpoczynać o wykazania jak piękne i radosne jest pełnienie funkcji głosiciela słowa Bożego, oraz od przekonywania studentów, że przygotowywanie się do głoszenia utożsamia się z przygotowywaniem się na przeżywanie radości.

Dobrze teoretykom przepowiadania mówić o potrzebie radości głoszenia, ale skąd ją w duszpasterskiej codzienności brać?

Kaznodzieje "euforyści" nie mają zazwyczaj z tym problemu. Nadmiar otrzymanego od Stwórcy hormonu szczęścia, sprawia, że są oni zawsze z wszystkiego zadowoleni, nie wyłączając wygłaszanych homilii (kazań). Aczkolwiek ich radość rzadko przekłada się na radość ich słuchaczy, im owej radości nawet ta konstatacja nie jest w stanie zakłócić. Wprawdzie dar optymistycznego usposobienia bardzo ułatwia doświadczaniae radości z pełnionej posługi Słowa, ale niekoniecznie ona będzie tutaj jej źródłem.

Mniejszy z tym problem będą mieli również mówcy twórczy, traktujący homilię (kazanie) jako utwór mówiony, stwarzający okazję do zaprezentowania swej pomysłowości, błyśnięcia oryginalnością języka i stylu, czyli po prostu możliwość wypowiedzenia siebie. W tym celu starannie przygotowują oni swoje publiczne wystąpienia, gdyż trudno byłoby liczyć na doświadczenie radości przy świadomości prezentowania czegoś nijakiego. Wprawdzie twórcze uzdolnienia mogą budzić radość z głoszenia Słowa, ale i tutaj niekoniecznie ono musi być jej źródłem.

Za Boże dary w postaci pogodnego usposobienia czy twórczych talentów należy Bogu dziękować, gdyż ułatwiają one przeżywanie radości z samego "aktu" głoszenia, ale mogą być traktowane jako nie wszystkim dostępne, a sama radość - jako raczej naturalistyczne motywowana.

Dlatego trzeba nam nieustannie sięgać do nadprzyrodzonych źródeł radości. Czynimy to aktualizując w sobie przekonanie, że przez spełniany akt głoszenia słowa uczestniczymy w podstawowej misji Chrystusa, Kościoła oraz wypełniamy podstawowy obowiązek naszego powołania; że oddajemy się do dyspozycji Chrystusa, który pragnie się posłużyć naszą sobą, naszym głosem, by przemówić do zgromadzonych; że mamy oto niezwykłą okazję do mówienia o Bogu, do podzielenia się naszym doświadczeniem wiary (im ono jest żywsze, tym większą to sprawia nam radość, trudno bowiem radować się z konieczności mówienia o czymś, co byłoby nam obce); że oto nadarza się szansa urzeczywistnienia miłości pasterskiej (caritas pastoralis) przez utwierdzanie w wiernych właściwej hierarchii wartości, głoszenie im nieobłudnej prawdy, udzielanie pomocy w rozwiązaniu ich życiowych problemów. W ten właśnie sposób Jan Paweł II zachęcając do podjęcia decyzji pójścia za głosem powołania misyjnego, kiedy pisze: "Czeka was życie pasjonujące, doznacie prawdziwej radości głoszenia Dobrej Nowiny tym braciom i siostrom, których poprowadzicie po drogach zbawienia" (RMs 80).

Nie można w tym kontekście nie nawiązać do przestrogi Jezusa, że radość apostoła nie powinna być warunkowana spodziewanymi sukcesami. Studził on bowiem euforię siedemdziesięciu dwóch głosicieli królestwa Bożego, opartą na spektakularnych sukcesach, słowami: nie z tego się cieszcie, lecz z tego, że wasze imiona zapisane są w niebie (Łk 10, 20). Zrozumiałe jest i nienaganne pragnienie oglądania owoców zasiewanego słowa, ale nie one powinny być miarą radości sługi Słowa, lecz - "aprobata nieba" - wierność spełnianemu posłannictwu. Im większa wierność, tym pewniejszy, aczkolwiek niewidzialny, skutek. Taka właśnie radość jest owocem Ducha Świętego (por. Ga 5, 22). Znamienne jest, że po zwróceniu uwagi głosicielom Słowa, z czego mają się cieszyć, Jezus rozradował się w Duchu Świętym (Łk 10, 21) dając zapewne do zrozumienia wszystkim posłanym do głoszenia skąd czerpać radość pełnionej posługi.

Przypomina się tutaj gorące pragnienie Pawła VI: "Oby świat współczesny, przyjmował Ewangelię od głosicieli (...), których życie jaśniałoby zapałem, od tych, "co pierwsi zaczerpnęli swą radość od Chrystusa i nie wahają się poświęcić życia, byle tylko głosić Królestwo i zaszczepiać Kościół w sercu świata" (EN 80). Ożywianie w sobie radości głoszenia nie ma więc jakiegoś narcystycznego charakteru, lecz głęboko apostolski.

autor: o. Gerard Siwek CSsR