Oczekiwanie na spotkanie
Dorastanie
“Nasze życie to sprawa otwarta, niedokończony projekt, który trzeba dopiero uzupełnić i urzeczywistnić”. Tak mówił jeszcze przed wyborem na papieża Joseph Ratzinger. W tych słowach odbija się przekonanie, że ludzkie życie jest dojrzewaniem ku celowi ostatecznemu, ku pełnemu objawieniu się Jezusa Chrystusa, Pana naszych dziejów.
Z dnia na dzień, z adwentu na adwent, z roku na rok, dorastamy do pełni człowieczeństwa objawionej we Wcieleniu Jezusa Chrystusa.
Kiedy czekamy na jakieś ważne spotkanie, musimy pamiętać o czasie, być dobrze ubrani i przygotowani. Oczekując na spotkanie z Chrystusem, nie znamy dnia ani godziny, musimy więc być zawsze gotowi, zawsze przyodziani w szatę dobra i miłości. Do ostatecznego spotkania z Chrystusem dorastamy przez całe życie.
Błądzenie
Tyle już razy słyszeliśmy przestrogę: “Uważajcie i czuwajcie” (Mk 13,33). Mimo to robiliśmy wiele rzeczy “po swojemu”, uparci, przyzwyczajeni, że zawsze mamy rację. Jak naród wybrany, którego lament słyszalny był dzisiaj w pierwszym czytaniu wyjętym z Księgi proroka Izajasza. Odczytany fragment Starego Testamentu stanowi część psalmu błagalnego o wyjątkowej ekspresji słowa. Kiedy wsłuchiwaliśmy się dzisiaj w te słowa, może wielu z nas przypominały się dzieje tego narodu i lament choćby z ostatnich miesięcy, kiedy Izrael wychodził z terytoriów Gazy.
Jesteśmy niekiedy podobni do tamtych ludzi, z czasów Starego Testamentu. Jak oni jesteśmy uparci, a potem mamy pretensje do Boga. “Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą?” (Iz 63,17), wołamy nieraz.
Takie poczucie błądzenia uczy człowieka przynajmniej pokory. “My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie” (Iz 64,5-6). Stan grzechu wprowadza marazm, sen, letarg, jakby śmierć. Obraz zwiędłych liści jest tu szczególnie wymowny.
Pismo Święte uczy jednak, że trzeba przezwyciężyć tę beznadziejność, owo poczucie wyobcowania. Trzeba postępować jak dzieci mądrości, zwrócić się znów do Boga. Modlący się lud przezwyciężył poczucie grzeszności poprzez głęboką wiarę: “A jednak, Panie, Tyś naszym ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. My wszyscy jesteśmy dziełem rąk Twoich” (Iz 64,7). Człowiek mądry ma poczucie własnej tożsamości, czyli wie, kim jest. Wie, że to Bóg jest ojcem i twórcą, że ku Niemu ostatecznie powinien się zwrócić. Wielu w naszym świecie ma z tym problemy, ciągle pyta, kim naprawdę jestem. Wielu w naszym świecie do końca nie wie, co to znaczy być chrześcijaninem; mówił o tym dobitnie Benedykt XVI na spotkaniu z młodzieżą w Kolonii.
Mieć się na baczności
“Uważajcie i czuwajcie”. Za każdym razem, adwent usilnie przypomina nam to wołanie. Jest to wezwanie do noszenia lampionów, do uczestniczenia w roratach. Jest to wezwanie do chodzenia w światłości, a więc do wystrzegania się grzechu. Jest to wezwanie do włączenia się w błagalny psalm ludu wybranego, w prośbę o odpuszczenie grzechów. Może warto w związku z tym już na początku adwentu przystąpić do spowiedzi świętej, by czas ten przeżyć w łasce uświęcającej, na czuwaniu.
“Uważajcie i czuwajcie”. To także wezwanie, byśmy zatrzymali się trochę nad pytaniem, jak żyjemy. “Uważać” to mieć się na baczności, dyżurować, jak strażnik, jak siostra w szpitalu, jak strażak. Trzeba uważać na zło, by nie dać się mu pokonać. Ale trzeba też uważać na dobro, by go nie uronić. Każdą chwilę życia można dobrze wykorzystać. Ile jest takich sytuacji, kiedy czujemy, że powinniśmy podać rękę, a tego nie czynimy. Nie mamy się na baczności. Zaskakuje nas pan domu: nie spodziewamy się go akurat z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. Mówimy: przyjść powinien trochę później.
Życie jest adwentem
Adwent to czas oczekiwania na przyjście Chrystusa, który jest naszą nadzieją.
Przez kolejne cztery tygodnie będziemy oczekiwać na Boże Narodzenie, wspomnienie przyjścia Jezusa na świat w Betlejem judzkim. Ale prawdziwe oczekiwanie dotyczy tych rzeczywistości, które dopiero nadejdą. Święty Paweł zapewnia nas raz jeszcze, że w tym oczekiwaniu nie jesteśmy sami, że Bóg nas będzie umacniał aż do końca. On “jest wierny”, mówi apostoł (1Kor 3,9). Dlatego czas Adwentu to przede wszystkim oczekiwanie na powtórne przyjście Jezusa, które nastąpi na końcu świata. Wtedy będziemy świadkami “objawienia się Pana” (1Kor 3,8).
“Uważajcie i czuwajcie”. Niezwykłym przeżyciem jest uczestniczenie w czyimś umieraniu. Niezwykłe to przeżycie zwłaszcza, jeśli człowiek pogodzony jest z odchodzeniem, jeśli jest spokojny, oczekujący. To wielka łaska wiary wiedzieć, że w życiu należeliśmy do Pana i że w śmierci całkowicie do Niego należymy. Mówi się, że tak umierał Jan Paweł II.
Bo życie jest adwentem, oczekiwaniem, czuwaniem, wyglądaniem Boga. Niech będą zapalone nasze pochodnie, a my podobni do sług oczekujących na Pana, by Mu otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






