Moje rzymskie lektury (XX)
BYĆ KSIĘDZEM. CZYLI PEWIEN PROBOSZCZ OPOWIADA O SOBIE (3)
To już dwudziesty fragment z cyklu “Moje rzymskie lektury”! Poznaliśmy kilku włoskich autorów, którzy w swoich książkach lub artykułach poruszali zagadnienia związane z głoszeniem słowa Bożego. Byli wśród nich: kardynał Carlo Maria Martini, emerytowany arcybiskup Mediolanu, ks. Manlio Sodi, wykładowca homiletyki i teologii pastoralnej na Papieskim Uniwersytecie Salezjańskim w Rzymie, o. Amadeo Cencini FdCC, konsultant watykańskiej Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego, ks. Battista Borsato z Vicenzy i ks. Pino Pellegrino, autor niewielkiej książeczki o zmianach potrzebnych naszemu kaznodziejstwu. Od początku bieżącego roku przyglądamy się kapłańskiej pracy księdza Angelo Busetto, proboszcza parafii św. Jana Chrzciciela w miejscowości Chioggia we Włoszech, autora książki “Vita da prete. Un parroco si racconta” (“Życie księdza. Proboszcz opowiada o sobie”), wydanej w ubiegłym roku w Mediolanie przez wydawnictwo A~ncora. Dzisiaj ksiądz Busetto opowie nam o zwykłych i niezwykłych dniach swojej kapłańskiej pracy.
Miłosierdzie
Najprawdziwsze doświadczenie jakiego ksiądz może doświadczyć to – zdaniem naszego autora – doświadczenie miłosierdzia. Nie tylko miłosierdzie darowane innym, tak jak to ma miejsce w sakramencie pojednania czy w wielu rozmowach. Miłosierdzie, które on sam otrzymuje od innych jest dla księdza źródłem pokoju i wielkim świętem. Gdy nasze ograniczenia są tak wielkie, że nawet nam samym wydają się oczywiste, przekonujemy się jak wiele miłosierdzia okazują nam inni. Przyjmują księdza całymi latami, słuchają jego słów, patrzą na jego gesty, znoszą jego gniew, nadąsanie i gburowatość, milczenie i gadulstwo. I każdego dnia, każdej niedzieli, przez wszystkie tygodnie w roku są gotowi być z nim, żyć z nim wiarą, towarzysząc mu w różnych wydarzeniach.
Ta bezinteresowna dobroć jest wielkim darem, który pomaga żyć i wierzyć. Zdarza się czasami, że ktoś przychodzi i mówi nam prosto w oczy: “Ksiądz pomylił się w tym i w tym”. Nam wydawało się, że byliśmy w pełni zaangażowani, że daliśmy z siebie wszystko, gdy potem już na samym końcu wszystko runęło: jedno złe słowo, niewłaściwe zachowanie, zapomnienie o umówionym spotkaniu. I wtedy wystarczyło jedno spojrzenie, w którym dało się dostrzec trochę miłosierdzia, i już mogliśmy powstać, i zacząć od nowa. Codziennie proszę Pana, aby moi parafianie i wszyscy, z którymi się spotykam mieli dla mnie miłosierdzie. Tylko wtedy jestem spokojny, że żadne moje ograniczenia nie przeszkodzą mi być dla innych znakiem Jego miłości.
Lato
Życie kapłana – pisze w kolejnym rozdziale swojego dziennika ks. Angelo – napotyka w lecie nowe przestrzenie wolności, które można wypełnić lekturą czy pracą, na którą brakuje czasu w ciągu roku, albo robieniem porządków w biurze parafialnym, w kartotece, w różnych dokumentach. Relacje z innymi ludźmi są spokojniejsze i prostsze, wolne od napięć związanych z obowiązkami, które trzeba wykonać we właściwym czasie w ciągu roku. Zostaje kilka dni na sympozjum lub rekolekcje, albo podróż z parafianami do jakiegoś pięknego miejsca we Włoszech. Zdarza się też jednak, że daje o sobie znać samotność, choć czasami lubiana, czy nawet poszukiwana, może zamienić się w pokusę. Puste przestrzenie, gdy w pobliżu nie ma żadnego człowieka, mogą zrodzić pustkę w duszy. Ale czas lata, czas wakacji szybko mija i wszystkie łodzie wracają do brzegu.
