W numerze
 
wrzesień/październik 2005 » "ODDANI NA SŁUŻBĘ LUDOWI BOŻEMU..." » STUDIUM KOMUNIKACJI SŁOWA »

W drodze do spotkania (VIII)

Drukuj

W wykładzie wygłoszonym 1 kwietnia 2005 roku w Subiaco, w przeddzień śmierci Jana Pawła II, ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary, Joseph Ratzinger, poruszył problem rozdźwięku pomiędzy rozwojem technicznym dzisiejszego świata a brakiem oparcia tegoż rozwoju na wartościach moralnych. Mówił, że chrześcijaństwo powinno starać się bardziej jeszcze być religią opartą na rozumie. Wiara w Logos, w Słowo odwieczne, pomaga uwierzyć, że wszystko co widzimy, pochodzi od Stwórcy. Potrzebujemy ludzi, mówił późniejszy Benedykt XVI, których wiara będzie oparta na rozumie, bo tylko oni będą mogli uczynić Boga wiarygodnym dla innych. Potrzebujemy ludzi, których rozum jest oświecony Bożym światłem i którzy swoim własnym rozumem przemówią do rozumu innych.

Rozum a uczucia

To bardzo ciekawa analiza przyczyn kryzysu trapiącego dzisiejszy świat. Wydaje się bowiem, na początku dwudziestego pierwszego wieku, że nasza wiara skupia się bardziej na zachwycie niż na rozumie. Niekiedy odnosi się wrażenie, że w naszym przepowiadaniu Bożego słowa bardziej koncentrujemy się na zrobieniu wrażenia, niż na pobudzeniu do myślenia. Przemykamy się gdzieś pomiędzy poetyckimi przenośniami a przykładami wziętymi z życia. Apelujemy do wzruszeń, pobudzamy do westchnień, dotykamy uczuć. Bardzo rzadko wzywamy, by się nad czymś głębiej zastanowić, coś lepiej poznać, zrozumieć. Najczęściej wołamy o miłość identyfikując ją z uczuciem.

Nie da się zanegować, że religia chrześcijańska oparta jest na przykazaniu miłości. Bynajmniej nie chodzi nam o jej negację, raczej o zwrócenie uwagi, za Benedyktem XVI, że nasze mówienie o miłości powinno też być oparte na wezwaniu do głębszej refleksji, chciałoby się powiedzieć, teologicznej, w każdym razie opartej na rozumie.

W zdecydowanej większości usłyszanych przeze mnie w ostatnich tygodniach kazań niedzielnych, apelowano w nich do uczuć słuchaczy. Brakowało w nich pogłębionych odniesień biblijnych, które dotykałyby egzegezy tekstów. To prawda, że homilia nie jest wykładem, ale prawdą jest również, że jeśli nie będziemy wymagać od naszych słuchaczy “myślenia”, nasze duszpasterstwo może się skończyć jedynie na peregrynacjach i koronacjach.

Pytania i odpowiedzi

Benedykt XVI mówi: wiarą trzeba żyć, to prawda, ale wiarę trzeba rozumieć. Trzeba podejmować refleksję na temat podstawowych zagadnień katechizmu. Może nam w tym pomóc nowe Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego, oparte znowu – jak dawne katechizmy – na pytaniach i odpowiedziach. Forma nawiązuje więc do praktykowanego już w starożytności dialogu mistrza i ucznia, jakby chciała nas sprowokować do dialogu. Może też przypomnieć, że również kaznodzieja powołany jest to zadawania słuchaczom pytań, na które nie zawsze musi koniecznie sam odpowiadać. Jan Paweł II niekiedy mówił w kazaniach: zastanówmy się nad tym pytaniem sami. Sam Chrystus stwierdzał: zastanówcie się, co znaczy...

Pytania i odpowiedzi katechizmowe nie rozwiążą oczywiście wielu życiowych problemów, z którymi boryka się współczesny człowiek. Jeśli jest jednak prawdą, że w zetknięciu z kulturą opartą na konsumpcji, kulturą oświeceniową, w której wszystko, co Boże uznaje się za sprzeczne z rozumem, brakuje nam niekiedy argumentów przemawiających za wiarą, może warto podjąć samemu refleksję, która pomoże mnie, moim słuchaczom i tym, z którymi żyję, zaspokoić głód prawdy.

autor: ks. Maciej Szczepaniak