W numerze
 
styczeń/luty 2005 » "ODDANI NA SŁUŻBĘ LUDOWI BOŻEMU..." » STUDIUM KOMUNIKACJI SŁOWA »

Lekcja odpowiedzialności za slowo...

Drukuj

Skoro…

Skoro… księża nie czytują kompetentnych tekstów o współczesnej komunikacji słowa Bożego,

– skoro nie bywają zauważane publikowane tu refleksje i rady “oddanych na służbę ludowi Bożemu”, a ostatnio wybrane do publikacji książkowej Zadany dar – Poszukiwania homiletyczne (Poznań 2004),

– skoro niejedni homileci nie dokształcają się,

– skoro nadal panuje dość powszechne mniemanie, że “zawsze coś się powie”,

– skoro często nawet gremia diecezjalne odpowiedzialne za diecezjalne prawodawstwo i formację homilistów głoszących ludowi Bożemu homilie, często nieświadomych, odpowiedzialności w dobie eksplozji informacyjnej za ów “zadany dar” słowa Bożego, nie zauważają problemu i nie słyszą “głosów spod ambony”,

– skoro…

to może by wreszcie zauważyli, że nieczytane publikacje o współczesnej komunikacji słowa sprawdzają się w publicznej dyspucie gdańskiego AREOPAGU w dniach 11 – 14 listopada 2004 roku (zob. www.areopag.pl), nagłośnionej w mediach, a przecież jest to ideowa “prowokacja”, by je czytać, jednak… dokształcać się, i jednak… czuć się realnie odpowiedzialnym za głoszone słowo.

 

Odpowiedzialność za słowo

Organizatorem Gdańskiego Areopagu było Duszpasterstwo Środowisk Twórczych i Duszpasterstwo Dziennikarzy, a główny spiritus movens, to ks. dr Krzysztof Niedałtowski. Im wszystkim należy się szczera podzięka od tu piszących i redagujących pismo.

“Dlaczego spośród wielu ludzkich aktywności wybieramy, jako bardzo ważną, umiejętność posługiwania się słowem?” – ks. Niedałtowski motywował wybór problematyki dla tegorocznych debat Areopagu, “bo wiemy, jaką moc może posiadać słowo w kształtowaniu dziejów. Wiele przełomów w historii świata zaczynało się od słowa. Słowo dało początek religiom. To ono objawiało Prawdę Najwyższą. Słowa wzywały do rewolucji i były postrachem reżimów. Dlatego cenzurowano je, wykreślano z podręczników, palono księgi. Słowo jednak może też wyrządzić ogromną krzywdę! Fałsz, oszczerstwo, intryga to potencjalne dziedziny manipulowania słowem.  (…) Polskie słowa wyzwolone z cenzury przed kilkunastu laty stały się środkiem nieskrępowanej komunikacji między ludźmi. Starsi potrafią docenić ten stan, mając w pamięci czasy zniewolonych słów. Młodsi traktują to jako normę.  Wszyscy powinniśmy podjąć refleksję nad odpowiedzialnością za kształt publicznego komunikowania się. Zakres problemu jest bardzo szeroki. Dlatego chcemy zapytać zarówno o etykę mediów, jak i o język przekazu treści religijnych. (…) Również przekazywanie wiary związane jest bezpośrednio ze słowami: tymi ze świętych ksiąg natchnionych przez Boga, i tymi ludzkimi, których używamy  w kościołach, salach wykładowych czy rozgłośniach radiowych. Język kazań i listów pasterskich dociera co tydzień do ponad połowy Polaków. Wielu z nas narzeka na niezrozumiałe, dalekie od życia słowa kościelnego żargonu. Są też problemy dotyczące ideologizacji i upolitycznienia języka niektórych środowisk odwołujących się do nauki Kościoła. Jak pisać i mówić o religii, aby nie zacierać istotnego sensu dobrej wiadomości niesionej przez Biblię? (…) Stąd bierze się odpowiedzialność każdego z nas za te bezcenne narzędzia komunikacji”.

Przez cztery dni w imprezie wzięło udział około czterech tysięcy ludzi. Najwięcej publiczności zgromadziły podczas tegorocznego Areopagu dwie debaty odbywające się w sali Polskiej Filharmonii Bałtyckiej. Ale nie tu miejsce, by relacjonować całość tej bezprecedensowej inicjatywy.

Szukamy tego, co przede wszystkim winno zainteresować, zastanowić (sic!) duszpasterzy.

 

Odpowiedzialność za słowo Boże (1)

Już podczas trwania Areopagu, Polskie Radio (“Czy Słowo Boże nadaje się na billboardy?” PR I, 12 XI 2004, godz. 08:46) sprowokowało ks. abpa Tadeusza Gocłowskiego do skomentowania problematyki słowa Bożego…

K.G.: Ma ksiądz arcybiskup dobrych kaznodziei w swojej metropolii?

