Sugestie słuchacza
Bardzo nie chciałbym, żeby kaznodzieja odczytywał słowa dzisiejszej ewangelii w sposób metaforyczno-umoralniający: łódź to nasze życie, fale to przeciwności, a ty, drogi słuchaczu, masz dzięki wierze iść przez te fale. Tak jakby od zagryzienia warg zależało, czy wytrwa słuchacz w wierze, czy utonie. I tak, jakby Ewangelia była poezją, którą należy traktować jako przenośnię.
Bardzo nie chciałbym, żeby kaznodzieja odczytywał słowa dzisiejszej ewangelii w sposób metaforyczno-umoralniający: łódź to nasze życie, fale to przeciwności, a ty, drogi słuchaczu, masz dzięki wierze iść przez te fale. Tak jakby od zagryzienia warg zależało, czy wytrwa słuchacz w wierze, czy utonie. I tak, jakby Ewangelia była poezją, którą należy traktować jako przenośnię.
Ale czy w takim razie nie miałoby ewangeliczne opowiadanie nic wspólnego z życiem słuchacza? Tak pewnie też nie jest. Co w takim razie ma on usłyszeć i czym się przejąć do głębi? Jakiego zastosowania mógłby oczekiwać, skoro nie dosłownego chodzenia po falach? A może jednak zbyt szybko uciekamy od dosłownego odczytania Słowa? Jeśli cuda, to tylko „duchowe”. Ciekawe, że Pan nie uciekał od cudów niejako „materialnych”, dostępnych również postrzeganiu zmysłowemu.
Zastanawia mnie, po co w ogóle taki performance zaaranżował Jezus? Bo pewnie zrobił to świadomie? Chyba że tak był zaabsorbowany rozmową z Ojcem, że nieświadomy niczego szedł po wodzie? (Byłby tu pokazany wpływ modlitwy na życie?). Ale jeśli nie, to po co taka scena? Żeby pokazać swoją niesamowitość? Objawić Bóstwo? Ale dlaczego nie przez cały czas, a tylko od czasu do czasu decyduje się na takie odsłonięcia Tajemnicy?
Przenosząc takie teofanie na grunt życia słuchacza – chciałoby się zapytać, dlaczego tylko od czasu do czasu zdarzają się nadzwyczajne doświadczenia łaski? Czemu Bóg się ukrywa? Czy nie jest okrutnym to uciekanie przed człowiekiem przez większą część czasu, a rzadkie pokazywanie się – czy to nie bezlitosna zabawa, igranie z wierzącym? I dlaczego tak mało sytuacji cudownych, po których okrzyk sam wydobyłby się z serca: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”!
Pewnie nie jest przypadkiem, że to Piotr, a nie inny uczeń wychodzi z łodzi. Byłaby w tej scenie jakaś aluzja do życia Kościoła (łódź) oraz papieża (Piotr?). Czy jednak takie odczytanie nie podpada pod to odrzucone na początku metaforyczne czytania Słowa? Ale może to nie jest jednak metafora? Jeśli nie, jakie fale dzisiaj zagrażają Kościołowi?
autor: Sławomir Zatwardnicki
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