Jeden dzień
W życiu ks. Busetto zdarzają się też dni, w które nic się właściwie nie dzieje: nie zrobiłem nic, co wieczorem mógłbym zanotować w osobistym dzienniku. Rano w miasteczku uniwersyteckim uczestniczyłem w obronie dwóch doktoratów, a potem, trochę za długo, w obiedzie, który miał miejsce po jednym z egzaminów. Wieczorem poszedłem na kolację do przyjaciół, przebywających na wakacjach nad morzem. Siedzieliśmy w przytulnym domku z tarasem, z którego można było obserwować zachodzące słońce i cudowne chmury, płynące po linii horyzontu. Wieczorem jeszcze mały sorbet i trochę telewizji z cyrkowymi klownami i akrobatami, podczas gdy dwójka małych dzieci moich przyjaciół bawiła się naśladując postaci z reklam, emitowanych w przerwach między kolejnymi częściami widowiska.
To był jeden z tych dni, po którym mógłbym powiedzieć: “dzisiaj nic nie zrobiłem”. A jednak, pomijając okazję do potrzebnego przecież relaksu, uczestniczyłem dzisiaj w normalnym życiu konkretnych osób, w ich rodzinnych i przyjacielskich spotkaniach. Często czuję napięcie związane z ciągłą gonitwą za osobami i zajęciami. Dzisiaj po prostu dzieliłem z nimi czas. Jezus też zatrzymywał się – to tu, to tam – na posiłek, choć tak wiele miał do zrobienia na świecie...
Niedziela i pozostałe dni
To już wieczór, a właściwie noc po kolejnej, normalnej niedzieli. Niedziela jest właściwie dniem mojego odpoczynku: wystarczy kilka spokojniejszych godzin, bez dodatkowych zajęć po południu, żeby dusza mogła trochę odpocząć – pisze na zakończenie kolejnego rozdziału swojej książki ks. Angelo Busetto. Dzisiaj po pięciu mszach w parafii, z których dwie sam odprawiałem, a na jednej ochrzciłem pięcioro dzieci, popołudnie całe należało do mnie i mogłem przygotować wstępny szkic wykładu pod porywającym tytułem: “Zwiastować Chrystusa młodym”, który będą miał w najbliższym tygodniu dla nauczycieli religii. W przerwach dwie lub trzy krótkie rozmowy, komunia święta zaniesiona młodej kobiecie, która ma trochę komplikacji po porodzie, pozdrowienie kilku przyjaciół, uczestniczących w spotkaniu w sali na parterze. Wieczorem słucham trochę muzyki, a gdy zaczynam pisać list do znajdującej się daleko ode mnie osoby, uświadamiam sobie bardzo wyraźnie jak bardzo pochłaniają mnie tysiące małych spraw. Chciałoby się zaspokoić potrzebę głębi, ciszy, prawdy, którą nosi się w sercu, tak wiele powierzchowności w życiu. Również inni zdają sobie z tego sprawę: ktoś odczuje brak odpowiedniego zainteresowania swoją osobą, ktoś nie znajdzie odpowiedniego dla siebie rozmówcy, ktoś inny jeszcze dostrzeże nerwowość i niecierpliwość, które potem mogą dla kontrastu przemienić się w chęć przypodobania się komuś.
Pozostać na powierzchni życia to znaczy pozostać na powierzchni w relacji z Chrystusem, podczas gdy twoim obowiązkiem jest dawanie o Nim świadectwa. Co mi może pomóc? Gdyby nie przyjaciele, inni kapłani, z którymi spotykam się w poniedziałek rano, i wszystkie inne okazje, w których doświadczam łaski bliskości Chrystusa, jeszcze szybciej znalazłbym się na mieliźnie. Gdyby nie codzienne, poranne zakotwiczenie się w spokojnej modlitwie ofiarowanej Panu, która otwiera się na cały dzień... Również księża mają duszę, której żadna praca, nawet ta w winnicy Pańskiej, nie uchroni przed zepsuciem w niedzielę i we wszystkie inne święte dni tygodnia – kończy swoją wieczorną, niedzielną refleksję ksiądz proboszcz Angelo Busetto.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






