Kerygmatyczna koncentracja
Dziecko, zapytane o czym ksiądz mówił w kościele, niezależnie od tego czy zapamiętało coś z jego słów, czy też nie, odpowiedziałoby najprawdopodobniej: “O Panu Jezusie”. Dla dziecka jest bowiem oczywiste, że ksiądz jest specjalistą od Pana Jezusa i nie o czym innym lecz jedynie o Nim powinien mówić. W słowach dziecka moglibyśmy się dopatrzyć najprawdziwszej “kerygmatycznej koncentracji”, czyli wskazania na to, co stanowi centrum chrześcijańskiego przepowiadania. Jakikolwiek bowiem by nie był konkretny temat homilii (kazania), to ostatecznie, jeżeli ma pozostać przepowiadaniem chrześcijańskim, powinien sprowadzać do głoszenia Jezusa Chrystusa. Chociażby nawet teoretyczne ujęcie kerygmatu koncertowało się na prawdzie o Bogu, o Historii Zbawienia, o Dobrej Nowinie, o Królestwie Bożym, to i tak ostatecznie sprowadzać się on musi do głoszenia Jezusa Chrystusa. Dowodem – święty Paweł Apostoł, który treść swego apostolskiego posłannictwa wyraził w słowach: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę, niezgłębione bogactwo Chrystusa (Ef 3,8). Potwierdzeniem – przekonanie Ojców Kościoła, które dobrze streszcza dosadne powiedzenie św. Augustyna: “Chrystus przepowiada Chrystusa” (Christus praedicat Christum).
Do owego fundamentalnego przekonania nawiązuje Jan Paweł II między innymi w adhortacji apostolskiej z 2003 roku O Jezusie Chrystusie, który żyje w Kościele, jako źródło nadziei dla Europy. Przypomina w niej starą jak chrześcijaństwo prawdę, że nauczanie Kościoła “we wszystkich swych formach musi być zawsze skoncentrowane na osobie Jezusa i winno coraz bardziej kierować ku Niemu” (EiE 48). Wiele razy wzywa też wprost do koncentrowania przepowiadania na Jezusie Chrystusie (por. EiE 18.20.45)
– Możemy powiedzieć, że nic w tym dziwnego, gdyż jakże mogłoby być inaczej. Niemniej jednak rodzi się pytanie, co skłoniło papieża do tak zdecydowanego przypomnienia owej, skądinąd oczywistej, prawdy? Musiał mieć jakieś ważne po temu powody. Możemy się ich doszukiwać we wspomnianej adhortacji. Z jej lektury wynikałoby, że jednym z nich jest pragnienie przypomnienia o czymś, o czym zaczyna się zapominać, a mianowicie, że Kościół ma do zaofiarowania pogrążającej się w beznadziei Europie, najcenniejsze dobro, jakiego nikt inny dać jej nie może. Jest nim wiara w Jezusa Chrystusa, źródło nadziei, która nie zawodzi (por. EiE 18). Innym z powodów są narastające tendencje do świadomego wyeliminowania Chrystusa z europejskiego dziedzictwa kulturowego, czego wyrazem jest ustanawianie praw w oderwaniu od owego życiodajnego źródła, jakim jest chrześcijaństwo (por. EiE 7). Kolejnym – jest zjawisko narastania niechrześcijańskich przedstawień Chrystusa prowadzące do niepokojącego pytania czy istnieje jeden Chrystus, czy też istnieją ich tysiące. Pojawia się Chrystus sprowadzony jedynie do historycznego wymiaru, uznawany włącznie za wyjątkowego człowieka; za kogoś, kto osiągnął najwyższy stan doskonałości “ja”, względnie za jakiegoś duchowego mistrza, który doznał oświecenia na podobieństwo Buddy. Mówi się też o jakimś Chrystusie kosmicznym będącym koncentracją energii tkwiącej u podstaw istnienia wszechświata i każdego człowieka. Te i tym podobne obrazy Chrystusa proponuje współczesna kultura przeniknięta ideologią New Age’u, która zdaje się niekiedy bardzo sugestywnie przemawiać do współczesnego, zwłaszcza młodego człowieka (Papieska Rada Kultury, Papieska Rada ds. Dialogu Religijnego, Jezus dawcą wody żywej, Kraków 203 s. 48. 65. 104). Moglibyśmy sobie powiedzieć, że nic w tym nowego ani dziwnego, gdyby nie fakt przenikania owych wypaczonych obrazów Chrystusa do chrześcijańskiej świadomości. Zdaje sobie z tego sprawę Jan Paweł II piętnując wypaczone formy religijności charakteryzujące się ucieczką w spirytyzm, synkretyzm religijny, ezoteryzm; dążeniem do przeżywania za wszelką cenę wydarzeń nadzwyczajnych, szukaniem doświadczeń pseudoreligijnych; przybierających również dwuznaczne aspekty pewnych form pobożności ludowej (por. EiE 68.79). Wspominając z dumą papieża Polaka być może warto by się zastanowić, czy wymienione niebezpieczeństwa, nie są bliżej naszych słuchaczy i naszego sposobu przepowiadania, niż by się nam z pozoru wydawało!
