W numerze
 
listopad/grudzień 2004 » "ODDANI NA SŁUŻBĘ LUDOWI BOŻEMU" » STUDIUM KOMUNIKACJI SŁOWA »

W drodze do spotkania (4). Być obecnym na ambonie.

Drukuj

Obecność jest darem

Ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II wnoszą w kulturę naszego świata niezwykle ważny element. Dzięki środkom społecznego przekazu, ludzie mają okazję uczestniczyć w "jesieni życia" papieża, w jego, mówiąc nieładnie, starości. Pokazuje się nam papieża słabego, nie zawsze panującego nad słowem, ruchami. Ta jego słabość staje się częścią medialnego przekazu osobowości Ojca Świętego, równie widocznym, co pielgrzymki i msze dla milionowych rzesz ludzi. Słaby papież budzi współczucie, i – rzecz bardzo charakterystyczna – jest właściwie "nieatakowalny", nietykalny, bezbronny: media doskonale zdają sobie sprawę, że ukazując tę rzeczywistość, nie mogą jej ganić, krytykować, bo odbiorcy przekazu nigdy nie zgodziliby się na atakowanie słabszego. Słabość papieża staje się jego siłą.

Tajemnica tej obecności chorego papieża w mediach tkwi w jego pojmowaniu świata. On cały czas nas uczył, że już nasza obecność jest darem dla ludzkości, że nasza obecność może zmieniać świat. Tak było też z apostołami: byli ważni oni, nie stanowisko, które zajmowali. Ci, którzy wołali o dymisję papieża, nigdy nie zrozumieli, że święty Piotr nie mógł był podać się do dymisji, bo ważny był on, nie stanowisko.

Być obecnym znaczy umieć znaleźć się w każdej sytuacji

Głoszenie kazań powinno być związane z obecnością, z byciem autentycznym. To, co wydaje się oczywiste nie zawsze jest jednak łatwe w realizacji. Trudno nam się niekiedy wczuć w sytuację wiernych przeżywających pogrzeb najbliższej osoby. Nie jesteśmy obecni, mamy swoje życie, problemy, zadania, niejednokrotnie wpadamy w rutynę, coś mówimy o zmartwychwstaniu, i tyle. Obecność mierzy się umiejętnością wczucia się w sytuację innych ludzi. Ich radości i smutki, ich kłopoty i nadzieje. Pamiętam opowiadanie mojego katechety, kiedy wspominał spotkanie ze swoimi parafianami w biurze parafialnym. Na wiosce czekał i czekał, żeby ktoś wreszcie przyszedł, i kiedy wreszcie pojawili się ludzie powitał ich stwierdzeniem: jak dobrze, że jesteście. A oni: my, proszę księdza, przyszliśmy zgłosić pogrzeb. Ksiądz wyrzucał sobie głupotę, mówił, że przecież z ich twarzy można było wyczytać, dlaczego przyszli do biura parafialnego.

Mówić o życiu parafialnej wspólnoty

Ważną cechą kaznodziejstwa jest umiejętność nawiązania do konkretnych wydarzeń z życia wspólnoty parafialnej. Życie kapłana powinno być wpisane w życie wspólnoty, życie wspólnoty w życie kapłana. Czasami pochłonięci dążeniem do "sukcesów" duszpasterskich, nie potrafimy dzielić się swoimi dokonaniami z innymi księżmi pracującymi w tej samej parafii. Oni sami dowiadują się o takich czy innych inicjatywach ze zdawkowych informacji zamieszczonych w ogłoszeniach parafialnych. Jeszcze gorzej, gdy proboszcz wyznacza zadania swoim wikariuszom tą samą drogą i dowiadują się oni o nadzwyczajnej zbiórce ministrantów, którą będą musieli poprowadzić, z ogłoszeń na końcu niedzielnej Mszy św. O szczegółach życia duszpasterskiego parafii powinniśmy umieć rozmawiać z innymi, bo spotkanie Oazy Rodzin nie jest sprawą prywatną jednego księdza. Wynika stąd postulat nawiązywania do podejmowanych w parafii działań duszpasterskich w czasie homilii. Trzeba się pytać, czy nie nazbyt rzadko pojawia się w kazaniach chociażby problem służby ministranckiej i jej konkretnych aspektów. Nie można o formacji powołań kapłańskich mówić jedynie w kazaniach skierowanych do młodzieży. Wspomnienie udanej pielgrzymki do miejsc świętych może stać się konkretnym elementem ubogacającym nasze przepowiadanie Bożego słowa, ułatwiającym przetłumaczenie wskazań ewangelii na język codziennego życia.

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść

Nie trzeba się przy tym bać dawać świadectwo o sobie samych. Jak papież, który nie boi się ukazywania swojej własnej fizycznej słabości, kapłan powinien być autentyczny. Mówi święty Paweł: Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich (1 Kor 9, 22). I jeszcze apostoł: Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę (1 Kor 6, 12). By nasze głoszenie ewangelii było autentyczne, musi się opierać na prawdzie naszego życia. Księdzu, który w niedzielę po mszach wstępuje do supermarketu kupić sobie sok pomarańczowy, który akurat się skończył, trudno będzie mówić w kazaniu, żeby nie robić zakupów w niedzielę. Kto sam ma problemy z alkoholem, albo po prostu lubi sobie z parafianami popić, nie będzie z łatwością grzmiał z ambony o pijaństwie. W ustach proboszcza, który jeździ dobrym samochodem i nigdy nikomu nic nie da, słowa o miłosierdziu nie mają wielkiego waloru autentyczności. Być obecnym we wspólnocie znaczy być świadkiem wiary. Łatwe słowa, które trzeba realizować trudząc się dla Pańskiego dzieła (1 Kor 16, 10).

Dobrze mówić, dobrze czynić

Widziałem niedawno taką scenę w zakrystii. Po Mszy z pięknym kazaniem o dawaniu dobrego świadectwa wiary wobec innych, o głoszeniu słowa Bożego życiem, przyszła do zakrystii dziewczyna prosząc o spowiedź, gdyż w czasie mszy akurat nikt spowiedzi nie słuchał. Zaczęło się przepytywanie: czemu nie przyszłaś przede mszą, myśmy spowiadali do "za pięć", itd. Dziewczyna tłumaczyła się, że telefonowała nawet do biura i poinformowano ją, że księża spowiadają w czasie mszy. Dopiero po wymianie kilku jeszcze zdań spełniono jej prośbę, choć z góry było wiadomo, że i tak prośba zostanie spełniona.

Czasami nie umiemy "dobrze czynić". Chcemy a nie umiemy. Wplątujemy się w niepotrzebne gry słów, przekreślając to, co wcześniej "dobrego" powiedzieliśmy. Jakbyśmy nie chcieli być autentyczni. Jakbyśmy nie chcieli, by nasza obecność była darem dla innych, by ona zmieniała świat.

autor: ks. Maciej Szczepaniak