Bóg chce z nami współpracować
Obok głodu rozumianego jako brak pożywienia, znacznie powszechniejszy jest dziś tak zwany głód duchowy, czyli niematerialny, wewnętrzny. Jako społeczeństwo i jako poszczególni ludzie odczuwamy pragnienie zaspokojenia naszych potrzeb emocjonalnych: potrzeby miłości, potrzeby prawdziwych, dobrych relacji. Brakuje nam akceptacji ze strony innych – często najbliższych. To, co robimy często wydaje nam się bez większego znaczenia, bo wciąż jesteśmy głodni bycia docenionym.
Mimo coraz większej ilości organizacji zajmujących się pomocą głodnym, informacje o ludziach głodujących nie przestają do nas docierać. Wydaje się, że problem głodu na świecie jest jak studnia bez dna: im więcej pomagamy, tym większe są potrzeby. Głodnych nie trzeba szukać w Afryce czy Azji – tam jest ich najwięcej – ale ogromne ilości potrzebujących i niedożywionych ludzi są również w polskich miastach i wioskach. Głód jest problemem powszechnym i trudnym do rozwiązania.
Głodni miłości i akceptacji
Obok głodu rozumianego jako brak pożywienia, znacznie powszechniejszy jest dziś tak zwany głód duchowy, czyli niematerialny, wewnętrzny. Jako społeczeństwo i jako poszczególni ludzie odczuwamy pragnienie zaspokojenia naszych potrzeb emocjonalnych: potrzeby miłości, potrzeby prawdziwych, dobrych relacji. Brakuje nam akceptacji ze strony innych – często najbliższych. To, co robimy często wydaje nam się bez większego znaczenia, bo wciąż jesteśmy głodni bycia docenionym.
W dzisiejszej ewangelii oraz w pierwszym czytaniu znajdujemy zapowiedź tego, co czeka ludzi, którzy zaufają Bogu i pójdą Jego drogą. Pan Bóg poprzez proroka Izajasza uświadamia nam, że zbyt często szukamy zaspokojenia swoich potrzeb nie tam gdzie powinniśmy: „Czemu wydajecie pieniądze na to co nie jest chlebem? I waszą pracę na to, co nie nasyci?”.Przychodzą mi na myśl osoby uzależnione, które w używkach szukają zaspokojenia. Zaczynając od zwykłych papierosów, które pomagają się uspokoić, poprzez alkohol, który pomaga się wyluzować, po tak zwane twarde narkotyki. Ale przecież nie tylko w używkach szukamy nasycenia. Ile razy kobiety – matki, które nie realizują się w swoim związku – małżeństwie, przelewają swoją niezrealizowaną miłość do męża na dzieci i stają się nadopiekuńcze, co często prowadzi do ucieczki dziecka od matki. Podobnie mężowie, którzy nie potrafią zrealizować swojego pragnienia miłości i akceptacji w relacji z żoną i uciekają do alkoholu, głupkowatych programów telewizyjnych czy pracoholizmu, a w najgorszych wypadkach do zdrady. Podobne przykłady można by mnożyć…
Bóg zaspokaja każdy głód
„Czemu wydajecie pieniądze na to co nie jest chlebem? I waszą pracę na to, co nie nasyci?”Bożą odpowiedzią i rozwiązaniem jest zaproszenie: „Przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy. Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za mleko i wino”.Można odnieść wrażenie, że w tych słowach Bóg wręcz nalega, trochę jak jarmarczny sprzedawca, jakby chciał powiedzieć: najlepsze wino, najlepsze mleko… najlepsze sposoby zaspokojenia waszych potrzeb… za darmo! To nie jest zwykła promocja, to jest za darmo! Przyjdźcie do mojego straganu. Do straganu, którym jestem ja sam, wasz Bóg i chcę zaspokoić wasze potrzeby.
Czy to znaczy, że wszystko nam „spadnie z nieba”? Odpowiedź przychodzi w Ewangelii. Tłum, który idzie za Jezusem bo chce go słuchać i doświadczać Jego obecności – Jego cudów i mocy – zderza się z potrzebą zaspokojenia głodu. Odpowiedzią Jezusa nie jest chleb spadający z nieba i grad smażonych ryb, ale wykorzystanie tego, co jest w zasięgu możliwości uczniów: „wy dajcie im jeść”. Uczniowie przynoszą wszystko co mają, wszystko, co jest w zasięgu ich możliwości – dwie ryby i pięć chlebów – tylko tyle, ale tyle wystarczy, bo resztą zajmie się Bóg.
Współpracujmy z Bogiem
Cud pomnożenia chleba i ryb jest zapowiedzią współpracy jaką Bóg podejmuje ze swoim ludem – Kościołem. By zaspokoić ludzki głód – zarówno duchowy jak i fizyczny – musimy się wysilić. Trzeba uczynić to, co jest możliwe do zrobienia przez nas, a Bóg sprawi, że okaże się to wystarczające. Gdy spotykamy się z głodem relacji czy akceptacji może wystarczy z kimś wypić herbatę albo kawę i zjeść ciastko, a Bóg sprawi, że „głodny” doświadczy zaspokojenia jego potrzeby miłości, relacji czy akceptacji. Osoba głodna radości potrzebuje uśmiechu i przytulenia – niby nic, ale Bóg może sprawić, że będzie to wystarczające.
Nie zaspokoimy potrzeb wszystkich ludzi głodnych ale też nie zaspokoimy potrzeby ani jednej osoby jeśli całą odpowiedzialność zrzucimy na Boga. A Bóg nasz jest Bogiem współpracy z człowiekiem. Kiedyś współpracował z Izraelem, by pokazać światu, że jest tylko jeden, dobry Bóg. Współpracował z Maryją, by na świat mógł przyjść Syn Boży i nas zbawić, a dziś współpracuje z nami – z Kościołem – byśmy mogli zaspokajać ludzki głód, zwłaszcza tych, którzy po omacku szukają „Bożego straganu”.
Dlaczego jest to tak ważne? Zaspokojenie głodu ludzi to „znak mesjański” czyli znak bliskości Boga, znak odpowiedzi na modlitwy i pragnienia ludzkości. Choć może wypita kawa czy rozmowa z kimś „duchowo głodnym” to nie wszystko, czego potrzebuje drugi człowiek, to jednak uczynienie tego ze względu na miłość przybliża obie strony – i głodnego, i tego, który dzieli się swoimi dwiema rybami i pięcioma chlebami – do Boga, który jest dobrym dawcą dobrodziejstw i Jedynym, który może w pełni zaspokoić wszystkie ludzkie potrzeby.
autor: Tomasz R. Kubak
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






