W numerze
 
lipiec/sierpień 2011 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 19 Niedziela okresu zwykłego »

Wierzę - nie wątpię

Drukuj
Drogie dzieci, opowiem wam pewną historię, która miała miejsce bardzo dawno temu, może nawet kilkaset lat temu.
Do Tajlandii przybył biały podróżnik z Europy. Kiedy król dowiedział się, że podróżny przybywa z odległej o tysiące kilometrów krainy, zaprosił go do siebie, aby dowiedzieć się czegoś o Europie. Podróżnik opowiedział władcy o tym, że w Europie zimy są tak ostre, że woda na rzekach staje się twarda jak kamień i nawet słoń mógłby po niej przejść.

 

Drogie dzieci, opowiem wam pewną historię, która miała miejsce bardzo dawno temu, może nawet kilkaset lat temu.
Do Tajlandii przybył biały podróżnik z Europy. Kiedy król dowiedział się, że podróżny przybywa z odległej o tysiące kilometrów krainy, zaprosił go do siebie, aby dowiedzieć się czegoś o Europie. Podróżnik opowiedział władcy o tym, że w Europie zimy są tak ostre, że woda na rzekach staje się twarda jak kamień i nawet słoń mógłby po niej przejść. Władcy, który znał życie tylko w gorącym klimacie, wydawało się to niemożliwe. Ani on, ani jego dworzanie nie chcieli uwierzyć w to, czego nigdy nie widzieli. Król uznał, że gość kłamie. Kazał go więc wydalić ze swojego kraju. Można powiedzieć, że ten król był człowiekiem małej wiary.
A czy wy wiedzieliście śnieg? Lepiliście kiedyś bałwana? Albo obrzucaliście się śnieżkami? Czyli mimo tego, że ów król śniegu nie widział, to śnieg istnieje.
A ktoś z was widział Pana Boga? Nie. Ale w Pana Boga wierzymy. Dlaczego wierzymy w Pana Boga? – Bo Biblia nam o tym mówi. A jest gdzieś grób Pana Jezusa, tak jak jest grób Buddy czy Mahometa w Arabii Saudyjskiej? Nie ma. A dlaczego nie ma? – Bo Pan Jezus zmartwychwstał tak jak zapowiedział i jest prawdziwym, jedynym Bogiem.
My w takiego Boga wierzymy. Choć nigdy go nie widzieliśmy, ale czujemy Jego działanie w świecie. Święty Piotr i apostołowie, którzy spali w łodzi, mieli dużo szczęścia, bo oni widzieli, mogli dotknąć Pana Jezusa, a nawet z Nim rozmawiać. Skąd o tym wiemy? – Z Ewangelii.
Kto opowie, co wydarzyło się na jeziorze Genezaret? – (Dzieci opowiadają Ewangelię. Można im zwrócić uwagę na to, że apostołowie byli rybakami, mieszkali nad jeziorem Genezaret zwanym inaczej Galilejskim albo Tyberiadzkim, największym jeziorem Izraela, położonym na północy Galilei – jest to najniżej położone jezioro słodkowodne na ziemi, dlatego jest tam bardzo ciepło, charakteryzuje się nagłymi i gwałtownymi burzami.
Ciekawostka: w lecie 1986 roku na dnie jeziora natrafiono na łódź z czasów Jezusa. Poziom wody jeziora był wtedy rekordowo niski. Dwaj mieszkańcy pobliskiego kibuc czyli wiosce Ginosar, rodzeni braci, wędrując po terenie poprzednio zalanym wodą, znaleźli trochę starych gwoździ i monet z brązu oraz jakiś owalny przedmiot pogrążony w błocie, który później okazał się łodzią z I w. n.e., a w środku łodzi lampkę oliwną. Obecnie ta łódź znajduje się w muzeum w tej miejscowości).
Apostołowie się przestraszyli, a św. Piotr nawet kazał udowodnić Jezusowi, że jest Bogiem i szedł po falach, ale gdy przestał na chwilę ufać, to zaczął tonąć. Wtedy krzyknął: „Panie, ratuj mnie”, a Pan Jezus powiedział do niego: „Człowieku małej wiary! Dlaczego zwątpiłeś?”
Ta historia Piotra mówi nam, że oprócz wiary należy mieć zaufanie do Pana Boga, który nas kocha tak jak ojciec kocha swoje dzieci.
Wysoko nad rynkiem małego miasteczka rozpięta była lina, a na niej akrobata pokazywał zgromadzonym widzom swoje sztuczki. – „Czy wierzycie, że przejadę po tej linie z taczką?” – „Wierzymy” – odpowiedzieli ludzie.
„A czy pan wsiądzie do taczki, żebym mógł przewieźć pana po linie?” – Człowiek, do którego się zwrócił akrobata, miał przerażoną twarz. Nie wierzył i nie ufał akrobacie. Wtedy z tłumu wystąpił mały chłopczyk i powiedział: „Ja wsiądę do tej taczki”.
Tłum zamarł z przerażenia, a akrobata zaczął jechać z dzieckiem po linie. Ludzie wstrzymali oddech. Kiedy taczka z chłopcem dotarła na drugi koniec liny, wszyscy bili brawo. Wtedy ktoś powiedział do chłopczyka: „Pewnie się trochę bałeś. Będąc tam w górze na cienkiej linie – mogłeś zginąć…” Wówczas ten chłopiec z uśmiechem odpowiedział. „Nic a nic się nie bałem! Przecież ten, który mnie wiózł, to jest mój tata”.
Tak należy wierzyć i ufać Panu Bogu, bo chociaż jest niewidzialny, to istnieje w Trzech Osobach. A teraz wyznamy naszą wiarę: „Wierzę w Ciebie Boże żywy…”.
 
 
autor: Lidia Lasota