W numerze
 
lipiec/sierpień 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 18 Niedziela okresu zwykłego »

Historia o nas wszystkich

Drukuj

Z tłumu słuchaczy wybiega przed Jezusa zdenerwowany młodzieniec pragnący sprawiedliwego osądu i pomocy w nękającej go sprawie. Jest rozdrażniony i zły, bo czuje się pominięty przy podziale spadku.

 

Z tłumu słuchaczy wybiega przed Jezusa zdenerwowany młodzieniec pragnący sprawiedliwego osądu i pomocy w nękającej go sprawie. Jest rozdrażniony i zły, bo czuje się pominięty przy podziale spadku. Więc zgodnie ze starym zwyczajem biegnie ile sił w nogach do znanego i sławnego rabina, by ten, jako znawca Mojżeszowego Prawa, wydał werdykt ratujący jego sytuację. Jego brat otrzymał w spadku więcej niż on! Domaga się więc unieważnienia testamentu i swojej części majątku! Woła: – Pomóż mi odzyskać moje pieniądze, pomóż wyegzekwować sprawiedliwość! To historia stara jak świat i wciąż się powtarza! Jak widzimy w dzisiejszej ewangelii, nawet dwa tysiące lat temu budziła emocje nie mniejsze niż podobne sytuacje dzisiaj! Ale czy faktycznie pobudką młodszego brata jest tylko pragnienie sprawiedliwości? Czy faktycznie w jego sercu jest tylko troska o równe traktowanie rodzeństwa i równy podział majątku? Gdyby tak było, Jezus – pragnący tego samego dla wszystkich – powinien przyznać mu rację i pomóc! Ale On odpowiada mu: „Któż mnie ustanowił nad wami rozjemcą?”, dystansując się od całej sprawy. I wydaje się, że tu sytuacja znalazła swój bolesny dla młodzieńca koniec. Jednak zanim Jezus odejdzie, opowie jeszcze historię: „pewnemu bogaczowi obrodziło pole”. – Jakie pole, co mnie obchodzi jakieś pole? – myśli pewnie rozgoryczony młodzieniec. – Przecież nie o to pytałem! Nie to chciałem od Ciebie usłyszeć. Być może myśli nawet: – Co za nieczuły i nieludzki człowiek z tego Jezusa, tu przecież idzie o moje pieniądze, tu idzie o moje życie! A On mi opowiada o jakimś polu! Ale słucha dalej przypowieści, która wciąga go, jak i wszystkich innych słuchaczy.
Wyobraźnia młodzieńca zaczyna malować obrazy. Pięknie odziany człowiek, przestronny pałac, na stole złota zastawa, pełne dzbany i talerze; syty i szczęśliwy, kto wie, może nawet zaczyna widzieć – oczyma wyobraźni – siebie na miejscu tego bogacza, siedzącego w swoim domu, z dala od zgiełku ulicy i znoju pracowitych dni w gospodarstwie; odpoczywającego godzinami w cieniu rozległych ogrodów, wśród fontann, otoczony liczną służbą, gotową spełnić wszystkie jego zachcianki. I nagle dowiaduje się, że w tym roku jego plony są większe niż kiedykolwiek wcześniej! Taka wiadomość! Czy to możliwe? Będzie jeszcze bogatszy, jego życie będzie jeszcze dostatniejsze, jeszcze szczęśliwsze! Czy to możliwe? Tak! W przypływie radości woła sam do siebie: „I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!”. Planuje więc, jak zabezpieczyć to, co jest bezpieczeństwem jego życia, co jest jego życiem: „Poburzę moje spichlerze i pobuduję większe, i tam złożę moje dobra!”. Jak to wszystko pięknie wygląda! Świetlana przyszłość, marzenia i plany dostatniego życia!
Ale Jezus nie byłby sobą, gdyby tę historię zakończył happy endem (co wcale nie oznacza, że nie był optymistą! Ale historie z trudniejszym zakończeniem są ciekawsze!). W snucie sielankowych planów na przyszłość i radosne kreślenie rysunków konstrukcji nowych budowli wkracza Bóg, ale nie po to, by pomóc w aranżacji nowego gospodarstwa, raczej po to, by podać rękę i pociągnąć bogacza… w zaświaty! „Głupcze! Jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie!”.
– Po co On opowiedział tę historię? – myśli pewnie młodzieniec proszący Jezusa o pomoc w swej sprawie! (Mam nadzieję, że jego pierwszą myślą nie było to, że Jezus wieszczy śmierć jego brata i nadzieje na przejęcie majątku!). Ale po co Jezus opowiada tę przypowieść? Często słowo „bogacz” na kartach Pisma Świętego posiada pejoratywne konotacje, ale w tym wypadku tak nie jest. Ani razu ta historia nie sugeruje, że bogactwo czy zdobywanie pieniędzy, pomnażanie majątku to coś złego, czy choćby niewłaściwego. Więcej jeszcze, można by pokusić się o stwierdzenie, że praca nad pomnażaniem swych dóbr jest czymś dobrym i pożytecznym. Skoro więc nie chodzi tu o krytykę bogactwa i wezwanie do wyrzeczenia, czy wręcz ascetycznego ubóstwa, to co jest celem tej przypowieści? Z odpowiedzią przychodzi nam ostatnie zdanie dzisiejszego czytania: „Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga”. W tych słowach Jezus przekazuje sens nie tylko naszej codziennej pracy, ale także – albo przede wszystkim – sens naszego życia i człowieczeństwa! Dla kogo gromadzisz skarby? Komu je pozostawisz? To proste pytanie Jezusa zaskakuje i zawstydza, kiedy pomyślimy o swojej hojności, swojej gościnności czy swoim pragnieniu pomocy. Radykalizm ewangelii nie jest tu ukryty w wezwaniu do skrajnego ubóstwa, jak sądzili święci asceci dawnych czasów, ale w wezwaniu do bycia z naszym bliźnim na wzór miłosiernego Samarytanina. Dzielić to, co mam, bez pytania o siebie, bez chciwego zatrzymywania dla siebie, kiedy inni są w potrzebie. Dawać, ale nie z tego, co zbywa, a z tego, co najcenniejsze. I być blisko tych, którzy najbardziej potrzebują, obdarzając wszystkim tym, co mamy najcenniejszego. Ta perspektywa zmienia patrzenie na doczesne dobra, które ze zbytków stają się narzędziem do czynienia aktów miłosierdzia, stają się możliwością do zmiany rzeczywistości w lepsze dla nas wszystkich miejsce, które nawet panom pozwala stać się sługami.
Z tłumu słuchaczy wybiega przed Jezusa młodzieniec pragnący sprawiedliwego osądu i pomocy w nękającej go sprawie. Czuje się pominięty przy podziale spadku, więc zgodnie ze starym zwyczajem biegnie ile sił w nogach do znanego i sławnego rabina, by ten, jako znawca Mojżeszowego Prawa, wydał werdykt i uratował jego sytuację. Jego brat otrzymał w spadku więcej niż on. Domaga się więc unieważnienia testamentu i swojej części majątku! Woła: – Pomóż mi odzyskać moje pieniądze! Pomóż mi wyegzekwować sprawiedliwość! Pomóż mi! A Jezus opowiada mu historię, historię o nim samym. O tym, co może się stać, kiedy chciwość zacieni jego serce i zabije w nim pragnienie czynienia dobra!
Ta historia jest o nas wszystkich, jest o mnie i o Tobie, i o tym, co może z nami się stać, kiedy żyć będziemy tylko dla siebie.
 
autor: ks. Dominik A. Chmielewski