lipiec/sierpień 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 15 Niedziela okresu zwykłego »

Co ja mogę zrobić dla bliźniego?

Drukuj

20 stycznia 1961roku zaprzysiężony na trzydziestego piątego prezydenta Stanów Zjednoczony Ameryki John Fitzgerald Kennedy, wypowiedział słynne słowa: „Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie; zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju”. Czy inspiracją dla jedynego katolickiego prezydenta USA mogła być dzisiejsza ewangelia?

 

20 stycznia 1961roku zaprzysiężony na trzydziestego piątego prezydenta Stanów Zjednoczony Ameryki John Fitzgerald Kennedy, wypowiedział słynne słowa: „Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie; zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju”. Czy inspiracją dla jedynego katolickiego prezydenta USA mogła być dzisiejsza ewangelia? Święty Łukasz przytaczając przypowieść Jezusa, przekazuje nam Jego pytanie: „Jak myślisz, który z tych trzech okazał się bliźnim dla tego, kto wpadł między zbójców?” (Łk 10,36). Na pytanie biegłego w Prawie: „Kto jest moim bliźnim” (Łk 10,29), Jezus ostatecznie odpowiada pytaniem, które zmienia kierunek: nie pytaj, kto jest bliźnim dla ciebie; zapytaj, dla kogo ty możesz być bliźnim.
Być może jest to dla wielu z nas oczywiste: mam być dobry dla innych. To nie jest takie trudne i chyba nie jest problemem wyrobić w sobie jakąś generalną życzliwość dla innych ludzi. Kocham wszystkich Polaków, kocham moje miasto (i jego mieszkańców), kocham moją parafię – to nawet łatwo powiedzieć. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ci „inni” ludzie stają się tym jednym, konkretnym człowiekiem, który potrzebuje pomocy. Miłość bliźniego to nie piękna idea, ale bardzo konkretna sytuacja. Wyraźnie pokazuje to przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Staje on wobec konkretnej sytuacji i najpierw łamie prawo o czystości rytualnej, które stało się przeszkodą dla kapłana i lewity. Dla nich ważniejsza była religijna poprawność niż człowiek, który potrzebuje pomocy.
Miłość Samarytanina to nie deklaracje, ale konkretna pomoc. Była ona jednak możliwa dlatego, że ów podróżnik miał coś, czym mógł pomóc. W swoim bagażu miał apteczkę pierwszej pomocy, czyli wino i oliwę oraz bandaże, ambulansem stało się jego juczne zwierzę, odziałem OIOM – gospoda. W czasach, gdy nikomu nie śniło się o Narodowym Funduszu Zdrowia, musiał dysponować także gotówką, by poszkodowany mógł powrócić w dobrych warunkach do pełni zdrowia.
By móc skutecznie pomagać bliźnim, muszę mieć to „coś”. Nie da się „świadczyć” miłości tylko przez modlitwę i życzliwe myślenie o innych. Czasami nie wystarczy powiedzieć: pomodlę się za ciebie.Czasami trzeba zakasać rękawy i wziąć się do ciężkiej pracy. Wszystko, co mam – moje dobra materialne, inteligencja, siła, spryt, talenty – może stać się narzędziem miłości. Potrzeba jednak dystansu wobec tego, co posiadam. Nie pomogę drugiemu, gdy będę nieustannie kalkulował: co ja z tego będę miał, czy za dużo nie stracę, czy zostanie coś dla mnie. I tu dochodzimy do ostatniej, najważniejszej sprawy, kiedy mówimy o miłości.
Wiemy już, że miłość to nie idea ani piękny uśmiech. Miłość to konkret, ale przecież tak może kochać również ateista – jest wiele sytuacji nagłaśnianych przez media, w których wszyscy, bez względu na religię, wyznanie i światopogląd, ramię w ramię zbierają pieniądze na ofiary trzęsienia ziemi, budują wały przeciwpowodziowe, przynoszą jedzenie i odzież dla tych, którzy stracili wszystko w pożarze. Dlaczego to wezwanie do pomocy potrzebującym znalazło się w Ewangelii św. Łukasza? Dlaczego stanowi część Dobrej Nowiny i Zbawienia w Jezusie Chrystusie? Czy wystarczy powiedzieć, że ewangelista Łukasz, jako lekarz z wykształcenia, był szczególnie wrażliwy na tego typu sytuacje i patrzył na nie okiem specjalisty?
Jezus Chrystus rozpoczyna tę przypowieść przypomnieniem przykazania miłości Boga i bliźniego, które każdy pobożny Żyd odmawiał dwa razy dziennie. To było swoiste Credo – wyznanie wiary Narodu Wybranego. Kochać Boga, siebie i bliźniego. Kiedy Jezus wzywa do miłości, to jednocześnie sam staje się najdoskonalszym jej przykładem, a całe Pismo Święte ostatecznie wypełnia się w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. To tutaj odkrywamy, co to znaczy kochać naprawdę; to tutaj widzimy, że prawdziwa miłość zawsze prowadzi na krzyż. Miłość ukrzyżowana porzuca kalkulacje, obawy i zabezpieczenia. Miłosierny samarytanin to figura Jezusa Chrystusa, który odrzucony przez swój naród pochyla się nad grzesznikiem, podnosi go z jego upadku i niesie do Niebieskiej Ojczyzny. Płaci za nasze zbawienie swoim krzyżem, abyśmy żyli naprawdę, żyli wiecznie. Jezus Chrystus przez swoje blizny świadczące o śmierci krzyżowej staje się w najpełniejszy sposób bliźnim każdego z nas.
 
autor: ks. Jacek Zjawin