Słowo Boże - albo śmierć
Zaufać Bogu i robić swoje
W naszych warunkach geograficznych i kulturowych, trudno nam zrozumieć pełne przesłanie i wymowę tekstów o deszczu i urodzaju. Zwłaszcza, że w nowoczesnej technologii i polityce rolnej, o wiele ważniejsze wydają się być ceny nawozów i dopłaty bezpośrednie, niż warunki atmosferyczne. Ale wiemy też, że Pan Bóg potrafi upomnieć się o swoje i ostatecznie o wysokości zbiorów decydują czynniki, które zależą nie od nas, a od Boga. I całe szczęście! Bo dla człowieka nie ma nic lepszego, niż zaufać Bogu.
To wcale nie znaczy, że możemy założyć ręce i czekać, aż Bóg zrobi wszystko za nas. Wręcz przeciwnie: Bóg oczekuje od nas współpracy i owocność łaski w znacznej mierze zależy od tego, jak ją wykorzystamy. To tak samo jak z ziarnem: jeśli ma wydać plon, musi być posiane w żyzną i dobrze uprawioną glebę.
Pycha – sam wiem najlepiej
I właśnie ten obraz, znany doskonale wszystkim słuchaczom, do których mówił wtedy Jezus, posłużył za ilustrację ludzkich postaw względem słowa Bożego, wiary i Boga. I choć sam obraz stracił nieco na czytelności, to jednak prawda, którą on ilustruje, jeszcze nigdy chyba nie była tak aktualna. Nigdy bowiem człowiek nie czuł się tak niezależny i samowystarczalny jak dziś. Postęp techniki pozwala nam decydować i wpływać na czynniki, które kiedyś były poza zasięgiem ludzkich możliwości. A to wtrąca nas w pychę – i w nieszczęścia. Ilekroć bowiem próbujemy układać sobie życie po swojemu, z wykluczeniem lub tylko z lekceważeniem Boga, tyle razy działamy na swoją szkodę.
Zawsze jednak najgorsza była i jest pycha. Jezus dlatego nauczał w przypowieściach, bo najpierw chciał skruszyć naszą pychę i pewność siebie, że niby wszystko sami wiemy najlepiej. Jak często nie chcemy przyjmować do wiadomości najprostszych i najbardziej oczywistych prawd, w przekonaniu, że są one naiwne i nazbyt oczywiste. I w ten właśnie sposób łamiemy podstawowe zasady życia. Zdecydowana większość ludzkich nieszczęść bierze się właśnie stąd – z lekceważenia abecadła wiary. To jest główne źródło naszej ślepoty i porażek.
Słowo Boże u podstaw
I dlatego Chrystus głosił swoją naukę w sposób możliwie prosty, by sprawdzić, czy jesteśmy otwarci i gotowi na przyjęcie tych oczywistych prawd. I dopiero po tym wstępnym teście Jezus objawiał rzeczy trudniejsze. Z nami jest podobnie: póki nie zaakceptujemy zasad fundamentalnych, nie zdołamy też pojąć sensu zasad bardziej zaawansowanych.
A taką fundamentalną dla wiary i życia chrześcijańskiego zasadą jest to, że zacząć trzeba od Pisma św. To jest źródło i punkt wyjścia: zrozumieć słowo Boże. Właśnie najpierw zrozumieć. Brak zrozumienia powoduje, że słowo nie może w nas w ogóle działać, że nie porusza nas, bo przyjmujemy je bezrefleksyjnie, albo nawet bezmyślnie. Niestety, często ma to miejsce podczas mszy św.: niedbałe czytanie, nieumiejętność słuchania i naturalna trudność tekstu sprawiają, że treść do nas nie dociera. Także i homilie nie spełniają niekiedy swej roli i zamiast w prosty sposób wyjaśnić, o co chodzi w czytaniach i ukazać aktualne przesłanie słowa Bożego, błądzą gdzieś po manowcach błahych tematów czy fabularyzowanych opowiastek “z życia”. A przecież dla przytłaczającej liczby wiernych właśnie homilia jest jedyną szansą kontaktu ze słowem Bożym i okazją do zaciekawienia Biblią.
