W numerze
 
lipiec/sierpień 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 17 Niedziela okresu zwykłego »

Lekcja modlitwy

Drukuj

Dla człowieka wierzącego modlitwa jest programem życia. Nie przypadkiem uczniowie prosili Jezusa, by im taki program zaproponował. Jezus wie najlepiej, o co powinniśmy prosić i zabiegać.

 

Dla człowieka wierzącego modlitwa jest programem życia. Nie przypadkiem uczniowie prosili Jezusa, by im taki program zaproponował. Jezus wie najlepiej, o co powinniśmy prosić i zabiegać. W modlitwie „Ojcze nasz” przedstawił nam zwięźle pakiet celów, zadań i postaw, które wytyczają nam prostą drogę do Boga. Mimo niewielu słów w modlitwie tej kryje się wiele treści. Naszym zadaniem jest przekładać te treści na swój własny język, wyciągać z nich praktyczne wnioski, wyznaczać sobie konkretne zadania i napełniać się ufnością.
Modlitwa działa w dwie strony. Z jednej strony zwraca się do Boga i wyprasza nam Jego pomoc, komunikuje nasze potrzeby, wyraża dziecięcą ufność, wdzięczność, uwielbienie. Ale z drugiej strony modlitwa jest dla nas zobowiązaniem i zawiera listę zadań, które sami powinniśmy podjąć, by osiągnąć to, o co prosimy. Modlitwa staje się wtedy podręcznikiem albo instrukcją życia, a także źródłem siły do wypełnienia swoich zadań. Dzięki modlitwie poznajemy, co jest w życiu naprawdę ważne, o co powinniśmy zabiegać i do czego dążyć. Modlitwa pozwala nam odróżnić potrzeby od zachcianek.
Na pierwszym miejscu Jezus stawia chwałę Bożą. Chce nam pokazać, że Bóg powinien być dla nas ważny, najważniejszy, i to dla naszego własnego dobra. Jeśli Bóg będzie celem naszego życia, to życie nabierze wartości absolutnej. Wielkość Boga będzie wtedy fundamentem naszej ludzkiej godności. A królestwo Boże będzie miejscem albo stanem praktycznego urzeczywistniania Bożych ideałów w doczesności. Bóg chce, aby nasze życie było przepojone i naznaczone tymi wartościami, które On nam proponuje. To jest gwarancja, że będziemy szczęśliwi.
W tym szczęśliwym życiu ważne miejsce zajmują nasze doczesne, „przyziemne” i cielesne potrzeby. Bóg ich wcale nie lekceważy i nie chce ich wypierać ani zastępować przez wartości duchowe. Człowiek jest bytem duchowo-cielesnym i musi być harmonia między tym, co duchowe, i tym, co materialne. Chleb jest więc bardzo ważny, ale musi mieć swoje miejsce w hierarchii ważności: jeśli pragnienie chleba zdominuje wszelkie działanie, człowiek na tym ucierpi. Podobnie jak wtedy, gdy chleba zabraknie. Dlatego Bóg chce, byśmy zabiegali o chleb tylko jeden dzień. W przeciwnym razie chleb stanie się celem, a nie środkiem, a jego posiadanie w nadmiarze stanie się miernikiem wartości człowieka i podstawą poczucia bezpieczeństwa. A tymczasem nasze bezpieczeństwo, pokój i sens życia ma być oparty na Bogu.
Przebaczenie grzechów jest fundamentem tego bezpieczeństwa. Powinniśmy mieć świadomość własnej niedoskonałości, grzeszności i niesamowystarczalności. To fakt, który musimy uznać i z nim nie dyskutować. Człowiek jest grzeszny, ja jestem grzesznikiem. Ale to tylko połowa prawdy. Jej dopełnieniem jest prawda o Bożej miłości i przebaczeniu właśnie dla grzeszników, czyli dla mnie. Boża miłość jest dla mnie lepszą gwarancją bezpieczeństwa niż moja hipotetyczna bezgrzeszność, gdyby w ogóle była możliwa. A znakiem i zapewnieniem absolutnego Bożego przebaczenia jest skromne i niedoskonałe przebaczenie, jakie ja mam okazywać innym. Musze mieć świadomość, że chcę przebaczyć bliźniemu, nawet jeśli nie umiem tego do końca zrobić. Bo skoro ja chcę przebaczyć, to o ileż bardziej Bóg zechce. Przebaczenie leży w moim interesie, bo daje mi nadzieję, a nawet pewność odpuszczenia moich własnych grzechów. Gdy sam przebaczam, zdobywam dowód, że Bóg przebaczy mnie.
Taka lekcja płynie z modlitwy Pańskiej, ale trzeba, byśmy tę naukę wykorzystali w swoim życiu. Teoria, którą wypowiadamy i poznajemy w modlitwie, musi zaowocować w praktyce, czyli przynieść owoce. Chrystus kładzie wielki nacisk na tę praktykę, bo wie, że dopiero ona przesądza o jakości naszego życia. Nieraz mylimy nasze przekonania i uznanie pewnych prawd z ich praktyczną realizacją. Wydaje się nam, że jeśli coś uznajemy, a nawet się tym zachwycamy, to tym samym już to realizujemy. Tymczasem różnica miedzy prawdą a jej zastosowaniem jest taka, jak między obiadem a przepisem na obiad: przepisem nikt się nie naje.
I dlatego Jezus daje nam od razu praktyczną zachętę i impuls do wprowadzenia treści modlitwy Pańskiej w konkretne życie: za modlitwą tą kryje się miłość, wola i dobroć samego Boga. Przekonuje nas o tym praktyczna ilustracja z naszego życia. Dla świętego spokoju jesteśmy gotowi spełnić prośbę bliźniego, nawet gdy nie kierują nami jakieś wzniosłe pobudki. Czyż więc Pan Bóg, najlepszy, najczulszy Ojciec, nie da nam tego, co naprawdę będzie służyło naszemu dobru? Dla własnego interesu jesteśmy gotowi wytrwale zabiegać o spełnienie swoich pragnień i zaspokojenie potrzeb. Czyż więc nie powinniśmy zabiegać z równą determinacją o dobra duchowe – aż do skutku? Mimo swoich różnych wad i słabości, umiemy jednak być lojalni, uczciwi i uczynni, przynajmniej w elementarnych sprawach. O ileż bardziej możemy polegać na dobroci i hojności Boga!
Najpełniej ta dobroć i hojność wyraża się w darze Ducha Świętego. To On zaspokaja wszystkie potrzeby człowieka, daje moc, mądrość, natchnienia, obdarza darami, charyzmatami i owocami. Ale musimy o Ducha Świętego prosić, musimy Go oczekiwać, szukać i przyzywać. I musimy robić to wytrwale, z całą determinacją. Bo dopiero to otworzy nasze serca na Jego działanie.
 
autor: ks. Mariusz Pohl