W numerze
 
listopad/grudzień 2005 » "ODDANI NA SŁUŻBĘ LUDOWI BOŻEMU..." » STUDIUM KOMUNIKACJI SŁOWA »

Cechy dobrego mówcy (VIII)

Drukuj

Skuteczność czy sukces?

Gdy zaczynałem pisać niniejszy artykuł byłem jeszcze pod wrażeniem dopiero co zakończonego kursu formacyjnego dla księży poświęconego kaznodziejstwu. Po raz kolejny napotkałem na pewną trudność. Przedstawiłem współbraciom uczestniczącym w zajęciach stan badań nad zjawiskami społecznej komunikacji ze szczególnym uwzględnieniem tej formy komunikowania, która dokonuje się na forum publicznym za pomocą słowa. Przedstawiłem cały szereg przykładów, które potwierdzały przydatność, czy wręcz nieodzowność tych badań z kaznodziejskiego punktu widzenia. Wspólnie dokonaliśmy analizy homilii zarejestrowanej na kasecie video, dostrzegając zarówno jej zalety, jak i wady. Spróbowaliśmy też zrekonstruować tę homilię, uwzględniając nasze spostrzeżenia i uwagi na jej temat oraz wskazówki płynące z omówionych wcześniej badań nad teorią i praktyką komunikacji. I tu właśnie pojawia się pewna trudność. Wynika ona z wyjątkowej wrażliwości etycznej, która charakteryzuje nas – kapłanów i z całą pewnością jest dla nas powodem do chluby. Czy ucząc się sztuki skutecznego komunikowania i stosując jej zasady w kaznodziejstwie nie dokonujemy podstępnie manipulacji sumieniami naszych słuchaczy? Ta szczególna wrażliwość sprawia, że unikamy każdej okazji do udoskonalenia “warsztatu” kaznodziei-komunikatora, który w naszych oczach jawi się jako “zakażony” zręczną hipokryzją, pragnieniem nieuczciwego naśladownictwa (możliwość posądzenia o plagiat), czy obłudą.

To prawda, że można przystosować metody skutecznego komunikowania do nagannych działań. Wystarczy obejrzeć programy telewizyjne o charakterze politycznym, zwłaszcza (ale nie tylko) w okresie przedwyborczym, albo przeanalizować dowolnie wybrany spot reklamowy lub jakikolwiek talk show. Wszystko to od strony etycznej może budzić wątpliwości. Jednak wyciąganie z tego wniosku, że każde działanie podejmowane w celu pogłębienia umiejętności skutecznego komunikowania oznacza wejście na złą drogę nie jest słuszne. To tak, jakby zrezygnować z celebrowania Eucharystii tylko dlatego, że niektórzy nadużywają wina! Jedna rzecz to dobre i skuteczne komunikowanie, a coś zupełnie innego używanie narzędzi skutecznego komunikowania do złych celów. Sprawa wydaje się zupełnie jasna. Tak jasna, że czasami zastanawiam się, czy za uprzedzeniem współbraci do uczenia się metod i sposobów dobrego komunikowania nie kryje się jakaś, może nie do końca uświadomiona forma lenistwa, niechęć wobec jakichkolwiek zmian, sprzeciw wobec konieczności uczenia się czegoś nowego, odmiennego, który w pewnym wieku może być nawet zrozumiały. Mimo wszystko jednak, każdy kaznodzieja, gdy uda mu się przezwyciężyć początkowe opory, jest w stanie poznać narzędzia skutecznego komunikowania i czerpać z nich wiele korzyści, również na płaszczyźnie psychologicznej. Wchodzi na ambonę z większą wiarą w przydatność, a zarazem mądrość tego, co robi. Na pozytywne rezultaty nie będzie musiał długo czekać. Jestem przekonany, że można, a nawet powinno się traktować naukę skutecznego komunikowania jako jeden z istotnych elementów kapłańskiego profesjonalizmu, a tym samym kapłańskiego urzędu.

Nauczyć się komunikować: nauczyć się teorii czy praktyki?