T.G.: To bardzo trudne pytanie, może trochę w kontekście prowokujące, ale wydaje mi się, że usiłują oni – w zdecydowanej większości – głosić Słowo Boże, a nie urządzać na ambonie jakichś wiecowych spotkań.

K.G.: Czasami mówią to, co wierni chcą usłyszeć?

T.G.: To jest właśnie podstawowa sprawa. Wierni mogliby mieć jakieś zapotrzebowanie, ale to kapłan przede wszystkim, pamiętając o Słowie Bożym, ma mówić prawdę i tylko prawdę, ale opierając się na swoim powołaniu a nie zmieniając swojej pozycji kapłana w polityka i to kiepskiego.

K.G.: W debacie weźmie udział ponad 4 tysiące mieszkańców Trójmiasta, gości z całej Polski. Czy można dojść do jakichś wspólnych wniosków, kiedy debatuje i dyskutuje tylu ludzi?

T.G.: W jednej debacie jest to niemożliwe. (…) W tym roku przenieśliśmy się, na skutek życzliwości pana dyrektora Tobruckiego, do nowego gmachu filharmonii. To jest pięknie usytuowane miejsce na wyspie chciałoby się powiedzieć, a więc wyciszone, ale tam jest 1200 – 1400 miejsc. Już dzisiaj słychać, że tych miejsc zabraknie, ale to znaczy, że ludzie są wrażliwi na problemy, na odpowiedzialność za słowo, na posłuchanie ludzi, którzy słowem na co dzień się posługują. Myślę, że to jest niezwykle ważna sprawa, aby dać okazję ludziom, by mogli posłuchać innych, którzy podejmą interesujące zadania, interesujące problemy – to dobrze o nas świadczy. Jedną z fundamentalnych powinności człowieka, to jest właśnie, aby się posługiwać dobrze, mądrze, w prawdzie, w życzliwości, według sumienia, słowem. (…)

K.G.: Pytanie chyba trudne. Jakie są główne grzechy polskiego kaznodziejstwa?

T.G.: Ja myślę, że głównym grzechem kaznodziejstwa wszystkich czasów to jest mówienie poza słuchaczami, czyli brak kontaktu ze słuchaczami, brak znajomości realiów, którymi codziennie żyją słuchacze. Bo Słowo Boże jest zawsze skuteczne – tak mówi Pismo Święte, natomiast sposób przekazania treści Słowa Bożego do słuchaczy, to już jest wysiłek kaznodziei, który powinien być obecny w życiu współczesnych ludzi, nie zapominając, że Słowo Boże jest zawsze Słowem Bożym, a nie jakimś tam wiecowaniem w środowiskach, do których się przemawia.

 

Odpowiedzialność za słowo Boże (2)

“Odpowiedzialność za Słowo Boże i słowo ludzkie w Kościele” (13 XI w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej): wielu panelistów, wiele wątków, bardzo wielu uczestników… Wybierzmy niektóre uwagi o posłudze słowa.

– Dorota Zdunkiewicz-Jedynak z Uniwersytetu Warszawskiego przyznała, że język religijny w Polsce przeżywa obecnie kryzys. Kryzys słowa jest doświadczeniem, które co jakiś czas dotyka cywilizację, w tym język religijny. Wielu kapłanów poszukuje porozumienia chociażby z młodymi, posługującymi się swoim własnym językiem. Świeckim brakuje słów na opisanie własnego przeżycia religijnego. Banalizacja języka sprawia, iż język “sacrum” wypierany jest przez język “profanum”.

– W konsekwencji oberwało się polskiemu kaznodziejstwu. Doktor Elżbieta Adamiak zauważyła, że zbyt często polskim kaznodziejom zdarza się mylić swoje ludzkie słowa ze Słowami Boga.

– Ojciec Wacław Oszajca wypominał kapłanom płyciznę teologiczną, posługiwanie się słowami “wytrychami”, które po głębszej refleksji okazują się niezgodne z wiarą w zmartwychwstanie i życie wieczne: “ostatnia posługa”, “ostatnia droga”, ci którzy “odeszli na zawsze”.

– Przywołano również listy Episkopatu i komunikaty z kolejnych konferencji pisane hermetycznym, górnolotnym językiem. Krytykował też jednowymiarowość kaznodziejstwa, które drogę chrześcijańskiego życia upatruje jedynie w modlitwie i pobożnych praktykach, zapominając o wymiarze świadectwa w świecie poprzez uświęcanie różnych dziedzin życia. – A chodzi o, jak ktoś oblicza, 13 tysięcy kazań co niedzielę!

