Nocne czuwanie i dobroczynność
Noc to część doby – czas od zachodu do wschodu słońca, kiedy słońce znajduje się poniżej horyzontu i panuje ciemność. W czasach starotestamentowych według wojskowego zwyczaju godziny nocne dzielono na trzy czterogodzinne straże. Według greckiego podziału natomiast godziny nocne dzielono aż na cztery trzygodzinne straże.
Noc to część doby – czas od zachodu do wschodu słońca, kiedy słońce znajduje się poniżej horyzontu i panuje ciemność. W czasach starotestamentowych według wojskowego zwyczaju godziny nocne dzielono na trzy czterogodzinne straże. Według greckiego podziału natomiast godziny nocne dzielono aż na cztery trzygodzinne straże. Znane nam słowo wigilia jest pochodzenia łacińskiego i oznacza ono stróżowanie, nocne czuwanie przed dniem świątecznym. W starożytnym Rzymie wigilia trwała dokładnie jedną straż nocnego czuwania. Cała noc równa była czterem wigiliom. W liturgii chrześcijańskiej terminem wigilia określony jest dzień, a w głównej mierze noc poprzedzająca większe święto kościelne, jak Boże Narodzenie lub też Święto Zmartwychwstania Pańskiego – mówi się dlatego o wigilii paschalnej. Greckim odpowiednikiem terminu wigilia jest słowo parameno, czyli wytrwałość. Cechą nocnego czuwania – stróżowania jest wytrzymanie pewnego czasu i dotrwanie do końca jakieś sytuacji. Stróż nocny musi nie spać, musi być czujny i mieć się na baczności.
Wspomniana wigilijna noc paschalna odnosi się do pamiętnego wydarzenia z historii Izraela. A była nim niewątpliwie noc zagłady pierworodnych synów w Egipcie i zarazem noc ocalenia Izraelitów. Śmierć ominęła izraelskie domy, gdyż ich odrzwia zostały posmarowane krwią baranka zabitego o zmierzchu. Ta krew zachowała Izraelitów od niebezpieczeństwa i pozostawiła przy życiu. Właściwie ocaliła ich nie tyle sama krew, którą to krwią na znak oczyszczenia pokropiono framugi i nadproża, co obecność Boga – obrońcy i stróża Izraela. Panika, która wtedy powstała w wyniku rozprzestrzenienia się nieznanej nam epidemii, stworzyła dla Izraelitów dogodną sytuację do opuszczenia „domu niewoli” i udania się do Ziemi Obiecanej.
W Liście do Hebrajczyków ta dynamika wiary została ukazana na przykładzie życia, powołania i wędrówki Abrahama. Był on gotowy podjąć ryzyko, by udać się w nieznane – i okazał się wytrwałym. Wiara zagwarantowała mu poznanie rzeczywistości, której wcześniej nie widział. Z tym że wiara Abrahama nie była jedynie wiarą w coś lub nawet w kogoś, lecz była akceptacją Boga jako zwierzchnika nad wszystkim. Abraham nie potraktował Boga jako jakiegoś kontrahenta w interesach czy też doradcy, lecz potraktował Boga jako dawcę i źródło nadziei. Co warte podkreślenia, wiara Abrahama nie była jakąś bezproduktywną ucieczką od życia, lecz miała bardzo pozytywny wpływ na życie innych ludzi i zarazem wskazywała na inną rzeczywistość – perspektywę nieba. Chrześcijańska nadzieja to wiara eschatologiczna, to wiara w przyszłość. Epikur z Samos – grecki filozof, założyciel szkoły filozoficznej w Atenach, zwanej dlatego Ogrodem Epikura – uważał, że celem i zasadą ludzkiego życia jest przyjemność. Miał on na uwadze coś zupełnie innego, niż to, co na ogół ludzie przez to rozumieją. Chodziło mu o zdolność przewidywania. To, co w danej chwili wydaje się być przyjemne, później okazać się może bolesne. I odwrotnie – to, co teraz sprawia ból, w końcu może doprowadzić do przyjemności. Nie warto marnować czasu na spieranie się o to, czy odmówić sobie odrobiny przyjemności ze względu na domniemane przyszłe szczęście, czy też ulec zachciankom? Dla chrześcijan przyszłe szczęście nie jest domniemane. Ono jest pewne, bo przeszłość, teraźniejszość i przyszłość należy do Boga.
