Psychologia na ambonie
Dlaczegóż by nie! Jeżeli psychologia jest wszędzie nie może jej zabraknąć i na ambonie. Była tam zresztą od dawna, aczkolwiek nie zawsze wyraźnie zauważana. Psychologia jest wszakże nauką zajmującą się człowiekiem w aspekcie jego zachowań, ambona - miejscem takich właśnie zachowań.
Jej obecność w teologii, do której weszła w XIX w., jest na ogół przyjazna i owocna. Podobnie w homiletyce. Nie sposób też dziś podejmować się omówienia jakiegokolwiek zagadnienia homiletycznego bez odwołania się do psychologii. Studium psychologii staje się wręcz obowiązkiem sługi Słowa, gdyż umożliwia mu poznanie funkcjonowania własnej psychiki, psychiki słuchaczy oraz złożonego procesu komunikacji.
Zdarza się jednak, że nie najlepszy użytek jest robiony z psychologii. Zjawisko to zwykło się określać mianem "psychologizmu". Polega ono na tendencji do ujmowania każdej rzeczywistości jedynie w kategoriach psychologicznych. Pisze o tym Willam. K. Kilpatrick w książce opublikowanej przez wydawnictwo "W drodze" pod wymownym tytułem: Psychologiczne uwiedzenie (Poznań 2003). Na realność owego niebezpieczeństwa w przestrzeni teologicznej wskazują przestrogi zawarte w dokumentach Kościoła. Papieska Rada Kultury i Papieska Rada ds. Dialogu Międzyreligijnego w dokumencie Jezus Chrystus dawcą wody życia. Chrześcijańska refleksja na temat New Age (Kraków 2003) zwraca uwagę na istniejące tendencje "sakralizacji psychologii" i "psychologizacji chrześcijaństwa" (tamże s. 41); przemieszanie psychologii z ezoteryzmem w proponowanej duchowości (por. tamże s. 62); mylenie psychologii z duchowością (por. tamże s. 79); a najdziwniejsze, to groźnie brzmiące stwierdzenie, że istnieje "wiele przypadków, w których katolickie ośrodki duchowości są aktywnie zaangażowane w rozpowszechnianie religijności New Ageu w Kościele" (tamże s. 94). Natomiast Kongregacja ds. Duchowieństwa w liście Kapłan, pasterz i przewodnik wspólnoty (Pallottinum 2002) napiętnowała sprowadzanie kapłana do roli terapeuty, co niewątpliwie obejmowałoby i jego pierwszorzędną rolę sługi Słowa (por. tamże s.19 p. 11). Także Drugi Polski Synod Plenarny (Pallottinum 2000) podkreślając odpowiedzialność za głoszenie słowa Bożego powierzone Kościołowi, stwierdza jednoznacznie: "Dlatego głoszenie homilii lub kazania nie może sprowadzać się do przekazywania własnych myśli i wyjaśnień o charakterze psychologicznym lub socjologicznym" (tamże s. 178 p. 73).
W odniesieniu do przepowiadania słowa Bożego podobne zjawisko można by nazwać „psychologizmem homiletycznym". Dokładniejsze opisanie tego zjawiska domagałoby się osobnego studium opartego na specjalistycznych badaniach. W tej chwili można jedynie zwrócić na nie uwagę z zmyślą o sługach Słowa w coraz większej liczbie formowanych w kulturze zdominowanej przez psychologię. Wspomnianego psychologizmu można by doszukiwać się w różnych wymiarach przepowiadania.
- Psychologizm homiletyczny mógłby znaleźć się już w samym rozumieniu posługi Słowa. Miałoby to miejsce wówczas, gdyby posługa ta, będąca wydarzeniem rozgrywającym się pomiędzy Bogiem a człowiekiem, należąca zatem do zakresu wiary, została sprowadzona do zakresu relacji pomiędzy kaznodzieją (homilistą) a słuchaczem, a więc do zakresu psychologii międzyludzkiej komunikacji. Takie rozumienie otwierałoby przestrzeń dla różnych sposobów "uatrakcyjniania" przepowiadania, które są nie do pogodzenia z jego teologiczną naturą, a misterium przepowiadania przemieniają często w tandetne show kościelne. Skuteczność przepowiadania sprowadzałaby się do rozpoznawania i stosowania praw psychologii rządzących skutecznością wystąpień publicznych; zaś jego cel do szlachetnego pragnienia psychoterapeutycznego posługiwania słuchaczom. Samo zaś wydarzenie przepowiadania upodabniałoby się do psychoterapii grupowej, podczas której sługa Słowa pełniłby rolę psychoterapeuty.
- Psychologizm homiletyczny mógłby przenikać interpretację Ewangelii. Warstwę psychologiczną opisywanych wydarzeń Ewangeliści sprowadzili do minimum, koncentrując się na ich historio-zbawczej wymowie. Ona wszakże istnieje i wydobywanie jej jest generalnie rzecz ujmując - usprawiedliwione. Papieska Komisja Biblijna w dokumencie Interpretacja Pisma Świętego w Kościele (Pallottinum 1994) pozytywnie wypowiada się na temat stosowania psychologii w interpretacji Pisma Świętego, gdyż przyczynia się do wielowymiarowego odczytywania go; konkretniej do rozumienia znaczenia obrzędów kultycznych, ofiar, zakazów; do właściwego odczytywania biblijnego języka obrazów, opowiadania o cudach, o dramatycznych widzeniach i zasłyszeniach apokaliptycznych (por. tamże s. 50-51).
