lipiec/sierpień 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 16 Niedziela okresu zwykłego »

Troszczysz się i niepokoisz o wiele...

Drukuj

Jestem zmęczony i przepracowany. Życie biegnie szaleńczym tempem i zdaje mi się czasem, że sam za nim nie nadążam. W dzisiejszych czasach nie ma miejsca na spokój. Jeśli chcesz utrzymać się na fali, mieć dostatnie życie i pieniądze na ciekawy wyjazd w czasie urlopu, na co dzień musisz pędzić.

 

Jestem zmęczony i przepracowany. Życie biegnie szaleńczym tempem i zdaje mi się czasem, że sam za nim nie nadążam. W dzisiejszych czasach nie ma miejsca na spokój. Jeśli chcesz utrzymać się na fali, mieć dostatnie życie i pieniądze na ciekawy wyjazd w czasie urlopu, na co dzień musisz pędzić. A jeśli pędzisz na co dzień, to w czasie urlopu śpisz, pijesz i sprawiasz sobie przyjemności, bo przecież jakoś trzeba odpocząć. Tylko dlaczego po takim odpoczynku odczuwa się pustkę lub jakieś dziwne niespełnienie, coś, co ma smak smutku, zawiedzenia, a czasem nawet rozpaczy?
Pod taką wypowiedzią, podpisać by się mogło wiele osób, może nawet większość z nas. I pewnie dlatego rozumiemy Martę. Ta dobra kobieta miała tak wiele pracy, a jednocześnie tak dobre serce! Chciała ugościć Mistrza jak najlepiej, a żeby kogoś dobrze ugościć, trzeba się napracować. W obecnych czasach można szybko zamówić pizzę albo inne smaczne danie, ale żeby zamówić, trzeba mieć czym zapłacić. Od gościa brać nie wypada, więc jakby na to nie spojrzeć, trzeba się napracować. A człowiek wiecznie zapracowany, to i zły bywa, i sfrustrowany, i naturalnie nie może znieść nierobów. A kiedy taki nierób mieszka pod tym samym dachem i nic go nie obchodzi, że człowiek już nie wyrabia się z pracą, a on ma na wszystko czas i duchowo się dopieszcza, to naprawdę można nie wytrzymać! Tyle w tym napięcia! Tyle napięcia w nas, tyle nerwów, niepokoju, zabiegania, zagubienia i pretensji!
Czy Bóg tego chce? Czy obojętne jest Mu nasze zestresowanie, zagubienie i poczucie pustki? Nie! Bóg jest Bogiem życia, najlepszej cząstki, która daje radość, pokój i doświadczenie głębokiego, spokojnego szczęścia, które nie odchodzi również wtedy, gdy przychodzi cierpienie. Bogu nie był obojętny los Abrahama i Sary. Przysłał trzech wędrowców z dobrą nowiną, ale co by się stało, gdyby zestresowany Abraham nie zauważył ich przechodzących i nie zaprosił pod swój dach na chwilę odpoczynku? Co byłoby, gdyby nie miał czasu z nimi porozmawiać?
Tyle trosk nas nęka, tyle spraw niepokoi, ciągle nie mamy czasu. Na co brak czasu? Najczęściej na chwilę ciszy i modlitwę. Na spokojne zatrzymanie się i pomyślenie o życiu, jego sensie, wartości, o tym, jak odróżniać to, co naprawdę wartościowe, od tego, co tylko takim się wydaje. Brakuje nam czasu, żebyśmy jak ewangeliczna Maria mogli siąść u stóp Pana, by posłuchać, co On ma nam do powiedzenia. Załatwiamy tysiące spraw, wielokrotnie długo rozmawiamy przez telefon, w czasie spotkań, prowadzimy rozmowy za pomocą skype’a, a tak często czujemy się samotni, opuszczeni, jakby pozbawieni wewnętrznej mocy i radości. Często boleśnie zawodzimy się na ludzkich słowach i obietnicach. To boli. To bardzo boli! Czasem pytamy: dlaczego? Być może prawdziwą odpowiedź na to pytanie odnalazła Katarzyna. Był czas, kiedy dużo się modliła. Czuła, że Jezus jest blisko niej, że ją kocha, że prowadzi. Rok wcześniej poznała Piotra. Zauroczyła się nim od pierwszego wejrzenia, tak samo jak on nią. Ona jest kobietą wolnego stanu. On ma żonę. Od początku wiedziała, że z tego nic nie będzie, bo nie może być. Sumienie nie pozwoli jej rozbić jego rodziny, doprowadzić do tego, że obydwoje będą żyć w grzechu. Pilnowała się, starała, a jednocześnie coraz więcej czasu spędzała na rozmowach z nim. Miała do niego ogromne zaufanie, a on zawsze powtarzał, że mogą rozmawiać o wszystkim, że ją rozumie, że zawsze jest przy niej i że zawsze może na niego liczyć. Poświęcała mu coraz więcej czasu i uwagi, więc coraz mniej miała czasu na rozmowę z Jezusem i słuchanie Jezusa. Przyszedł moment, w którym musiała się jasno określić i postawić granice. Jeszcze przez jakiś czas rozmawiali, ale nie jak kiedyś. Potem rozmowy były coraz rzadsze, Piotr miał coraz mniej czasu i ochoty na rozmowy i spotkania z nią. Przestało go interesować jej życie, sprawy. W końcu dał do zrozumienia, że w ogóle nie życzy sobie kontaktu. Była kompletnie rozbita. Załamana. Czuła się oszukana. Wiele razy wracały jej w pamięci jego słowa: „zawsze jestem z Tobą”. Gdy któregoś dnia po pracy weszła do kościoła, w którym był wystawiony Najświętszy Sakrament, myślała o zapewnieniach Piotra. W końcu zapytała Jezusa, dlaczego tak bardzo uwierzyła jego obietnicom, bardziej niż jakimkolwiek słowom Jezusa. I wtedy usłyszała w sobie, w głębi duszy, odpowiedź: – Powiedz, ile czasu poświęcałaś Mnie, a ile Piotrowi. Gdybyś ze Mną rozmawiała tyle godzin dziennie, ile rozmawiałaś z Piotrem, nie miałabyś wątpliwości, że Cię kocham i że Ja naprawdę zawsze jestem z Tobą, bo Ja jestem!
Gdybyśmy nauczyli się rozmawiać z Jezusem, siadać przy Nim jak Maria i słuchać Jego słowa, wiele naszych problemów odeszłoby daleko. Wielu błędów nigdy byśmy nie popełnili. Nie mielibyśmy w sobie poczucia osamotnienia i zagubienia. Jezus pragnie nam dawać pokój serca, wewnętrzne wyciszenie; chce, byśmy zrozumieli wiele spraw i doświadczyli szczęścia, ale aby mógł nam to dać, potrzebne jest nasze pragnienie przyjęcia tych darów i uczynienie wszystkiego, co możliwe, aby poznać Jezusa i pokochać Go. A to dzieje się podczas modlitwy i przez modlitwę. Modlitwę, która nie jest tylko odmówieniem pacierza, ale prawdziwym spotkaniem z Jezusem, spotkaniem, które pozwoli Go poznać, zachwycić się Nim i słuchać Go. Słuchać tak uważnie, jak słucha się osoby, którą się kocha!
 
autor: s. Urszula Kłusek SAC