W numerze
 
marzec/kwiecień 2005 » "ODDANI NA SŁUŻBĘ LUDOWI BOŻEMU..." » STUDIUM KOMUNIKACJI SŁOWA »

Kryzys kaznodziejstwa - slogan czy rzeczywistość?

Drukuj

Jeśli nie sięgać do wcześniejszych wypowiedzi – może, może zechcą to zrobić uczeni magistranci, doktoranci… – w 1973 roku problem postawił śp. ks. prof. Mieczysław Brzozowski, drugi z habilitowanych po wojnie homiletów polskich:

 

“Czy można dziś rzeczywiście mówić o kryzysie kaznodziejstwa? Chyba tak… Zazna­cza się on dwustronnie – zarówno od strony przepowiadających, którzy są zaniepokojeni brakiem konkretnych wyników swej pracy, jak i od stro­ny słuchaczy, którzy do słuchania słowa coraz mniej się garną. Wystarczy zaobserwować spadek frekwencji na rekolekcjach, szczególnie w śro­dowiskach miejskich, wystarczy prześledzić wypowiedzi ludzi świeckich na temat słuchanych kazań, aby się przekonać o słuszności powyższych stwierdzeń” (ks. Mieczysław Brzozowski, Kryzys współczesnego kaznodziejstwa i sposoby jego przezwyciężenia, “Roczniki Teologiczno-Kanoniczne”, t. XXV 1973 z. 6, s. 87).

 

Później niejednokrotnie wracano do tego problemu (patrz: “Więź” 1993, 9), a głos coraz częściej, i słusznie, zabierały osoby świeckie. Mimo że dalej uwagę zwrócimy na bardzo precyzyjne, bliższe naszym czasom postawienie problemu i wskazanie dróg wyjścia, trudno nie wrócić do jeszcze dawniejszego, bliskiego mi omówienia problemu przez śp. Krystynę Witkowską – moją cenną współpracownicę w okresie prowadzenia “warsztatów homiletycznych” w Poznaniu, realizujących metodę homiletyki kontekstualnej. Tym bardziej, że “grzechem metodycznym” opracowań homiletycznych jest brak stanu badań, rzetelnej kwerendy. W rezultacie wielu zaczyna… ab ovo.

 

Rok 1988 – V Warmińskie Dni Duszpasterskie. Witkowska wykorzystując nasze doświadczenia, wygłasza wykład: “Braki współczesnego kaznodziejstwa”, a ks. Wiesław Mering dołącza trafne uwagi, wracające w innych wypowiedziach: “Kaznodziejstwo dziś”. Nie bez zażenowania wypada – gwoli prawdy – ujawnić to, co inni potem pisali… By się nie powtarzać, podajmy tutaj tylko śródtytuły zapowiadające problematykę:

 

1. Cel i tematyka kazania. 2. Osadzenie w konkretach życia. 3. Język kazań. 4. Sposób i forma wypowiedzi. 5. Stosunek do słuchaczy. 6. Osobowość kaznodziei. 7. Komunikatywność. 8. Stopień przygotowania kazań. – Rozmowy po kazaniu… etc. Słuchać słuchających słowa Bożego! Wypowiedź wsparta przemyślanymi wypowiedziami 80 ankietowanych osób, zawiera kilka konkluzji: “Poziom wielu kazań (może większości) nie odpowiada rosnącym oczekiwaniom, potrzebom i coraz wyższym wymaganiom słuchaczy. Sprawa jest poważna”. – “Zauważa się – zanotowane przez słuchaczy – dwie tendencje: jedna, to wyraźna zmiana na korzyść poziomu kazań w ostatnich latach. I druga: istnieje wciąż jeszcze pewna część księży – trudno powiedzieć, jak liczna – która ten obowiązek lekceważy”. – “Na ogół kazania najlepiej są przygotowane przez diakonów lub księży tuż po święceniach. Potem, gdy trafiają do parafii oddalonych od miast, daleko od szosy – popadają w krótkim czasie w powszechną szarość” (Krystyna Witkowska, Braki współczesnego kaznodziejstwa; ks. Wiesław Mering, Kaznodziejstwo dziś, w: Duszpasterstwo podstawowe, Warmiński Instytut Teologiczny, Olsztyn 1990, s. 100 i 125).