Inny problem, który zauważam podczas spotkań z kapłanami jest następujący: zdarza się, że ten kto otrzymuje informacje na temat najnowszych osiągnięć wiedzy o komunikacji społecznej oraz możliwości ich zastosowania w kaznodziejstwie, w pierwszej chwili nie tylko nie osiąga żadnych korzyści, ale nawet napotyka na większe jeszcze trudności. Korzyść można osiągnąć jedynie pod warunkiem, że ten kto poznał teorię, zdecyduje się na podjęcie pewnych ćwiczeń, które sprawią, że teoria zamieni się w praktykę, a nawet w dobre przyzwyczajenie. Czym innym jest bowiem poznanie i nauczenie się teorii, a czym innym umiejętność jej realizacji. W celu zapoznania się z jakąś teorią wystarczy zwrócenie uwagi na przedstawione nam wyjaśnienia albo przeczytanie z uwagą jakiegoś tekstu i poświęcenie koniecznego czasu na refleksję, aby to, co zrozumieliśmy zagnieździło się na dobre w wewnętrznej “encyklopedii” naszego umysłu. Żeby umieć działać, realizować poznaną teorię nie wystarczy zrozumieć, potrzeba jeszcze treningu i ćwiczenia. Pomyślmy o kimś, kto jest nauczony pisać prawą ręką, a na skutek złamania musi pisać lewą. Osoba ta potrafi pisać, ale zanim opanuje umiejętność pisania lewą ręką upłynie sporo czasu.

Trzeba więc życzyć sobie, aby każdy kto nauczył się czegoś nowego, mógł też zrozumieć, że konieczny jest pewien czas na odbycie jakby “praktyki” w celu uczynienia z poznanej teorii dobrego przyzwyczajenia, dobrego nawyku (starożytni powiedzieliby “virtus”). Dopiero wtedy będzie można mówić o rozwoju kaznodziejstwa, dostrzec wyraźne rezultaty zarówno w postawie słuchaczy, jak i samego kaznodziei, który z większą radością będzie wypełniał swój nauczycielski urząd.

Skuteczność czy sukces?

Na co powinien zwrócić uwagę, aby wiedzieć, czy dobrze wypełnia swój urząd kaznodzieja, który zrozumiał i szanuje naturę homilii, nauczył się zasad dobrego komunikowania i potrafi je wykorzystywać? Skuteczność czy sukces? Nie jest prawdą, że te dwie rzeczy muszą koniecznie stanowić dla siebie jakąś alternatywę, co więcej, w sytuacjach nie konfliktowych najczęściej łączą się ze sobą: przekaz jakiegoś komunikatu może być skuteczny, a przy tym osiągnąć sukces (w sensie dużego zainteresowania i poparcia). Warto choćby przypomnieć znaczenie, również na płaszczyźnie kulturalnej, wielkich kaznodziejów (na przykład we Francji w okresie baroku). Uważam, że trzeba wyraźnie powiedzieć, że kaznodzieja musi w pewnym sensie dążyć do sukcesu, rozumianego jako dotarcie do jak największej liczby osób i przekonanie ich do przepowiadanych treści. Ktoś powiedział, że tylko ten, kto gra aby wygrać, gra również dla zabawy (również wtedy, gdy musi ze spokojem zaakceptować, że inni są lepsi i wygrywają)! Trzeba oczywiście też zaznaczyć, że osiągnięcie sukcesu nie musi być synonimem dobrego kazania: nie można dążyć do sukcesu za wszelką cenę, a już na pewno nie za cenę zdrady, w sposób mniej czy bardziej dosłowny, głoszonych prawd. Sam Pan Jezus, a po Nim również św. Paweł doświadczyli braku sukcesu, czy wręcz porażki, ale to wcale nie znaczy, że nie byli dobrymi kaznodziejami!

W Drugim Liście do Tymoteusza czytamy: “Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie” (2Tm 4,1-5). Chrześcijański kaznodzieja musi przepowiadać prawdę również “nie w porę”, nie może też dążyć do tego, aby być nauczycielem według pragnień i pożądań słuchaczy. A to oznacza przecież brak sukcesu w ludzkim rozumieniu. Kaznodzieja musi też czasami, gdy zachodzi taka potrzeba, przemawiać przeciwko zgromadzonym, kiedy na przykład we wspólnocie ma miejsce poważne odstępstwo od Ewangelii, albowiem ci, do których mówi to nie grupa “klientów”, ale wspólnota związana z Bogiem przymierzem, które niesie ze sobą określone zasady postępowania. W nauczanie proroków, apostołów czy ojców Kościoła nie brakuje przykładów. A to również oznacza, że nie osiągnęli oni sukcesów w ludzkim rozumieniu.

