W numerze
 
wrzesień/październik 2005 » "ODDANI NA SŁUŻBĘ LUDOWI BOŻEMU..." » FORUM PASTORALNE »

Sto trzydzieści dwie kartki z wakacji

Drukuj

Niecodziennym pomysłem odznaczył się pewien katecheta. Otóż, podczas pobytu na zasłużonych wakacjach w swej rodzinnej miejscowości napisał 132 kartki do swoich uczniów, których uczył w szkole podstawowej. Akurat w tym wypadku byli to uczniowie, klas pierwszych i drugich, których przygotowywał do I Komunii świętej. Tylko z nimi miał katechezę, ponieważ uczył jeszcze w gimnazjum. Istotnym jest to, że każda kartka była napisana w innym stylu, kolorowana, zaopatrzona w jakieś symbole, znaczki. Inaczej pisał do chłopców (po chłopięcemu), a inaczej do dziewcząt (po dziewczęcemu). Kartki miały niebywały smak artystyczny! Sporo było w nich dowcipów, śmiesznych zdań, rebusów, a nawet zagadek. Na kilkunastu kartkach adres był tak sformułowany, że dla listonosza była to niebywała i pyszna zabawa szukać adresata:

Szanowny Uczeń Klasy Trzeciej

(tu imię i nazwisko – ma piegi na nosie)

dom na końcu ulicy Retoryka po lewej stronie,

mieszkanie tam, gdzie szczeka pies

(tu kod i nazwa miasta)

albo jeszcze dowcipniej

Szanowny Rozrabiak z Pierwszej Ławki

(imię i nazwisko)

dom pomalowany na żółto na ulicy Zielonej

klatka z wybitym oknem i dziurą w drzwiach

(kod i miasto)

Niektóre kartki miały posmak prawdziwej retoryki – “piszę do Ciebie, Drogi/Droga (imię), ponieważ Ty piszesz do mnie”. No i jak w takim wypadku nie napisać kartki do katechety? No tak, tylko pod jaki adres?

Na poczcie, ku zdziwieniu pani w okienku, zapytał o cenę znaczka na kartkę pocztową.

– “Taka sama cena, jak na list” – usłyszał zimną odpowiedź.

– “Nie szkodzi, poproszę wobec tego sto trzydzieści dwa znaczki pocztowe. Jeśli to możliwe, proszę sprzedać różne znaczki, a najlepiej kolorowe” – delikatnie poprosił.

– “Nie żal panu pieniędzy? Kto dzisiaj wysyła tyle kartek?” – głos niejako zmiękł, zdziwiony zamówieniem.

– “Tu nie chodzi o pieniądze, proszę pani. Pragnę zapewnić swoich uczniów, że o nich pamiętam w czasie wakacji”.

– “Musi ich pan bardzo kochać”.

Katecheta nic nie odpowiedział. Kleił znaczki z namaszczeniem. Nadto nie używał gąbki. Chciał, aby to była jego ślina, na jego kartkach i do jego dzieci.

“Faktycznie! To, co ja czynię, to jest jednak miłość” – pomyślał naklejając czterdziesty siódmy znaczek.

Dzieci ucieszyły się kartkami tak, jak cieszą się dzieci – normalnie i naturalnie przyjmując dowcipne i pocieszne słowa, znaczki, listki, rysunki... Natomiast rodzice czytali te kartki po kilka razy. Niektórzy wymieniali się kartkami, aby poczytać “pomysły”... Nikt do ich dziecka tak jeszcze nie napisał.

Zaś na owej poczcie do dzisiaj go pamiętają. Nikt go jeszcze nie pobił. Zresztą, czy w tym wypadku można mówić o jakichś rekordach?

autor: s. Arletta Ziółkowska