 

Hm, wygasłe wulkany… I cóż na to odpowiadający za formację księży? Synody diecezjalne? Szekspirowski Hamlet powiedziałby: “Słowa, słowa, słowa…” – Wszystko zależy od zaangażowania Duszpasterzy i… “oddania ich na służbę ludowi Bożemu”…

 

Wróćmy do zasygnalizowanych powyżej problemów, by się zorientować, jak braki współczesnego kaznodziejstwa przedstawiła Bożena Matuszczyk w referacie na ogólnopolskiej konferencji “Skuteczność słowa w działaniach politycznych i społecznych” (Bydgoszcz 3-5 IV 1997). Omawia w nim “Siedem grzechów głównych polskiego kaznodziejstwa” (“Więź” 1997,7).

 

Przypomina wypowiedź P. Urbańskiego, który w 1994 r. tak pisał o stanie polskiego kaznodziejstwa: “Narzekanie na słowo słyszane z ambony jest dziś niemal «topiczne». Zmieniać się mogą jedynie przyczyny, dla których orzeka się fatalny stan tej formy nauczania chrześcijańskiego. Od wielu lat okazuje się, że kazanie nie spełnia swojej roli. Albo dlatego że jest nudne, albo dlatego że nie wiadomo, o czym mówi – co jest jego tematem, albo dlatego że jest głoszone niewłaściwym językiem (tu dwa warianty: albo jest przeładowane terminologią teologiczną, albo jest pełne błędów językowych) etc. Słucha­czy denerwuje patos i emocjonalizm właściwy szczególnie starszym kazno­dziejom oraz nieporadność językowa właściwa młodszym. Zupełnie zaś dyskwalifikuje kazanie brak jego konsekwencji dla codziennego życia wiernych” (Piotr Urbański, Kazanie i retoryka, w: Fenomen kazania, Kraków 1994, s. 67).

 

Pragnie zwrócić uwagę na “powtarzające się elementy treści i właściwości języka współczesnych kazań, które – oceniane z punktu widzenia skuteczności przepowiadania słowa Bożego (wpływania na postawy i zachowania ludzi wierzących) oraz bu­dowania czy wzmacniania autorytetu Kościoła we współczesnym społe­czeństwie – są albo bezwartościowe, albo niepożądane, albo wręcz szkodliwe. Nazwałam je «siedmioma grzechami głównymi» współczesnego kaznodziejstwa”. A oto i one – skrótowo, bez podawanej przez nią egzemplifikacji:

 

 

1. Negatywizm

 

Jaskrawie negatywny jest w świetle kazań obraz współczesnego świata: jest to świat, który ciągle jest nakręcany rękami szatana, w którym ludzie żyją jak w pewnym amoku. (…) W aktualnej rzeczywistości fatalnie rysuje się też sytuacja, pozycja ludzi wierzących. Obecny jest motyw prześladowania chrześcijan… Kaznodzieje, uprawiający retorykę negatywizmu osłabiają ducha w narodzie. Zamiast “przewodnikami w drodze” stają się mimowolnie tymi, którzy do podjęcia trudów “drogi” zniechęcają, utwierdzając ludzi w postawie defetyzmu lub narzucając im, zupełnie w dzisiejszych warunkach nieuzasad­nioną i niepożądaną, rolę “ofiary”.

 

 

2. Normatywizm

 

Nadużywanie wyrażeń imperatywnych, słownictwa normatywnego typu: “trzeba, należy, winien (powinien), musieć, mieć”… Czyli obowiązek i powinność…

 

Ukazywanie wiary, przykazań, sakramentów jako czegoś, co człowiek musi uznać, przyjąć, żeby osiągnąć zbawienie, to przejaw katechizmowe­go nastawienia, które nie tylko w odbiorze słuchaczy, ale i w literaturze homiletycznej oceniane jest jako negatywne. Skoro celem kaznodziej­skiej perswazji jest oddziaływanie na wolę słuchaczy, to można by się spodziewać wysokiej frekwencji czasownika “chcieć” w języku kazań. (…) W ewangeliach “musieć” występuje jeden raz, gdy Jezus zapowiada swoją mękę, że “musi” wiele wycierpieć… Natomiast czasownik “chcieć” wystąpił aż 35 razy. Wynika stąd, że Jezus odwoływał się do wolnej woli człowieka, pobudzał jego wewnętrzną motywację, podczas gdy kazno­dzieje wolą odwoływać się do motywacji zewnętrznej (powinność, obowiązek), zawierającej w sobie element presji. Czy nie jest to przejaw przedmiotowego traktowania odbiorcy, przejaw braku zaufania wobec słuchaczy?

