Bóg bowiem ocenia człowieka i ludzkie cechy według zupełnie innych kryteriów, niż kryteria świata. Przedsiębiorczość, samodzielność, kompetencja, własne zdanie i pewność siebie, mają w świecie wielką cenę i są gwarancją kariery. Potrafią zapewnić człowiekowi dobrą pozycję i prestiż w społeczeństwie, wysoki status majątkowy, niezależność i sukces. Ale też sprawiają, że człowiek zachłyśnięty swoją władzą, bogactwem i niezależnością, zamyka się w swojej pysze i dogmatycznej pewności, nie potrafi słuchać innych i nie dopuszcza do siebie żadnych wątpliwości, a nieraz nawet pytań, sądząc, że sam wie wszystko lepiej. Niestety, okoliczności te nie sprzyjają pokorze i cichości serca, a to stanowi wielką trudność na drodze do spotkania Boga. Właśnie dlatego tak trudno Bogu dotrzeć do intelektualnej elity.
Zachwyt i dziękczynne uwielbienie Jezusa, przytoczone w dzisiejszej Ewangelii, wydaje się nam trochę niezrozumiałe i niesprawiedliwe. Dlaczego mądrość i roztropność zostają przez Jezusa zlekceważone, a prostackość doceniona? Czyżby Jezus odwrócił do góry nogami nasz naturalny porządek i powszechne wartościowanie tych dziedzin?
Otóż żeby dobrze odczytać dzisiejszą Ewangelię, trzeba najpierw we właściwy sposób zrozumieć określenia „mądry i roztropny”. Na ogół kojarzymy je bardzo pozytywnie, natomiast prostactwo potępiamy jako przejaw prymitywizmu. W tym jednak przypadku tłumaczenie na polski nie jest zbyt precyzyjne i trafne – i stąd całe nieporozumienie. Ową mądrość należałoby przetłumaczyć raczej jako uczoność, przemądrzałość, wiedzę i dobrą orientację w sprawach tego świata, a roztropność jako zaradność i życiowy spryt. W zasadzie nie są to rzeczy złe, a patrząc na nie w kategoriach tego świata, są nawet bardzo dobre i pożądane, ale jednak mogą stanowić istotną przeszkodę w kontakcie człowieka z Bogiem.
Bóg bowiem ocenia człowieka i ludzkie cechy według zupełnie innych kryteriów, niż kryteria świata. Przedsiębiorczość, samodzielność, kompetencja, własne zdanie i pewność siebie, mają w świecie wielką cenę i są gwarancją kariery. Potrafią zapewnić człowiekowi dobrą pozycję i prestiż w społeczeństwie, wysoki status majątkowy, niezależność i sukces. Ale też sprawiają, że człowiek zachłyśnięty swoją władzą, bogactwem i niezależnością, zamyka się w swojej pysze i dogmatycznej pewności, nie potrafi słuchać innych i nie dopuszcza do siebie żadnych wątpliwości, a nieraz nawet pytań, sądząc, że sam wie wszystko lepiej. Niestety, okoliczności te nie sprzyjają pokorze i cichości serca, a to stanowi wielką trudność na drodze do spotkania Boga. Właśnie dlatego tak trudno Bogu dotrzeć do intelektualnej elity.
Natomiast prostota serca – to zupełnie co innego niż prostactwo – sprawia, że człowiek jest otwarty, ufny, pokorny i nie stawia oporu Bożej prawdzie. Taki człowiek wie, że Bóg może nas zaskoczyć i zadziwić na wiele sposobów, o których filozofom się nawet nie śniło. Filozofowie, także ci domorośli, od siedmiu boleści, mają już wszystko poukładane po swojemu i nie dopuszczają żadnych niespodzianek w swoich hermetycznych systemach. Przez gęste sito stworzonych przez siebie dogmatów i uprzedzeń, potrafią wychwycić i odrzucić każdą prawdę, która nie pasuje do ich systemu. Natomiast człowiek pokorny jest podobny do dziecka, które wszystkiego się dopiero uczy, jest chłonne, elastyczne i ciekawe. Taki człowiek jest otwarty i gotowy, by przyjąć Boże objawienie, by poznać samego Boga takiego, jaki chce nam się objawić.
Także taki człowiek jest gotowy, by uznać swoją nie-samowystarczalność, bezsilność, zmęczenie, biedę, a także moralną nędzę i grzech. Jest to podstawowa prawda o człowieku. A zarazem prawda tak niekorzystna i trudna, że tylko człowiek który nie ma żadnych złudzeń co do siebie i ma odwagę spojrzeć prawdzie prosto w oczy, potrafi ją przyjąć i zaakceptować. Ponieważ prawda o sobie samym jest tak upokarzająca i mało pochlebna, więc wolimy ją zastępować tzw. prawdą o innych. O wiele lepiej idzie nam oskarżanie i atakowanie innych, zwłaszcza, gdy można zrobić to zaocznie. Przyznanie się do swoich niedostatków jest mało medialne i dlatego tak rzadko spotykamy się z takimi wyznaniami w telewizji; stąd też i nie znamy takich osobowości. Ale właśnie tacy ludzie – niepopularni, anonimowi, ubodzy, na ogół niewykształceni, doświadczeni przez życie, stanowią najlepszy kanał dostępu do Boga, są najlepszymi nauczycielami modlitwy, wyrazistymi ilustracjami, ukazującymi na żywych przykładach, co Bóg ceni najbardziej.
Na pewno każdy z nas zna wiele takich osób, które mają przedziwną intuicję Boga. Ludzie tacy promieniują pokojem, cierpliwością, miłością i zrozumieniem. Zarazem wiedzą, że nie zawdzięczają tego sobie samym, lecz jest to niezasłużonym darem Bożym. Dzięki temu potrafią ten dar przyjąć i dobrze wykorzystać, bo nie robią tego dla własnej chwały czy pożytku, ale dla służby. Często tacy ludzie są surowo doświadczeni przez los, ale z niezwykłą cierpliwością i wytrwałością potrafią ten los znosić. Dają w ten sposób świadectwo słowom Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „Ja was pokrzepię. Jarzmo moje jest słodkie, a brzemię lekkie”. Bardzo trudno byłoby w to uwierzyć, gdyby nie tacy ludzie. I dlatego powinniśmy być Bogu za nich wdzięczni, szanować ich i naśladować. Być może wtedy sami znajdziemy ukojenie dla naszych niespokojnych dusz.
autor: ks. Mariusz Pohl