Inna sprawa to skuteczność, o którą trzeba zabiegać nieustannie i bez żadnych zahamowań – co więcej – w poczuciu obowiązku. Również w przypadku konieczności przepowiadania “nie w porę” albo w sposób “ciężki” (“ciężka jest ta mowa”). Możliwość odrzucenia przez słuchaczy, a więc niepowodzenia, ma swoje źródło w ich wolnej woli, a nie błędnych metodach kaznodziei.

Homilia może być nieskuteczna dlatego że jest dwuznaczna w swoich treściach na skutek braku komunikacyjnego profesjonalizmu kaznodziei. Jeżeli na przykład nie zwracam uwagi na to, że proces komunikacji dokonuje się poprzez zakodowanie treści przekazywanych przez mówiącego za pomocą języka i analogicznego procesu rozkodowania przez tego, kto słucha, mogę chcieć przekazać określoną treść, a do słuchaczy dotrze coś zupełnie innego. Muszę brać pod uwagę narzędzia, którymi posługują się słuchacze w celu rozkodowania przekazywanych im treści i na tej podstawie skutecznie zakodować komunikat, który mam do przekazania. I to jest właśnie to, co nazywamy skutecznością. Treść może zostać odrzucona przez słuchających pod wpływem ich wolnej decyzji właśnie dlatego, że została przez nich przyjęta, zrozumiana, ale nie jest przez nich podzielana. I to nazywamy brakiem sukcesu, czy niepowodzeniem.

Inna przyczyna braku skuteczności to niezdawanie sobie sprawy przez mówiącego z charakteru relacji pomiędzy nim a publicznością, które słuchaczom mogą czasami odczuwać. “Antypatyczna” forma relacji ze słuchaczami spowoduje odrzucenie treści, które przekazane w bardziej “sympatyczny” sposób byłyby przez nich przyjęte. I to właśnie nazywamy nieskutecznością. Chodzi tu o brak miłości pasterskiej, stanowiącej istotny składnik urzędu kapłańskiego. Co innego, jeśli ja, jako kaznodzieja zrobiłem wszystko, aby nawiązać poważną i dojrzałą relację ze słuchaczami, a oni dokonali odrzucenia na skutek własnej decyzji tego, co im proponowałem. Tu mamy do czynienia z brakiem sukcesu (a nie z brakiem skuteczności). Tym razem jednak odrzucenie nie wynika z niezbyt szczęśliwie dobranych metod komunikowania, czy z błędów popełnionych przeze mnie – słabego, niedouczonego kaznodzieję, ale dotyczy treści i decyzji podejmowanych przez człowieka w zetknięciu z Ewangelią.

Podsumowując: musimy dążyć do tego, aby być skutecznymi kaznodziejami, służąc słowu Bożemu oraz ludziom, do których kierujemy nasze homilie. Musimy dążyć również do osiągnięcia sukcesu poprzez misjonarski rozmach i entuzjazm w stosunku do treści, które z miłością chcemy przekazać innym. Musimy też jednak uważać, abyśmy nie utrudniali innym przyjęcia Ewangelii poprzez nasze błędy i złe komunikowanie. Powinniśmy też pamiętać, z bólem co prawda, ale bez poddawania się rezygnacji, że działania skuteczne z punktu widzenia wiedzy o komunikacji społecznej, podejmowane przez nas z troską i z sercem, mogą zakończyć się niepowodzeniem. Bez poddawania się rezygnacji i z nadzieją, która pomaga rolnikowi siać ziarno nawet wtedy, gdy wie, że część nasion nie wyda żadnych owoców. Dobre jest Słowo i dlatego możemy być spokojni, że znajdzie ono – w taki czy inny sposób – dobrą glebę, na której przyniesie plon stokrotny.

autor: ks. Chino Biscontin – Brescia, Włochy

tłumaczenie: ks. Maciej K. Kubiak – Poznań