– Nic tedy dziwnego, że we wspominanej adhortacji, obok zaakcentowania potrzeby głoszenia Chrystusa, możemy odnaleźć wskazania dotyczące jego sposobów. Próba wydobycia przynajmniej niektórych z nich może stanowić dla nas świetną okazję do refleksji nad funkcjonującymi i własnymi sposobami głoszenia Chrystusa.
Przede wszystkim chodzi o to, aby przepowiadanie Chrystusa było biblijne, czyli umieszczone w kontekście Pisma Świętego tak Starego, jak i Nowego Testamentu. Wszak Chrystus jest obecny w Piśmie Świętym, które w każdej swej części o Nim mówi (por. EiE 22). Przypomina się tutaj znane powiedzenie świętego Hieronima cytowane przez Sobór Watykański II, że “nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa” (KO 25). Z tego to podstawowego źródła, a nie z różnego rodzaju “pobożnych wizji” czerpać należy opis działalności Chrystusa, jej przestrzenne usytuowanie, wszystkie historyczno-kulturowe wymiary, a także język wiary pozwalający wyrazić Jego tajemnicę.
W epoce funkcjonującej zasady: “Chrystusa tak – Kościół nie” ważne jest przypomnienie o potrzebie eklezjalnego głoszenia Chrystusa, czyli Chrystusa obecnego, żyjącego i działającego w swoim Kościele. Papież pisze więc: “On jest w Kościele a Kościół jest Nim” (EiE 22). Głosić więc Chrystusa bez Kościoła to głosić Chrystusa wyabstrahowanego, wyimaginowanego, subiektywnego, nieautentycznego, nierzeczywistego, w najlepszym przypadku okaleczonego. Zasada eklezjalności w głoszeniu Chrystusa jest tak ważna, iż papież wyrażając się z uznaniem o nowych ruchach religijnych i domagający się ich dowartościowania, nie omieszka zwrócić im uwagi, “by odrzucając wszelką pokusę żądania dla siebie prawa pierwszeństwa i wszelkie wzajemne niezrozumienia, czyniły postępy na drodze bardziej autentycznej komunii między sobą i ze wszystkimi innymi środowiskami kościelnymi” (EiE 29).
Niezwykle aktualne wydaje się zwrócenie uwagi na potrzebę mistagogicznego głoszenia Chrystusa, czyli Chrystusa obecnego najszczególniej podczas sprawowania liturgii – zwłaszcza eucharystycznej. Jan Paweł II zdając sobie sprawę z pojawiających się przypadków religijności bez tajemnicy, a także z faktu osłabienia poczucia tajemnicy nawet w celebracjach liturgicznych, domaga się, by w sprawowaniu liturgii oddać na nowo najważniejsze miejsce Jezusowi (por. EiE 70-71). Sprawowanie sakramentów, czyli liturgia, której szczytem jest Eucharystia, ma bowiem zapewnioną szczególną obecność Chrystusa, wykonującego swój kapłański urząd; jest źródłem uświęcenia człowieka; mistyczne zaś Ciało Chrystusa, to jest Głowa ze swymi członkami wykonuje wówczas “całkowity kult publiczny”; liturgia jako działanie Chrystusa Kapłana jest w najwyższym stopniu świętą i w tym samym stopniu skuteczną, jak żadna inna czynność Kościoła (por. KL 7). Szczególnym zadaniem głoszenia słowa Bożego jest wskazywanie na Chrystusa obecnego w sprawowanym misterium; wykazywanie jak w nim urzeczywistnia się treść słowa Bożego; przekonywanie, że sprawowanego misterium nie zastąpi najbardziej atrakcyjny ewangelizacyjny spektakl.