Film pt. Noc w muzeum opowiada w sposób humorystyczny o przeżyciach nocnego stróża – strażnika w muzeum przyrodniczym. Pewnej nocy, jego stróżowanie zaczyna być dla niego niezwykle ekscytujące i fascynujące, kiedy to nagle ożywa jedna z ekspozycji. Dyrekcja pewnego prawdziwego muzeum zainspirowana tym komediowym filmem, wpadła na pomysł, by stworzyć u siebie podobny projekt. Personel tego muzeum kreował różnorakie postacie historyczne, m.in.: książąt, rycerzy, wojowników czy kobiet z epoki wiktoriańskiej. Dzieci z reguły nudzą się na lekcjach historii, lecz podczas zwiedzania tego muzeum mogły reagować na spotkane postacie i odprowadzać je na przypisane im miejsca. A jak to jest z nami? Na ile jesteśmy podekscytowani lekturą biblijnych historii i na ile są one dla nas żywe? Być może dla kogoś o wiele bardziej atrakcyjne jest zdobywanie odzienia i pożywienia? A jednak Pan Jezus mówi: „Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę!”. Chrystus nie twierdzi przez to, że mamy pozbyć się wszystkiego i posiadać przysłowiowe nic. Wręcz odwrotnie.
W prowadzonej przez nas działalności ekonomicznej należy posługiwać się zdrowym rozsądkiem, by jednocześnie maksymalizować zysk i minimalizować koszt, a nade wszystko być dobroczynnym. Czynić tego nie należy przekraczając prawo Boże, kosztem czyjegoś lub też swojego zdrowia i życia, a także narażając na szkodę materialną oraz duchową. Nie należy również marnotrawić swoich pieniędzy na jakiekolwiek pożądliwości bądź kaprysy. W zamian należy być innowacyjnym, poprzestać na szacunku do Boga i na tym, czego wymaga prosta natura. Obok stosowania tych zasad, aby uwolnić w sobie czynienie dobra, należy troszczyć się o to, co potrzebne jest dla zachowania w zdrowiu duszy i ciała – tak naszego własnego, jak i najbliższych nam osób, podległych nam pracowników, innych chrześcijan i wszystkich potrzebujących. Dzięki temu stajemy się świadkami czynu Bożej dobroci i miłości. A stajemy się nimi w pełni, kiedy dosłownie wszystko, co tylko posiadamy, oddajemy Bogu.
Problem polega na tym, że często boimy się utraty tak cennego i ważnego dla nas dobra. Zamiast jednak obawiać się utraty kilku doczesnych dóbr i majętności, o wiele lepiej obawiać się utraty bogactwa wiecznego życia. Zdecydowanie lepiej być przygotowanym na zdanie raportu z tego, co uczyniliśmy z powierzonymi nam dobrami – i być świadkiem Bożej miłości. Daleko sprawniej pielgrzymuje się z małym bagażem niż z bezmiarem majętności. Lekarstwem na chciwość, pazerność i niepokój związany z ewentualną stratą – jest czuwanie; jest stała duchowa gotowość na ponowne przybycie Chrystusa Jezusa. Jedno wiemy na pewno, to nastąpi, choć nie wiemy dokładnie kiedy – i o której nocnej straży – to się stanie.
Warto podtrzymywać płomień ducha, aby zrozumieć to, że stoimy już u bram nieba. Pomimo tego, że na świecie w dalszym ciągu panuje noc, to jako uczennice i uczniowie Chrystusa nie tracimy nadziei, bo zbliża się brzask nowego i zarazem wiecznego dnia. Oby nasza wiara trzymała się Bożego słowa i była czynna w miłości. Bo wiara ma do czynienia z dobrami, których choć nie widzi i nie dotyka, to używa ich tak, jakby trzymała je już w rękach. Żywa wiara nie pyta, czy są do zrobienia jakieś dobre rzeczy? Ona, zanim padnie tego typu pytanie, już je zrobiła i nie ustaje w czynieniu dobra. Rozświetla mrok nocy i oczekuje świtu.
autor: ks. Sebastian Niedźwiedziński
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