Tegoż dnia, w innej grupie i miejscu, dyskutowano o nieco szerszym zagadnieniu:

“Czy religia jest tematem medialnym?” – Nad medialnością religii zastanawiali się Elżbieta Adamiak, Zbigniew Nosowski i Marcin Przeciszewski oraz przybyli trójmiejscy dziennikarze.

Jakiego języka używać, mówiąc dziś o źródłach wiary? – zastanawiali się dr Adamiak i Zbigniew Nosowski. Mówić wprost czy nie wprost? Zdaje się, że wciąż żywe jest zapotrzebowanie na chrześcijańskie świadectwo.

Nie zawsze jednak mówienie o Kościele okazuje się proste. Szczególnie wtedy, gdy Kościół boryka się z rzeczywistym problemem, dotyczącym na przykład jednego z hierarchów. Głównie Kościół hierarchiczny przyczynia się do tego, że religia nie jest tematem medialnym – twierdził Marcin Przeciszewski. Najważniejszym kryterium doboru informacji nie raz okazuje się bowiem to, co z życzliwością zostanie przyjęte przez biskupa, a to nie służy ukazaniu prawdziwego obrazu świata. Przeciszewski wspomniał chociażby bpa Pieronka, który chce dyskutować i płaci za to cenę banicji.

“Nie umiemy dyskutować – konkludował – musimy dojść do harmonii, mówić prawdę, ale tak, aby rozumiała to społeczność szerokich gremiów, również bardzo antyklerykalna”.

Zbigniew Nosowski postawił jeszcze jeden silny akcent: miejsce  i rola katolickich dziennikarzy świeckich w mediach. Marcin Przeciszewski dodał, że niewątpliwie istnieje potrzeba kształcenia katolików, pracujących w mediach publicznych, tak, aby umieli prezentować religijny punkt widzenia.

Przy innej okazji, gdy areopagici modlili się za zmarłych, ks. Waldemar Chrostowski w homilii wielokrotnie nawiązywał do powinności ludzi kultury i dziennikarzy, aby kierować się odpowiedzialnością za słowo, które to jest wezwaniem tegorocznego Gdańskiego Areopagu: Zobowiązani jesteście ukazywać godność człowieka, którego przeznaczeniem jest wieczność z Bogiem. Odpowiedzialność za słowo, to przypominanie prawdy, że Bóg istnieje. Prawdy, że warto Bogu zaufać, z Nim związać swe życie z wiarą, że po drugiej stronie oczekuje wieczność z Miłością, pisaną przez duże M. Przypominał, że powinnością dziennikarza, i to w każdych warunkach, są prawda  i dobro. Prawda pozbawiona bowiem dobra może niszczyć pojedynczego człowieka, całe zbiorowości, zagrażać dobru rodziny, ojczyny, wreszcie Kościoła. Zbyt często te wartości, według których kształtowali życie nasi ojcowie, bywają banalizowane, a czasem i lekceważone.

 

Odpowiedzialność za słowo Boże (3)

“Jak głosić dobre kazania?” – wykład i spotkanie dyskusyjne (13 XI 2004, Gdańsk Oliwa, seminarium duchowne): Gość specjalny: Jerzy Bralczyk – profesor, językoznawca, specjalista w zakresie języka mediów, polityki i reklamy. Z profesorem rozmawiali klerycy i młodzi kapłani, jednak nie o ich zawartości teologicznej, bo to domena teologów, ale o formie.

Oto rady językoznawcy: myśl o tym, o czym mówisz, a nie o tym jak mówisz, bo inaczej zatracisz prawdziwość i spontaniczność. Mów nie “do ludzi”, ale “ludziom”. Mów tak, aby skłonić słuchającego do refleksji – słuchacz musi pomyśleć o tym, o czym do niego mówisz. Czuj się odpowiedzialnym za to, co powiedziałeś – za to, co będzie dalej się działo…

Nie było pełnego porozumienia, co do języka, z którym kapłani powinni docierać do młodych. Ojciec Marek Kosacz, dominikanin ze Szczecina, oświadczył, że posiłkuje się językiem młodych, jak choćby hip hopem. Profesor Bralczyk był zdania, aby jednak duszpasterze nie mówili językiem młodzieżowym: “Funkcją tego języka jest pozostawanie we własnym kręgu osób używających go i pewnego rodzaju nieprzenikalność…”

 

Odpowiedzialnośc za słowo Boże (4)

Może jednak wrócić do tekstów współczesnej homiletyki, do “Oddani na służbe ludowi Bożemu”, i dokształcać się, i przeczytać to samo, tylko szerzej i głębiej, i… czuć się realnie odpowiedzialnym za głoszone słowo?

autor: ks. Zdzisław Grzegorz Grzegorski