Bardzo aktualnym jest również zaakcentowanie, że autentyczne głoszenie Chrystusa nie może pominąć eschatologicznego wymiaru, czyli ukazywania Go jako na ostatecznej przyszłości człowieka i świata. Aktualności tej prawdzie dodaje sytuacja współczesnej kultury, która uprawiając jak nigdy dotąd kult doczesności, przeżywa również jak nigdy dotąd – lęk przed przyszłością. O owym kulcie i lęku świadczą pojawiające się w mediach niekiedy brutalne obrazy śmierci. Ambona zaś naznaczona piętnem “straszenia” (niekiedy również Panem Bogiem) unika podejmowania tematów eschatologicznych. Zauważono nawet ironicznie, że memento mori usłyszymy dziś raczej od agenta ubezpieczeniowego niż od nowoczesnego kaznodziei (por. D. Karłowicz, Koniec snu Konstantyna. Kraków 2004 s.23). Nadzieja, bez której człowiek żyć nie może ogranicza się przeważnie do zamkniętej na transcendencję przestrzeni ziemskiej; utożsamia z rajem obiecywanym przez postęp naukowo-techniczny, z radościami hedonistycznej natury; z narkotycznymi odlotami; z oczarowaniem filozofiami Wschodu; z poszukiwaniem ezoterycznych form duchowości; z różnymi propozycjami New Age’u (por. EiE 10). Wolą autora adhortacji jest, aby głoszenie Chrystusa z jednej strony przywracało nadziei jej eschatologiczny wymiar z drugiej – nadawało jej radosny charakter. Wszak źródłem chrześcijańskiej nadziei jest Chrystus Zmartwychwstały, “który przyjdzie znowu jako Odkupiciel oraz Sędzia i który powołuje nas do zmartwychwstania i wiecznej nagrody” (EiE 21).
Nie mniej aktualnym jest położenie nacisku na potrzebie zachowania w głoszeniu Chrystusa wymiaru moralnego, czyli wezwań do opowiedzenia się za Nim i przyjęcia Jego hierarchii wartości. Wbrew postnowoczesnym tendencjom eliminowania z przepowiadania treści moralnych na rzecz egzegetycznych dywagacji czy estetycznych doznań, Jan Paweł II przypomina, że “Jezus Chrystus wzywa nasze Kościoły w Europie do nawrócenia” (EiE 23). Nie chodzi jednak o głoszenie martwego kodeksu etycznego, ale o przypomnienie, że wiara w Chrystusa oznacza nowe życie, według słów świętego Pawła Apostoła: Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu (Kol 3,2).
Warte wzięcia sobie do serca jest zauważenie, że głoszenie Chrystusa powinno być egzystencjalne, czyli dające odpowiedź na problemy współczesnego człowieka, a nie ludzi minionej epoki. Aczkolwiek w istocie nie różnią się one od siebie, to jednak przyjmują dziś inną postać. Jan Paweł II mówi o lękach charakteryzujących współczesnego człowieka; lękach przed: przyszłością, wewnętrzną pustką, poczuciem utraty sensu życia, czy osamotnienia; o podziałach, kontrastach, kryzysie rodziny, postawach rasistowskich, egocentryzmie, zobojętnieniu etycznym (por. EiE 8). Posługa Słowa powinna znać wspomniane problemy i interpretować je w świetle Słowa Bożego.
Jako podsumowanie przeprowadzonych rozważań można potraktować często zresztą pojawiające się dziś stwierdzenie, że głoszenie Chrystusa powinno być poparte osobistym świadectwem głoszącego (por. EiE 3.13.20); świadectwem tak doskonałym, aby “być Jego rzeczywistym objawieniem” (EiE 27). Z wypowiedzią papieża współbrzmi poruszająca do żywego wypowiedź pewnego współczesnego teologa. Wobec wielu istniejących przedstawień Chrystusa malowanych słowem, pędzlem, dźwiękiem, stawia on pytanie, który z nich należałoby ukazywać? I odpowiada: “Żaden. Jedynie swój własny! Każdy chrześcijanin powinien bowiem starać się bym tym, który objawia Jezusa, który będzie Jego wierną ikoną. Albowiem Chrystus nie powiedział «Mów za mną!», lecz «Pójdź za mną!»” (A. J. Skowronek, Kim jest Jezus z Nazaretu. Kraków 2003, s.197). W przypadku urzeczywistniania się postulatu osobistego świadectwa kerygmatyczna koncentracja przepowiadania osiąga swoją pełnię.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






