Bracie i siostro, całe Pismo Święte oczekuje od ciebie dojrzałości. Tego, że będziesz mądry, że będziesz wiedział, jak sprawiedliwie postępować. Jak Salomon, daj sobie spokój z modlitwami o zdrowie, długie życie i dostatek.
„Domowe przedszkole wszystkie dzieci kocha”, śpiewał kiedyś Piotruś Szewczyk. Beztrosko było nam w wieku kilku lat. Można było ugotować zupę z piasku; nie ważne, że na takiej diecie rodzina umarłaby z głodu. Dorwany gdzieś stetoskop już czynił lekarzem – kogo obchodziło, że prędzej zaszkodzi niż wyleczy?
Mówię o tym, bo często to co robimy z wiarą to jakieś przedszkole. Zabawa w „bozię”. Nawet nie mam na myśli dziwactw niektórych dorosłych, uparcie mówiących zdrobnieniami jak malutkie dziecko: „Bozia”, „kościółek”, „mszyczka”, „księżulek”. W końcu nigdzie nie ma przykazania „nie będziesz robił z siebie pośmiewiska”. Najgorzej, kiedy zdziecinnienie ogarnia nasze postępowanie. Chrystus polecił nam być niewinnymi jak małe dzieci, a nie tak nieodpowiedzialnymi, głupimi. Weźmy za przykład słowa z dzisiejszej ewangelii: gdy znalazł jedną, drogocenną perłę, sprzedał wszystko, co miał i kupił ją. Rozumiesz te słowa? Możesz się obrazić, ale wątpię. „Sprzedał wszystko”, „wszystko”. Do nieba trafią ci, którzy wszystko oddali, by się tam dostać. Gdybyś rozumiał te słowa, wolny czas spędzałbyś na różańcu, czy adoracji w kościele, albo ucząc dzieci modlitw, zamiast kiwać się przed telewizorem. Ile byłoby z tej parafii powołań na księdza, do klasztoru, gdybyśmy naprawdę rozumieli co to znaczy „oddać wszystko”. Pan Bóg wie, że i ja o wiele więcej z wami bym osiągnął, gdybym sam to do końca rozumiał i był gotów wypełniać. Bawimy się w wiarę, ty i ja, rzucając Bogu ochłapy – tu czasem msza, tu czasem „modlitewka”. I to nie całkiem ma sens. Bo chodzi o zbawienie duszy, a nie o zrobienie dobrego wrażenia na otoczeniu. Oddać wszystko, to znaczy wstawać z modlitwą i z nią zasypiać, zaczynać i kończyć pracę oddając ją Bogu, rozmyślać – stale! – o sprawach wiary. Ciągle uważać, by nie dopuścić się niesprawiedliwości, by moje uczynki podobały się Bogu. Kochać, przebaczać. O Bogu myśleć, mówić, Bogiem żyć. A najpierw wychowuj samego siebie, żebyś się nie czuł znudzony Bożymi sprawami, tylko żebyś je gorliwie przeżywał. Prawdziwy wierzący wszędzie wozi z sobą Biblię, żeby móc ją co dzień poczytać. Nie powie niepotrzebnego słowa, nie przegapi okazji do dobrego. I to nie jest ideał, to pewien standard. Najmilszy, jeśli myślisz, że to jest oderwane od rzeczywistości, to tylko potwierdzasz co mówiłem, że my się bawimy w pobożność. Coś udajemy. To my jesteśmy oderwani od wiary.
Ale są też ludzie, którzy to dobrze rozumieją. Wybrani Boży, na których Stwórca patrzy z miłością. Postępują wiernie, nie schodząc z drogi przykazań ani na prawo, ani na lewo. Zdarzają się im już tylko całkiem drobne uchybienia, za które mocno żałują. Oni będą zbawieni, a my?
Bracie i siostro, całe Pismo Święte oczekuje od ciebie dojrzałości. Tego, że będziesz mądry, że będziesz wiedział, jak sprawiedliwie postępować. Jak Salomon, daj sobie spokój z modlitwami o zdrowie, długie życie i dostatek. Tak robili poganie, smarując tłuszczem swoich drewnianych bożków, bo ciekawiło ich tylko życie ziemskie. Ty myśl o życiu wiecznym, nieustannie. I módl się o mądrość, żebyś wiedział jak postępować po Bożemu.
autor: ks. Piotr Wojnar
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