 

 

3. Brak elementu egzystencjalnego

 

Przez charakter egzystencjalny kazania rozumie się poruszanie w ka­zaniu problemów dotyczących codziennego życia słuchaczy oraz posługi­wanie się zrozumiałym dla nich językiem. W przywróceniu kazaniom elementu egzystencjalnego widział ks. M. Brzozowski szansę na przezwy­ciężenie kryzysu kaznodziejstwa. W cytowanym już artykule “Kryzys współczesnego kaznodziejstwa” podkreślał on z naciskiem, że kapłan mu­si poruszać problemy interesujące słuchaczy. (...) Aby poznać problemy, którymi człowiek współczesny żyje, trzeba prze­de wszystkim studiować znaki czasu. Współczesne kazania świadczą jednak o tym, że kaznodziejom obce są sprawy, którymi ludzie wierzący żyją na co dzień. Brak zainteresowania ludzkimi problemami w czasach tak gwałtowanych przemian społecznych i ekonomicznych, kiedy zmieniają się radykalnie warunki życia wielu ludzi, jest niezrozumiały. Symptomatyczny wydaje się też fakt, że jeśli w ogóle pojawia się w kazaniach wyrażenie “codzienne sprawy”, to tylko w kontekstach, w których codzienne ludzkie sprawy stoją w opozycji do spraw wiary i religii.

 

 

4. Brak konkretnych wskazań i wzorców postępowania

 

Brak konkretnych wskazań, sugestii, pouczeń, jak ludzie mają postępować, jak się zachowywać w sytuacjach, których nie znają z doświadczenia, jest logiczną konsekwencją wymienionych już błędów. W efekcie kaznodzieja sam siebie skazuje na język ogólników i pustej frazeologii.

 

 

5. Doktrynalizm

 

Analiza języka współczesnych kazań pokazuje, że kaznodzieje bardzo często popełniają ten właśnie błąd – zamieniają kazanie w teologiczny wykład… Takie przenoszenie na ambonę teologii nazywają homileci błędem doktrynalizmu. Zdaniem ks. M. Brzozowskiego, jego źródłem jest doko­nujące się w świadomości wielu kaznodziejów zatarcie różnicy między przepowiadaniem a teologią. Zapominają, że kaznodziejstwo jest wezwaniem zbawczym skierowanym aktualnie, dziś przez Chrystusa do tej oto konkretnej grupy ludzi, natomiast teologia jest refleksją naukową dotyczącą treści owego wezwania.

 

 

6. Niekomunikatywność

 

Posługiwanie się językiem zrozumiałym dla słuchaczy to jeden z najczęściej spotykanych postulatów w literaturze homiletycznej. Kiedy język kazania jest niekomunikatywny – pisze o. G. Siwek – “w świadomości słuchaczy może rodzić się przekonanie o istnieniu dwóch nieprzylegających do siebie światów: świa­ta kazania i świata ich realnego życia. Być może, że i tutaj należy szukać słabej skuteczności kazań oraz rozbieżności pomiędzy wiarą a życiem z wiary u słuchaczy” (o. G. Siwek CSsR, Przepowiadać skuteczniej, Kraków 1992, s. 133).

 

Zasygnalizowana wyżej swoista “teologizacja” kazań jest na pewno jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za niekomunikatywność kościelnego przepowiadania. W końcu podstawowym wymogiem komu­nikatywności jest zrozumiałość wypowiedzi. Zrozumienie utrudniają też takie cechy języka kazań, jak: rozbudowana metaforyka, nadużywanie zaimków wskazujących, zwłaszcza zaimka “to”...

