Patrz, jaka piękna
Do autobusu na jednym z przystanków wsiadła młoda siostra zakonna. Zaraz zwróciła na siebie uwagę. Szczególnie przypatrywało się jej kilku młodych mężczyzn. Po cichu wymieniali sobie uwagi na jej temat. Zakonnica była niezwykle pięknej urody. Gdy wysiadła jeden z owych mężczyzn powiedział do swoich kolegów zdanie, które było na tyle głośne, że musiało dotrzeć do jej uszu: Nie wie co straciła... Autobus ruszył dalej. Wkrótce i owi panowie wysiedli.
Sportowy świat obiegła przed kilkoma miesiącami sensacyjna wiadomość: 25-letnia Michela Amadori, Włoszka, doskonale zapowiadająca się siatkarka, grająca nawet w reprezentacji Włoch juniorek, zrezygnowała z kariery sportowej i wstąpiła do Karmelu. Dla wielu ten krok reprezentantki Italii był zdumiewający.
Świat, w którym żyjemy ma swoje oczy i swój słuch. Nie zawsze – by nie powiedzieć rzadko – nie rozumie ludzi, którzy swoje życie poświęcają innym, wyrzekając się siebie. Czynią zaś tak wstępując do klasztorów. Bywa, że się tam zamykają, by oddać się pokucie i modlitwie, jak wspomniana włoska siatkarka. Inni choć tak nie robią, to przez życie, które jest służbą niosą pomoc i nadzieję, miłość i wiarę dzieciom, młodzieży i dorosłym, zagubionym i szczęśliwym, ale pragnącym życia w przyjaźni z Bogiem.
Umrzeć, żeby żyć
Cóż mądrego mówi nam owa kobieta z Szunem, która gościła tak często proroka Elizeusza. Ano, po pierwsze była bogata, a jednak bogactwo nie przeszkodziło jej w tym, by posilić podróżnika. Z czasem, jako kobieta dobrego serca wyczuła, że ów gość to święty mąż Boży. Po wtóre nie mając dziecka a więc nosząc pewne negatywne piętno, nie zgorzkniała, nie stała się osobą pretensjonalną. Ot taka wola Boża... Prorok przepowiedział jej radość, podobną do tej jaką doświadczyła Elżbieta żona Zachariasza. Mimo starości poczęła i porodziła syna. Tak też się stało w życiu owej Szunemitki. Czego nas uczy ta bogata kobieta? Życie jest dane i zadane. Każdy ma swoją misję do spełnienia, bo każdy ma powołanie. Można nie ubierać habitu, jednak z życia uczynić służbę bliźniemu. Jednak by tak się stało, trzeba motywacji religijnej, którą jest wiara. Wiara zaś prowadzi do śmierci grzechu. Święty Paweł uświadamia nam: “Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie”. Ta śmierć płynie z chrztu, owego zanurzenia w Chrystusie i jego zbawczej śmierci. Zapewne wszyscy tu obecni jesteśmy ochrzczeni, jednak czy wszyscy żyjemy w Chrystusie i z życia czynimy dar dla innych? Jeśli człowiek żyjący w małżeństwie i rodzinie z życia swego uczynił służbę bliźnim, to łatwiej zrozumie i zaakceptuje siostrę zakonną czy brata, którzy dla Chrystusa zostawili wszystko, by służyć wszystkim, do których zostają posłani. I odwrotnie, ci dla których życie jest zabawką nie rozumieją, jak można być tak nierozsądnym, by gardzić światem na rzecz ludzi chorych, ubogich, osieroconych, cierpiących, zniewolonych, niewierzących... A jednak. Jakaż mądrość płynie z przysłowia: Jaka wiara, taka ofiara. Wszyscy którzy wchodzą na drogę życia konsekrowanego, czyli zakonnego, sens swojego kroku widzą w wierze w Chrystusa. Można powiedzieć, że dla tego świata umierają, ale świadomie i z wyboru wiary, po to, by służąc bliźnim otrzymać kiedyś życie wieczne w domu Ojca.
Miłość, która nie umiera
Powszechnie uważa się, że najklasyczniejszym obrazem miłości, jest miłość do rodziców i do dzieci. Wypływa to z natury człowieka. Kochać... to mąż, żona, dzieci. A jednak Ewangelia nam to przestawia, a właściwie uszlachetnia. To znaczy? Jakkolwiek byśmy kochali naszych najbliższych, oni z czasem umierają, albo odchodzą w swój świat zakładając swoją rodzinę. Nasza miłość staje się pamięcią modlitewną. Bywa, że nagła śmierć ukochanego dziecka jest silniejsza od wiary, która pod wpływem takiego doświadczenia załamuje się. Stąd by miłość była silniejsza od śmierci, musi wypływać z miłości Boga. “Miłość Bożą w sercu swym dzisiaj mam, tą miłością coraz bardziej kocham cię”, śpiewamy w jednej z piosenek religijnych. I w takim kontekście słowa Jezusa “Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien”. Czujemy ciężar tych słów? W iluż domach i rodzinach te słowa stają się prawdziwym dramatem, gdy jedyne dziecko np. córka pragnie wstąpić do klasztoru. W takiej sytuacji nie śmierć, ale pójście za Chrystusem w świat życia konsekrowanego staje się próbą wiary. Bywa, że takim rodzicom wali się cały świat..., gdy tej wiary zabraknie. Stąd trzeba miłości uczyć się całe życie i dojrzewać do jej pełni, która wyraża się w służbie bliźniemu.
Wejście za mury klasztoru, niektórym może się wydawać życiem łatwiejszym niż w świecie. Złudzenie. To właśnie siostry i bracia, nie mając swoich rodzin, a nosząc naturalne pragnienie miłości, realizują je w poświęceniu dla innych. Ileż na ten temat mogłyby powiedzieć siostry i bracia na co dzień pracujący w domach dziecka, szpitalach, domach opieki, zakładach rehabilitacji ...także na uniwersytetach, w nuncjaturach, szkołach... a pominąć nie można osób, które odważnie pojechały na misje i tam całym sercem i we wszystkim służą, by kochać i głosić Chrystusa.
Życie jest piękne
Ktoś powiedział, że życia nie możemy wydłużyć, ani skrócić, możemy je tylko pogłębić. I to pogłębienie w najszlachetniejszym sensie tego słowa, dokonuje się przez miłość. Miłość zdolną nawet do tego, by zapomnieć o sobie, by pamiętać o obcych. To dokonuje się także w życiu ludzi świeckich, ale przede wszystkim w życiu osób zakonnych. Niech Pan Bóg nauczy nas kochać i pomnoży nasza wiarę, byśmy wiedli życie pełne poświęcenia dla innych, a także tą wiarą i ta miłością rozumieli życie zakonne. I potrafili się cieszyć z tego, że jeszcze są tacy, którzy na głoś Boga odpowiadają: “Oto jestem”.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






