lipiec/sierpień 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 17 Niedziela okresu zwykłego »

Dawać, otwierać, znajdować

Drukuj

Jakiś czas temu jechałem tramwajem. Było w nim sporo ludzi. W pewnym momencie do tramwaju wsiadł człowiek, którego obecność wszyscy zauważyli. Był biedny, pewnie bezdomny, nie umyty, w ręce trzymał siatki. Pasażerowie odsuwali się od niego.

 

Jakiś czas temu jechałem tramwajem. Było w nim sporo ludzi. W pewnym momencie do tramwaju wsiadł człowiek, którego obecność wszyscy zauważyli. Był biedny, pewnie bezdomny, nie umyty, w ręce trzymał siatki. Pasażerowie odsuwali się od niego. Szedł przez środek tramwaju i usiadł naprzeciwko mnie. Zaczął coś mówić do kobiety obok, prosił o dwadzieścia groszy na bułkę. Wkrótce dostał od niej monetę. Śmiał się do niej i powiedział: – Dziękuję za serce. Potem wysypały się z torby jego rzeczy – miseczka po mizerii, kawałek chleba, łyżka – a kobieta pomogła mu włożyć to wszystko do środka. Wiedziałem, że na następnym przystanku wysiądę i go tam zostawię. Ale ten krótki przejazd między kolejnymi przystankami trwał wieki. Wyjąłem kilka złotych i wcisnąłem mu do ręki. Usłyszałem kilkakrotnie głośno powtórzone: „dziękuję za serce”. Ale słowa te były dla mnie bardziej wyrzutem sumienia niż pochwałą. Bo dałem mu tylko parę złotych, powinienem był dać więcej, powinienem dać serce.
„Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona?”.
Warto te słowa zobaczyć w kontekście dzisiejszego pierwszego czytania, w którym ukazany nam zostaje wybraniec Boży, Abraham. Wiemy, że został on wtajemniczony przez Boga w swoje zamierzenia i plany. I oto budzi się w nim ludzki odruch: czuje, że wszyscy nie mogą cierpieć z powodu grzechów niektórych. Ponieważ nosi w sobie współczujące serce, spodziewa się, że Bóg nie pozwoli zginąć niewinnym. Dlatego dyskutuje z Bogiem, wstawiając się za skazanymi na karę zagłady.
Można powiedzieć, że Jezus, ucząc apostołów modlitwy, nawiązuje do uporu Abrahama. Przekonuje ich, że usilna prośba ma sens, jak w przypadku człowieka, któremu zabrakło chleba i który kołacze „po prośbie” o północy do drzwi przyjaciela. Żadne słowa jak: „nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku”, nie są go w stanie zniechęcić, i w końcu z powodu natręctwa dostanie tyle, ile potrzebuje. Jezus kończy porównanie słowami zachęty: „Powiadam wam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą”.
Ewangelia ta jest nie tylko wezwaniem do wytrwałej modlitwy, ale także do dawania tego, co ludziom konieczne jest do zbawienia. Wiemy, że nie chodzi w niej o zachętę do natręctwa, nachalności i dokuczliwości. To raczej wezwanie do wytrwałości, uporu w dobrym, troski o ważne sprawy. Dlatego Chrystus wyjaśnia dalej apostołom znaczenie modlitwy za pomocą trzech porównań. Przekonuje, że bycie Jego uczniem podobne jest do relacji syna do ojca, którego prosi się o coś do jedzenia. Chleb i ryba nie mogą być zamienione w kamień i węża wodnego. Porównania Jezusa zmierzają ostatecznie do zestawienia jajka ze skorpionem, przedmiotów zupełnie do siebie niepodobnych, zestawienia rzeczy rzeczywistej z nierealną, tak żeby w stopniu doskonałym wskazać na ufność, jaką powinniśmy żywić do Boga.
Upór w dobrym, wytrwałość na drodze powołania, troska o ważne sprawy… Jako ludzie ochrzczeni, podobnie jak Kolosalnie, uczestniczymy w nowym życiu Chrystusa zmartwychwstałego. Zostały nam wymazane grzechy, jak zapis na tablicy. Dług grzechu został wymazany na stałe, bo wraz z Jezusem został ukrzyżowany – czyli zgładzony – grzech. Dlatego w nadziei nowego życia nie zatrzymujmy się na naszym grzesznym postępowaniu. Odrzućmy je, wyznajmy grzech na spowiedzi świętej i zwróćmy uwagę na potrzebę dobra, otwarcia się na ludzkie prośby i niepokoje. Dawajmy innym to, czego potrzebują, by się zbawić, otwierajmy im drzwi naszego działania, znajdujmy drogę dialogu z drugim człowiekiem, postępujmy jak Ojciec światłości.
Jan Paweł II zauważył kiedyś, że nasze czasy naznaczone są wpływami egoistycznej mentalności. W środkach masowego przekazu, w grupach społecznych, w pracy, poddawani jesteśmy natarczywym naciskom szukania dobrobytu i magazynowania dóbr doczesnych. Pisał papież: „Duch tego świata wypacza wewnętrzną zdolność człowieka do bezinteresownego daru z siebie i kieruje ku zaspakajaniu własnych egoistycznych interesów” (Jan Paweł II, List na Wielki Post 2003). Wsłuchując się w ewangelię o dawaniu, znajdowaniu i otwieraniu, stajemy się świadkami sprzeciwu wobec świata zbudowanego wyłącznie na posiadaniu. Nasza prośba skierowana do Ojca: „Ojcze, chleba naszego powszedniego dawaj nam na każdy dzień”, staje się zaproszeniem do dawania innym chleba, który sami otrzymaliśmy w darze. Odrzućmy filozofię wyrachowania i przekonujmy się, że wszystko jest darem Bożym. Czasami tak łatwo dajemy sobie wmówić, że to, co mamy, jest naszą zasługą. Dopiero kiedy w naszych działaniach podwinie nam się noga, coś się niedobrego zdarzy, zaczynamy kierować naszą myśl ku Bogu, w Nim szukając ratunku. Bądźmy ludźmi dającymi w nadmiarze.
„Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona?”.
Greckie słowo skorpios można oddać jako „bycie ostrym”, posiadającym zdolność rozcinania, kłucia. Dobrze wyraża ono charakter zwierzęcia nazywanego skorpionem, często spotykanego w Palestynie, które uważano za groźnego przeciwnika człowieka. Skorpiony świetnie radzą sobie w ciemnościach i żywią się przeważnie różnego rodzaju owadami, pająkami i innymi skorpionami. Jadowite ukąszenia skorpionów są bardzo bolesne, dlatego Apokalipsa św. Jana wspomina o „katuszach po skorpionie”.
Kiedy Chrystus mówił o wytrwałości w dobrym i o potrzebie uporu, przekonywał, że byłoby niewytłumaczalne podanie własnemu synowi skorpiona, gdy ten prosi o jajko. Nasza postawa otwartości na drugiego człowieka prowadzi nas dzisiaj do odkrycia w nas współczującego serca, które chce dawać w nadmiarze nie tylko parę groszy, ale samego siebie, które wstawia się za ludźmi skazującymi siebie na zagładę, które daje, otwiera i znajduje wszystko, co służy zbawieniu drugiego człowieka.
 
autor: ks. Maciej Szczepaniak