Analiza psychologiczna Biblii ma za zadanie odtworzyć niejako opisywane w niej sytuacje, aby wykazać, że zwierają one typowe ludzkie doświadczenia, podstawowe procesy życiowe; ogólnoludzkie pragnienia, pytania, tęsknoty, nadzieje, rozczarowania, radości i smutki, oraz przekonać, że i dziś rozświetlić je może słowo Boga. Jedną ze znanych w tym względzie metod jest bibliodrama, polegająca na odgrywaniu scen biblijnych w celu wydobycia warstwy psychologicznej opisanego wydarzenia, reakcji osób i dokonać ich aktualizacji przez identyfikację z nimi. Inną z takich prób, zdaniem wielu biblistów udanych, jest film Mela Gibsona Pasja (USA 2004). Czynią to także od dawna - w bardziej czy mniej udany sposób - różnego rodzaju eseje, powieści, opowiadania, poematy, pieśni, a także wybitni słudzy Słowa.
Stosowanie psychologii w interpretacji Biblii ma jednak granice. Określa je, aczkolwiek dość ogólnie, wspomniana wyżej Komisja. Jej zdaniem nie powinno się więc odwołaniem do psychologii wyjaśniać tego, co jest przedmiotem wiary, kwestionować rzeczywistości grzechu i odkupienia, utożsamić religijność naturalną z objawieniem biblijnym, pozbawiać przesłania biblijnego charakteru historycznego, opierać się na jednej koncepcji psychologii, czy jednej publikacji zwłaszcza niewierzącego autora (por. tamże s. 51). Komisja adresuje też jedną przestrogę wprost do homilistów, a mianowicie, aby nie wchodzili w rozliczne szczegóły, ale wydobywali z tekstów biblijnych to, co służy wierze i doskonaleniu życia chrześcijańskiego (por. tamże s. 108). Nie ma potrzeby dodawać, że interpretacja psychologiczna domaga się znajomości tak psychologii jak i tła historyczno-kulturowego Biblii, dlatego bezpieczniej będzie korzystać z dobrych komentarzy, które oparte są zazwyczaj na owej znajomości, niż spuszczać się na własne domysły.
- Psychologizm homiletyczny mógłby przenikać głoszone treści. Zachodziłoby to wówczas, gdyby dokonywało się swego rodzaju psychologizacji chrześcijaństwa, czyli ukazywania go wyłącznie jako sposobu zaspokajania psychicznych potrzeb człowieka, względnie wyłącznie jako wyrazu funkcjonowania ludzkiej psychiki. Wyłącznie, gdyż poznanie sposobu funkcjonowania na płaszczyźnie psychicznej chrześcijaństwa (niesprowadzalnego do psychologii), przyczynia się do jego pogłębienia. Nie można też zapominać, że skierowane do nas Słowo Boże posiada wymiar psychologiczny; zawiera w sobie opisywane przez psychologów wymiary dojrzałej osobowości, której kształtowanie wpisane jest, jako ludzki wkład, w dzieło zbawcze Chrystusa. Nie mniej jednak głoszenie chrześcijaństwa zakorzenionego w psychologii, nie zaś w Biblii, byłoby sprowadzaniem go do jednej z teorii psychologicznych oraz pozbawianiem jego niepowtarzalnej wyjątkowości.
Ponieważ dla psychologizmu nie istnieją potrzeby duchowe, jedynie emocjonalne, zbawienie w takim przypadku rozumiane byłoby jako uporządkowanie emocji, względnie jako zrealizowanie siebie, albo - w teoriach związanych z New Agem - jako osiągnięcie wewnętrznego oświecenia. Byłby to rodzaj samozbawienia bez pomocy Zbawiciela. Grzech rozumiałoby się jako powikłanie emocjonalne, jako zakłócenie międzyludzkich relacji, względnie jako nierozwiązane neurotyczne konflikty. Spowiedź byłaby zabiegiem o charakterze psychicznym, jako pewien rodzaj psychoterapii indywidualnej. Modlitwa przedstawiana byłaby jedynie jako sposób na rozładowywanie emocjonalnych napięć. Konsekwentnie rozwój życia duchowego sprowadzany byłby do formy rozwoju psychicznego.
Głoszone prawdy wiary i moralności chrześcijańskiej selekcjonowałoby się z uwzględnianiem potrzeb psychicznych człowieka eliminując, względnie łagodząc prawdy, które mogłyby rzekomo działać toksycznie na słuchaczy, a więc takie jak: grzech, śmierć, odpowiedzialność za życie, wieczne potępienie, ofiara, wyrzeczenie, krzyż itp. Eksponowałoby się natomiast takie prawdy jak: miłość, wolność, pomyślność, radość, uroki życia, przyjemność itp. Chrześcijaństwo bowiem w takiej koncepcji miałoby uprzyjemniać życie, strzec przed stresami, uczyć jak radzić sobie z lękami, z przykrymi doświadczeniami życia codziennego, z przeżywaniem sytuacji granicznych. Generalnym kryterium doboru tematów byłyby więc nie jakieś obiektywne zasady, lecz subiektywne samopoczucie.
Wprawdzie jaskrawa postać psychologizmu homiletycznego będzie, przynajmniej w Polsce, przypadkiem raczej teoretycznym, niemniej objawy ciążenia w jego kierunku są realne, co poświadczają wypowiedzi cytowanych wyżej dokumentów Kościoła. A więc psychologia na ambonie - jak najbardziej! Ale na właściwym sobie miejscu! Jakim? Kiedy relację filozofii do teologii w ogólności określa sentencja ancilla theologiae, relację psychologii do teologii przepowiadania mogłaby wyrażać analogiczna sentencja ancilla homileticae, aczkolwiek niektórym psychologom zapewne trudno byłoby na to przystać.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






