Moje rzymskie lektury (XVI)
MNIEJ MÓWIĆ, WIĘCEJ SŁUCHAĆ!
Włoskie wydawnictwo “San Paolo” wydało niewielką książeczkę, której autorką jest Lucia Pelamatti, poświęconą komunikacji międzyludzkiej w rodzinie. Autorka omawia w niej podstawowe zasady wzajemnego komunikowania, którymi powinniśmy się kierować w życiu rodzinnym. Czytając proste, a zarazem bardzo cenne i ważne wskazówki proponowane przez autorkę książki, pomyślałem, że warto je wykorzystać również w naszym życiu parafialnym. Parafia to przecież jedna wielka rodzina. Jeśli nie zawsze tak jest, to może między innymi dlatego, że nie potrafimy porozumiewać się ze wszystkimi członkami tej wielkiej rodziny.
Nauczyć się komunikować
Często wydaje nam się – zauważa Lucia Pelamatti – że aby rozpocząć proces komunikacji wystarczy mieć jasne idee, wiedzieć co chciałoby się przekazać innym lub od innych otrzymać. W takim rozumieniu centrum procesu komunikacji stanowimy my sami i chcemy, żeby od nas i tylko od nas wszystko zależało. Prawda jest jednak zupełnie inna. Komunikowanie jest bowiem ciężką pracą, w którą muszą się zaangażować wszystkie strony tego procesu. Skuteczność komunikacji zależy też od uważnej i cierpliwej obserwacji słuchacza, umiejętnego rozpoznawania sygnałów wysyłanych przez niego i dostosowywania się do jego najbardziej nieprzewidzianych reakcji. Nauczyć się komunikować to znaczy, między innymi, studiować opinie innych i uczynić ich emocje swoimi.
Umiejętność słuchania
Z badań nad procesami komunikacji wynika, że poszczególne funkcje składające się na te procesy dzielą się w następujący sposób: pisanie 11%, czytanie 15%, mówienie 32% i słuchanie 42%.
Nadrzędne miejsce zajmuje dzisiaj słowo. Każdego dnia jesteśmy zalewani potokiem słów, niestety często pustych, niedocierających do adresata, które tracą jakiekolwiek znaczenie. Coraz mniej jest miejsca na ciszę, na słuchanie. A przecież właśnie umiejętność słuchania czy raczej jej brak są przyczyną samotności emocjonalnej, wielu problemów natury psychicznej, duchowego cierpienia. Gdy mamy jakiś problem, gdy przeżywamy trudną sytuację, wcale nie chcemy, aby nasz interlokutor zarzucił nas tysiącem propozycji, rad i rozwiązań: chcemy po prostu, żeby nas wysłuchał, najlepiej cierpliwie, z uwagą i życzliwością.
Jednym z zastanawiających zjawisk, charakteryzujących naszą aktualną rzeczywistość jest wzrastająca ilość osób gotowych zapłacić często niemałe sumy pieniędzy za to tylko, że ktoś zechce ich wysłuchać. Oczywiście często jest to słuchanie kompetentne i uważne, ale zawsze interesowne, albo przynajmniej dalekie od bezinteresowności. Potrzebę bycia wysłuchanym z całą pewnością możemy uznać za jedną z najważniejszych potrzeb naszych trudnych czasów – stwierdza autorka omawianej książki. Jako duszpasterze, kaznodzieje czy katecheci musimy być bardzo mocno świadomi tego faktu, co więcej, może warto przeznaczyć większą część naszego czasu właśnie na tę formę komunikacji z innymi osobami.
Nie wystarczą dobre uszy!
Do uważnego i skutecznego słuchania nie wystarczą dobre uszy. Oczywiście, dobrze słyszeć, nie tracąc nic z czyjejś wypowiedzi, to podstawa wzajemnego zrozumienia. Trzeba jednak jeszcze czegoś więcej.
Powinniśmy słuchać, zwracając uwagę zarówno na słowa, jak i na ich najgłębsze znaczenie, zwłaszcza to o podłożu emocjonalnym, a następnie spróbować nawiązać bezpośrednią relację z tym, co nam zostaje przekazane, przyswajając sobie, rozważając, zapisując w sercu.
Na tej drodze – zdaniem autorki – może nie brakować trudności. Najważniejsze z nich to: podjęcie wewnętrznej decyzji, że to, czego zaczynam słuchać mnie nie interesuje ze względu na uprzedzenie do osoby, która mówi; myślenie o czymś innym; udawanie, że słuchamy uważnie, marnując w ten sposób energię, którą moglibyśmy wykorzystać na wyłączne skupieniu się na tym, co ktoś do nas mówi; poddawanie się chwilowym roztargnieniom, które sprawiają, że nasze myśli zaczynają uciekać w innym kierunku; ignorowanie niektórych części czyjegoś wystąpienia przy jednoczesnym skupianiu uwagi i wyolbrzymianiu znaczenia innych, niekoniecznie najważniejszych.
Rodzaje słuchania
Możemy mówić o różnych rodzajach słuchania. Lucia Pelamatti proponuje między innymi: słuchanie zmęczone, znudzone, nieszczere, pośpieszne albo uważne, pełne szacunku dla mówiącego, skuteczne, zainteresowane, przekonywujące, życzliwe. Każdy rodzaj słuchania wywołuje u mówiącego inny rodzaj emocji, a emocje wpływają na ludzkie postawy i działania. Radość, zachwycenie, spokój, satysfakcja, entuzjazm prowadzą zazwyczaj do działań o charakterze pozytywnym. Podczas gdy zawód, przykrość, zniechęcenie, złość, smutek, żal, przygnębienie wywołują prawie zawsze do sposoby bycia i działania bardzo negatywne.
Gdy często zabiegani, zestresowani, zmęczeni, spotykamy kogoś, kto do nas zaczyna mówić, robimy wszystko, aby “spławić” go, używając do tego celu metod, które zewnętrznie wydają się bardzo pozytywne: pocieszamy, doradzamy, zapewniamy, że wszystko będzie dobrze, proponujemy rozwiązania... Jednak w ten sposób nie czynimy nic innego, jak tylko zatrzymujemy proces komunikacji. Drugi człowiek nie zwróci się więcej do nas, jeśli będzie chciał być wysłuchany: nasze odpowiedzi, nieodpowiednie do jego potrzeb, nie będą mu służyły. Zgorzkniały i zawiedziony, zacznie szukać gdzie indziej kogoś, kto naprawdę będzie chciał go wysłuchać – stwierdza na zakończenie pierwszej części swoich rozważań Lucia Pelamatti, autorka omawianej książki.
A słuchacze naszych kazań, a nasi parafianie? Czy zawsze jesteśmy gotowi wsłuchać się w to, co mają nam do przekazania? Jeśli nie, również i oni zaczną szukać pomocy gdzie indziej, a wtedy na nas spadnie wielka odpowiedzialność.
Ks. Maciej K. Kubiak - Poznań
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