 

Charakterystyczną cechą współczesnych tekstów kaznodziejskich jest inercyjny “słowotok”. Język kazań sam się organizuje, często w sposób wymykający się kontroli mówcy.

 

 

7. Brak wyraźnie zarysowanego tematu

 

Brak wyraźnie sformułowanego celu i tematu kazania to, moim zdaniem, przyczyna różnych innych jego mankamentów. Kiedy kazno­dzieja wie dokładnie, co i dlaczego chce powiedzieć, niepotrzebny jest mu teologiczny żargon czy wyszukana metaforyka. Nie poddaje się też inercji językowej. Pamięć o słuchaczu zakłada nie tylko mówie­nie językiem zrozumiałym, ale także mówienie o sprawach, które słucha­cza interesują i dotyczą (element egzystencjalny).

 

Bożena Matuszczyk, podsumowując swoje uwagi na temat współczesnych kazań przy­znaje, że “większość wypunktowanych tutaj negatywów nie jest zjawiskiem nowym w języku kościelnego przepowiadania. Jednak to, co uderza i – podkreślmy z naciskiem – co bardzo utrudnia dziś efektywną komu­nikację, to silny negatywizm i normatywizm współczesnych kazań. Jeśli dodać do tego nieobecność elementu egzystencjalnego i posługiwanie się niezrozumiałym językiem (ucieczka w świat teologii), to nasuwa się wniosek, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest wyobcowanie kleru w dzisiejszej polskiej rzeczywistości. “Teksty odbijają świat w taki sposób, w jaki jawi się on użytkownikom języka – zauważa D. Zdunkiewicz-Je­dynak. Świat dokonujących się aktualnie przemian jawi się jako obcy, a zatem wrogi…” (Dorota Zdunkiewicz-Jedynak, Językowe środki perswazji w kazaniu, Kraków 1996, s. 101).

 

Swego czasu homileci za kryzys kaznodziejstwa obarczyli odpowiedzialnością – retorykę. Uznali, że należy ją odrzucić i “tylko w oparciu o teologię stworzyć nową jakość przepowiadania słowa Bożego” (Piotr Urbański, dz. cyt., s. 68). Czy przypadkiem owo po­rzucenie retoryki – sztuki sprawnego i celowego przemawiania, trafnego wyrażania myśli, przedstawiania argumentów nie jest jedną z przyczyn aktualnego kryzysu?

 

Święty Augustyn tak oto uzasadniał potrzebę retoryki w kaznodziejstwie: “Prawdą jest, że przy pomocy sztuki oratorskiej można przekazywać zarówno prawdę, jak i fałsz. Kto więc ośmieli się twierdzić, że prawda powinna zostawić bezbronnymi swoich obrońców w obliczu kłamstwa? Jakżeż to? Tamci mówcy, wysilający się, żeby wmówić fałsz, potrafią zaraz na wstępie zdobyć życzliwość i uwagę słuchaczy, gdy przeciwnie, obrońcy prawdy mieliby temu nie podołać? Pierwsi mieliby przedstawić swoje błędy zwięźle, jasno, z wielką dozą prawdopodobieństwa, drudzy natomiast ukazywać prawdę, tak: by stała się niemiła przy słuchaniu, niełatwa w zrozumieniu, a wreszcie, żeby było trudno w mą wierzyć? (...) Skoro zatem sztuka wymowy sprawia dwojaki skutek posiada tak wielką moc przekonywania o czymś złym, jak i o dobrym, dlaczegóż by ludzie uczciwi nie mieli dołożyć starań do zdobycia tej sztuki celem spożytkowania jej w «służbie prawdy»”.

 

Tyle odwołań do ciekawego tekstu, przedstawionego na ogólnopolskiej konferencji “Skuteczność słowa…” w roku 1997.

 

– Więc jest kryzys kaznodziejstwa, czy nie? – Odpowiedź daje ks. Twardowski:

 

Homilie jak ciężkie indyki

 

jakby ktoś przyszedł porozmawiać z nikim

 

Jezus na śmierć rozebrany

 

bosy

 

prosi o słowa świeże

 

wilgotne od rosy

 

(Bez indyków)

 

autor: ks. Zdzisław Grzegorz Grzegorski