Wedle słów ewangelii Jezus lituje się nad wdową i przywraca do życia jej syna. Chrystus jest obok nas, On ciągle patrzy na nas swym litościwym wzrokiem, dostrzega nasz ból, nasze łzy, nasze problemy i trudności. On ciągle wychodzi nam naprzeciw, do każdego z nas chce powiedzieć: Nie płacz, nie rozpaczaj, zatrzymaj się w swoim żałobnym pochodzie i pozwól mi działać. Jezus wkracza we wszystkie nasze smutki, chce wszystkim przerażonym dodawać otuchy.
Jezus zbliża się do miasta wraz ze swoimi uczniami. Za nimi podążają ludzie spragnieni kolejnych cudów, jakie może uczynić Chrystus. Zapewne wszyscy jeszcze mieli w pamięci uzdrowienie sługi setnika z Kafarnaum. Byli tym wydarzeniem podekscytowani, cieszyli się z tego, co się wydarzyło. Jezus podążał w atmosferze radości, kroczył na czele ludzi szczęśliwych.
Z miasta wychodzi inny pochód. Oto wdowa idzie pochować swego jedynego syna. Jej także towarzyszy tłum, ale jakże inny od tego, który zmierza do miasta. Kobieta traci nie tylko syna, ale także traci status społeczny, traci możliwość normalnego życia. To ten syn miał zarabiać, aby utrzymać siebie i swoją matkę, a teraz, aby przeżyć, będzie musiała żebrać. W tym tłumie wszyscy pogrążeni są w smutku, współczują wdowie, towarzyszą jej nie tylko w drodze na cmentarz, ale także w jej bólu i osamotnieniu.
Ile razy może się zdarzyć w naszym życiu, że idziemy w podobnym pochodzie. Gdy coś tracimy, na przykład zdrowie, bliską osobę, zatrudnienie; kiedy tracimy coś, co było dla nas ważne – przyjaźń, szczęście, radość. Reagujemy wtedy po ludzku, pojawia się płacz, strach. Stajemy się nieporadni jak małe dzieci. Jak bardzo jesteśmy wtedy podobni do tej wdowy, która straciła wszystko, co miała i co mogła mieć.
Wedle słów ewangelii Jezus lituje się nad wdową i przywraca do życia jej syna. Chrystus jest obok nas, On ciągle patrzy na nas swym litościwym wzrokiem, dostrzega nasz ból, nasze łzy, nasze problemy i trudności. On ciągle wychodzi nam naprzeciw, do każdego z nas chce powiedzieć: Nie płacz, nie rozpaczaj, zatrzymaj się w swoim żałobnym pochodzie i pozwól mi działać. Jezus wkracza we wszystkie nasze smutki, chce wszystkim przerażonym dodawać otuchy.
Więc może warto podążać za Jezusem? Ci wszyscy ludzie, którzy szli za Nim, widzieli znaki i cuda, jakie działał. Poznali, co potrafi uczynić. Może w tym tłumie szli ludzie uzdrowieni, ci, którzy sami doznali miłosiernego spojrzenia Chrystusa. Dzisiaj każdy z nas otrzymuje możliwość wyboru, z którym tłumem chcę kroczyć? Czy stać mnie na podążanie za Jezusem, czy chcę doznać radości, szczęścia, zadowolenia z przebywania blisko Boga? Czy chcę Go przyjąć do siebie, do swego życia, do swego domu? Czy wolę iść przez życie rozpaczając, czy chcę kroczyć w towarzystwie śmierci, bólu i rozpaczy? Nikt za nas nie podejmie decyzji, w którym tłumie chcemy być – tę decyzję musimy podjąć sami.
Podczas tych naszych trudnych, smutnych pochodów możemy spotkać Chrystusa. On ma moc uzdrawiania, wskrzeszania, obdarzania życiem. Czy pozwolimy mu na to?
autor: ks. Marcin Chudzik
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