Zrozumienie warunkiem owocności
Natomiast wielu księży mogłoby przytaczać liczne świadectwa, jaka przemiana dokonuje się w ludziach, którzy zaczną rozumieć i osobiście zgłębiać przesłanie Dobrej Nowiny. Gdy tylko na spotkaniu Oazy Rodzin, Kręgu Biblijnego czy nawet katechezy, uda się przekroczyć pewien punkt, w którym uświadamiamy sobie, że ten fragment mówi o naszym życiu i że nas też dotyczy, wtedy dalszemu dzieleniu się i rozmowie na temat Biblii, nie ma wręcz końca. Zaczynamy odkrywać ważne prawdy, co do których nawet nie podejrzewaliśmy, że mogą mieć jakiś związek z tym skądinąd znanym fragmentem Pisma. I co ważniejsze: odkrywamy, że to nie jest tylko jakaś teoria, lecz istotna i praktyczna treść życia, że da się to przełożyć na nasz osobisty język decyzji, zasad postępowania, czynów.
Bez modlitwy – słomiany zapał
Ale tu czyha kolejne niebezpieczeństwo: zrodzi się w nas zachwyt i zapał do przyjęcia słowa Bożego, lecz zabraknie wytrwałości, by odkryte prawdy przełożyć na język konkretnego czynu. Tak się dzieje, gdy zrozumienia słowa nie uzupełnimy modlitwą. Wtedy pozostanie ono w sferze pięknej teorii, będziemy z zachwytem przyświadczać słowu i snuć głębokie rozważania, ale wszystko to będzie się dokonywać jakby na obrzeżu nas samych, bez dostępu do serca. Dopiero modlitwa może sprawić, że słowo się w nas zakorzeni i zacznie nas przemieniać.
Na przeszkodzie temu stoi przede wszystkim lęk, że nie zdołamy sprostać wyzwaniom Ewangelii. Nieraz coś nas porusza i przekonuje, ale zaraz zapał stygnie, bo uświadamiamy sobie, ile by nas to musiało kosztować, gdybyśmy chcieli to zachowywać. I nawet nie próbujemy. Albo próbujemy, lecz po pierwszej porażce kapitulujemy i zniechęcamy się. Przez osobistą modlitwę uzyskujemy dostęp do mocy Bożej, nabieramy poczucia, że nie jesteśmy sami, że Bóg, który wyznacza nam zadania, daje także siłę, by im sprostać. W przeciwnym razie pozostajemy wobec tych wyzwań osamotnieni.
Przemieniać świat – ale tylko z Bogiem
A najlepszym sposobem ucieczki od tego osamotnienia czy lęku przed wymaganiami, jest pogrążenie się w doczesności, zaprzątnięcie sprawami tego świata. A spraw tych nie brakuje i wiele z nich ma naprawdę szlachetny cel. Daje nam to złudne poczucie, że postępujemy słusznie, że musimy przecież zadbać o siebie i rodzinę, że mamy prawo do odrobiny szczęścia, że musimy dorównać innym i walczyć o swoje itd.
Tak, to prawda, ale nie cała. A prawda połowiczna jest nieraz groźniejsza od całego kłamstwa. Prawdą jest, że życie wymaga troski i wysiłku, ale musimy je podejmować w postawie zaufania i podporządkowania się Bogu. Jeśli spróbujemy budować swoje życie bez Boga, zabiegać o sukces z pominięciem Bożych zasad, wtedy przegramy. Tylko ufne poddanie się Bogu i podjęcie Jego powołania, daje gwarancję, że osiągniemy swój właściwy cel i wydamy godne owoce. A poddać się Bogu, to znaczy najpierw zrozumieć Jego słowo i wprowadzić je do swego życia. Dopiero wtedy jest szansa, że przyniesiemy plon stokrotny.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






